RSS
środa, 17 listopada 2010

Unia Polityki Realnej: Wolność, własność, sprawiedliwość.

Unia Polityki Realnej jest partią konserwatywno-liberalną. Ważne: przymiotnik „liberalny” nie odnosi się do spraw związanych z moralnością i „prowadzeniem się”, a „konserwatywny” nie dotyczy gospodarki i ekonomii. Ja akurat jestem konserwatywno - liberalny, ale odwrotnie (by nie rzec „inaczej”).

UPR „łączy tradycjonalistyczne normy moralne z przekonaniem o wyższości wolności w życiu społecznym i ekonomicznym. (...) Wcielanie tych wartości w życie prowadzić będzie zarówno do wzrostu powszechnego dobrobytu ekonomicznego, jak i do wzmocnienia więzi społecznych oraz odbudowy moralnych podstaw naszej cywilizacji”.

To jest bardzo ciekawe, bo wolność w swoim programie wciska w wąski gorset katolicyzmu (nie chrześcijaństwa, ale właśnie katolicyzmu, bo inne gałęzie chrześcijaństwa w sprawach osądów moralnych są często dość liberalne). Mam wrażenie, że niczym nieskrępowana swoboda gospodarcza, której hasła głównie gościły na sztandarach UPR, ustępuje miejsca radykalnemu katolicyzmowi. Program gospodarczy UPR-u, z wyjątkami o nikłym znaczeniu, nie różni się zasadniczo od programu Platformy Obywatelskiej, czy PiS-u (te różnice z pewnością nie decydują o dobrobycie ekonomicznym, o który UPR chce walczyć).

W programie UPR jest stawianych kilka celów (program cytuję w całości):

Dążyć będziemy do odbudowy podstawowych wartości naszej kultury i cywilizacji łacińskiej: praw i zasad moralnych, godności, honoru, prawdy, wolności, własności prywatnej i odpowiedzialności. Zwiększeniu odpowiedzialności obywatela towarzyszyć musi zwiększanie swobody zrzeszania się, zapewnienie tajemnicy korespondencji i łączności, swobody ruchu ludzi, przedmiotów i kapitałów, swobody zawierania transakcji i umów o prace, zwiększenie bezpieczeństwa osobistego i wpływu na władze.

Będziemy pamiętać, że kultura nasza jest katolicka, a cywilizacja chrześcijańska. Zachowanie tych fundamentów moralnych uważamy za sprawę podstawową. Będziemy popierać rolę Kościołów w tej dziedzinie - natomiast zdecydowanie sprzeciwiać się będziemy bezpośredniemu wpływowi instytucji kościelnych na politykę. Zasada wolności sumienia powinna być zagwarantowana.

Władze powinny zostać zdecentralizowane i ustawione tak, by się wzajemnie kontrolowały i ograniczały. Sprawujący władzę muszą podlegać lustracji. Zasadniczym celem władzy wyższej jest obrona obywatela przed samowolą władzy niższej. Władza powinna zostać zdecydowanie wzmocniona - a jednocześnie sprowadzona do właściwego jej obszaru. Będziemy przeciwstawiać się tendencjom totalitarnym poprzez ścisły trójpodział władzy i zakaz łączenia stanowisk.

a) Sędziowie muszą być całkowicie niezależni materialnie i prawnie. Sędziowie muszą mieć prawo wstrzymania natychmiast wszelkiej działalności władz niezgodnej z prawem - i wydawania w tym celu poleceń policji. Sądownictwo powinno być powszechne i jednolite, bez wydzielania specjalnych trybunałów. Poszczególne Ziemie powinny mieć prawo stosowania własnych systemów prawnych i penitencjarnych. Prawo cywilne i umowy prywatne powinny być traktowane jako nienaruszalne. Zagrożenie karą śmierci zabójstw z winy umyślnej oraz zbrodni zdrady stanu powinno zostać utrzymane. Większość spraw powinna toczyć się z powództwa prywatnego i skargi prywatne powinny mieć pierwszeństwo przed publicznymi. Prokuratura winna pełnić funkcję pomocniczą, a zakres uprawnień i swobód obrony winien zostać zwiększony.

