Blog > Komentarze do wpisu
Weekendy z panem Zbyszkiem (4). Kronika RP wer. 4.0 / 4.1 z Widsteinem mniejszym w tle

 

 

 

 

 

Oto, co z III RP szczególnie  wryło się w pamięć Dawida Wildsteina, o czym poinformował niedawno świat za pomocą Twittera:


 

 

Ja pamiętam ministra sprawiedliwości, który publicznie, przed kamerami telewizji oskarżał lekarza o mordowanie pacjentów i formułował zarzuty, które później nie znalazły potwierdzenia w faktach. Pamiętam o wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który zarzucił polskim władzom naruszenie kilku artykułów konwencji praw człowieka, przede wszystkim zasady domniemania niewinności i prawa do rzetelnego procesu oraz zasądził wysokie odszkodowanie na rzecz „pokrzywdzonego” przez (resort) pana ministra. Ten sam minister i prokurator generalny – według doniesień medialnych uznanych przez sądy za wiarygodne - wydawał dyspozycje dotyczące „zbierania haków” na działaczy partii opozycyjnych (http://wpolityce.pl/polityka/185267-jak-pis-zbieral-haki-czyli-ziobro-procesuje-sie-z-polityka-swiadkiem-na-rozprawie-janusz-kaczmarek, http://wiadomosci.onet.pl/kraj/prokurator-marek-welna-kaczynski-kazal-zbierac-haki/y680b).  Pamiętam, że po ustąpieniu z urzędu temu ministrowi i prokuratorowi „uszkodził się” służbowy komputer, mechanicznie, w tak nietypowy sposób, że nie można było odtworzyć żadnych danych.

Zapamiętam, że tego amoralnego człowieka ponownie usadowiono na stanowisku ministra sprawiedliwości,  a także „skrojono” dla niego prawo (ustawa o prokuraturze), by poszerzyć mu możliwości działania, w tym środki do „ręcznego sterowania” resortem, ale także zmniejszyć odpowiedzialność jego i podległych mu prokuratorów – również materialną - w przypadku działań nieetycznych, godzących w czyjeś dobra osobiste, jak te „konferencje” medialne sprzed blisko dekady. Zapamiętam, że po objęciu stanowiska przez „tego człowieka” prokuratura wycofała apelację od wyroku uniewinniającego oficera ABW dowodzącego akcją zatrzymania Barbary Blidy
(http://wyborcza.pl/1,75398,20241404,koniec-sprawy-smierci-barbary-blidy-podczas-zatrzymania-przez.html#ixzz4CWZCxQ8U); mogę domniemywać: również po to, by w trakcie procesu nie wypłynęły nowe fakty mogące szkodzić ekipie „dobrej zmiany”, o niepotrzebnym szumie medialnym nie wspominając. Będę pamiętał o degradacji prokuratorów, którzy nie dość dobrze przysłużyli się PiS-owi, także o likwidacji prokuratury wojskowej, co prawdopodobnie ma związek ze śledztwem smoleńskim, a które nie wykazało, żeby doszło do zamachu na prezydenta. Zapamiętam atencję, z jaką minister próbuje dyskredytować sędziów Trybunału Konstytucyjnego i jak szczuje społeczeństwo na niezależne sądownictwo.

Zapamiętam, że żona pana ministra w ramach „dobrej zmiany” trafia (podobno) na stanowisko dyrektorskie w towarzystwie ubezpieczeniowym, w którym partia władzy uzyskała wpływy (http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/patrycja-kotecka-zona-ziobry-ma-nowa-prace-gdzie-bedzie-dyrektorem-marketingu_794717.html).

Zapamiętam wiceministra sprawiedliwości, który próbował, wykorzystując sejmowa mównicę, zniszczyć polityka opozycji, oskarżając go publicznie o prowadzenie agencji towarzyskiej.

Będę pamiętał o dziennikarzach, zwłaszcza tych „marcowych”, którzy nie zająknęli się słowem na te tematy.

