RSS
wtorek, 23 lutego 2016
Dobra zmiana (8). Rodzina na swoim.

 

poniedziałek, 22 lutego 2016
niedziela, 21 lutego 2016

 

niedziela, 14 lutego 2016
Good Change

 

 

http://www.cardin.senate.gov/newsroom/press/release/cardin-mccain-durbin-urge-polish-government-to-recommit-to-the-rule-of-law-human-rights-protection-of-media

 

The Honorable Beata Szydło

Prime Minister of the Republic of Poland

00-583 Warsaw
Al. Ujazdowskie 1/3

 

Dear Prime Minister Szydło:

We represent a bipartisan group of Senators that are friends of Poland and have close ties to Polish-American communities in the United States. We are writing to express concern about recent actions taken by the Polish Government that threaten the independence of state media and the country’s highest court and undermine Poland’s role as a democratic model for other countries in the region still going through difficult transitions. We urge your government to recommit to the core principles of the OSCE and the EU, including the respect for democracy, human rights, and rule of law that has made Poland such a strong and vibrant member of the Community of Democracies and a stalwart ally of the United States in the heart of Central Europe. 

Last month, the European Commission for the first time used its powers under the Rule of Law Framework to open a preliminary assessment into two recently passed pieces of Polish legislation to determine whether they breach the EU’s “fundamental values”. We understand that the first law would curb the ability of the Constitutional Court to use its powers to strike down laws that it determines to be unconstitutional. We understand that the second law would threaten the independence of state broadcasters and press freedom in the country.  These laws could serve to diminish democratic norms in Poland, including the rule of law and independence of the judiciary.  An erosion of democracy in Poland would undermine liberal institutions that have successfully expanded prosperity, peace, stability, and tolerance within Europe at a time when these institutions are greatly needed. 

Since the fall of communism, Poland’s successful integration into Western institutions has produced an economically prosperous and militarily strong example for the region’s post-communist states to follow. Poland’s accession into NATO more than 16 years ago has strengthened the alliance’s eastern flank and created a bulwark against further Russian incursions into Eastern Europe. U.S.-Polish relations have flourished due to membership in shared institutions, commitment to liberal ideals, and strong diaspora ties between our two countries. 

We are strong advocates for our robust bilateral relationship. It is in that spirit in which we appeal to you -- we urge you to recommit to the shared democratic values enshrined in the Helsinki Accords and EU charter as a means towards ensuring stability, prosperity and peace in Europe. 

Sincerely,

[U.S. Senators Ben Cardin (D-Md.), John McCain (R-Ariz.), Richard J. Durbin (D-Ill.)]

czwartek, 11 lutego 2016
PAD (Prezesa Automatyczny Długopis)

 

 

 

Jedną ze znanych osób legitymizujących „dobrą zmianę” był ekonomista Ryszard Bugaj, który zasiadał w prezydenckiej Narodowej Radzie Rozwoju. Rada miała stanowić gremium konsultacyjno-doradcze, a  w jej skład weszło ponad 80 osób, ekspertów z różnych dziedzin. Bugaj zrezygnował z funkcji, ze względu na fasadowość instytucji: jego zdaniem żadna z najważniejszych kwestii, które budziły duże kontrowersje, jak spór wokół Trybunału Konstytucyjnego, ustawa o mediach publicznych, zmiany dotyczące funkcjonowania prokuratury i służby cywilnej, nowe uprawnienia służb specjalnych, nie była przedmiotem oceny przez NRR. „Rada nie zajmowała się również społeczno-gospodarczym programem rządu. Rada nie wypełnia roli niezależnego ciała debatującego nad kluczowymi kwestiami polityki państwa, a przez opinię publiczną jest po prostu niezauważana lub postrzegana jako jeden jeszcze składnik rządowego obozu” – napisał Bugaj w liście do PAD.