b) Członkowie władz ustawodawczych powinni mieć zapewnioną nietykalność. Samodzielność władz lokalnych i samorządów terytorialnych winna zostać zwiększona. Legislatura powinna ściśle określać uprawnienia egzekutywy, lecz nie krępować jej działalności. Legislacja winna być wielorako skrępowana przede wszystkim poprzez kontrolę sądową oraz wymóg kwalifikowanej większości oraz konstytucyjny okres stabilności prawa.

c) Egzekutywa powinna posiadać silny aparat wykonawczy i ponosić odpowiedzialność za wprowadzenie ustanowionych praw. Pole jej działania winno być znacznie ograniczone - a za to działalność na polu właściwym zintensyfikowana. Poszczególne władze lokalne powinny móc wprowadzić własne policje.

Efektywność władz wiąże się z podstawami finansowymi. Budżety władz winny opierać się całkowicie na podatkach, zaciąganie pożyczek powinno być ograniczone do sytuacji wyjątkowych. Władze lokalne muszą mieć zagwarantowane wpływy z podatków lub prawo nakładania własnych. Podatki muszą dawać - tym co je płacą - wpływ na ich wykorzystywanie. Podatki muszą być stabilne i nie obciążać jednostek produktywnych. Znaczną rolę powinny odgrywać opłaty za zanieczyszczenia środowiska, używane na kompensatę dla jednostek i terenów poszkodowanych.

Działalność gospodarcza winna być prowadzona w oparciu o prywatną własność środków produkcji - osób fizycznych lub ich związków. Niezbędne jest przeprowadzenie reprywatyzacji - tam, gdzie to możliwe - w naturze i prywatyzacji, przede wszystkim w drodze publicznej licytacji. Spółki nie będą mogły tworzyć w Polsce holdingów. Niedochodowa działalność państwa może być prowadzona wyłącznie przez samodzielne agencje z ustalonym przez legislaturę budżetem. Emisja pieniądza winna być kontrolowana przez niezależną od rządu radę gospodarczą. Wszelkie podatki regulujące, cła , subsydia i dotacje winny być znacznie ograniczone - aż do całkowitego zniesienia. Wprowadzenie nowych możliwe będzie wyłącznie w drodze ustawy. Obrót i gospodarka ziemią winny zależeć wyłącznie od władz lokalnych. Zakaz działalności gospodarczej wynikać może jedynie z powodu szkodliwości dla jej otoczenia.

Wojsko musi być zdolne do obrony państwa i jego porządku konstytucyjnego. Winno być całkowicie apolityczne. Opowiadamy się za wzmocnieniem armii i zwiększeniem jej samodzielności w kształtowaniu własnych sił. Za najwłaściwszą uważamy ochotniczą armię zawodową plus powszechną służbę mężczyzn szkolonych na wzór Szwajcarii. Szkolenie powinno być znacznie skrócone i zintensyfikowane. Nie powinno się czynić wyjątków od poboru - jeśli jednak wojsko pragnęłoby ograniczyć liczbę rekrutów, powinno to uczynić w oparciu o kryteria ekonomiczne. Osoby nie mogące służyć z przyczyn ideowych powinny być kierowane do prac uważanych powszechnie za dolegliwe.

Wyższe uczelnie winny być autonomiczne, a całe szkolnictwo zdecentralizowane i docelowo, podobnie jak radio i telewizja, sprywatyzowane. Szkolnictwo państwowe, telewizja i radio winny być kształtowane przez podstawowe wartości moralne, bez wpływu bieżącej polityki. Państwo nie może subsydiować kultury. Działalność naukowa i kulturalna nie powinna być ograniczana. Ujawnienie tajemnic państwowych oraz publiczne szerzenie pornografii i treści mogących urazić uczucia nieuprzedzonego odbiorcy oraz szerzenie fałszu może podlegać cenzurze represyjnej. Niedopuszczalne winno być koncesjonowanie środków masowego przekazu i cenzura prewencyjna.

