RSS
sobota, 30 stycznia 2016
piątek, 29 stycznia 2016
Kiedy Naród wstanie z kolan w Toruniu?

 

 

 

Parlament intensywnie pracuje nad budżetem. Wśród zgłoszonych poprawek były dwie, które zostały odrzucone, najprawdopodobniej w skutek nagłośnienia sprawy przez media. Pierwsza z poprawek miała dotyczyć subwencji dla Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej (zwanej potocznie Uczelnią Ojca Tadeusza Rydzyka) w wysokości 20 milionów złotych. Pieniądze miały uszczuplić budżet Ministerstwa Kultury. Duga poprawka związana była z dofinansowaniem Funduszu Kościelnego w podobnej wysokości. W tym przypadku pieniądze miały zostać zabrane hospicjom.

Zaprzepaszczona została szansa na to, by Jarosław Kaczyński mógł stanąć wyprostowany przez ojcem założycielem, a jego trzódka rozpocząć rekonwalescencję obolałych stawów kolanowych.

Ale (jak mówi przysłowie) co się odwlecze, to nie uciecze. W końcu dla chrześcijańskiego społeczeństwa zdrowie duchowe jest ważniejsze od fizycznego, a kultura społeczna powinna być wyżej ceniona od tej zwykłej, pospolitej.

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/nie-bedzie-milionow-na-uczelnie-o-rydzyka-pis-wycofalo-poprawke,614492.html

Wolność słowa, czyli co wolno wojewodzie albo zawsze znajdzie się kij (częśc I)

 

 

Wczoraj zbiegło się kilka wydarzeń (jak mówią światli politycy PiS nastąpiła ich „korelacja w czasie”*) związanych z pewnym aspektem prawa, a mianowicie ochroną dobrego imienia (ze szczególnym uwzględnieniem imienia polityka), a które to wydarzenia mają swoje odbicia w znanych przysłowiach. Na starość zacznę wierzyć, że „przysłowia są mądrością narodu”.

Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie (łac. quod licet Iovi, non licet bovi, odpowiednik: „co wolno księciu, nie wolno prosięciu” – wprost idealny do wystąpień wiceministra Jakiego omawiających manifestacje KOD-u ).

https://pl.wiktionary.org/wiki/co_wolno_wojewodzie,_to_nie_tobie,_smrodzie

https://en.wiktionary.org/wiki/co_wolno_wojewodzie,_to_nie_tobie,_smrodzie

Zawsze znajdzie się kij na maluczkich/opozycji/mniejszości/przegranych ryj (wersja staropolska: „jak się chce psa uderzyć, kij się znajdzie”, zakazana prawnie – podstawa: http://prawo.legeo.pl/prawo/ustawa-z-dnia-21-sierpnia-1997-r-o-ochronie-zwierzat/)

1.

Media obiegła  informacja o nalocie policji na mieszkanie internauty, który na swoim profilu facebook’owym umieścił filmik z PAD-em. Filmik to „puszczona od tyłu” migawka z uroczystości, na której prezydent składa wieniec pod pomnikiem Romana Dmowskiego. Wygląda to tak, jakby głowa państwa po pijaku zabierała wieniec spod pomnika. Doniesienie na okoliczność znieważenia głowy państwa wysłała internautka (KK Art. 135 § 2. „Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”).

https://www.youtube.com/watch?v=3Rzoo5_M9LM

Oczywiście pojęcie znieważenia lub obrazy, zarówno odnoszące się do osoby lub jej uczuć, jak i przedmiotu (symbole państwowe, religijne, przedmioty kultu) jest pojęciem nieostrym i może być wykorzystane w walce politycznej lub osobistej zemście. Można tym pojęciem w sposób dowolny manipulować. Dla jednych ściągnięcie portretu byłego papieża ze ściany gabinetu prezydenta Słupska stanowi obrazę ich uczuć religijnych, dla drugich nazywanie Mahometa pedofilem i przypisywanie najobrzydliwszych cech jego wyznawcom nie jest obrazą niczyich uczuć (to opinia bytomskiej policji i prokuratury, poparta orzeczeniem sądu rejonowego – podzielę się wkrótce swoimi doświadczeniami). W przypadku byłego prezydenta można było używać oficjalnie takich określeń jak „maestro świniowatości”, „kulawy wałach” (opinie dostojników nowego reżimu w stosunku do byłego prezydenta) lub nieoficjalnie, w sposób dużo mniej wybredny, z wykorzystaniem tzw. łaciny podwórkowej (w ręcznie sterowanych przez publicystów niepokornych forach internetowych). Można było też łgać. I nikt się nie obruszył – głównie w imię źle pojętej poprawności politycznej, żeby Broń Boże nie padł zarzut ograniczania wolności słowa. Przez całą kadencję Bronisława Komorowskiego raz się zdarzyła interwencja organów ścigania, w przypadku internauty - studenta, który na stworzonej przez siebie stronie http://antykomor.pl/ „przekroczył granice dopuszczalnej krytyki”, między innymi umieszczając na niej rodzaj gry/zabawy, w której była możliwość postrzelania do prezydenta - jak do kaczki. Do mieszkania studenta wkroczyła ABW. Internauta wkrótce stanął przed sądem. Sąd pierwszej instancji skazał go na karę rok i trzech miesięcy ograniczenia wolności, polegającej na tym, że miał wykonywać 40 godzin prac społecznych miesięcznie, uzasadniając wyrok tym, że urząd prezydenta (nie Bronisław Komorowski prywatnie) został znieważony przez zamieszczanie zdjęć, które zdaniem sądu były uwłaczające, oraz udostępnienie gry komputerowej propagującej agresję, gdyż w grze można było strzelać do wizerunku prezydenta. Prokurator domagał się dla twórcy serwisu bardziej surowej kary - roku i ośmiu miesięcy więzienia w zawieszeniu na pięć lat; obrona chciała zaś uniewinnienia.