Więcej informacji:

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/prof-ryszard-bugaj-odchodzi-z-nrr-przy-prezydencie/0sn6se

Wywiad z Ryszardem Bugajem:

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/bugaj-nie-chce-byc-identyfikowany-z-polityka-rzadu,618524.html

70. miesięcznica

 

 

wtorek, 09 lutego 2016
Ciul Bytomski nr 1/2016. Atlas w skarpetkach

 

 

 

 

 

W przyjętej w 2003 roku ustawie o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami warto zwrócić uwagę na definicję zabytku: „nieruchomość lub rzecz ruchoma, ich części lub zespoły, będące dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia, których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową” (http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20031621568). Nie bez powodu wskazuje się na cel ochrony, ponieważ zabytki składają się na naszą tożsamość narodową bądź przynajmniej historyczną, albo, mówiąc mniej górnolotnie, są świadkami minionych czasów i przypominają nam historię miejsca i społeczności, z którymi są związane, a także wzbogacają – o ile są utrzymywane w należytym stanie -  naszą przestrzeń życiową o walory estetyczne.

Zgodnie z ustawą, ochrona zabytków polega, w szczególności, na podejmowaniu przez organy administracji publicznej działań mających na celu: 1) zapewnienie warunków prawnych, organizacyjnych i finansowych umożliwiających trwałe zachowanie zabytków oraz ich zagospodarowanie i utrzymanie; 2) zapobieganie zagrożeniom mogącym spowodować uszczerbek dla wartości zabytków; 3) udaremnianie niszczenia i niewłaściwego korzystania z zabytków; 4) przeciwdziałanie kradzieży, zaginięciu lub nielegalnemu wywozowi zabytków za granicę; 5) kontrolę stanu zachowania i przeznaczenia zabytków; 6) uwzględnianie zadań ochronnych w planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz przy kształtowaniu środowiska. Formą ochrony zabytku są między innymi wpis do rejestru zabytków oraz ustalenie ochrony w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego.

W miejskich zespołach zabytkowych (na podstawie metody opracowanej przez Zespół Historii Kultury Materialnej PAN) wyodrębniono cztery strefy ochronne (A, B, C i poza C), nie nadając im form urzędowych, a jedynie zwyczajowe do decyzji lokalnych władz planistyczno-konserwatorskich. W odniesieniu do konkretnych sytuacji rzeczoznawca majątkowy każdorazowo uwzględnia stosowne zapisy zawarte w miejscowym planie zagospodarowania gminy, w obszarze której zlokalizowana jest wyceniona nieruchomość. I tak, w strefie A (pełnej ochrony konserwatorskiej), obejmującej obszary szczególnie wartościowe, o bardzo dobrze zachowanej historycznej strukturze przestrzennej, zaleca się bezwzględne jej zachowanie. W strefie B zaleca się ochronę konserwatorską obejmującą obszar podlegający rygorom w zakresie utrzymania zasadniczych elementów rozplanowania istniejącej substancji o wysokich wartościach kulturowych oraz charakteru i skali nowej zabudowy. 

W sierpniu 2004 roku, a więc blisko dwanaście lat temu radni Bytomia przyjęli uchwałę w sprawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego śródmieścia Bytomia pod nazwą „Plan Rewitalizacji i Rozwoju Śródmieścia (ReRoŚ)” (http://www.bytom.pl/urm/dokumenty/srodmiescie.doc), regulującą między innymi ustalenie zasad działań rewitalizacyjnych w śródmieściu oraz wskazanie terenów podlegających ochronie. W uchwale określono obszary i obiekty objęte ochroną prawna, w tym także granice terenów objętych strefą ścisłej ochrony konserwatorskiej (A), do których to terenów zaliczono „historyczne centrum miasta”. Śródmieście podzielono na „strefy ochrony lokalnej” OL1 – OL3. O przynależności do strefy decyduje m.in. wartość architektury, co z kolei determinuje wymogi dotyczące jakości rewitalizacji. I tak np. dla strefy ochrony lokalnej OL2 ustalono ochronę: istniejących linii i wysokości zabudowy, układu dróg, ulic i placów, charakteru i bryły budynków w tym:

  • elewacji frontowych wraz z detalami architektonicznymi (przy wyburzeniu odtworzenie  elewacji lub wprowadzenie nowej podobnej do sąsiednich budynków poprzez zastosowanie tradycyjnych materiałów budowlanych,  gabarytów  i  rozmieszczenia okien i drzwi),
  • zabytkowych elementów wystroju wnętrz  i elewacji (stolarka drzwiowa i okienna, bramy, ślusarka, sztukaterie, piece, balustrady, ogrodzenia),
  • kształt dachu (przy modernizacji lub przebudowie odtworzenie poprzez zastosowanie tradycyjnych materiałów).

