RSS
sobota, 19 lutego 2011
10 powodów, dla których należy omijać Bytom szerokim łukiem. Oraz 100 powodów, dla których warto się w Bytomiu zatrzymać.

Część druga: Bezpieczeństwo

Co prawda jeszcze nigdy – odpukać - nie dostałem w Bytomiu po ryju (a mieszkam tu od 8 lat), ale już kilka razy dane było mi posmakować, co znaczy być „ofiarą przestępstwa”. Tygodnik „Życie Bytomskie” w każdym bez wyjątku numerze poświęca przestępstwom jedną stronę z mniej więcej 14 stron o charakterze informacyjno – publicystyczno - rozrywkowym (pozostałych klika stron to program telewizyjny i ogłoszenia), stąd prosty wniosek, że przestępstwa stanowią spory odsetek wydarzeń, o których warto mówić i pisać. Sięgając do kroniki kryminalnej: dominuje jazda po pijanemu, kradzież prądu, włamania i rozboje. Sukcesem policji w minionym tygodniu, o którym donosi tygodnik, jest zatrzymanie pijaka, który próbował wręczyć łapówkę policjantom w wysokości 10 złotych, po tym jak został przyłapany na przechodzeniu na czerwonym świetle. Policja powinna być temu mężczyźnie dozgonnie wdzięczna z powodu podniesienia słupków w statystyce wykrywania przestępstw: dokonał bowiem przestępstwa niebylejakiego, bo zagrożonego karą do 15 lat pozbawienia wolności, więc w tym przypadku mamy jedno z nielicznych w historii miasta przestępstw kryminalnych o dużym kalibrze, którego sprawcę wykryto. Gdyby się dobrze zastanowić, to można by postawić hipotezę, że człowiek ten chciał pomóc policji w poprawieniu statystyk i z premedytacją dokonał przestępstwa na oczach funkcjonariuszy. A te 2 promile alkoholu we krwi – to efekt wypicia kilku głębszych „dla kurażu” (czyli z francuskiego: dla odwagi) do podjęcia tego heroicznego czynu.

Dobrych kilka lat temu, w dniu moich urodzin, po powrocie z pracy zastałem wyłamane drzwi do mojego mieszkania, a mieszkanie splądrowane. Wszystko wskazywało na sąsiadów zza ściany (a taką wersję potwierdzili sąsiedzi z piętra poniżej). Policja potraktowała tę sprawę, jak każdą inną, której sprawców nie da się wykryć – ani nie zabezpieczyła śladów, ani – o ile wiem - nie przesłuchała potencjalnych sprawców włamania, a świadkowie zostali przesłuchani tak, by sprawę szybko zakończyć. Zostałem za to pouczony (szczerze dziękuję za radę), żeby pochopnie nie oskarżać, bo sprawca – o ile sąd nie udowodni mu winy – może wytoczyć mi sprawę o zniesławienie. Uwagą dzielę się z czytelnikami niniejszego bloga: Drodzy Poszkodowani! Jeśli złodzieja nie chwyciliście za rękę, nie mówcie, że podejrzewacie kogokolwiek. Mówcie: „Nie podejrzewam nikogo, ale wiem, że „X” miał wcześniej konflikt z prawem, a o „Y” któryś z sąsiadów, mówił kiedyś, że ... Radzę więc się ubezpieczyć, a nie liczyć na realną pomoc ze strony policji. Po miesiącu od zajścia otrzymałem więc informację o umorzeniu śledztwa.

W ubiegłym roku lokatorzy z sąsiedniej kamienicy, żeby „zarezerwować” sobie miejsce na parkingu postawili betonową, owalną bryłę na miejscu parkingowym. Nie zauważyłem przeszkody i uszkodziłem sobie samochód. Wezwałem policję, wskazałem sprawców wykroczenia ... a po miesiącu otrzymałem informacje o umorzeniu sprawy z powodu „niewykrycia sprawców”.

W kamienicy przy ul. Jagiellońskiej 25, o której pisałem na blogu ostatnio, mieszka sobie patologiczna rodzina. Socjopatyczny nastolatek, oprócz tego, że dewastuje kamienicę, dokonuje włamań do okolicznych mieszkań. Sąsiad, który pracował na co dzień za granicą, po powrocie do kraju stwierdził, że ktoś włamał się do mieszkania. Zasadniczo nic nie zginęło, bo w mieszkaniu, oprócz mebli, żadnych cenniejszych przedmiotów nie było. Policja wobec podejrzeń zażądała namacalnych dowodów przestępstwa, zbywając nachalnego petenta. Sąsiad się wyprowadził, a socjopata zdemolował mieszkanie, które służy mu obecnie za wychodek.