(http://wyborcza.pl/1,76842,12486571,Tworca_Antykomor_pl_skazany.html#ixzz3ycitfXS7)

Warto zauważyć, że całe PiS akcją ABW było oburzone i domagało się wyciągnięcia konsekwencji służbowych od jej organizatorów. Zdaniem ówczesnej opozycji akcja organów ścigania była „złamaniem elementarnych standardów wolności słowa”, zaś ABW zostało wykorzystane nie do ścigania przestępców i korupcji, „ale przeciwników politycznych premiera Donalda Tuska i prezydenta Bronisława Komorowskiego” Podczas konferencji prasowej w Sejmie ówcześni europosłowie PiS Zbigniew Ziobro (pan Zbyszek) i Jacek Kurski przekonywali na konferencji w Sejmie, że gdyby do podobnego wydarzenia doszło za czasów PiS, „wywołałoby piekło na skalę nie tylko Polski, ale i połowy Europy”. - Świat byłby alarmowany o złamaniu elementarnych standardów wolności słowa - zaznaczył Kurski. - PO nie znosi krytyki, w związku z tym używa siły państwa do dławienia wolności słowa - mówił. - Młody człowiek, który korzystał z konstytucyjnego prawa swobodnej - jak naiwnie sądził dziś do 6 rano - krytyki władzy, spotkał się z szokującym dla niego doświadczeniem - wkroczeniem agentów ABW, którzy zarekwirowali jego sprzęt elektroniczny, a nawet przeszukiwali jego piwnicę – miał powiedzieć Zbigniew Ziobro.

http://polska.newsweek.pl/pis-oburzone-wejsciem-abw-do-mieszkania-autora-serwisu-antykomor-pl,76991,1,1.html

W sprawę szczególnie zaangażował się pan Zbyszek, który na forum Parlamentu Europejskiego pomstował na ograniczanie wolności słowa w Polsce oraz walkę rządu z opozycją (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/eksport-polskiego-obciachu,177147.html).

Sąd drugiej instancji ostatecznie umorzył sprawę znieważenia, powołując się na  „niską szkodliwość społeczną czynu”. Przy okazji śledztwa okazało się, że student posługuje się sfałszowaną legitymacją studencką oraz podrobionymi zaświadczeniami lekarskimi i za te czyny został skazany na ograniczenie wolności jednego roku w postaci prac społecznych – 30 godzin miesięcznie.   

(http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/sprawa-antykomor-pl-sad-umorzyl-zarzut-zniewazenia-prezydenta,300610.html)

Czy wyrok uniewinniający od zarzutu znieważenia prezydenta był słuszny? Nie wiem, nie wchodziłem w szczegóły sprawy. W każdym razie uważam – wbrew Ziobrom – że póki w kodeksie karnym są paragrafy dotyczące znieważenia, to psim obowiązkiem organów państwowych służących prawu i praworządności, oczywiście z poszanowaniem zdrowego rozsądku, jest egzekwowanie prawa. Prawo zawsze większość parlamentarna może zmienić (dziwnym trafem tego nie robi), zaś karcenie urzędników, którzy przestrzeganie obowiązującego prawa egzekwują, trąci cynizmem.    

W sprawie znieważenia PAD-a głos zabrali również przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości: Zbigniew Ziobro i Patryk Jaki, próbując zrzucić winę na starą ekipę, czyli Platformę Obywatelską. - To niezależna prokuratura powołana i wykreowana przez Platformę dzisiaj zaangażowała się w polityczną akcję, by nie powiedzieć - prowokację, i wysłała policję do młodego internauty – powiedział Ziobro.