Pamiętam o agentach CBA, którzy kiedyś nie cofnęli się ani przed preparowaniem dowodów i „podrzucaniem” łapówek (sprawa Wydawnictw Naukowo – Technicznych), ani przed skrajną podłością, jaką było wykorzystanie sfery uczuć, by nakłonić kogoś do przestępstwa. O agentach owych służb wypowiedział się niezawisły sąd w wielostronicowym „referacie”, uzasadniając kary bezwzględnego pozbawienia wolności. Zapamiętam Prezydenta RP, który przed wyrokiem sądu II instancji ich uniewinnił, by „karalność” lub sprawy karne w toku nie były  przeszkodą do powrotu do służby na jeszcze bardziej eksponowanych stanowiskach (główny oskarżony został ministrem – członkiem Rady Ministrów, Koordynatorem służb specjalnych). Zapamiętam zmiany prawa dokonywane przez partię władzy, które poniekąd legalizują działania, za które sąd skazał na więzienie rzeczonych „agentów” („owoc zatrutego drzewa”, czyli zdobywanie i dopuszczenie dowodów zebranych w sposób nielegalny lub nieuczciwy). Zapamiętam sposób w jaki Prawo i Sprawiedliwość „pozbyło się” przed upływem kadencji szefa CBA (z nominacji PO), uchodzącego za niezależnego fachowca, by na to stanowisko ponownie wprowadzić swojego człowieka, wiceszefa w czasach, gdy Biuro okryło się niesławą.

I zapamiętam dziennikarzy „dobrej zmiany”, którzy zatajali fakty przed opinią publiczną lub dokonywali manipulacji, wybielając kryminalistów z CBA i zarzucając sądowi stronniczość i służalstwo. Zapamiętam jaką zapłatę ci dziennikarze i ich wydawcy uzyskali i uzyskują. Chętnie obejrzę Wasze PIT-y z roku 2016 i porównam je z tymi sprzed „dobrej zmiany”.

Pamiętam o szefie ABW w czasach, gdy PiS po raz pierwszy sięgnęło władzy i opinię jaka wówczas się za mim ciągnęła – słuszną lub nie - dotyczącą dyspozycyjności oraz karierę, jaką robił w IV RP. Pamiętam jego udział w nagonce na polityk opozycji, która ostatecznie targnęła się na życie, gdy agenci podległej mu służby próbowali  polityk aresztować (zresztą w towarzystwie  kamery; materiał filmowy miał być – zapewne podobnie jak w przypadku sprawy doktora G. – pokazany publiczności telewizyjnej: http://wyborcza.pl/1,75398,20241404,koniec-sprawy-smierci-barbary-blidy-podczas-zatrzymania-przez.html#ixzz4CWZCxQ8U). Pamiętam tego człowieka, gdy pozował do fotografii z tandetną i chamską koszulką „G..a nie czytam” http://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2011/09/pis-6-z.jpg), która – byłego szefa ABW , a przyszłego posła z listy PiS (2011) – zwyczajnie kompromituje. Pamiętam, gdy aplikował na stanowisko prokuratora generalnego (?), a na pytanie w ramach „obywatelskiego monitoringu kandydatów na stanowisko prokuratora generalnego” prowadzonego przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, w trakcie publicznego przesłuchania (grudzień 2009, a więc już po śmierci Barbary Blidy): „Co uważa Pan za największe zagrożenie dla ochrony konstytucyjnych praw i wolności jednostki i obywatela w Polsce?” odpowiedział: „„Upartyjnienie instytucji państwa.” (http://www.hfhr.org.pl/prokurator/index.php?option=com_content&view=article&id=65&Itemid=48), co tylko potwierdza opinię wyrażoną w pierwszym zdaniu.

Zapamiętam, że ten „umoczony” człowiek, został prokuratorem krajowym oraz pierwszym zastępcą prokuratora generalnego.

