Blog > Komentarze do wpisu
Szkoła manipulacji medialnej im. P. Legutki

 

 W wydaniu internetowym „Gościa Niedzielnego” wiceszef SDP wziął się na wspominki dotyczące „Czasu Krakowskiego”, konserwatywnego dziennika, którego debiut miał miejsce ćwierć wieku temu, a w którym pisywał. Do końca 1995 „Czas” ukazywał się jako dziennik, następnie w latach 1996-1997 jako tygodnik. W roku 1997 została podjęta próba reaktywacji dziennika pod zmienionym tytułem: "Nowy Czas Krakowski"; nie przyniosła ona powodzenia i pismo ostatecznie upadło w sierpniu 1997 roku. Pierwszym redaktorem pisma był poeta Jan Polkowski,  później tę funkcję pełnił Ryszard Terlecki. Swoje teksty publikowali tutaj m.in.: Katarzyna Kolenda-Zaleska, Jan Maria Rokita, Wojciech Czuchnowski, Witold Gadowski, a w latach 1995 - 1996 Teresa Bochwic, Piotr Legutko, Andrzej Urbański.

(http://pl.wikipedia.org/wiki/Czas_Krakowski)

Legutko formułuje spiskową tezę, że „Czas Krakowski” splajtował nie dlatego, że nie cieszył się wystarczająco dużym zainteresowaniem czytelników, ale dlatego, że „partyjny koncern RSW, choć formalnie w likwidacji, zarządzany przez tę samą kadrę, robił wszystko, by hamować rozwój „Czasu”. Zdaniem Legutki jedyna w regionie (!) drukarnia przez wiele miesięcy blokowała większą objętość gazety, przez co „Czas” nie mógł przejąć rynku drobnych ogłoszeń, zaś kolporter („Ruch”)  regularnie rozwoził gazetę później niż inne dzienniki.

Jest też opinia Legutki dotycząca rynku medialnego: - Potem te narzędzia [monopol druku i kolportażu] przechodziły w ręce zachodnich koncernów, które przejęły partyjne dzienniki i dla których „Czas” także był zagrożeniem. Nie pomogły gry prasowe wprowadzane na nasz rynek właśnie przez ten dziennik, nie wystarczył ewidentny sukces czytelniczy i (w pewnym momencie) półmilionowy nakład. Nikt nie chciał w „Czas” inwestować. Kordon sanitarny dotyczył też reklam. Upadek był kwestią czasu. Gazeta i tak przetrwała na rynku najdłużej, bo do 1997 roku. Podobne inicjatywy w innych miastach upadły po dwóch, trzech latach. Na rynku dzienników regionalnych pozostały jedynie stare tytuły, głównie organy KW PZPR. Dziś i one powoli schodzą z rynku. Zamiast stu kwiatów pachnących odmienne w każdym regionie doczekaliśmy się jednego dziennika w kilkunastu mutacjach wydawanego przez niemieckie wydawnictwo nazywające się Polska Presse – pisz Legutko.

Cały artykuł:

http://krakow.gosc.pl/doc/2406484.Nie-ten-czas

Pozwoliłem sobie na komentarz do części felietonu Legutki, dotyczący ekonomicznych aspektów tego wywodu (zważywszy, że od 20 lat pracując w pokrewnej branży widzę dużą konkurencję w usługach drukarskich; nie daję też wiary, że kolporter z premedytacją ustawicznie dowoził do punktów sprzedaży "Czas" później niż inne dzienniki).

Pan redaktor Legutko mentalnie tkwi jeszcze w czasach gospodarki centralnie sterowanej i nie zauważył, że media przestały być „organami partii” (uwaga ta nie dotyczy  tzw. „mediów niezależnych”, które w znakomitej większości są organami Prawa i Sprawiedliwości). Mało tego - podlegają prawom rynku: jeśli nie mają czytelników, to najzwyczajniej plajtują (ta uwaga z kolei nie dotyczy tytułów koncernu pana Sakiewicza, których około 75% nakładu trafia na makulaturę). 

Pan redaktor nie zna najwidoczniej pojęcia „gospodarka rynkowa” i nie rozumie słowa „kapitalizm”. Korzystając z okazji przypomnę, że to system oparty na prywatnej własności środków produkcji, co ma takie konsekwencje w przypadku rynku medialnego, że wydawcą nie jest państwo lub jego agendy, a firma, której właścicielami niekoniecznie są Polacy. Delikatnie zwrócę uwagę, że to również Polak może być udziałowcem, akcjonariuszem lub właścicielem zagranicznej firmy, która wydaje jakieś tytuły prasowe. O co mi chodzi? Że pieniądz nie ma narodowości, a rolą kapitalisty – niezależnie od tego czy jest Polakiem czy „niepolakiem” – jest powiększanie kapitału, czyli zarabianie. Piszę te słowa w związku z uwagą Pana redaktora odnośnie koncernu Polskapresse, który ma „robić pieniądz” na wydawaniu prasy, ale niekoniecznie musi być przy tym ideologicznie zaangażowany i reprezentować Niemca. Pisze Pan bowiem, że „zamiast stu kwiatów pachnących odmienne w każdym regionie doczekaliśmy się jednego dziennika w kilkunastu mutacjach wydawanego przez niemieckie wydawnictwo”.  

Wieczorem wszedłem na stronę sdp.pl i okazuje się, że sprawa ma drugie dno.

Nie bez powodu redaktor Legutko, wiceprezes zarządu głównego SDP, przywołuje koncern Polskapresse. Otóż w kwietniu zarząd główny, zdominowany przez służalczych wobec jednej partii publicystów (z konferansjerem i wodzirejem Krzysztofem Skowrońskim na czele) organizuje nadzwyczajny zjazd stowarzyszenia, na którym zostanie sprokurowana czarna księga polskich mediów. Idę o zakład, że będzie to sąd kapturowy nad mainstreamowymi mediami (z pewnością oceny sytuacji będą dokonywane na podobnych zasadach, na jakich zarząd główny SDP przyznaje hieny roku"). Jednym z punktów obrad będzie (cytuję): Patologia prywatyzacji (na przykładzie zjawiska pod nazwą PolskaPresse).   

http://sdp.pl/felietony/11098,nadzwyczajny-zajazd-sdp-napiszmy-czarna-ksiege-mediow-polskich,1427636158

Oto mamy więc w postaci felietonu Legutki rodzaj epilogu do kolejnej hucpy zarządu głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Towarzystwo spieszy się najwidoczniej, żeby zdążyć przed wyborami prezydenckimi.  Ciekaw tylko jestem, czy Kuria Metropolitarna, wydawca Gościa Niedzielnego, ma świadomość, że oddaje swoje łamy politrukom, wciągając się w chamskie manipulacje pisowskiego lizusa i czyniąc z szacownego kiedyś tytułu trybunę brudu.



poniedziałek, 30 marca 2015, gkur

Polecane wpisy

zBLOGowani.pl