Czyżby? To raczej prokurator próbujący przypodobać się nowej władzy (takich lizusów będzie więcej, co pokazuje nieodległa historia RP wer. 4.0) zadecydował o wszczęciu postępowania, a policja podlegająca rządowi (już po pierwszych czystkach kadrowych), realizuje zlecenie prokuratora. Oczywiście nie mam wątpliwości, że ciemny lud kupi wersję pana Zbyszka. Nie takie rzeczy kupował.

A kończąc temat „profanacji żywej relikwii” warto zauważyć, że prokuratura znalazła inny kij na internautę, stawiając mu zarzut „gróźb karalnych” pod kątem internautki, która nań doniosła. Tu znów możemy się zapętlić, bo zgodnie z Art. 190 KK:

§ 1."Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego."

No więc jest mało prawdopodobne, by groźba wynikająca z wymiany zdań w internecie, pomiędzy nie znającymi się osobami, wzbudzała w internautce „uzasadnioną obawę” jej spełnienia, zaś jej doniesienie do prokuratury dotyczyło znieważenia osoby prezydenta, a nie groźby. Chyba, że to prokurator przekonał ją, by w tej kwestii zażądała ścigania.
 

*) Wczoraj minister finansów, Paweł Szałamacha, w związku z podniesieniem przez banki opłat i prowizji, nazwał to zjawisko zastanawiającą  „korelacją w czasie” )http://wyborcza.biz/biznes/1,147582,19547211,minister-szalamacha-grozi-bankom-knf-em-i-uokik-em-za-podwyzki.html)

 

czwartek, 28 stycznia 2016
Dobra zmiana (6). Sortowanie po katolicku

 

 

Segregacja śmieci – w większym lub mniejszym zakresie – działa w Polsce od 20 lat. Pierwsza ustawa regulująca kwestie m.in. selektywnej zbiórki odpadów jest datowana na rok 1996 (http://www.lex.pl/du-akt/-/akt/dz-u-2012-391). W 2013 nastąpiła nowelizacja ustawy, która dokonała rewolucji w zakresie segregacji śmieci, bo od tej pory przy prawie każdej posesji stoją pojemniki do selektywnej zbiórki odpadów. Kolejne nowelizacje nastąpiły w ostatnich latach, co było również efektem orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego (w efekcie czego wprowadzono m.in. zmiany dotyczące podziału kosztów odbioru odpadów w przypadku budynków wielorodzinnych, ustalenie zróżnicowanych stawek dla obioru odpadów posegregowanych i nieposegregowanych, uściślono zasady organizowania przez gminy przetargów na odbiór odpadów), zaś aktualna wersja ustawy jest dostępna tu: https://www.bienczyce.pl/attachments/article/424/Ustawa%20z%20o%20utrzymaniu%20czysto%C5%9Bci%20i%20porz%C4%85dku%20w%20gminach%20od%206.02.2015r..pdf

(Trudno jest znaleźć na stronach urzędów centralnych tekst ustawy zawierających jej kompletną wersję z naniesionymi zmianami).   

Niezależnie od obowiązujących rozwiązań prawnych spora część mieszkańców nadal nie widzi większego sensu segregowania śmieci (bo to przecież kłopot trzymać kilka kubłów ze śmieciami w domu i zastanawiać się co gdzie wrzucić!), stąd akcje społeczne mające za cel popularyzowanie selektywną zbiórkę odpadów. Na zlecenie Ministerstwa Środowiska zostało przygotowanych niemałym kosztem kilka profesjonalnych spotów reklamowych, które emitowała publiczna telewizja, ostatnio z udziałem mistrza patelni Wojciecha Modesta Amaro oraz krytyka kulinarnego, człowieka teatru i zadeklarowanego homoseksualisty, Macieja Nowaka. Można się domyślać, że spoty reklamowe powstały na zamówienie poprzedniej ekipy.

http://tv.wirtualnemedia.pl/film/modest-amaro-i-maciej-nowak-promuja-segregowanie-smieci

Pierwszy ze spotów miał okazjonalny charakter (święta Bożego Narodzenia) i się zdezaktualizował. Parę dni temu z anteny, decyzją ministra środowiska, zdjęto drugi ze spotów. Minister Szyszko zorganizował z tej okazji konferencję prasową, na której uzasadniono postanowienie. Otóż spoty miały promować „ideologię gender”.

- Ta ideologia oczywiście została zdjęta z materiałów promocyjnych. My pieniędzy na taką działalność płacić nie będziemy - mówi Szyszko i dodaje: - Resort środowiska (...) jest nastawiony bardzo mocno na obronę polskiej tożsamości, polskich interesów, na obronę tego, co w Polsce jest najważniejsze, a więc na obronę rodziny, na obronę naszej tożsamości kulturowej związanej z dziedzictwem chrześcijańskim.