Pamiętam o byłym wiceszefie CBA, którego pasją było podsłuchiwanie rozmów „on line”, a który w resorcie zyskał przydomek „gumowe ucho” za sprawą z górą 6.000 podsłuchów, które osobiście prowadził (http://www.newsweek.pl/wasik-gumowe-ucho--podsluchiwal-ponad-6-2-tys--razy,80437,1,1.html). Jeśli mowa o podsłuchach, to warto pamiętać, że CBA i ABW za czasów rządów PiS podsłuchiwało Monikę Olejnik i innych dziennikarzy. Jak peerelowska SB, czyli „kontrolnie” (http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/457083,cba-abw-za-czasow-rzadow-pis-podsluchiwalo-monike-olejnik-i-innych-dziennikarzy-jak-sb-kontrolnie.html), o czym medialni piewcy „dobrej zmiany” pamiętać nie chcą.

Zapamiętam, że pan „gumowe ucho” w listopadzie 2015 został powołany na sekretarza stanu w KPRM.

Pamiętam media  z czasów stanu wojennego, które próbowały zohydzać społeczeństwu opozycję i lidera „Solidarności”, wykorzystując do tego prowokacje preparowane na zamówienie komunistycznej władzy przez „służbę bezpieczeństwa”. Pamiętam telewizyjne „ustawki”, gdy przedstawiciele „zdrowej części społeczeństwa” potępiali warcholstwo „antysocjalistycznej”, „solidarnościowej” ekstremy. Pamiętam o osławionej instytucji z siedzibą przy ulicy Mysiej 3 w stołecznym mieście Warszawie, która nosiła nazwę „Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk”. Pamiętam o „weryfikacji” dziennikarzy po wprowadzeniu stanu wojennego.

Zapamiętam, że standardy manipulacji i podłości z lat 80-tych wróciły do mediów państwowych, a „niepokorni” (do niedawna) dziennikarze - dziś często na garnuszku i pasku nowej władzy - podsuwają społeczeństwu owe sfabrykowane materiały, odzierając z godności lidera antykomunistycznej opozycji oraz tych wszystkich, którzy się za nim wstawiają, robiąc z nich złodziei, ubeków, komunistycznych kolaborantów, tajnych współpracowników, czy beneficjentów zmian okrągłostołowych, czyli „rozkradania Polski”. Będę pamiętał dziennikarzy, którzy „ubeckimi metodami” dyskredytują dzisiejszą opozycję, wykorzystując niechlubne karty historii ich przodków, pomniejszając ich zasługi dla Polski i demokracji, manipulując życiorysami, czy wręcz ordynarnie kłamią, a przy tym rozgrzeszają „utrwalaczy władzy ludowej”: PZPR-owskich aparatczyków, niegdysiejszych konformistów i oportunistów, politycznych karierowiczów lub nawet prokuratorów stanu wojennego, którzy dziś opowiadają się za PiS-em. Będę pamiętał zagarnięte przez PiS media, z których zwalnia się dziennikarzy i wydawców za sympatie polityczne, za niedostateczną krytykę poprzedniego systemu lub za każdą wyartykułowaną wątpliwość w sens, logikę lub uczciwość poczynań nowej władzy. Zapamiętam cenzurę, jaką do publicznych mediów wprowadza Zjednoczona Prawica. Także zapamiętam hieny dziennikarskie, które tak chętnie rozsiadły się w ciepłych jeszcze fotelach.  Zapamiętam pismaków, którzy świadomi swoich niskich kwalifikacji zajęli miejsca profesjonalistów usuwanych ze stanowisk z przyczyn politycznych.