Kilka miesięcy temu ekipa remontująca mieszkanie w tej samej kamienicy przy Jagiellońskiej zaalarmowała mnie, że ktoś „wyrąbując” dziurę w strychu próbował się włamać do mieszkania. Zawiadomiłem policję, która zakwestionowała włamanie, bo dziura w suficie niekoniecznie musi świadczyć o włamaniu, gdyż równie dobrze mógł się pod kimś zwyczajnie załamać strop wiekowej kamienicy. Zwracałem uwagę, że dostęp na strych jest ograniczony – dostać się tam można jedynie przez zamykaną na klucz oficynę, w której mieszka owa patologiczna rodzina. Jakimś zbiegiem okoliczności, razem z policjantami wpadłem na nastolatka, którego podejrzewałem o próbę włamania. Na pytanie czy dziura w stropie to jego dzieło, bez mrugnięcia okiem odpowiedział twierdząco (jak na socjopatę przystało): otóż zwiedzał strych, a pod jego ciężarem runęło poszycie (w ubiegłym roku zakończył się remont dachu, deski nie zarwały się pod ekipą remontową, a runęły pod kimś, kto waży nie więcej niż 50 kg). Zostawiłem więc „sprawcę” z policjantami, licząc naiwnie na jakąś perswazję z ich strony.

Chciałoby się powtórzyć za kabaretem: CHWDPiSM (gdzie SM oznacza Straż Miejską).

Obywatelu! W mieście Bytom o bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich martw się sam. I najlepiej ubezpiecz się od wszelkich niebezpieczeństw.

 

Plac Sikorskiego

 


 

Plac Sikorskiego – Budynek Liceum Ogólnokształcącego (za Wikipedią oraz Pracą Zbiorową „Bytomskie Zabytki”)

Gmach szkolny, na potrzeby miejskiej katolickiej szkoły realnej, budowano w latach 1901 - 1902, według projektu miejskiego architekta Karla Bruggera. Wykonawcą prac budowlanych był mistrz murarski J. Wygasch. Potężna konstrukcja budynku została wzmocniona żelaznymi dźwigarami, dach był pokryty dachówką szarosrebrną, tzw. glazurowaną na zielono (obecnie dach jest pokryty dachówką czerwoną). Budynek przekazano do użytku w 1903 roku. Budynek w stylu secesyjnym; od zewnątrz ściany pokryte są cegłą glazurowaną, fronton ozdobiony jest herbem Bytomia. Ponad dwuspadowym dachem wznosi się wieżyczka zegarowa z dzwonem nakryta kopulasto zdobiona szczytami o falistym, secesyjnym konturze. Budynek ten wpisany jest do rejestru zabytków (nr 1224/770) woj. śląskiego. Po drugiej stronie budynku możemy przeczytać napis w język niemieckim: Hier streb' die Jugend mit Fleiß und Tugend (Tutaj trudzi się młodzież pilnie i cnotliwie). Oprócz budynku głównego szkoła posiada jeszcze dwa inne: salę gimnastyczną oraz salę do aerobiku. W 2000 r. wyremontowano zegar: każdy kolejny kwadrans jest wybijany gongiem.



W budynku obecnego IV Liceum do 1944 roku działała niemiecka szkoła średnia. Jej początki sięgały drugiej połowy XIX w., kiedy to zostały w 1895 roku w salach lekcyjnych bytomskiej remizy straży pożarnej dwie pierwsze, najniższe, klasy, niemieckiego gimnazjum, tzw. Sexten. W 1896 szkoła najprawdopodobniej przeniosła się do starego budynku szkoły żydowskiej przy ulicy Langestraße, róg ulicy Goystraße – ten nie istniejący dziś budynek stał w miejscu targowiska na rogu ulic Józefczaka i Rostka Na początku swego istnienia szkoła nazywana była Städtische Katholische Realschule – Miejską Katolicką Szkołą Realną. 8 maja 1903 szkoła została przeniesiona do nowego, zbudowanego w stylu secesyjnym budynku przy Kaiserstraße 3, obecnie plac Sikorskiego 1. W kronikach z lat 1906/07 szkoła figuruje już jako Szkoła Realna Stopnia Licealnego. W latach dziesiątych i dwudziestych ubiegłego stulecia szkoła nosiła już nazwę Städtische Oberrealschule – Miejska Szkoła Realna Stopnia Licealnego, co odpowiada dzisiejszemu liceum, a abiturienci uzyskują maturę oraz prawo do podjęcia studiów wyższych. Dokładna data, w której dokonało się to przekształcenie jest nieznana. Po roku 1933 po objęciu w Niemczech władzy przez Hitlera przypuszczalnie około roku 1935, szkoła przyjmuje nową nazwę, funkcjonującą aż do roku 1945: Adolf Hitler Städt Schule – Oberschule für Jungen in Beuthen.

 


Obecnie w budynku mieści się renomowane IV Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego.

Więcej o historii szkoły na: http://www.4lo.bytom.pl/index.php?dzial=historia

 

 

 

Opera Śląska

 

Siedziba Opery Śląskiej to gmach byłego Teatru Miejskiego. Budynek, jeden z najpiękniejszych w Bytomiu, zwracał uwagę licznymi dekoracjami w tynku oraz kopułą wieńczącą namiotowy dach. Wzniesiony w latach 1899-1903 staraniem powstałego w 1899r. Towarzystwa Budowy Domu Koncertowego według projektu architekta Aleksandra Boehma z Berlina w stylu klasycystycznym.