Nie wiem jak „dziedzictwo chrześcijańskie” ma się do segregowania odpadów, ale zauważam jego doniosły wkład w kaczystowską ideę segregowania ludzi. Jeśli idzie o „polską tożsamość narodową”, to wniosła ona bardzo dużo w ochronę środowiska, zwłaszcza w latach przedokrągłostołowych - mam tu na myśli oszczędność wody i ograniczenie emisji detergentów w myśl znanej prawie wszystkim zasady „z przodu cytrynka, z tyłu czekolada”.    

Spektakl  multimedialny z udziałem urzędników państwowych jest dostępny tu:

http://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/czy-spot-o-segregacji-smieci-z-nowakiem-i-amaro-to-promocja-gender,1500461.html?playlist_id=19383

 

 

środa, 27 stycznia 2016
PiSarczyk w sieci, czyli zniewolony człowiek wolności

 

Dzisiaj TVP Polonia nadała retransmisję z uroczystości wręczenia prezydentowi RP nagrody Człowiek Wolności Tygodnika „wSieci” (wczoraj, podobno przy widowni liczącej 2,3 miliona osób, gala była transmitowana przez program II TVP). Ceremonia została poprzedzona reklamą tygodnika (fragmenty filmu: https://youtu.be/uilQB1-K3WA), w którą wpleciono materiał dotyczący idei nagrody oraz osoby prezydenta. Do działu Kontaktu z Widzami TVP wysłałem mail z zapytaniem, czy wyemitowany materiał miał charakter płatnej reklamy (jeśli tak, to ile zapłacił reklamodawca) oraz jakie są średnie ceny emisji reklam w tym czasie antenowym. Jeśli okaże się, że mieliśmy do czynienia z kryptoreklamą, to sprawa kwalifikuje się do prokuratury (działanie na szkodę firmy).

A wracając do gali wręczenie nagród, to mieliśmy pokaz przelewania słodyczy z dziubka do dziubka (Karnowski do PAD i vice versa) i mogliśmy się dowiedzieć jak koalicja niezależnych mediów, prezydenta i PiS wyrwała Polskę z jakiś obcych rąk, przy tym słowo oligarchia pojawiało się wielokrotnie:

- Polacy odrzucili przemoc, odrzucili manipulacje, nie dali się zastraszyć, a przecież olbrzymie - także zagraniczne - instytucje i środowiska pracowały nad tym, żeby nie doszło do zmiany, a zatem prezydent i rząd mają najczystszy mandat demokratyczny: wybór Polaków był oddolny, autentyczny, nie do podważenia, a więc jeśli słyszymy, że coś złego dzieje się z demokracją, to musimy protestować, bo to kłamstwo – mówił jeden z nierozróżnialnych braci Karnowskich, - Pan prezydent jest tym człowiekiem, który razem z Jarosławem Kaczyńskim ocalił wolność polityczną w Polsce (…) bo każdego dnia budziliśmy się w kraju spętanego okowami oligarchicznego systemu, z rządem coraz mniej dbającym o suwerenność państwa – stwierdził w laudacji Piotr Zaremba, -  Najbardziej chciałbym brać udział w skutecznym procesie rozpoczęcia tej dobrej zmiany, budowy Polski, w której ludzie wiedzą, że żyją godnie i są traktowani podmiotowo. (…) Niedawno chciano podeptać w Polsce demokrację i pluralizm. Nie może być na to zgody! (…) Decyzje muszą być podejmowane. Celem jest budowa silnego państwa, sprawiedliwego i uczciwego – odpowiedział PAD)   

Komplet materiałów propagandowych dostępny jest m.in. tu:

http://wpolityce.pl/polityka/279520-prezydent-andrzej-duda-odbiera-statuetke-nagrody-czlowieka-wolnosci-tygodnika-wsieci-relacja-na-zywo

http://wpolityce.pl/polityka/279529-poruszajace-slowa-prezydenta-andrzeja-dudy-na-gali-wsieci-laureatami-tej-nagrody-sa-ludzie-wolnosci-czyli-ludzie-ktorzy-czuja-sie-wolni-w-moim-przekonaniu-wiekszosc-polakow

Parę dni temu Krystyna Janda wyraziła opinię, że prawicy już tylko brakuje kogoś na miarę Leni Riefenstahl. Otóż nie brakuje, co pokazała gala.

Ja wolę to:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/10,114927,19427205,jakim-prezydentem-mial-byc-andrzej-duda.html

 

byleJakość

 

Zauważyłem, że  nowe jakości w debacie publicznej pojawiły się na okoliczność omawiania marszów KOD przed wysokich przedstawicieli nowej władzy.