Pamiętam prezydenta, który po ogłoszeniu wyniku wyborczego, bratu - partyjnemu liderowi zameldował „wykonanie zadania”, a który - wbrew obietnicom – zamiast integrować dzielił społeczeństwo. Zapamiętałem prezydenta, który wbrew prawu i zdrowemu rozsądkowi „zaprosił” na pokład Tupolewa szefa Sztabu Generalnego oraz czterech dowódców sił zbrojnych. Ten prezydent u schyłku swojej kariery miał poparcie mniejsze niż 20%.  które było odzwierciedleniem autentycznego rozczarowania społeczeństwa  (http://www.newsweek.pl/poparcie-dla-pis-spada-w-sondazach,56006,1,1.html), a które tuby propagandowe próbowały uzasadnić jakąś wyimaginowaną „kampanią nienawiści” (o przykłady poproszę), zaś z postaci miernego polityka zrobić wybitnego męża stanu. Te tuby od lat sieją zamęt, próbując wbrew faktom, wmówić społeczeństwu, że katastrofa lotnicza była zamachem przy aktywnym udziale polskiego rządu.

Pamiętam polityków dzisiejszej partii rządzącej, którzy nie tak dawno gardzili regułami demokracji, które zepchnęły ją na wiele lat do pozycji mniejszości parlamentarnej. Którzy próbowali odbierać legitymację legalnie wybranej większości, rządowi, prezydentowi, czy konkurencyjnym ugrupowaniom w samorządach lokalnych. Którzy zarzucali poprzednikom manipulację sondażami i fałszerstwa wyborcze, gdy wyniki nie były po ich stronie. Wówczas nazywali publicznie prezydenta „maestrem świniowatości”, „patologią holistyczną”, „prostakiem we własnej osobie” (http://niezalezna.pl/64899-ikona-politycznego-obciachu), zaś lider ugrupowania, który przegrał walkę o fotel prezydencki obstawał, że jego kontrkandydat „został wybrany przez nieporozumienie” i sugerował jego związek z katastrofą smoleńską. Pamiętam, jak niegdysiejsza opozycja domagała się od rządzących poszanowania prawa i dobrego obyczaju sejmowego, jednocześnie będąc dla państwa obstrukcją, między innymi bojkotując tak ważne dla bezpieczeństwa Polski instytucje jak BBN. Nie przypominam sobie, żeby przez poprzednie 8 lat ograniczano dostęp Prawa i Sprawiedliwości do mównicy sejmowej, czy eliminowano opozycję z debat nad ustawami. Nie przypominam sobie, żeby ograniczano udział opozycji w programach publicystycznych, czy to na antenach mediów publicznych, czy w stacjach komercyjnych, zachowując duży umiar w propagandzie na rzecz większości. Pamiętam, że to opozycja demonstracyjnie bojkotowała zbyt krytyczne wobec swoich poczynań stacje telewizyjne i tytuły prasowe. Nie przypominam sobie, żeby państwo angażowało zależne od władzy media do glanowania opozycji, również tej pozaparlamentarnej. Nie pamiętam, aby zmieniano prawo w takim zakresie, żeby utrwalać swoją władzę na lata, czy też poprzez masowe korekty przepisów umożliwiać konkretnym osobom – partyjnym działaczom i sympatykom - zajmowanie stanowisk urzędniczych.

Pamiętam publicystów, mieniących się „niezależnymi”, którzy przeciwników ideologicznych nazywali „mętnym nurtem”, zarzucając im – wbrew faktom – lizusostwo, sprzedajność i merkantylizm. Dziennikarzy, którzy ze słowem „prawda” na ustach systematycznie i metodycznie, posługując się łgarstwem i manipulacją nakręcali spiralę niechęci wobec politycznej większości lub też otwarcie „hejtowali” legalnie wybrane władze, stojąc murem przy ówczesnej opozycji i stając się jej formalnym zapleczem medialnym (wystarczy sięgnąć do archiwów mediów „niezależnych”). Pamiętam publicystów, którym tragedia smoleńska umożliwiła powrót do życia zawodowego lub zapoczątkowała start w branży. Pamiętam te wszystkie manipulacje medialne mające dowieść teorii zamachu i poniżanie profesjonalistów, którzy z tą tezą się nie zgadzali. Pamiętam jak wprost obciążano premiera za spreparowanie zamachu.