Usytuowano go jedna elewacją wzdłuż Gymnasial Strasse (obecnie ul. Moniuszki) i drugą elewacją od strony Keiserplatz (obecnie Plac Sikorskiego). Podział obiektu na dwie funkcje : teatru i sali koncertowej zaważył na stworzeniu charakterystycznej dla obiektu bryły oraz kompozycji. Z roku 1899 zachował się fragment projektu obiektu, zawierający elewację południową i wschodnią, wykonany dla Towarzystwa Budowy Domu Koncertowego . Budynek został zaprojektowany jako dwu- i trójkondygnacyjny obiekt o charakterze kulturalno - rozrywkowym z monumentalnym wejściem od budynku teatru od strony obecnej ul. Moniuszki. Wejście do sali koncertowej znajdowało się od strony obecnego Placu Sikorskiego, w środkowej osi elewacji (obecnie w miejscu tym znajduje się wyłącznie okno). Do budynku od strony podwórza dobudowane były mniejsze kubaturowo budynki gospodarcze: magazyn, pracownia krawiecka, pracownia szewska, stolarnia itp.

Pierwotnie projekt przewidywał wykonanie czterospadowego dachu, o niewielkim spadku , z centralnie umieszczoną latarnią w części budynku nad sznurownią. Poszczególne elewacje zaprojektowane zostały z użyciem bogatego repertuaru form detalu architektonicznego. Projekt poddawany był licznym korektom w obrębie wysokości oraz spadków i kształtów połaci dachowych, detalu jak również stolarki okiennej i drzwiowej.

W 1927 roku przeprowadzono wielki remont Sali koncertowej zwanej Filharmonią, a jej przebudowę powierzono sławnemu berlińskiemu architektowi Hansowi Poelzigowi. Uważano, iż akustyka Sali nie była najlepsza. Wykonano więc nowe sklepienie, zaś wnętrze kopuły wyłożono dyktą. Na środku sufitu zostały założone wywietrzniki zabezpieczone kratą. Ściany, podobnie jak sufit wyłożono dyktą ,a łączenia zamaskowano drewnianymi listwami. Powstała w ten sposób pusta przestrzeń, która tworzyła rezonans niczym w pudle skrzypiec. Owo zbudowane na nowo wnętrze na zawsze przykryć miało, notabene wcale ich nie niszcząc, niezwykle bogate ornamenty Sali zaprojektowane przez Aleksandra Böhma.

Nowe wnętrze ściany łagodnie przechodziły w zwieńczony drewnianą kratą - wywietrznikiem sufit, niższy od pierwotnego o półtora metra. Salę obiegał balkon zakończony z obu stron jednotraktowymi schodami zbiegającymi wprost na parkiet parteru. Można było na nim umieścić 150 miejsc siedzących. Balustrada balkonu z drewnianych krat korespondowała z takimi kratami w prostokątnych oknach. W sali nie zamontowano stałych miejsc siedzących, na parkiecie ustawiono zwykłe drewniane krzesła, mieściło się ich około 370. Oświetlenie w Sali oprawiono w kryształowe żyrandole. Właściwą dla stylu Poelziga geometryczną surowość form łagodziła jej wysmakowana kolorystyka, przy której współpracował miejscowy artysta Drabek. Ścian miały kolor ciepłego różu, przechodzącego w dolnych partiach w tony czerwonobrązowe, a rozjaśniającego się w górnych partiach i na suficie. Listwy, kraty w oknach i ogromny wywietrznik na suficie pomalowano na kolor jasnożółty, natomiast balustrada balkonu otrzymała barwę hryzokoli (delikatny odcień błękitnozielony). Znajdująca się wewnątrz budynku Filharmonii secesyjna klatka schodowa została wówczas również częściowo przebudowana.

W nocy 24 sierpnia 2000 r. w gmachu Opery wybuchł groźny pożar. Doszczętnie spłonęła duża sala baletowa, dawny budynek Filharmonii (Konzerthaus). W czasie gaszenia pożaru zniszczeniu uległy również liczne pomieszczenia znajdujące się pod tą salą ( pokoje korepetytorskie, sala chórowa, sala orkiestrowa, kasa biletowa), a na piętrze - garderoby baletu. Ogień, który strawił oryginalne wnętrze Sali Hansa Poelziga odsłonił jej pierwotne oblicze - niezwykłej urody sztukaterię zaprojektowaną przez Aleksandra Böhma.

Zgodnie z wytycznymi konserwatora przywrócono pierwotny klimat wystroju sali pochodzącego z początku XX wieku lecz nie jego wierne odtworzenie. Zachowane elementy sztukaterii pozwoliły na częściowe odtworzenie pierwotnego układu ścian. Przyjęta po pożarze koncepcja projektowa polegająca na utworzeniu nad salą reprezentacyjną sali baletu uniemożliwiła odtworzenie pierwotnego charakteru stropu. Na ścianach odtworzono elementy sztukaterii wraz z obramieniami wypełnionymi materiałami. Z uwagi na charakter sali sufit zaprojektowano jako kasetonowy ozdabiając go elementami sztukaterii. Układ sufitu podkreśla rozmieszczenie 9 stylizowanych, kryształowych żyrandoli. Aby podkreślić reprezentacyjny charakter sali została wykonana ozdobna granitowa posadzka.