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki mówi o kwiczeniu uczestników manifestacji, do których zalicza przede wszystkim „beneficjentów poprzedniego układu”, którzy „mieli monopol na dostęp do pieniędzy spółek skarbu państwa”. Uczestnicy pochodów i wieców  to zdaniem posła zjednoczonej prawicy „kawiorowa elita, kawiorowe protesty”. – Teraz im się to zabiera i kwiczą – mówił Patryk Jaki w Radiu ZET. 

Kto w świecie przyrody kwiczy? Onomatopeja kwik (podobnie po angielsku: squeak) w języku polskim odnosi się do świń. Świnie kwiczą, ludzie mówią, krzyczą, rozmawiają.

Zwracam uwagę na ten fakt, bo nie przypominam sobie, żeby do tej pory (jak długo żyję) któryś z urzędników państwowych  tak wysokiego szczebla w wystąpieniu publicznym przyrównywał oponentów (opozycję) do świń (tu: świń oderwanych do koryta).       

A propos manipulacji (której poświęcę wkrótce więcej czasu), warto zauważyć kolejną próbę zdyskredytowania lidera KOD-u.  Przy okazji tego samego wywiadu poseł Jaki przekonywał, że Mateusz Kijowski dostał od Platformy Obywatelskiej „twardą synekurę” w PZU. – Będąc informatykiem dostał kompetencję do nadzorowania strategicznej spółki skarbu państwa, to jak to nazwać, jak nie synekurą? Był w PZU członkiem rady nadzorczej, która nadzorowała działalność spółki-córki – mówi wiceminister sprawiedliwości.  - A kiedy skończył pracę Kijowski? – zapytała Monika Olejnik. – No, za czasów Platfomy – przyznał Jaki. – To dawno temu. Chyba nie płacze za korytem, bo mógł płakać za korytem za czasów Platformy, skoro wtedy skończył pracę – pytała dalej Monika Olejnik, ale minister pozostał przy swojej opinii. – Z całą pewnością dostał twardą synekurę – stwierdził. 

http://www.radiozet.pl/Radio/Programy/Gosc-Radia-ZET/Artykuly/Patryk-Jaki-u-Moniki-Olejnik-00017688

O tej nowej jakości można powiedzieć, że jest wybitnie byle Jaka.

Inny sposób na zohydzenie opozycji próbowało znaleźć biuro prasowe Prawa i Sprawiedliwości montując przekaz dnia, iż pośród ubiorów uczestników manifestacji, jeśli nie dominują, to przynajmniej rzucają się w oczy futra. Futro – w przeciwieństwie do moherowych beretów – to oznaka bogactwa, dobrobytu, przynależności do grupy osób uprzywilejowanych. Chodziło więc o stworzenie w oczach opinii publicznej takiego obrazu demonstracji, w której uczestnikami byliby – używając nomenklatury wiceministra Jakiego – oderwani od koryta beneficjenci poprzedniego układu. Ten niewiele mający wspólnego z rzeczywistością (byłem, widziałem) „przekaz dnia” pojawił się w wypowiedziach sekretarza stanu w kancelarii prezydenta, Krzysztof Szczerskiego, oraz wicemarszałka Joachima Brudzińskiego. Szczególnie żenujący był popis Brudzińskiego przed kamerami „Kawy na ławę” na antenie TVN:

- Demonstracje robią na mnie wrażenie. Pokazują, że demokracja w Polsce ma się świetnie. Młodzi zamiast siedzieć w starbuniu na kawce czy – jak sami mówią – siedzieć przed kompem, wyszli na ulice, starsi mogą wyjść w swoich futrach z szynszyli czy innych zwierzątek, które kiedyś biegały po lesie i poskakać na mrozie - stwierdził wicemarszałek Joachim Brudziński.

http://www.tvn24.pl/kawa-na-lawe,59,m/kawa-na-lawe-w-tvn24-politycy-o-debacie-o-polsce-w-europarlamencie,613348.html

Od wysokich funkcjonariuszy państwowych, niezależnie od barw politycznych, można wymagać trochę wyższego poziomu niż rynsztok Jojo Brudzińskiego.  

Cel takich manipulacji jest dwojaki: 1. Podważyć szczerość intencji uczestników demonstracji, poprzez przypisanie im nieprawdziwych cech, 2. Oddalić dyskusję od meritum problemu.      