Zapamiętam prezydenta - oszusta, który w trakcie kampanii gwarantował, że nie będzie „pisarczykiem”, ale niezależnym politykiem, reprezentującym wszystkich Polaków, niezależnie od ich poglądów, który przysięgał „Narodowi Polskiemu, że postanowieniom Konstytucji wierności dochowa, będzie strzegł niezłomnie godności Narodu, suwerenności i bezpieczeństwa państwa, że dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla niego zawsze najwyższym nakazem”, a okazał się być politykiem mikrego formatu, aparatczykiem, marionetką w rękach lidera partyjnego. Którego mógłby zastąpić automat do podpisywania ustaw i wygłaszania okazjonalnych przemówień. Który opozycję, razem z jej autorytetami, sprowadza do pozycji cwaniaków i złodziei, którzy jedynie chcą powrotu do koryta, bo dotychczas ojczyznę traktowali jak dojną krowę („Ojczyznę dojną racz im zwrócić panie”). Który za nic ma postanowienia konstytucji i wyroki sądów. Który bierze aktywny udział w psuciu demokracji i niszczeniu dorobku państwa i demontażu jego instytucji. Który legitymizuje starapię, w którą przepoczwarza się Rzeczpospolita.

Zapamiętam tę większość parlamentarną, która dzisiaj o sobie mówi, że jest „suwerenem”, że ma mandat narodu, który uprawnia ją do wprowadzania nieograniczonych zmian w ustawodawstwie, bez oglądania się na opozycje parlamentarną lub obywateli, którzy nie mają swojej reprezentacji w sejmie. Zapamiętam partię, która zmienia prawo tylko po to, by na eksponowane stanowiska urzędnicze wsadzać „swoich” ludzi, nie zważając na ich kompetencje, wykształcenie, doświadczenie (ustawa o służbie cywilnej, ustawa o IPN). Partię, która bez oglądania się na konsekwencje gospodarcze zmienia kierownictwa spółek z większościowym skarbu państwa, traktując stanowiska jako synekury lub strefy wpływów politycznych. Która zasłużonych działaczy partyjnych bez cienia zażenowania rozmieszcza po różnych podległych instytucjach. Która z mediów publicznych zrobiła płatną dziwkę. Która gratyfikuje tytuły prasowe udzielające jej bezkrytycznego wsparcia (płatne reklamy, kryptoreklama w mediach publicznych) i utrudniając funkcjonowanie prasie, która tego nie robi. Która odrzuca możliwość dialogu z mniejszością, która uniemożliwia aktywny udział opozycji w debacie sejmowej lub pracach w komisjach parlamentarnych. Która wbrew wieloletnim obyczajom ograniczyła udział opozycji w prezydium sejmu, zapewniając sobie w tym ciele większość głosów. Która za nic ma wyroki Trybunału Konstytucyjnego, opinie autorytetów i środowisk prawniczych, czy krytykę płynącą z Unii Europejskiej i organizacji społecznych stojących w obronie praw człowieka i obywatela. Która zaczyna realizować plan vendetty swojego lidera.  

Zapamiętam pismaków, którzy nazwali się „niezależnymi”, „niepokornymi”, zaciętych krytyków władzy gdy u steru była partia, której byli przeciwnikami. Tych, którzy teraz z równą atencją, ale już za konkretne pieniądze i inne profity,  opluwają opozycję i są piewcami nowej władzy. Zapamiętam publicystów, którzy podjudzają partię, której się wysługują , żeby uderzyła w ich konkurentów biznesowych. Którzy podpowiadają władzy jak udupić media, które nadal są niezależne (postulat zakazu koncentracji kapitału obcego w polskich tytułach prasowych).     Którzy bez cienia wątpliwości popierają ograniczanie praw obywatelskich i wolności słowa (ustawa „antyterrorystyczna”). Zapamiętam Was, których ksiądz Sowa trafnie  zdefiniował jako „dziennikarskie gnidy”.

sobota, 25 czerwca 2016, gkur

Polecane wpisy

zBLOGowani.pl