Z uwagi na wielofunkcyjność obiektu w sali tej zaprojektowano i wykonano scenę stałą - drewnianą, która ma możliwość zwiększenia swej powierzchni w zależności od charakteru użytkowania. Wykonano drzwi dębowe osadzone w portalach z marmuru. Sala utrzymana jest w kolorach pastelowych w tonacjach beżowych. Została również zainstalowana wentylacja nawiewno-wywiewna z częściową klimatyzacją oraz ogrzewanie podłogowe. Zabytkowa klatka schodowa i foyer, które zostały również wyremontowane, prowadzą do sali reprezentacyjnej.

Za: http://www.slaskie.pl/doc/2004/12/13/1102952530.htm

Od swojej inauguracji tj. 1 października 1901 roku służy sztuce teatralnej.

 

 

Po II wojnie światowej budynek stał się siedzibą Opery Śląskiej. W dniu 14.06.1945 r. zespół utworzony i kierowany przez światowej sławy artystę Adama Didura wystawił "Halkę" Stanisława Moniuszki. Autorytet, jakim się cieszył Didur pozwolił w krótkim czasie skupić wokół siebie oddany zespół doświadczonych pracowników i oprzeć tworzoną placówkę na mocnych, wiarygodnych podstawach nazwisk pierwszej klasy artystów, z wysoką pozycją w świecie opery. W kolejnych latach teatr bytomski zyskał opinię pierwszej sceny operowej w kraju oraz tytuł „kuźni talentów”. W Bytomiu debiutowali m.in.: Bogdan Paprocki, Romuald Tesarowicz, Anna Lorenc, Jolanta Wrożyna, Wiesław Ochman. Wszyscy śpiewacy po odejściu z Bytomia chętnie do niego gościnnie wracali zawsze podkreślając niezwykłą atmosferę śląskiej sceny operowej. Dorobek bytomskiej Opery to ponad 250 premier oper, operetek i baletów, w tym wiele pozycji prapremierowych. W repertuarze bieżącym utrzymuje się ok. 30 tytułów, w tym obok standardowych pozycji są dzieła niezwykle ambitne jak „Don Giovanni”, „Gioconda”, „Eugeniusz Oniegin”, „Tannhauser” ,”Aida”, „Carewicz”, „Córka źle strzeżona” i „Don Kichot”, którego premiera uświetniła otwarcie nowej sali baletowej, wybudowanej po pożarze, który strawił poprzednią w 2000r., „Borys Godunow” „Wesoła wdówka”, „Muzeum Histeryczne Mme Eurozy” - opera autorska Piotra Szmitke, „Carmen”, bajka baletowa "Kot w Butach" oraz najnowsze spektakle "Nabucco", "Orfeusz i Eurydyka", "Łucja z Lammermoor", "Carmina burana", "Manru". W 2005 roku w budynku filharmonicznym Opery została otwarta nowa sala koncertowa im. Adama Didura mieszcząca 176 miejsc siedzących. Odbywają się w niej imprezy kameralne, małe formy muzyczne, koncerty symfoniczne, uroczystości jubileuszowe i inne.

 

 

Za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Bytom szlakiem_tradycji_i_kultury

 

 

środa, 16 lutego 2011
10 powodów, dla których należy omijać Bytom szerokim łukiem. Oraz 100 powodów, dla których warto się w Bytomiu zatrzymać.

Część pierwsza: Parkowanie.