Odnotowalem: niedziela, 12 czerwca 2011

Joachim Brudziński powiedział dzisiaj o Platformie, że jest tak eklektyczna jak cygańska posiadłość pod Łodzią. Miała być złośliwa uwaga, a niechcący wyszła pochwała partii pełnej życzliwości do innego człowieka, tolerancyjnej, dążącej do narodowego pojednania, otwartej na inne rasy i inne narody. Tak należy rozumieć tę metaforę. Chciał wyliczyć wady konkurencji, a mimowolnie pokazał oblicze własnej partii: hermetycznej i jednorodnej ideologicznie (przeciwieństwo politycznego eklektyzmu), ksenofobicznej (przymiotnik cygański w wypowiedzi Brudzińskiego nie ma pozytywnego wydźwięku) i antysemickiej (nawiązanie do Łodzi, miasta o żydowskich korzeniach). Wypowiedź Brudzińskiego utwierdza mnie w przekonaniu, że PiS to faszystowska partia. Gdybym miał – wzorem Brudzińskiego - porównać ją do jakiejś „posiadłości”, to byłby to nieskanalizowany wychodek.

http://tropimypis.prv.pl/jojo-brudzinski-pis.html


sobota, 23 stycznia 2016
Narodowy Program Prokreacyjny, czyli pierdolcie się, Polacy*

 

 

 

 

*) http://pudelekx.pl/saramonowicz-komentuje-narodowy-program-prokreacyjny-51382

Powszechny dostęp do in vitro zostaje zastąpiony Narodowym Programem Prokreacyjnym. A dokładnie – w miejsce in vitro zostanie wprowadzona naprotechnologia, wskazywana przez katolickich doktrynerów jako jedyną zgodną z nauczaniem kościoła „metodę leczenia bezpłodności”. Czym jest naprotechnologia? To metoda mająca uczyć, poprzez obserwację, rozpoznawania czasu najkorzystniejszego dla zapłodnienia, czym leczy niepłodność spowodowaną m.in. psychologiczną sferą funkcjonowania organizmu. Metoda jednak nie eliminuje przyczyn bezpłodności występującej u partnerów jak uszkodzenia narządów, nieprawidłowe ich ukształtowanie w procesie rozwoju, całkowity brak komórek rozrodczych. Od obserwowania ciała nie udrożnią się jajowody, to oczywiste. Oznacza to, że skuteczność tej metody jest bardzo ograniczona. Podobnie jak modlitwy. Warto zwrócić uwagę, że organizacje medyczne oceniające metody leczenia niepłodności, m.in. takie jak unijny ESHRE, amerykański ASRM, brytyjski NICHCE w swoim 534-stronicowym raporcie nie mówią o naprotechnologii, a Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Polskie Towarzystwo Ginekologiczne stwierdziły, iż nie mogą jej rekomendować z powodu braku dowodów na jej skuteczność (https://pl.wikipedia.org/wiki/Naprotechnologia).

Szef resortu zdrowia, Konstanty Radziwiłł, zapewnia, że za zmianą przemawiają tylko względy budżetowe (państwa nie stać na in vitro), a nie ideologiczne. Jeśli ktoś przysłuchiwał się dyskusjom toczonym w „salkach katechetycznych” na przestrzeni ostatnich kilku lat, to wie, że deklaracje ministra można wsadzić między bajki (ostatnio regał z bajkami politycznymi „made by PiS” bardzo szybko się rozrasta). Dlaczego? Po pierwsze postulat by zakazać in vitro był bardzo donośny, zaś jako ekwiwalent środowiska przykościelne proponowały właśnie naprotechnologię. Po drugie, ministerstwo twierdzi, że środki z programu in vitro mają być przesunięte na NPP, czyli że środki były zabezpieczone, tyle że teraz będą wykorzystane w inny sposób, zgodny z zamówieniem kościoła.

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,19509273,wiemy-co-zamiast-in-vitro-bedzie-narodowy-program-prokreacyjny.html

http://natemat.pl/164403,radziwill-zamiast-in-vitro-proponuje-narodowy-program-prokreacyjny-minister-podkresla-ze-to-nie-kwestia-ideologii

Czy to krok w kierunku delegalizacji procedury in vitro, o którą apelowali hierarchowie kościelni? W agitacji przedwyborczej, która miała miejsce w prasie „katolickiej”, był to jeden z podstawowych argumentów za tym (obok kwestii dotyczących zaostrzenia ustawy aborcyjnej), żeby głosować za PiS-em, które to ugrupowanie opowiadało się przeciw uchwalonej przez koalicję PO – PSL ustawy regulującej zasady zapłodnienia pozaustrojowego. Czy kościół katolicki w Polsce zadowoli się ochłapem w postaci zaprzestania finansowania z budżetu państwa procedury in vitro, czy też będzie naciskał na PiS, by całkowicie zakazać in vitro w Polsce?


piątek, 22 stycznia 2016
Pertonela de la Cruz pisze specjalnie dla Was felieton

 

 

Okiem Petroneli* cz. 2.