Jak w praktyce działa uchwała rady miasta?

Po pierwsze, trudno znaleźć w internecie jakieś informacje dotyczące obowiązków właścicieli lub zarządców nieruchomości wynikające z lokalizacji obiektu w „strefie ochrony konserwatorskiej”. W aktach notarialnych dotyczących np. zakupu mieszkania od gminy pojawia się informacja, iż obiekt położony jest w takiej strefie, ale już znalezienie wiadomości odnośnie obostrzeń i wymagań związanych chociażby z remontami jest trudne (na stronie urzędu miasta nie ma ich lub są skutecznie ukryte). Informacje takie można uzyskać w Biurze Miejskiego Konserwatora Zabytków działającego w urzędzie miasta, ale jak widać (wystarczy rozejrzeć się wokół) mało który bytomianin jest zainteresowany konsultacjami dotyczącymi np. wymiany okien, zaś wspomniana komórka organizacyjna Urzędu Miasta nie podejmuje ani działań  edukacyjnych, ani kontrolnych.

Prowadząc kiedyś remont zakupionego od gminy mieszkania, w którym trzeba było wymienić okna, udałem się do biura konserwatora i tam zostałem poinformowany o obowiązku wykonania dokumentacji starych okien (rysunki „techniczne” wraz z wymiarami) oraz przedstawienia projektu nowych, co też zrobiłem. Projekt okien zachował podział, gabaryty i sposób otwierania starych. Dopiero po uzyskaniu akceptacji konserwatora oraz zgody wspólnoty mieszkaniowej, przystąpiłem do wymiany okien. Co robią w takich przypadkach inni mieszkańcy? Na ogół nie pytają nikogo o zgodę, czasem zamurowują część otworu okiennego, często stosują podział okien lub kolorystykę niezgodne z oryginalnymi. Czy takie poprawianie architektury nie razi urzędników, których nadrzędnym celem powinna być troska o estetykę otoczenia i egzekwowanie prawa wynikającego z ustawy i prawa lokalnego o ochronie zabytków. Nie, nie razi! Urzędnicy nie przejawiają najmniejszego zainteresowania tą problematyką i nie wykazują własnej inicjatywy, a przecież też są często mieszkańcami Bytomia i chociażby w drodze do pracy mają możliwość obejrzenia samowoli (łamania prawa) przez właścicieli i najemców. Z racji piastowanych stanowisk powinni być wyczuleni i na estetykę otoczenia, i na przestrzeganie prawa, którzy sami współtworzą. Wygląd Bytomia, miasta zaniedbanego, zdegradowanego, w dużej mierze jest odzwierciedleniem bylejakości miejskich urzędników. Jak w przysłowiu: „Ryba psuje się od głowy”.

W ostatnich dniach starego roku zauważyłem, że przy zabytkowej kamienicy, z charakterystyczną, zdobiącą naroże budynku rzeźbą Atlasa, zlokalizowaną u zbiegu ulicy Moniuszki i Jagiellońskiej, stoi rusztowanie, a robotnicy zaczynają pokrywać oryginalny szary tynk, detale architektoniczne oraz inne elementy (jak skrzynki z przyłączami gazowymi)  jasnobeżową farbą emulsyjną. Pochodząca z 1905 roku kamienica przy ulicy Moniuszki 14 została zaliczona przez Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Katowicach w poczet zabytków Bytomia (http://sitplan.um.bytom.pl/iuip/add/file/1300701423.pdf) i znajduje się w „strefie ochrony lokalnej”. Oznacza to mniej więcej tyle, że nie będąc wpisana do tzw. rejestru zabytków, ze względu na swoje walory historyczne i estetyczne tudzież ważne miejsce w układzie urbanistycznym, powinna być chroniona oraz – co wynika z zakwalifikowania do strefy OL2 – nie może być remontowana w sposób dowolny. To nie właściciel nieruchomości (a tym bardziej najemca)  jest uprawniony do swobodnego decydowania o wyglądzie elewacji: nie ma prawa pokrywać naturalnego, niebarwionego tynku lub cegieł farbą emulsyjną, czy barwienia sygnowanej figury.    