Koniec cytatu.

Ten program jest po pierwsze - wewnętrznie sprzeczny, a po drugie - utopijny. I jakiś taki „niedodupczony”.

UPR dążyć będzie do odbudowy podstawowych wartości naszej kultury i cywilizacji łacińskiej: praw i zasad moralnych, godności, honoru, prawdy, wolności, własności prywatnej i odpowiedzialności. Jeśli coś się odbudowuje, to znaczy, że dąży się do stanu jaki już kiedyś istniał. W którym momencie naszej historii panowały powszechnie owe „wartości kultury i cywilizacji łacińskiej”? Mam wrażenie, że głównie za komuny i były ersatzem tego, czego nie mieliśmy. Byliśmy biedni i zniewoleni, ale hołdowaliśmy takim wartościom jak godność, honor i prawda. Pojawił się kapitał, społeczeństwo znalazło sobie innych bogów (galerie handlowe, rozrywkę etc), spychając tego Jedynego oraz godność trochę na margines. Zresztą nie wszystkim Bóg jest potrzebny (większości przyda się na starość, gdy staną nad grobem). Obierzmy ludziom kapitał, zniewólmy ich, to może wtedy wrócą do Boga! Znów zaczną się bardziej liczyć: i honor i ojczyzna.

Jaką kategorią prawną jest „odpowiedzialność obywatela” (odpowiedzialny = postępujący roztropnie). Odpowiedzialny obywatel to jakaś idea fix – nigdy nie istniał i nigdy istnieć nie będzie. Jednostki są wybitne i mogą być odpowiedzialne, ale naród, społeczeństwo jako całość takiego przymiotu mieć nie może. Zresztą bliżej mieszkańcom rozpasanej i libertyńskiej zachodniej europy do wzorca światłego obywatela niż nam Polakom.

Jak partia chce dążyć do odrodzenia moralnego – nakazami, zakazami? To wbrew zasadom wolności! Śmieszne jest to, że UPR chce budować świadomość i kulturę narodu (mniejsza o to, czy ma być osadzona w tradycji judeochrześcijańskiej, czy też inna), a równocześnie deklaruje, że „państwo nie może subsydiować kultury”. Kultura narodu będzie więc budowana przy budkach z piwem (piwo jest dość tanie), a nie w salach koncertowych i teatrach (bo te instytucje są drogie i nie utrzymają się bez wsparcia pieniędzmi pochodzących z podatków).

UPR będzie pamiętało, że fundamentem moralnym jest chrześcijaństwo i będzie wzmacniało rolę kościołów w dziedzinie umoralniania społeczeństwa. Państwo ma wspierać wybrane związki wyznaniowe, ale równocześnie ma dbać o to, by nie mieszały się do polityki. Czyli kościół ma chodzić na pasku państwa (a nie odwrotnie). Jakie narzędzia prawne będą to gwarantowały? Nic nie przychodzi mi na myśl. Pomijam to, że ingerowanie przez państwo w treści przekazywane w świątyniach - o ile nie są sprzeczne z prawem - to także zamach na wolność. W deklaracji programowej UPR-u pisze się o zagwarantowaniu wolności sumienia, ale już nie o wolności wyznania (przypadek?). Idąc tym tropem każdy w swoim sumieniu może kwestionować istnienie Boga, ale „na zewnątrz” – już nie. Inną sprawą jest to, w jaki sposób kościoły chrześcijańskie pojmują sprawiedliwość społeczną – z pewnością w odmienny sposób niż UPR (Facilius est camelum per foramen acus transire, quam divitem intrare in regnum Dei.). Ciekaw jestem jaki jest stosunek UPR-u do tzw. „nauki społecznej kościoła”.