 

            Lubię wracać do początku polskiej transformacji lat 90-tych. Klimat zmian był niesamowity, ich skalę widziało się gołym okiem, a na codzień można było cieszyć się z możliliwości zaplanowania kupna pralki w perspektywie kilku kolejnych miesięcy. Choć inflacja byla wysoka, to realne stopy procentowe na lokatach ją kompensowały, co u schyłku PRL było nie do pomyślenia, po oszczędności złotowe topniały w oczach. Dodatkowo oszczędzając na zakup można było odwiedzić więcej sklepów i porównać ceny. W końcu zniesiono ceny urzędowe i dało się znaleźć tańsze sklepy. Kiedy tak człowiek wpadał wtedy w zachwyt normalnego zaplanowania życia, był głęboko przeświadczony, że jeszcze tylko kilka lat i Polska będzie pięknym miejscem do życia. Dziś, kiedy postęp materialny w wielu dziedzinach życia przeszedł oczekiwania, najbardziej przygnębia mnie przeświadczenie, że zmiany mentalnościowe gdzieś utknęły na mieliznach. O ile baza się poprawiła, to nadbudowa jeszcze nie. Najwięcej przykrości dostarczają Polakom kontakty społeczne. Odniosę się do dwóch obszarów obserwacji - komunikacji i mieszkalnictwa.

            Można wsiąść do wyremontowanego lub całkiem nowego tramwaju i dostać jak obuchem w łep chamskimi przekleństwami, zobaczyć porysowane szyby i pobazgrane fotele. Ta klientela, jest oprócz innych okoliczności, jedną z przyczyn unikania publicznej komunikacji na Górnym Śląsku przez tzw. klasy średnie i wyższe. Śląskie miasta nadal oferują możliwości parkingowe (dla urzędników darmowe, dla biznesu płatne, a dla szaraka tylko nieco oddalone od centrum), tak więc spora liczba osób nadal może redukować swoje kontakty z publiczną komunikacją. Miasta zakorkowane i droższe (Warszawa, Kraków) zmuszają większą część klasy średniej i wyższej do korzystania z komunikacji publicznej, co wprost przekłada się na jej jakość. W temacie komunikacji w miastach od lat zastanawia mnie leżący ugorem temat parkingów dla wybranców. Tzw. władze lokalne chętnie ograniczają ruch samochodów w centrach, ale nigdy urzędnicy i wybrańcy ludu nie są dotknięci tymi ograniczeniami. Zasada równości wobec prawa i państwa jeszcze się nie przyjęła, a klimat robi się coraz gorszy. Bijącym w oczy przypadkiem jest pl. Sejmu Śląskiego w Katowicach, gdzie władza doraźnymi zakazami straży miejskiej gwarantuje darmowe parkingi w wybrane dni wybrańcom ludu. Oto publiczna własność (ziemia i parking) jest udostępniony nieodpłatnie bez żadnej podstawy prawnej przedstawicieli władzy. Szkoda, że tak łatwego dostępu władza nie ma do kasy - wynagrodzenia i diety są wciąż reglamentowane ustawami i skrupulatnie dawkowane przez księgowych. Ta feudalna tradycja konsumpcji ograniczonego zasobu przez wybranców ludu, z naruszeniem wszelkich zasad równości i sprawiedliwości, nie doczekała się jeszcze żadnej krytyki medialnej. Prasa lokalna, radia i telewizje nie zawsze chcą szczypać władze. Póki co, najcześciej władzy słodzą. A ruch obywatelski taki oddolny ciągle raczkuje. Skutkiem ubocznym wykluczenia władzy, a nawet części klasy średniej z grona pasażerów komunikacji publicznej w GOP jest jej żenujący ciągle poziom. Ostatnim kwiatkiem jest karta SKUP, wydawana w uciążliwy sposób, przeznaczona do korzystania w uciążliwy sposób (dwa razy ją trzeba odczytać), a wreszcie niesprawna, o czym jak zwykle można się przekonać dopiero w auobusie lub tramwaju.