Bezzwłocznie przedzwoniłem do biura konserwatora zabytków, informując o pracach prowadzonych w sposób skrajnie nieprofesjonalny, a więc najprawdopodobniej odbywających się bez stosownych zezwoleń. Poprosiłem też znajomych, żeby wysłali maile do konserwatora z tą samą informacją, by w razie czego pozostał dowód interwencji. Liczyłem – naiwnie jak się później okazało - na to, że ktoś z urzędu się pofatyguje, rozezna sprawę i wstrzyma prace. Wieczorem, gdy wracałem do domu, okazało się, że prace trwały przez cały dzień, a cokół na którym stał Atlas, łącznie z jego stopami, są już pomalowane. Następnego dnia rano udałem się przed kamienicę i zapytałem robotników o zakres prac i pozwolenia na remont oraz zasugerowałem, żeby prace wstrzymali. Rzeźba Atlasa miała zostać pomalowana w całości – takie polecenie otrzymali od „szefa”, aktualnego dzierżawcy lokalu. W trakcie kolejnej rozmowy telefonicznej z urzędem miasta dowiedziałem się, że „podjęte zostały już działania”. Zażądałem natychmiastowej wizyty, bo skuteczność tych „działań” była zerowa. Udałem się także do siedziby zarządcy nieruchomości („miejska” spółka ZBM Sp. z o.o.), gdzie mogłem się dowiedzieć się, iż remont jest prowadzony bez wiedzy i zgody zarządcy, zaś ewentualna zgoda miała być poprzedzona stosowaną uchwałą wspólnoty mieszkaniowej oraz pozwoleniem wydanym przez Biuro Miejskiego Konserwatora Zabytków. Prace na miesiąc zostały wstrzymane. Nie wiem jaki kompromis został zawarty między urzędnikami, zarządcą oraz najemcą, bo nie przywrócono stanu poprzedniego (gołego tynku), a jedynie zmieniono kolor farby na ciemniejszy odcień i „na szczęście” oszczędzono rzeźbę. Garderoba Atlasa wzbogaciła się  jednak o beżowe skarpety.

Mamy kolejny przykład usankcjonowanej przez magistrat tandety i zarazem świadectwo nieudolności, tak typowej dla odpowiedzialnych za substancję mieszkaniową i wygląd miasta urzędników. A to dość częsty sposób legalizacji „samowoli”. Jak wspomniałem, rzadko się zdarza, żeby w podobnych sprawach urzędnicy działali z własnej inicjatywy, zaś sprawy zgłaszane przez obywateli są załatwiane tak, aby stworzyć pozory aktywności, żeby wymogom (jak obowiązek odpowiedzi na pismo) stało się zadość i żeby w dokumentacji urzędniczej od strony formalnej wszystko grało. Marzę o czasach, gdy zlikwidowane zostaną samorządowe i państwowe synekury, a w urzędach, na ważnych dla obywatela stanowiskach zasiądą ludzie kompetentni, świadomi i zaradni.   


poniedziałek, 08 lutego 2016
O kośćcu biało-czerwonej drużyny PiS
środa, 03 lutego 2016
Pawłowicz szczeka na psy

 

 

 

