Blog > Komentarze do wpisu
Nowa dostawa do lumpeksu

 

 

 

Po czteroletniej batalii sądowej zapadł w końcu wyrok: eurodeputowany PiS, profesor Legutko ma przeprosić byłych już licealistów z Wrocławia za nazwanie ich „rozwydrzonymi smarkaczami”. Prawicowi publicyści i politycy uważają wyrok za skandaliczny i haniebny.

O cenzurowaniu filozofa (pisze Wildstein Starszy)

„Skazanie wybitnego – być może najwybitniejszego – polskiego filozofa, jakim jest Ryszard Legutko, za nazwanie grupy uczniów domagających się usunięcia krzyża w szkole „rozpuszczonymi smarkaczami”, jest kolejnym skandalem polskiego wymiaru sprawiedliwości. To interwencja w obszary, którymi sąd nie powinien się zajmować. Wyraz „rozpuszczeni” jest absolutnie dopuszczalny, „smarkacze” zaś to określenie pejoratywne, ale nie obelżywe w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jeśli sądy zaczną tak głęboko wnikać w debatę, to oznacza to tylko jedno – będą ją cenzurowały, co w tym wypadku się dzieje. Nieprzypadkowo Ryszard Legutko został skazany za to, że w ten sposób określił tych, którzy domagali się zdjęcia krzyża. Gdyby to byli obrońcy krzyża, nie przypuszczam, żeby sądy pofatygowały się z wydaniem tego typu wyroku.”

List otwarty do smarkaczy (pisze Wildstein Młodszy)

„Drodzy smarkacze! Wróciłem do Polski i okazało się, że prof. Legutko został skazany z powodu pozwu przez Was złożonego. Nie spodobało Wam się, że skrytykował Waszą hucpę wokół ściągania krzyża ze ścian w szkole. Nie spodobało Wam się, że nazwał Was "rozwydrzonymi smarkaczami" i podaliście go do sądu. Moje stanowisko jest proste - niech sobie ludzie robią durne hucpy, niech mądrzejsi od nich je komentują. W związku z tym z przyjemnością oświadczam: Jesteście rozwydrzonymi smarkaczami. Nie tylko - jesteście do tego pajacami i szkodnikami. Których działalność przyczynia się do ograniczania wolności słowa. Kochani smarkacze, weźcie sobie ten list do serca! Bo zawsze można zmądrzeć i przestać być rozwydrzonym smarkaczem, czego bardzo Wam życzę.”

  1. Synonimy słowa rozwydrzony: niegrzeczny, rozpuszczony, niewychowany, rozkapryszony, zepsuty, rozpieszczony. Synonimy słowa smarkacz: dzieciak, szczeniak, młokos, pętak, gówniarz, wyrostek. Zdaniem Wildsteina Starszego, który dokonał analizy zbitki słów pod kątem obelżywości tego określenia, nic się nie stało. Bo sformułowanie nie jest ani wulgarne, ani nawet - jeśli mamy na myśli formę wypowiedzi - obelżywe. Natomiast jest pejoratywne, wskazuje, że ktoś jest niedojrzały i rozpuszczony. W związku z tym może być odebrane jako obelga. Jest obelżywe w treści. Ktoś miał prawo czuć się obrażony takim określeniem, zwłaszcza że padło publicznie, i sąd przyznał mu rację. Tyle. Prawem obywatela jest ochrona swojego dobrego imienia. Zdaniem Wildsteina to cenzura (uśmiechem skwituję peany na cześć Legutki jako wybitnego filozofa; wyżyny lizusostwa, bo przecież nie głupoty). Ale przecież Legutko nie odniósł się do wypowiedzi licealistów, nie skrytykował ich poglądów, a ocenił ludzi.
  2. Wildstein Młodszy pozuje na bohatera, być może licząc na to, że i jego licealiści pozwą. Byłby wtedy licencjonowanym męczennikiem chrześcijańskim (przecież występuje w obronie krzyża). Bo na razie jest pajacem. Pajac wart ojca.
  3. Zwracam uwagę, że licealiści wytoczyli Legutce sprawę z powództwa cywilnego, angażując swój czas i pieniądze, ryzykując że sąd nie podzieli ich argumentów. Uwaga, że sąd dokonał cenzury oczywiście jest manipulacją, bo sąd jedynie rozstrzygnął spór między powodem i pozwanym.
  4. Klan Wildsteinów zgodnym dwugłosem twierdzi, że występuje w obronie wolności słowa. Tymczasem obydwaj Wildsteinowie pracują (pisują) w „koncernie medialnym” Sakiewicza, który złożył w trybie artykułu 212 KK prywatny akt oskarżenia  przeciwko posłowi Niesiołowskiemu, gdy ten w rozmowie telefonicznej z dziennikarzem „Gazety Polskiej Codziennie” Samuelem Pereirą nazwał jego pismo „pisowską szmatą”. Wildsteinowie nie zająknęli się wtedy na temat cenzury i ograniczania wolności słowa, a zapewne o sprawie doskonale wiedzieli, bo są z Pereirą w dużej zażyłości. Nienawidzę hipokryzji. Nazwanie gazety „szmatławcem” nie mieści się pewnie według Wildsteinów w ramach wolności wypowiedzi, zaś próba zrobienia z autora tej wypowiedzi przestępcy (bo taki jest cel stosowania paragrafu kodeksu karnego dotyczącego zniesławienia) jest jak najbardziej słuszna. Warto też zwrócić uwagę na schizofrenię prawicy, która domaga się zniesienia artykułu 212 KK, zaś najczęściej sama z niego korzysta. Cenzurować nas – nie. Cenzurować my  - jak najbardziej.

O hucpie z pozwem przeciwko Niesiołowskiemu można poczytać tu: http://niezalezna.pl/49401-zazalenie-na-absurdalna-decyzje-sadu-niesiolowski-wreszcie-odpowie-za-pomowienie

Poseł PiS, znany z kablowania, również wypowiada się na temat wyroku na Legutkę:

Decyzja sądu jest kuriozalna, zwłaszcza kiedy mamy w pamięci wypowiedzi niektórych polityków, zwłaszcza Twojego Ruchu (dawniej Ruchu Palikota), dotyczące właściwie wszystkich dziedzin życia, pod adresem ludzi Kościoła czy ludzi prawicy, to jest to skandaliczny język. Jeżeli prof. Ryszard Legutko ma przeprosić za „rozwydrzonych smarkaczy”, to osoby, które posługują się językiem Palikota powinny dostać co najmniej po kilka lat w zawieszeniu.

Całość wypowiedzi: http://www.fronda.pl/a/andrzej-jaworski-dla-frondapl-jezeli-prof-legutko-ma-przepraszac-za-rozwydrzonych-smarkaczy-to-poslowie-palikota-powinni-dostac-kilka-lat-w-zawieszeniu,33949.html

Głupiec? Może zwyczajnie nieuk?

Każdy obywatel lub instytucja mają prawo do ochrony swojego dobrego imienia. Od tego są sądy, gdyby poseł nie wiedział. Ale najpierw trzeba złożyć pozew, a potem przekonać sąd do swoich racji.


środa, 29 stycznia 2014, gkur

Polecane wpisy

zBLOGowani.pl