            Dużo bardziej skomplikowana jest sprawa czynnika ludzkiego w obszarze potrzeb mieszkaniowych. Nikomu nie muszę tłumaczyć, że wyrosłe jak grzyby po deszczu osiedla nowych domów, głównie jednorodzinnych, są masową reakcją klasy średniej na codzienne problemy koegzystencji z warstwami niższymi. Nawet w blokach PRL-u nie było pełnego przekroju społecznego. Przydziały mieszkań w nowych blokach otrzymywali posiadacze książeczek mieszkaniowych, uprzywilejowani pracownicy aparatu czy dużych przedsiębiorstw. Ale mimo tego, oddziedziczona struktura ludności blokowej nie jest satysfakcjonująca dla aspirującej klasy średniej. Własny domek na przedmieściu, jak ręką odjął, rozwiązuje problemy z głośnym lub namolnym sąsiadem, brakiem miejsca parkingowego oraz odcina siermiężne stosunki z administracjami lub zarządcami nieruchomości. Na Górnym Śląsku, mimo sporej substancji mieszkaniowej, nie udało się zaoferować "mieszczańskich" warunków w kamienicach (mam świadomość, że istnieć mogą pojedyczne wyspy normalności.) Te albo są zasiedlone przez kwaterunek i częściowo tylko sprywatyzowane, co w konsekwencji skutkuje trudnym docieraniem się wspólnot mieszkaniowych. Wejście w taki układ jest drogie, albo skomplikowane, no i nie gwarantuje pożądanego komfortu, bo wszystko jest płynne. Ja sobie idealistycznie wyobrażam, że w Kopenhadze, Madrycie czy Paryżu reguły gry są ustalone i przestrzegane w kamienicach i dzielnicach o odpowiedniej reputacji. Po pierwsze zazdroszczę klatek schodowych - zamkniętych, czystych, pięknych. Spodziewam się też, że ich piękno i czystość nie biorą się znikąd, lecz ze sprawnego zarządzania. Najmuje ktoś lokal i tym samym zobowiązuje się do przestrzegania zasad, a jak mu się odmieni w głowie to mają środki prawne by go z takiej kamienicy wykurzyć, a z kaucji pokryć szkody. W polskich, śląskich realiach psia kupa na klatce czy totalny syf przy śmietniku (czytaj połączony z pogardą do segregacji) to raczej stan oczywisty i bardzo trudny do rozwiązania. No więc, aspirujący mieszczanie wybierają życie w domku, segmencie, ewentualnie apartamentowcu. Wszystkie te nieruchomości zwykle są poza centrami miast.  Jak mieszkają w domkach, a ich status materialny demonstrowany jest wypasionym autem na podjeździe, to wcale nie oznacza, że taka zasobna osoba nie będzie paliła byle czym w piecu. Wydać kasę na auta trzeba było, więc oplanie gazem staje się za drogie i tu warto zoszczędzić. Sąsiad kopcący lub ekologiczny to nadal loteria. Zastanawiam się w jakim procencie ludzie kupują domki jednorodzinne zimą? W wielu takich rejonach powietrze zwala z nóg. Zastanawiam się czy aby rzeczywiście zapisy na dziurę w ziemi, czyli mieszkanie od dewelopera, są organizowane wiosną i latem, kiedy otoczenie i powietrze są bardziej litościwe.

Świadomość, że struktura mieszkańców, zamieszkujących bylejakie kamienice w centrach bylejakich miast GOP, będzie się nadal pogarszała wskutek odpływu tych, którzy mogą sobie na to pozwolić, czyli bogatszych,  skłania mnie do zastanowienia się nad przyszłością tej tkanki miejskiej np. w perspektywie 15 lat. Nie liczęn na żadne cuda, że oto ta klientela szybko się wzbogaci i ucywilizuje. Gołym okiem widoczny jest regres w śmieciach. Jak tematem zajmowali się zarządcy, to łatwiej było wymusić więcej kubłów i terminowość ich opróżniania. Zarządca taki czasem też wywieszał kartki z informacjami na temat prawidłowego używania tego wynalazku. Teraz gdy robią to gminy pozostaje płacić większe koszty i się wkurzać. Mieszkając w takim właśnie otoczeniu mam sporo obserwacji, jak to bezrobotne osoby nie mają czasu segregować śmieci i wszystko mieszają. Inną obserwacją jest, że wyprowadzka jednej rodziny, która aktywnie pilnowała porządku, może szybko przechylić szalę w stronę obojętności i dziadostwa. To wszystko toczy się przy zupełnym braku zainteresowania władz lokalnych. Gdzieś szczątkowo robi się projekty upiększające podwórka, ale ta kropla w morzu potrzeb trafia się chyba w drodze losowania lokalizacji na taki projekt. A tu potrzeba by setki kamienic i podwórek zyskały cywilizowany wygląd z pomocą władz.

Nie posądzam też władz lokalnych miast GOP o pomysł prowadzenia skutecznych kampanii społecznych dotyczących - najogólniej mówiąc - zasad współżycia i życia miejskiego. Jak to mówił pewien piosenkarz, mamy coraz więcej wsi w mieście.

 

*) Petronela de la Cruz primo voto Śląska jest postacią tajemniczą. Wiadomo tylko, że jest wnuczką michałkowickiej mistyczki Mariki. W przeciwieństwie do swoich wstępnych stawia profanum przed sacrum. Jest wyemancypowaną racjonalistką. Mimo, że nie jest nieśmiała, jest osobą skromną i nie pożąda rozgłosu. Zdradza, że jest zodiakalnym koziorożcem i urodziła się w pierwszej połowie stycznia, a dokładnie pierwszego. Wybuch mistycznych natchnień, który nastapił po katastrofie smoleńskiej, ukierunkował przedmiot jej zainteresowań na gender studies oraz queer culture. 


 


 


czwartek, 21 stycznia 2016
Dobra zmiana (5). System nakazowo - rozdzielczy

 

 

 

 
1 , 2 , 3
Tagi
zBLOGowani.pl