Okazuje się, że od 1989 roku Polska nie dorobiła się społeczeństwa obywatelskiego. Niezaprzeczalne jest, że przez ostatnie blisko 30 lat powstało wiele pozarządowych organizacji działających na rzecz obywateli, praw człowieka, społeczności lokalnych lub zupełnie innych celów, fundacji i stowarzyszeń, niemniej społeczeństwo w swojej większości biernie podporządkowało się partiom, z którymi sympatyzuje, ograniczając swoją aktywność (i to nawet nie w połowie) do udziału w wyborach. Warto przypomnieć, że spora część wyborców oddaje swój głos za „mniejszym złem” oraz, że rzadko zdarza się, żeby do parlamentu trafiali bezpartyjni aktywiści z organizacji pozarządowych (nawet jeśli kandydują z list wyborczych partii lub bloków politycznych, to ich szanse na mandat posła lub senatora – o ile nie identyfikują się z programem partii – są znikome). Podobnie sprawa wygląda w samorządach lokalnych, które coraz bardziej są dominowane przez partie polityczne, co jest jawnym zaprzeczeniem idei samorządności, jako możliwości podejmowania decyzji na szczeblu społeczności lokalnej, niezależnie od władz państwowych.

Ostanie wybory parlamentarne oraz poklask przy jakim partia władzy demontuje instytucje ładu demokratycznego obnażyły niską jakość społeczeństwa obywatelskiego. Łatwość z jaką społeczeństwo godzi się na przepoczwarzanie się władzy demokratycznej we władzę autorytarną jest tego najlepszym dowodem: z jednej strony mamy wierno-poddańczy (albo jak kto woli: fanatyczny, bezkrytyczny) stosunek wyborców Zjednoczonej Prawicy do poczynań tej partii, a z drugiej bierność większości lub poczucie bezradności pozostałych.

Zgodnie z definicją, społeczeństwo obywatelskie charakteryzuje się aktywnością i zdolnością do samoorganizacji oraz określania i osiągania wyznaczonych celów bez impulsu ze strony władzy państwowej. Podstawową cechą społeczeństwa obywatelskiego jest świadomość jego członków potrzeb wspólnoty oraz dążenie do ich zaspokajania, czyli zainteresowanie sprawami społeczeństwa (społeczności) oraz poczucie odpowiedzialności za jego dobro. Społeczeństwo obywatelskie potrafi działać niezależnie od instytucji państwowych. Niezależność nie musi oznaczać rywalizacji społeczeństwa z władzą, która występuje zazwyczaj w państwach, w których ustrój polityczny jest sprzeczny z wolą większości obywateli.

 (https://pl.wikipedia.org/wiki/Spo%C5%82ecze%C5%84stwo_obywatelskie)

Płynące z wygodnictwa, lenistwa lub strachu cedowanie podejmowania wszystkich decyzji na innych oraz niechęć do wpływania lub wywierania nacisku na władzę, a także jej kontrolowania, były i są ułomnością naszego społeczeństwa. Może największą. Polityka partii, zwłaszcza PiS-u, dzielenia społeczeństwa i ubezwłasnowolniania elektoratu wzmocniła w ostatnich latach tę słabość, czego teraz z przerażeniem obserwujemy efekty. Wychodzą także na jaw braki edukacyjne, bo społeczeństwo w dużej mierze nie rozumie na czym polega demokracja, ani jakie są prawa obywatela w kontrolowaniu władzy.

A w gruncie rzeczy chodzi o to, że niezależnie od sympatii politycznych, władzy należy patrzeć na ręce. To między innymi różni nas od rozwiniętych społeczeństw zachodnich.  

Dzisiaj mamy taki stan: 1. Wzorcowy obywatel IV RP BIS naiwnie wierzy w to, że polityk, którego wybrał dokona za niego słusznego wyboru i podejmie najlepszą decyzję. Ufa, że polityk to kandydat na świętego i poza dobrem państwa i obywatela jego decyzjom nie przyświecają inne cele. Podważanie czy kwestionowanie decyzji polityka to świętokradztwo. 2. Obywatel stanowiący większość ma w nosie to, kto rządzi, bo „wszyscy to złodzieje, którzy myślą o tym jak się nachapać”. 3. Spora część myśląca kategoriami elektoratu PiS-u, z tym, że są sympatykami innych partii. 4. Pozostali. Trochę zagubieni i w gruncie rzeczy bezradni.  

Nikt głośno nie protestuje gdy PiS dokonuje dintojry na urzędzie Rzecznika Praw Obywatelskich, tnąc jego budżet o 25%. To RPO jest w tej chwili ostatnim, obok Trybunału Konstytucyjnego, reprezentantem obywateli w państwie zawłaszczanym przez PiS.