Centrum Bytomia, nie tylko ścisłe centrum handlowo - biznesowe, ale zasadniczo obszar historycznego centrum, na północ od linii kolejowej znajduje się w strefie płatnego parkowania. Za możliwość parkowania trzeba płacić w godzinach 8.00 – 18.00 od poniedziałku do piątku oraz od 8.00 do 14.00 w soboty. Nie znam drugiego miasta, w którym opłaty obowiązywałyby w tak szerokim paśmie czasowym (przykłady: Katowice 9.00 – 17.00 od poniedziałku do piątku, w soboty 10 – 14.00, Poznań 10.00 – 18.00, w soboty bezpłatnie). Niezależnie od opłat, trudno jest znaleźć wolne miejsce parkingowe, bo cała inwencja władz miejskich poszła w kierunku poszerzania strefy płatnego parkowania, a nie w kierunku tworzenia parkingów. Trzeba dodać, że przepisy regulujące strefę płatnego parkowania są niezwykle restrykcyjne. Po pierwsze: firma rejestrująca przypadki parkowania bez wnoszenia opłat działa w sposób niezwykle sumienny – nie należy liczyć, że samochód pozostawiony choćby na 5 minut nie zostanie przez kontrolerów zauważony. Po drugie: opłatę należy uiszczać w automatach, które akceptują tylko monety, a po wtóre nie wydają reszty. Należy więc mieć przygotowaną i odliczoną gotówkę. Jeśli gotówki nie mamy, nie powinniśmy liczyć na łut szczęścia, bowiem  w czasie gdy będziemy próbowali rozmienić banknot na drobne w okolicznym sklepie, najprawdopodobniej kontroler strefy parkowania obfotografuje nasz pojazd i wystawi wezwanie do opłaty dodatkowej w wysokości 30 złotych. Po trzecie: Firmy spedycyjne i dostawcze również nie mogą liczyć na taryfę ulgową – kierowcy nieuiszczający opłaty są traktowani podobnie jak właściciele samochodów osobowych, nawet w przypadku, gdy pozostawiają samochód „bez opieki” na krótką chwilę. Na marginesie: nikt z włodarzy miasta do tej pory nie zauważył, że zniechęca to do prowadzenia działalności gospodarczej na terenie Bytomia, bo zwiększa koszty operacyjne tejże działalności. Po czwarte: Od opłaty karnej można odwołać się tylko w przypadku, gdy czas od chwili zarejestrowania pojazdu przez kontrolera strefy płatnego parkowania do uiszczenia opłaty wynosi nie więcej niż 5 minut. W innym wypadku, również gdy samochód pozostawiliśmy zbyt długo, nie mamy możliwości odwołania się od wniesienia opłaty „karnej”. Procedura odwołania wymaga stawienia się w określonym punkcie, gdzie raczej należy dojść piechotą (ul. Krakowska jest wyłączona z ruchu), oczywiście po wcześniejszym zaparkowaniu w strefie płatnego parkowania i wniesieniu opłaty. Dla porównania – w innych miastach, jak chociażby w Katowicach za postój bez opłaty otrzymuje się wezwanie do zapłaty – w ciągu 7 dni należy uregulować realną opłatę za parkowanie, a dopiero po tym czasie miasto domaga się opłaty dodatkowej w kwocie 50 złotych. Nadmienić trzeba, że w Bytomiu strefa jest co prawda oznaczona w sposób zgodny z prawem: przy wjeździe do strefy widnieje znak drogowy zgodny z przepisami kodeksu drogowego „początek strefy”, ale jednocześnie nigdzie dalej nie ma informacji o tym, że za parkowanie należy płacić (o konieczności zapłaty informują jedynie parkomaty). Kierowca spoza Bytomia, który zwyczajnie przeoczy ten znak może nie być świadomy konieczności wnoszenia opłaty. Mam wrażenie, że jest to celowy zabieg władz miejskich Bytomia, bo nawet uczeń szkoły specjalnej wie, że 30 złotych to więcej niż 2 złote (te trzy dychy będą ściągane w zbójnicki sposób, czyli w drodze egzekucji administracyjnej). W innych miastach w strefach płatnego parkowania każde miejsce na postój jest poprzedzone wyraźną informacją o opłatach i ich wysokości. Dodam (o ile mnie pamięć nie myli), że w skali kraju Bytom zajmuje 1 miejsce w kategorii wielkości kar nałożonych za parkowanie bez wniesienia opłaty. Opócz tego bryluje, ale już tylko w kategorii najbrzydszych miast.

 

Kościół Św. Jacka (za http://www.swjacek.bytom.pl)

W 1740 r. wzniesiono na Rozbarku drewnianą kaplicę ku czci św. Jacka. Kilkadziesiąt lat później w 1801 r. na miejscu drewnianej wybudowano, ku czci Świętego masywny kościółek pokryty gontowym dachem. Do budowli tej przylegała niewielkiej wysokości dzwonnica z jednym dzwonem. Ołtarz główny ustawiony był przy ścianie wschodniej świątyni zaś wejście główne mieściło się po przeciwnej stronie.

Kościółek ten przynależał do parafii Najświętszej Maryi Panny. Używany był rzadko zazwyczaj z okazji pogrzebów, w dzień święta patrona, w święto Królowej Różańca świętego oraz tak często jak poproszono o Mszę św. 12 maja 1868 r. wybuchł pożar, który szybko się rozprzestrzenił. Żywioł strawił 40 domów i po części także rozbarski kościółek. Całkowitemu spaleniu uległ dach oraz wyposażenie wnętrza. Przez wiele lat ruina stała bezużytecznie. W 1872 r. wysunięto propozycję zbudowania siostrzanego kościoła względem NMP, zaproponowano zagospodarowanie ruin na Jackowym Wzgórzu. Od powziętego planu odstąpiono ze względu na brak akceptacji ze strony gromady rozbarskiej. Dopiero w 1873 r. rozpoczęto odbudowę zniszczonego kościółka, który służył mieszkańcom do 19 grudnia 1910 r.

 


W archiwum Bytomskiego Towarzystwa Historyczno - Muzealnego znajdował się rękopis z 1758 roku napisany w języku polskim zatytułowany "Notatia powstania, zbudowania i postanowienia kaplice św. Jacka". Dokument ów został przetłumaczony na język niemiecki i opublikowany w latach dwudziestych naszego wieku przez pana Ludwika Chroboka. Rękopis o którym mowa zaginął. Dokument ten został ponownie przetłumaczony na język polski. Przetłumaczony dokument zamieszczony został w Magazynie Bytomskim w roku 1991. w archiwum kościoła św. Jacka znajduje się wersja w języku niemieckim z roku 1926. Zatem udokumentowany kult św. Jacka na Rozbarku sięga l połowy osiemnastego wieku. W 1740 r. ku czci Świętego wzniesiony został, na tzw. Sroczym Wzgórzu, drewniany kościółek. Powodem, dla którego zbudowano tę świątynię był obraz powstały za sprawą zakonnicy jednego z klasztorów krakowskich. Tradycja ustna podaje, iż nieznana z imienia przełożona klasztoru krakowskiego, wraz ze współsiostrą, podróżując po Śląsku przybyła na Rozbark, gdzie dowiedziała się o działalności kaznodziejskiej św. Jacka. Z jej to polecenia wymalowano obraz Świętego z Monstrancją w prawej ręce i figurką Matki Bożej w lewej. U stóp Jacka po jednej jak i drugiej stronie umieszczono, w postawie klęczącej, dwie zakonnice trzymające w ręku Różaniec. Dla tak wykonanego obrazu wybudowano drewnianą kaplicę, a sam wizerunek zawieszono w głównym ołtarzu.



Z biegiem lat liczba mieszkańców Bytomia oraz okolicznych wsi, w tym i Rozbarku stale powiększała się. W 1900 r. oszacowano, iż parafia Najświętszej Maryi Panny liczy ok. 35 000 wiernych. Trudno więc było zadość uczynić potrzebom tak wielkiej liczbie wiernych, mimo iż co niedzielę w kościele NMP sprawowano 5 Mszy św., a w kaplicach św. Jacka i Ducha Świętego po jednej. Z tej to przyczyny ówczesny Proboszcz Parafii NMP Ks. Emanuel Buchwald zdecydował, by na terenie osady rozbarskiej zbudowano nowy kościół spełniający potrzeby wciąż rosnącej liczby parafian.

W kronikach rozbarskich dzień ów został opisany w ten sposób: "18 dzień października przypadł w niedzielę. Na zakończenie nabożeństwa różańcowego w kościele NMP, około godziny 15:00 uformowała się w kierunku rozbarskiej budowy potężna procesja. Za krzyżem podążali górnicy w swych strojach, za nimi członkinie Kongregacji Mariańskiej, dalej Katolickie Stowarzyszenie Czeladników i Mistrzów cechowych oraz przedstawiciele Gromady, którzy nieśli kamień. Procesją zamykało duchowieństwo i zaproszeni goście. Kiedy pochód zbliżył się do placu budowy koniecznym okazało się przywołanie policji i straży pożarnej by zaprowadzić porządek, tak wiele bowiem zeszło się ludzi. Po przybyciu na miejsce chór wraz z orkiestrą zaintonował hymn: "Niebiosa głoszą chwałę wieczną" po czym ks. Buchwald w asyście księży wikarych Schnalke i Strzybnego poświęcił kamień węgielny. Następnie w dwóch językach wygłoszono kazanie. W języku polskim ks. Sigula z Orzegowa, a w języku niemieckim ks. Adamczyk z Goduli. Po wysłuchanym Słowie Bożym miejscowy proboszcz odczytał akt fundacyjny, który oprócz wskazania czasu, miejsca i okoliczności wymienienia imiona cesarza, papieża, miejscowego biskupa oraz wszystkich fundatorów nowego Domu Bożego z zaznaczeniem wysokości wkładów fundacyjnych. Do tak sporządzonego aktu dołączono wycinki z lokalnej prasy, plan przestrzenny osady rozbarskiej oraz kilka monet. Sam akt jak również wymienione świadectwa historii zostały umieszczone we wnętrzu kamienia i wraz z nim osadzone w ścianie nośnej świątyni". Po przezwyciężeniu wszelkich trudności związanych z uzbrojeniem terenu i osadzeniem fundamentu, prace budowlane przy nowej świątyni posuwały się szybko naprzód. Osiągnięcie tak zaskakującego tempa budowy było możliwe dzięki ogromnemu zaangażowaniu mieszkańców Rozbarku . Wielu spośród miejscowych gospodarzy użyczyło swoich zaprzęgów, by móc jak najszybciej zwieść konieczne materiały budowlane, zaś inni podejmowali konkretne prace przy budowie, służąc swą siłą roboczą. 17 grudnia 1909 roku w trzecią Niedzielę Adwentu zwaną Niedzielą Radości, dokonano uroczystego poświęcenia czterech dzwonów przyszłej świątyni . Były one darem ówczesnego biskupa diecezji wrocławskiej Ks. Kardynała Jerzego Koppa. Dzwony owe, o dźwiękach podstawowych "b", "des", "es" i "f", zostały wykonane przez jedną z najsłynniejszych ludwisarni niemieckich Franciszka Otto z Hemelingen koło Bremy.Świątynia ta, co w sposób jednomyślny orzeczono, miała stanąć na tzw. wzgórzu rozbarskim, obok stojącej już kaplicy św. Jacka. Początkowo wydawało się, iż rzeźba wskazanego terenu uniemożliwi realizację powziętych planów, jako że różnica poziomów między podstawą a szczytem wzgórza sięgała 12 metrów. Jednak architekt Giemza z Katowic, któremu powierzono przygotowanie projektu, po mistrzowsku wykorzystał ową "wadę" terenu planując tzw. dolny kościół - kryptę. Stary zwyczaj budowania świątyń nakazywał, by wznoszono je na linii wschód - zachód, tak by ściana prezbiterium "patrzyła" w kierunku wschodzącego słońca - symbolu zmartwychwstałego Chrystusa. Jednak w przypadku kościoła św. Jacka z tego rozwiązania zrezygnowano, ponieważ jakość gruntu u podstawy wzgórza nie pozwalała ustawić w tym miejscu dwóch 57 metrowych wież. Po starannie przeprowadzonym przygotowaniu obejmującym między innymi: zgodę kompetentnych władz duchownych i cywilnych na budowę kościoła oraz zdobycie odpowiednich funduszy zdecydowano o rozpoczęciu prac, którymi kierował Pan F. Neumann. Pierwszy sztych szpadlem poczyniono 12 maja 1908 r., po uroczystej sumie, odprawionej przez Ks. Proboszcza Buchwalda w kaplicy św. Jacka. Największą trudność przysporzyły budowniczym fundamenty przyszłej świątyni, które pod prezbiterium sięgają 11 metrów (4 m fundamentu i 7 m utwardzonego podłoża). Po pięciu miesiącach mozolnej pracy, 18 października, w sposób bardzo uroczysty poświęcono i osadzono kamień węgielny przyszłego Domu Bożego.