Do niedawna UPR grzmiało na wysokość podatków. Teraz słyszymy: „Efektywność władz wiąże się z podstawami finansowymi” – wiadomo, to musi kosztować. „Władze lokalne muszą mieć zagwarantowane wpływy z podatków lub prawo nakładania własnych” – fajnie, że oprócz podatku dochodowego, VAT-u, samorządy lokalne będą mogły nas doić, gdy zajdzie taka potrzeba. „Wojsko musi być zdolne do obrony państwa i jego porządku konstytucyjnego. (...) Opowiadamy się za wzmocnieniem armii i zwiększeniem jej samodzielności w kształtowaniu własnych sił”. Inwestowanie w obronność jest niezwykle kosztowne, a koszty utrzymania armii i jej modernizacji ponosi przecież podatnik.

Zagrożenie karą śmierci (...) zbrodni zdrady stanu powinno zostać utrzymane. A jednak wracamy do lat pięćdziesiątych ... albo może przesuwamy się trochę na wschód. Bo ten program został chyba żywcem ściągnięty z Chin, gdzie od pewnego czasu istnieje kapitalizm i gospodarka rynkowa i prawie od zawsze zamordyzm. Tam liczy się pieniądz, a państwo jest silne. Tam także rządzący mówią głośno i o wolności i o swobodach obywatelskich i nawet już pozwalają wierzyć w Boga Jedynego (pod warunkiem, że przynależy się do oficjalnego kościoła). Wygląda na to, że UPR chce zafundować nam kolejny totalitaryzm. Oby Unia Polityki Realnej pozostała na wieki ... partią kanapową!

„Jeśli gdzieś jedzie czołg, a ludzie ostrzeżeni się nie usuwają to ich prawo. Wolny człowiek w wolnym kraju ma prawo dać się rozjechać”. To motto znalazłem na stronie Janusza Korwin-Mikkego.

Janusz Korwin Mikke jest wykształconym człowiekiem o ponadprzeciętnej inteligencji. Dlatego uważa, że zawsze ma rację i na wszystko znajduje gotową receptę.

Wracając do jego słów sprzed paru dni o „anarchistach”, którzy „piją, ćpają i podatków nie płacą”. Nie powinien odnosić się do nich z pogardą (a taki był wydźwięk jego wypowiedzi), bo właśnie oni uosabiają liberalizm jego poglądów – nie dają się ograbiać państwu, które nakłada na obywatela podatki „trzy razy wyższe niż Hitler”. Co się zaś tyczy używek, którymi szpikują się antyfaszyści, zwani przez JKM faszystami - jest to ucieleśnienie idei, że w wolnym kraju każdy obywatel może zrobić z sobą to, co zechce (patrz motto powyżej). Postawa „antyfaszystów – faszystów” to wyraz obywatelskiego nieposłuszeństwa i wolności. Ci ludzie mogliby mu imponować (gdyby nie byli głupi i sterowani przez Brukselę).

Widząc JKM myślę schizofrenia. To jest pochodna łączenia tego, co jest nie do pogodzenia: konserwatyzmu i liberalizmu.

A propos podatków – przeciętny Polak płacąc trzykrotnie większy podatek jak za Niemca, żyje w większym dobrobycie niż jego przedwojenny przodek.

poniedziałek, 15 listopada 2010

Marsz Niepodległości, organizowany 11 listopada w stolicy przez ONR i inne organizacje skrajnej prawicy, zaszczycił między innymi - obok Artura Zawiszy i Rafała Ziemkiewicza - patronatem oraz obecnością Janusz Korwin Mikke.

Przed kamerą o kontrdemonstrantach mówi: „Tamta część to są ludzie, którzy są wynajęci przez Brukselę do robienia rozróbek. Podatków nie płacą, piją, ćpają. To nie są ludzie i w ogóle nie będą [na mnie] głosowali. (...) To oni nawołują do nienawiści, bo biją ONR-owców. Blumsztajn napisał paszkwil nawołujący do mordu wręcz. To oni nawołują do nienawiści.”

Przemówienie JKM Aureliuszowi dedykuję. Żeby nie było wątpliwości: film ze swojej obecności na Marszu  Niepodległości JKM umieścił na swoim blogu, więc nie ma mowy o żadnej manipulacji.

Przez głośnik do kontrmanifestantów: „Kogo popieracie? Popieracie faszystów. Popieracie tych, którzy was karzą za posiadanie działki marychy. Popieracie łajdaków, którzy nakładają na nas podatki trzy razy wyższe niż Hitler. Popieracie tych, którzy biją ludzi w pociągach i na ulicy. Popieracie faszystowski rząd. Popieracie Bandę Czworga, popieracie Lecha Kaczyńskiego, który podpisał zdradziecki traktat Lizboński. My walczymy o wolność, a wy jesteście nowi faszyści. To wy jesteście faszyści, to wy wzywacie do nienawiści. To wy jesteście pachołki reżimu.  Tak samo jak za komuny: popierać reżim, bić studentów.”

Mowa skuteczna, bo tłum skanduje wkrótce: Za Korwinem!

JKM na swoim blogu pisze co go skłoniło, by uczestniczyć w marszu:

"Po niesłychanie agresywnym artykule Seweryna BLUMSZTAJNA, Faszysty Nowego Typu. Ostrzegałem, że na gwizdach się nie skończy: to było wezwanie do mordu na podludziach, czyli narodowcach (i tych, co ich tu popierają). Do usunięcia tych, którzy będą się sprzeciwiać budowie Lebensraumu dla Nowych Übermenschów – czyli federastów z Brukseli. I wykrakałem – już się zaczęło: 10 zamaskowanych faszystów z Sochaczewa napadło na spokojnie jadących pociągiem na Marsz trzech ONR-owców. Pobici w szpitalu, neo-faszyści uciekli. Ci z Hitlerjugend przynajmniej nie zasłaniali twarzy".

Co tymczasem pisał Seweryn Blumsztajn (cytuję w całości):

1 listopada ulicami Warszawy przejdą aktywiści Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR). Ludzie odwołujący się do tradycji polskiego faszyzmu to już nie tylko garstka ekstremistów. Marsz popierają osoby obecne w życiu publicznym: były poseł Artur Zawisza, historyk Jan Żaryn, Janusz Korwin-Mikke, publicysta Jan Pospieszalski. Tzw. marsz niepodległości wyruszy o godz. 15 z pl. Zamkowego. W tym roku dołączy do nich Młodzież Wszechpolska, a wypisali się koledzy z kilku bardziej radykalnych organizacji. Wszechpolacy ucywilizowali się trochę, gdy Roman Giertych był w rządzie, może więc nie będą tym razem skandować "Precz z żydowską okupacją!" i będą uważali z gestem "rzymskiego pozdrowienia", czyli po polsku z "Heil Hitler!". Jak ich niemieccy koledzy znajdą sobie bardziej okrągłe hasła, a poheilują wieczorem przy wódce.  Jednak nawet nieco ucywilizowana pozostanie manifestacja narodowców marszem hańby. W mieście, w którym faszyści zorganizowali największe getto w Europie, gdzie zginęło lub skąd wysłano na śmierć pół miliona Żydów; w mieście, w którym faszyści zabili 200 tys. Polaków w czasie Powstania, a ostatecznie miasto doszczętnie spalili. W takim mieście maszerują ludzie odwołujący się do faszystowskiej ideologii. Kpią ze wszystkich, którzy uważają się za patriotów, powołując się na rocznicę odzyskania niepodległości. To ma być prawdziwie polskie faszystowskie święto.

I proszę mi nie tłumaczyć, że przedwojenna ONR Falanga nie miała nic wspólnego z hitlerowcami. Niemców może nie lubili, ale faszyzmem byli zafascynowani. Jego ideologią, programem społecznym, a przede wszystkim stosunkiem do mniejszości narodowych. To prawda, polscy faszyści nie myśleli o eksterminacji Żydów, chcieli ich tylko "wysłać na Madagaskar". A w ramach przygotowań do akcji emigracyjnej urządzali pogromy. Mnie to wystarczy.

Od dwóch lat marsz ONR próbuje zatrzymać lewicowa anarchistyczna młodzież. Robią to oczywiście nielegalnie - legalny jest marsz ONR. Anarchistów policja zatrzymuje, sądy ich skazują. Pisałem o tym rok temu: "Grupka młodzieży ścigająca się z policją, żeby zablokować faszystowski pochód, to byli najważniejsi bohaterowie naszego narodowego święta. Wielu z nich uważa się za anarchistów i nie wierzy w jakiekolwiek państwo, wielu zrażonych nieustanną bogoojczyźnianą celebrą nie uważa się za patriotów. Chcą być obywatelami świata. To oni jednak uratowali polski honor w dniu narodowego święta. Jedyni, którzy odważyli się splunąć w najgorszą z polskich twarzy." W tym roku zmobilizowali się przeciwko marszowi ONR już nie tylko młodzi anarchiści. W "Porozumieniu 11 listopada" zwołanym, by przeszkodzić narodowcom, są najróżniejsze organizacje - od stowarzyszenia MaMa walczącego o prawa matek do nobliwej Otwartej Rzeczypospolitej. "Gazeta" przyłącza się do tej inicjatywy. Proponujemy wszystkim: wygwiżdżmy faszystów!

Od godz. 14.30 na rogu Miodowej i Krakowskiego Przedmieścia oraz pod św. Anną będziemy rozdawać gwizdki. Kupiliśmy ich dużo, starczy dla wszystkich, którzy chcą z nami zagłuszyć hasła ONR.

Zapraszamy wszystkich obrażonych i zawstydzonych faszystowskim marszem w stolicy. 

Są tacy, którzy powinni dać przykład: kandydaci na prezydenta miasta i politycy - nie tylko lewicowi. Marsz ONR to nie jest tylko dzieło prawicowej ekstremy, dzisiaj już widocznie nie trzeba wstydzić się sympatii do polskiego faszyzmu, bo marsz popierają osoby obecne w życiu publicznym: były poseł Artur Zawisza, historyk Jan Żaryn, Janusz Korwin-Mikke, publicysta Jan Pospieszalski.

Są - jak pisał Jan Józef Lipski - dwa patriotyzmy: otwarty i ten narodowców. Dzisiaj trzeba wybierać.

Są tacy, którzy mają obowiązek gwizdać z nami - to lewica wszelkiej maści. Zapraszamy więc wszystkie kolory czerwieni, od SLD po Krytykę Polityczną i lewicowych celebrytów, jak Kazimiera Szczuka. Na chwilę przestańcie dywagować o błędach Balcerowicza i zajmijcie się faszystami.

Zapraszamy specjalnie całą tęczową Warszawę, tę z feministycznej manify i Parady Równości. Ci, którzy ruszają 11 listopada z placu Zamkowego, maszerują przeciwko wam. Przyjdźcie ich wygwizdać.

Więcej... http://wyborcza.pl/1,75968,8616064,Przeciw_marszowi_faszystow__Wygwizdzmy_ich_z_miasta.html#ixzz15LarHYQv

wtorek, 09 listopada 2010

Wczoraj otrzymałem wezwanie do zapłaty za rzekome parkowanie w centrum Katowic. Pismo podpisał Dyrektor Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów, działając z upoważnienia Prezydenta Miasta Katowice. W piśmie straszy się mnie, że w przypadku nieuregulowania należności we wskazanym terminie, zostanie wszczęte wobec mnie postępowanie egzekucyjne w trybie egzekucji administracyjnej, co spowoduje dodatkowe obciążenie kosztami egzekucji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że parkować miałem bez uiszczenia opłaty w lutym 2006 roku, a zatem blisko 5 lat temu! Krótko mówiąc Prezydent Katowic potrzebuje więcej niż jedną kadencję, by załatwić sprawę ściągnięcia należności za parkowanie bez uiszczania opłaty. Ponieważ nie zamierzam się poddawać, mogę przypuszczać, że sprawa zahaczy o trzecią kadencję Prezydenta Uszoka (oby katowiczanom panował wiecznie!!!). Mogę stwierdzić, iż jest to pierwsze i jedyne wezwanie wystawione przez katowicki MZUiM, a w Katowicach, ze względu na charakter mojej pracy, parkuję często. I dbam o zapłatę. Dzisiaj nie jestem w stanie zweryfikować, czy w 13.02.2006 roku należący do mnie samochód w ogóle parkował w centrum Katowic, kto w tym dniu dysponował samochodem, czy wystawiony został kwit będący podstawą roszczenia i czy w ogóle była podstawa do żądania zapłaty za parkowanie, bo upomnienie nie stwierdza miejsca rzekomego postoju. Do takiej sprawy można odnieść się po kilku tygodniach lub miesiącach, ale nie po 5 latach!

Osoby parkujące w centrum Katowic doskonale wiedzą, że zwyczajnie nie ma możliwości zapłaty, gdy nie ma inkasenta, a wiadomo, że ich dostępność uzależniona jest od pory dnia, pogody, wielkości obszaru, który obsługują. Często się zdarzało, że przez kilka minut nie było inkasenta w zasięgu wzroku, a czasem w ogóle się nie pojawiał. W minionych latach na niektórych ulicach (np. w części ulicy Francuskiej) parkingowi nie pracowali przez kilka dni lub tygodni. Łatwo więc sobie wyobrazić sytuację, że nie można znaleźć parkingowego, a po powrocie nie ma kwitu za wycieraczką. Inkasenta w ogóle mogło nie być, albo był, wystawił kwit, ale w międzyczasie kwit ktoś usunął zza wycieraczki, o czym właściciel pojazdu mógł nie wiedzieć. Roszczenie MZUiM-u byłoby oczywiste, gdyby przepisy prawa miejscowego nakładały na prowadzących pojazdy uiszczanie opłaty za parkowanie w każdej sytuacji, również w przypadku nieobecności inkasenta. Ale tak nie jest.

Chciałbym się głównie dowiedzieć skąd taka zwłoka w windykowaniu należności przez MZUiM. W normalnie funkcjonującym przedsiębiorstwie, pracownik odpowiadający za zaniechania lub opóźnienia, zostałby niechybnie ukarany. Instytucje gminne i podmioty z nimi powiązane nie muszą się kierować się kryteriami gospodarności i podstawowymi zasadami „współżycia społecznego”. Nie muszą, bo pomaga im w tym prawo (umożliwiające m.in. ściąganie wątpliwych wierzytelności z drodze egzekucji administracyjnej).

Opieszałe działania MZUiM kompromitują tę instytucję, ale też samorząd lokalny, który jest z nią powiązany, a przede wszystkim Prezydenta i Urząd Miasta Katowice, którego jednostką organizacyjną MZUiM pozostaje. Są przejawem arogancji władzy i jej nieudolności.

Pisowski beton, wyrzucając „ładne buzie” z partii, stwierdził, że było to konieczne, bo posłanki doprawiały „gębę” partii, a tym samym działały na niekorzyść organizacji. Jarosław Kaczyński zrobił wcześniej „z gęby dupę”, dając przed wyborami masę obietnic, których wypełnić nie zamierzał. Jeśli więc posłanki miały z tej dupy znów uczynić gębę, to byłoby to dla partii dobre, bo zyskałaby „bardziej ludzkie oblicze”.

Tagi
zBLOGowani.pl