Wczoraj wyszło na jaw, że poseł Prawa i Sprawiedliwości Pięta w przeszłości był pospolitym kryminalistą, który włamywał się do samochodów. Czy będzie miało to wpływ na karierę polityczną posła i notowania partii wśród jej wyborców? Wątpię.

http://natemat.pl/170181,licealista-wypomina-piecie-niewygodna-przeszlosc-czy-taki-czlowiek-moze-byc-autorytetem-moralnym

Wczoraj poseł Pawłowicz nazwała „psami” działaczy z organizacji Watchdog, która zadała pytanie o spotkanie naczelnika Kaczyńskiego z prezydentem Orbanem. Społeczeństwo obywatelskie ma prawo wiedzieć jakich zagadnień takie nieformalne spotkania dotyczą. Pawłowicz zainsynuowała również, że za zlecenie na PiS Watchdog bierze od kogoś pieniądze.  

Długa droga przed nami …


 


wtorek, 02 lutego 2016
Santo subito

 

Niespełna 3 miesiące temu (dokładnie 10.11.2015) na portalu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, przecierając oczy ze zdumienia, przeczytałem felieton Wojciecha Piotra Kwiatka, który wyraża marzenie Autora o tym, żeby na antenie publicznej powstała jakaś telewizyjna audycja rządowa, która rzetelnie (czyli nie tak jak do tej pory) informowałby o sukcesach na odcinku Dobrej Zmiany. W dalszej kolejności Obóz Odnowy naczelnika Kaczyńskiego i premier Szydło (w oryginale Szydły) powinien pomyśleć o „odbiciu” jakiegoś poczytnego tytułu prasowego lub ostatecznie wydrukować sobie jakiś nowy. A wszystko to w celu przywrócenia „ładu medialnego”. Po trzech miesiącach, wracając do felietonu W.P. Kwiatka, jeszcze bardziej przecieram oczy ze zdumienia (a te mają już rozmiar starej pięciozłotówki), bo rzeczywistość każdego dnia przerasta najśmielsze prognozy.

Felieton przytaczam w całości, bo szkoda uronić nawet jedno słowo z wywodu weterana dziennikarstwa, również ze względu na jego wizjonerski charakter.

„Niby wiadomo to od dawna, ale czasem to, co oczywiste, wymaga przypomnienia, wyakcentowania, szczególnie że pojawiają się wokół sprawy wątpliwości.

Obóz Odnowy, Obóz Dobrej Zmiany musi mieć media – i elektroniczne i „papierowe”. Nieprzychylność mediów może „utrupić” najlepsze zamiary i na odwrót – przychylność może obronić coś złego, fatalnego, „wytłumaczyć” obywatelom, że tak właśnie miało być, więcej – że tak właśnie jest bardzo dobrze.

Natychmiast po konferencji prasowej Jarosława Kaczyńskiego i Beaty Szydły, podczas której przedstawiono opinii publicznej planowany (!) skład nowego rządu, ruszyła medialna nagonka. Można to było przewidzieć, nic innego nie dzieje się przecież od 25 października. Ale jedna z podstawowych teorii propagandy mówi: powtórz kłamstwo 1000 razy, a stanie się prawdą. A kłamstwa najczęstsze tego popołudnia 9 listopada to insynuacje, że Antoni Macierewicz jest postacią niebezpieczną, zaś Mariusz Kamiński powinien być w ogóle wyłączony z życia publicznego, bo ma wyrok (nieprawomocny, ale jednak) za „nadużycie władzy” w l. 2005 – 2007. Jakie to sądy i z jakich pozycji ten wyrok wydały - media nie przypominają. Ale właśnie ktoś powinien to zrobić – przypomnieć, że wyrok na Kamińskiego to była polityczna dintojra PO, zaś Macierewicz skumulował przeciw sobie nienawiść mediów i politycznego establishmentu tejże PO za rozwiązanie WSI. „Długie ręce” Służb nie były tu bezczynne…

A zatem zarzuty te są funta kłaków niewarte – wiadomo, w jakiej atmosferze się to wszystko odbywało, jaka była atmosfera lat 2007 – 2015, kiedy to PO rządziła niepodzielnie i mogła dosłownie robić, co chciała. 25 października Polacy wystawili jej rachunek. Ale jeżeli na wszystkich kanałach TV natychmiast po ogłoszeniu propozycji kadrowych do nowego rządu rozpętała się histeria pod hasłem „Polacy zostali oszukani przez PiS”, z pewnością niejeden w to uwierzy.