 

Taka kombinacja dźwięków wiodących w układzie: "b", "des", "es", "f" tworzyła bardzo oryginalną konstrukcję, która nawiązywała do pierwszych czterech dźwięków Mszy IX gregoriańskiej "Cumjubtto". Pierwszy z dzwonów o wadze 3290 kg został opatrzony imieniem "św. Jerzy", na pamiątkę ofiarodawcy. Drugi poświęcono św. Jackowi, a jego ciężar sięgał 1947 kg. Trzeci ważył 1381 kg i został "ochrzczony" imieniem "Izydor", ku czci św. Izydora patrona rolników. Ostatni z dzwonów to "św. Gabriel" - waga wynosiła 944 kg. Wszystkie one zostały zawieszone w wieży pomocnej na wysokości 40 metrów. Powyższe dzwony były w posiadaniu parafii przez 33 lata . W 1942 r. wszystkie cztery zostały skasowane na rzecz armii niemieckiej. Obecnie funkcjonujące, zostały zakupione w 1959 r. ich konsekracja odbyła się 22 kwietnia 1959 r., a dokonał jej ks. biskup Franciszek Jop. Każdy z poszczególnych dzwonów otrzymał stosowne imię. I tak największy z nich o wadze 1000 kg, otrzymał imię św. Jana Chrzciciela, tego który wzywa do pokuty. Kolejny to św. Jacek o wadze 950 kg, trzeci z dzwonów, 650 kg poświęcony został patronowi rolników św. Izydorowi. Ostatni, czwarty, wzywający wiernych do modlitwy Anioł Pański, ochrzczony został imieniem Najświętszej Maryi Panny, a jego waga wynosi 450 kg. Oprócz powyższych przedwojenny kościół posiadał jeszcze trzy dzwony, pochodzące ze starej kaplicy jackowej, których historia sięgała czasów Zgromadzenia Kanoników Regularnych, Stróżów Grobu Świętego w Jerozolimie, popularnie zwanych na Śląsku "miechowitami", bądź "bożogrobcami". O najstarszym z nich, św. Jacku, mówi rękopis z 1758 r. Oprócz powyższego, którego póĄniejsze losy nie są znane, w parafii znajdowały się: dzwon zmarłych - św. Barbara, sygnaturka - św. Mikołaj oraz dzwon z tzw. grupą krzyżowa wykonany w I połowie XVIII w. w Opawie, zawieszony przy wejściu do zakrystii głównej. Jedną z najstarszych inskrypcji umieszczanych na dzwonach było zdanie: " O rex gloriae, veni cum pace" - O Królu Chwały, przyjdź z pokojem. W oparciu o zachowane archiwalia ( począwszy od roku 1758 do 1945), dotyczące dziejów Wspólnoty Wiernych na Rozbarku, stwierdzić możemy, iż Gmina posiadała 8 dzwonów. Obecny kościół, w latach 1909 - 1942, wyposażony był w cztery dzwony. W 1935 r. roku wieża dzwonów została zaopatrzona w elektryczny mechanizm uruchamiający poszczególne dzwony. Kościół na Rozbarku został tak zaprojektowany by w jednej z wież osadzić zegar. Mechanizm czasomierza sporządzony został w środkowych Niemczech w Bockenen przez firmę Weule. Jego parametry były następujące: waga - 2500 kg; długość wskazówek - 2 metry; długość wahadła - 1,68 m, a jego waga - 25 kg. Zegar ów został zakupiony przez miejscową gminę jako dar dla nowego Domu Bożego.



 

W drugiej połowie 1911 r. budowa rozbarska została doprowadzona do końca. Poświęcenie nowego kościoła przewidziano na niedzielę 27 sierpnia 1911 r. Uroczystej benedykcji dokonał Proboszcz Parafii NMP ks. Dziekan Buchwald . Parafia św. Jacka została erygowana 1 lipca 1915 r., mocą dekretu Biskupa Adolfa Bertrama, który z dotychczasowej administracji, będącej częścią Parafii Najświętszej Maryi Panny w Bytomiu utworzył samodzielną wspólnotę Ludu Bożego. Nowo powstała parafia liczyła sobie około 19 000 wiernych. W skład jej terytorium weszły: gmina Rozbark, zachodnia część Brzezin, Stare Góreczko oraz Szarlej. Tak zarysowany obszar ulegał zmniejszeniu, już w roku jej powstania kiedy to część brzezińska została włączona do nowo powstałej Parafii w Brzezinach. Kolejny podział nastąpił l stycznia 1926 r. kiedy to terytorium " Parafii Jackowej" zostało okrojone o miejscowości Stare Góreczko oraz Szarlej, przyznane po Plebiscycie Polsce. Pierwszym proboszczem Parafii św. Jacka został ks. Franciszek Strzybny.


środa, 09 lutego 2011
List do prezydenta

Dzisiaj miałem przyjemność odwiedzenia razem z zarządcą nieruchomości oraz przedstawicielami ZBM-u lewą oficynę kamienicy przy ulicy Jagiellońskiej 25. W oficynie znajdują się 4 lokale, z których 3 to pustostany, zaś jeden jest zasiedlony „z kwaterunku”. Wejście do oficyny jest zamykane na klucz i dostęp do oficyny, obok zarządcy oraz firmy sprzątającej, mają jedynie lokatorzy mieszkania komunalnego. Nadmienić trzeba, że pustostany również stanowią mienie Gminy Bytom i zarządza nimi ZBM.

W latach ubiegłych odremontowano w klatce schodowej instalację elektryczną, założono metalowe drzwi wejściowe i położono instalację domofonową.

Stwierdziliśmy dzisiaj:

  1. Kradzież energii elektrycznej przez lokatorów lokalu komunalnego. O fakcie tym został powiadomiony niezwłocznie telefonicznie Vattenfall. Do Vattenfalla zwróciłem się również z wnioskiem o powiadomienie organów ścigania.
  2. Drzwi wejściowe do lokalu na 3 piętrze (pustostan) zostały wyłamane, podłogi zostały pozbawione pokrycia, piec kaflowy pozbawiony został żeliwnych drzwiczek (uszkodzone zostały także kafle), wszystkie szyby w lokalu zostały wybite. Mieszkanie jest zaśmiecone, a na podłogach zalegają odchody. Zgodnie z informacją uzyskaną od przedstawicieli ZBM-u lokal został pod koniec ubiegłego roku przekazany ZBM-owi przez ostatniego najemcę, po czym został opróżniony ze zbytecznych przedmiotów i uprzątnięty, zaś drzwi wejściowe zabezpieczone nowym zamkiem. Mieszkanie to widziałem w ubiegłym roku i jego stan mógłbym określić jako „do zamieszkana”. Obecnie stanowi ruinę.
  3. Instalacja elektryczna na klatce schodowej została zniszczona (m.in. uszkodzone zabezpieczenia przedlicznikowe, zdekompletowane oświetlenie). Szyby na klatce schodowej zostały wybite. Instalacja domofonowa została zniszczona. Drzwi wejściowe są częściowo uszkodzone (wyrwane elementy instalacji domofonowej).
  4. Pozostałe lokale – pustostany – nie nadają się do zamieszkania i wymagają olbrzymich nakładów (oglądałem je we wrześniu ubiegłego roku – były totalnie zrujnowane, śmierdzące moczem i odchodami, na podłogach zalegał kał).

Chcę wyraźnie zaznaczyć, że dostępu do oficyny nie mają żadne osoby postronne.

W imieniu wspólnoty mieszkaniowej w Bytomiu przy ulicy Jagiellońskiej 25 domagam się informacji od Zarządu Gminy Bytom, w jaki sposób ZBM Sp. z o.o. lub Gmina Bytom zamierzają pokryć szkody spowodowane przez lokatorów mieszkania komunalnego w mieniu wspólnoty oraz jakie kroki zostaną podjęte w celu zapobieżenia dalszej degradacji oficyny kamienicy przy ul. Jagiellońskiej 25.

Zwracam nadto uwagę, że brak nadzoru nad lokalami komunalnymi, których właścicielem pozostaje Gmina Bytom, prowadzący do ich degradacji  oraz brak reakcji na dewastację lokali oraz ich otoczenia stanowi działanie na szkodę Gminy.

Chciałbym również wiedzieć dlaczego Zarząd Gminy nie reaguje na indolencję ZBM-u, a w szczególności dlaczego Zarząd Budynków Miejskich Sp. z o.o. nie powiadomił do tej pory organów ścigania o przestępstwie (dewastacja mienia stanowiącego własność Gminy).

Zobowiązuję niniejszym Zarząd Gminy do podjęcia stosownych kroków do powstrzymania dewastacji w.w. kamienicy, w tym powiadomienie organów ścigania o domniemaniu popełnienie przestępstwa przez lokatorów mieszkania komunalnego polegającego na wyrządzeniu szkody w mieniu stanowiącego własność Gminy.

Tagi
zBLOGowani.pl