A zatem „odbicie” TVP i radia publicznego z rąk Platformersów i „saloniku” to potrzeba chwili. Nie tylko dlatego, żeby wygasić przynajmniej jeden kanał, z którego leje się nienawiść; przede wszystkim dlatego, że nowy rząd musi pracować w atmosferze jawności (na ile to możliwe, rzecz jasna!), musi wyjaśniać swe działania, a przede wszystkim musi wszystkich Polaków rzetelnie o tych działaniach i n f o r m o w a ć. Oprócz standardowych formuł, jak „Wiadomości”, „Panorama” i inne audycje informacyjne musi ruszyć nowa w formule, ciekawa publicystyka. Wyobrażam sobie np., że raz w tygodniu emitowano by program w rodzaju „Kwadrans dla premiera” czy jakoś podobnie, w którym Beata Szydło opowiadałaby – w formule lekko „rozluźnionej” – o tym, co robi ona sama i jej rząd. Idę o zakład, że taka audycja miałaby dużą oglądalność, a jej wartość dla nowej władzy byłaby nie do przecenienia.

Należy też zdecydowanie zrezygnować w „odnowionej” TVP z „publicystyki” pod hasłem „wszyscy mówią naraz”, czyli z audycji – awantury. Nigdy nic z tego nic wynikło, prócz tego, że twarda opozycja (PiS) była tam tłamszona i zagłuszana, ewentualnie publicznie wyśmiewana. Dziś widać, jak mądre jest porzekadło, że ten się śmieje, kto się śmieje ostatni!

Odzyskać musimy też radio, którego słuchalność w naszym kraju jest bardzo duża, a dostępność powszechna. Do tego radia słucha się wszędzie, co poszerza jeszcze krąg odbiorców.

Rząd powinien też odzyskać dziennik „Rzeczpospolita”, a jeżeli okazałoby się to (z przyczyn prawnych) niemożliwe – powołać do życia własny państwowy dziennik, po prostu organ rządowy. Miałby on pozostać w takiej postaci już na zawsze, niezależnie od tego, kto obejmie rządy w Polsce. Gabinet musi mieć możliwość rzetelnego informowania o swych działaniach, a poza tym potrzebne są przecież rzetelne dyskusje, analizy polityczne, społeczne, ekonomiczne i inne. Ukazujące się u nas gazety nie spełniają tego wymogu, a poza tym są politycznie „zadeklarowane”. Formuła „dziennik rządowy” powinna być jasna i obligująca do rzetelności. Myślę, że SDP wsparłoby prace nad stworzeniem takiego organu i patronowałoby jego „żywotowi”. Pod obecnym kierownictwem Stowarzyszenie może być po prostu ważnym partnerem (partnerem!) władzy. Spowodowałoby to może podniesienie prestiżu polskiego dziennikarstwa, obniżonego w ostatnich latach rządów PO z powodu upolitycznienia zawodu, spauperyzowania dziennikarzy oraz dramatycznych, głębokich podziałów środowiskowych.

Wszystko, co obiecał i zamierza robić rząd, jest ważne: i wiek emerytalny i wsparcie dzietności Polaków i ochrona ziemi… Ale powrót do demokratycznego ładu medialnego to zadanie już nie na dziś, a na wczoraj”.  

http://sdp.pl/felietony/12009,kilka-prawd-oczywistych,1447148578

Amatorom mocnych wrażeń polecam innych autorów kółka geriatrycznego przy SDP, którzy w mediach przebyli długą drogę (od Gomułki do Szydło, albo i dłuższą), a przy tym chętnie dzielą się swoimi po części narcystycznymi, po części ekshibicjonistycznymi przemyśleniami.  

http://sdp.pl/profil/wojciech-piotr-kwiatek

http://sdp.pl/profil/jacek-wegner

http://sdp.pl/profil/stefan-truszczynski

http://sdp.pl/profil/jadwiga-chmielowska

 

Wczoraj telewizyjna „Dwójka” transmitowała uroczystości wręczenia kolejnej nagrody „człowieka roku” Jarosławowi Kaczyńskiemu. Tym razem nagrodę przyznał tygodnik „Wprost”. Niby nic wielkiego (kilka dni temu Sejm przerwał na kilka godzin obrady, żeby Naczelnik mógł odebrać podobną nagrodę ufundowana przez „Gazetę Polską”), ale warto pochylić się nad tym wydarzeniem, i to z kilku powodów.

1.      Do tej pory, o ile się nie mylę, publiczna telewizja nie emitowała na żywo, ani nawet nie retransmitowała podobnych imprez, zachowując należny dystans do wyróżnień przyznawanych politykom w sposób wybitnie stronniczy. Tygodnik „Wprost” należy do najbardziej skompromitowanych periodyków, uwikłanych (umoczonych) w bieżącą politykę (publikacja materiałów z tzw. „afery taśmowej”).

2.      Laudacja i okolicznościowe przemowy biły rekordy wazeliniarstwa, czyniąc z Kaczyńskiego człowieka nie tylko ostatniego roku, ale półwiecza.

3.      Oprócz peanów ku czci nagrodzonego poświęcono sporo czasu opozycji, ze szczególnym uwzględnieniem Platformy Obywatelskiej. Novum stanowi zaproszenie w charakterze prelegentów osób, które na konkurencję polityczną wylewają pomyje lub wprost zarzucają popełnianie przestępstw. Tak wyglądał występ nagradzanego gromkimi brawami Mathew Tyrmanda (syna Leopolda), który nie zna słowa w „ojczystym” języku, co nie stanowi żadnej przeszkody w formułowaniu obrzydliwych inwektyw kierowanych w stronę opozycji i równie mocnego, Bóg jeden wie czym uzasadnionego lizusostwa w odniesieniu do PiS i jej lidera. Zdziwiłbym się, gdyby ten spektakl nie zakończył się pozwami (a pisze to osoba, która szczególną miłością do PO nie pałała).

4.      Sala była wypełniona po brzegi – z relacji telewizyjnej wynikało,  że publiczność stanowią głównie politycy pierwszego szeregu PiS i zaprzyjaźnieni dziennikarze. Poza konferansjerami i przemawiającymi gośćmi, to wyłącznie na ich uśmiechniętych, tryskających radością twarzach koncentrowały się kamery. Program został wzbogacony wazeliniarskimi wypowiedziami na temat laureata współpracownikami z klubu poselskiego Zjednoczonej Prawicy, którzy nie zawsze byli w stosunku do laureata lojalni. Ziobro, Gowin, Bielan mieli więc kolejna okazję, żeby zgiąć kark przed naczelnikiem państwa.

5.      Oprawę muzyczną stanowił występ Oli Gintrowskiej, siostrzenicy znanego kompozytora. Kilka tygodni temu spadkobiercy Przemysława Gintrowskiego z dużą agresją zareagowali, gdy jego kompozycja „Modlitwa o wschodzie słońca” została wykorzystana w trakcie demontracji KOD-u, stając się nieformalnymi hymnem manifestantów. Od tamtej pory „Modlitwa” jest recytowana, bo autor tekstu, Jakub Tanenbaum, w przeciwieństwie do Gintrowskich nie ma nic przeciwko użyciu utworu w trakcie wolnościowych demonstracji (http://www.fakt.pl/plotki/spor-o-piesn-gintrowskiego-syn-natana-tanenbauma-odpowiada,artykuly,606494.html).

Gala idealnie pokazała jakie są obowiązujące standardy „publicznych” mediów. Nazwa myląca. Ale ostatecznie też nie każdy obywatel korzysta z domu publicznego.

P.S. Podobno w promieniu kilku kilometrów od Woronicza 17 wyschły wszystkie źródła wazeliny.

 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl