RSS
poniedziałek, 31 grudnia 2012

Niektórzy używają eufemizmów: poziom polskiego dziennikarstwa jest drastycznie niski. I nic z tego nie wynika. A jeszcze kilka lat temu można było skierować skargę do Rady Etyki Mediów na dziennikarza za „mijanie się z prawdą i mieszanie informacji z komentarzem” (też eufemizm).

Życzenia świąteczne od Doroty K. na niezależnej.pl.: "Zalew pogaństwa serwowany nam na święta przez antychrześcijańskie media przestaje dziwić. To jest wpisane w ich ideologię i postrzeganie świata. Tak jak wszechwładny Herod przestraszył się maleńkiej Dzieciny, tak i dzisiaj zbrojni w mamonę możni chcą zabić i zniszczyć chrześcijaństwo. W naszym kraju wiara jest nierozerwalnie związana z patriotyzmem, więc obiektem ataków stają się oba te elementy polskiej tożsamości. W świąteczny czas głos zabierają dawno przebrzmiałe „autorytety” (…)  Fala agresji (…) znowu przelała się przez media. Przed wiekami nienawiść doprowadziła do rzezi niewiniątek – miejmy nadzieję, że pamięć o tym otrzeźwi tych, którzy dziś szczują."

Dorota K. od 20 lat szczuła teczkami bezpieki, nie dbając specjalnie o próbę weryfikacji zawartych tam rewelacji. Została nawet nazwana „kopiarką esbeckich akt”. Taki rodzaj szpicla naszych czasów. 

Prokuratura Okręgowa w Opolu - Zakończenie śledztwa prowadzonego przeciwko Dorocie K. o przestępstwo płatnej protekcji.

"Prokuratura Okręgowa w Opolu zakończyła śledztwo, prowadzone przeciwko dziennikarce Dorocie K. Śledztwo wszczęto na podstawie zawiadomienia Aleksandry D. i Barbary P., żony i teściowej, podejrzanego w innym śledztwie Marka D. Prokuratura Okręgowa w Opolu została wyznaczona do prowadzenia tej sprawy decyzją jednostki nadrzędnej.

   Śledztwo zakończono skierowaniem w dniu 30 czerwca 2010r. do Sądu Rejonowego Warszawa Praga – Południe aktu oskarżenia.

Dorocie K. zarzucono:

- popełnienie przestępstwa skarbowego z art. 54 § 2 kks, polegającego na naruszeniu ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych, poprzez nieujawnienie właściwemu organowi podatkowemu zaciągniętych w okresie od grudnia 2005r. do czerwca 2006r. trzech pożyczek w łącznej kwocie 270.000 złotych, czym miała uszczuplić podatek w wysokości nie mniejszej niż 5400 zł.

- popełnienie przestępstwa karnego z art. 230 § 1 kk , tj. płatnej protekcji, czyli podjęcia się pośrednictwa w załatwianiu sprawy poprzez powoływanie się na wpływy u określonych osób, w zamian za korzyści majątkowe.

   Do tych zdarzeń miało dojść w okresie od września 2005 roku do 10 czerwca 2006 roku, w Warszawie.

   Podjęcie się pośrednictwa miało zmierzać do poprawy sytuacji procesowej Marka D., podejrzanego w śledztwie prowadzonym początkowo przez Prokuraturę Apelacyjną w Łodzi, a następnie przejętym do dalszego prowadzenia przez Prokuraturę Apelacyjną w Katowicach, a miało polegać na działaniach w postaci:

– podjęcia osobistych rozmów z Prokuratorem Krajowym,

– doprowadzenia do rozmów adwokatów Natalii O.– Z. oraz Piotra K. z Ministrem Sprawiedliwości i z Prokuratorem Krajowym,

– inspirowania wniosku adwokatów: Natalii O.– Z. i Piotra K. o przeniesienie śledztw przeciwko Markowi D. z Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi do innej jednostki organizacyjnej Prokuratury,

– tworzenia i publikacji w prasie artykułów korzystnych dla Marka D.,

– inspirowania wstawienniczego listu Aleksandry D. za Markiem D. i spowodowania przekazania tego listu do siedziby adresata – Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej,

które to działania, w pierwszej kolejności, doprowadziły do przeniesienia śledztw przeciwko Markowi D. z Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi do Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach i które mogły – według jej zapewnień - doprowadzić do uchylenia stosowania wobec niego tymczasowego aresztowania.

   Jednocześnie podejmując te działania Dorota K. miała powoływać się wobec Aleksandry D. i Barbary P. na wpływy, jakie posiadała w instytucjach państwowych, a zwłaszcza na swoje związki i znajomości o podłożu politycznym, zawodowym i towarzyskim z Prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej i jego bliskim otoczeniem, z Prezesem Rady Ministrów i jego bliskim otoczeniem, z Ministrem Sprawiedliwości, z Prokuratorem Krajowym, z Koordynatorem Służb Specjalnych oraz z przedstawicielami Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i innych służb specjalnych, a pośrednictwa w załatwieniu sprawy Marka D. miała podjąć się w zamian za korzyści majątkowe w łącznej kwocie 270.000 złotych, w postaci udzielonych kilku nieoprocentowanych pożyczek.

   Dorota K. nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych jej czynów, złożyła obszerne wyjaśnienia. Nadto w toku toczącego się już postępowania karnego uiściła równowartość zarzuconego jej uszczuplenia podatkowego.

  Przestępstwo karno-skarbowe zagrożone jest karą grzywny.

  Przestępstwo z art.230 § 1 kk zagrożone jest karą pozbawienia wolności od lat 8."

 

Tekst dotyczący sprawy można znaleźć na: 

http://wyborcza.pl/1,76842,6605063,Jak_Dorota_Kania_wyciagala_pieniadze_od_rodziny_Dochnala.html#ixzz2GdHGjqTm

 

„Zrzeszonemu” towarzystwu dziennikarskiemu nie przeszkadzają ani zarzuty prokuratorskie za korupcję, ani prawomocne wyroki za pomówienie. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w trakcie kolejnego procesu karnego staje w obronie Doroty K., w liście do ministra sprawiedliwości domagając się inicjatywy w celu zniesienia z kodeksu karnego artykułu o pomówieniu, a  warszawski oddział SDP wydaje oświadczenie: „Jeśli sąd przychyliłby się do żądania powoda to fatalnie świadczyłoby to nie tylko o stanie naszego prawodawstwa, ale i braku demokracji, której istotnym filarem jest wolność słowa.”

Nauczona doświadczeniem (za pomówienie ma kilka procesów karnych, więc ostatnio jest oszczędna w jednoznacznych ocenach osób żyjących), Dorota K. specjalizuje się w grzebaniu w życiorysach zmarłych. Ci nie mogą wykorzystać sądów do obrony swojej czci, więc K. pozwala sobie na więcej, chociażby na postawienie hipotezy: „Józef Cyrankiewicz kolaborował z Gestapo?” (Swoją drogą Cyrankiewicz, którego nienawidziłem, miał bardzo ciekawy curriculum vitae - sprawdźcie na "Wikipedii").  Jeśli oponenci polityczni K. nie mają na sumieniu współpracy z PRL-owską służbą bezpieczeństwa, to zawsze można pogrzebać w biografiach ich przodków. Czego można dowiedzieć się od tej dziennikarki śledczej?  Na przykład, że rodzice polskiej „pierwszej damy” byli funkcjonariuszami Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a później MSW, że zostali zwolnieni w 1968 r. na fali antysemickich czystek i do końca byli działaczami PZPR (matka Anny Komorowskiej, Hana Rojer, Żydówka, córka Wolfa i Estery, dzięki wyrobionym podczas okupacji dokumentom zmieniła tożsamość; nazywała się od tej pory Józefa Deptuła). Albo, że Monika Olejnik była córką funkcjonariusza SB (a przy okazji K. musiała napomknąć, że w stanie wojennym w 1982 roku  Olejnik „przy akceptacji partii i służb specjalnych PRL rozpoczynała pracę w III Programie Polskiego Radia, z którego wcześniej WRONa wyrzuciła nieprawomyślnych dziennikarzy” oraz że „przyzwoici dziennikarze nie mieli tam wstępu”. Że Hanna Lis, to córka Waldemara Kedaja – kontaktu operacyjnego wywiadu PRL-u, a zarejestrowany jako kontakt operacyjny Andrzej Turski  jest synem funkcjonariusza Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Albo, że 17-letni Janusz Palikot podpisał „lojalkę” (Autorka kilka lat starsza od Palikota jakoś nie jest w stanie wylegitymować się opozycyjną działalnością, choć pisze, że w latach 80. uczestniczyła w "demonstracjach antysystemowych" (!!!), a nawet była zatrzymywana i przeszukiwana (!!!), a milicja odwiedzała jej mieszkanie (O Jezu !!!). Nie była w NZS-ie ani w żadnej podziemnej organizacji – jej "niezgoda na panujący w PRL-u system wynikała po prostu z rodzinnych tradycji". Jej walkę z systemem tak naprawdę zaczęła się w wolnej Polsce. Ciekawe, że jest to jedna z nielicznych dziennikarek, której życiorysu nie znajdziemy w internecie - skromność, czy brak osiągnięć?).

Dzisiaj ten szpicel pisze tak (artykuł „Konfident autorytetem”):

"Czasy, gdy donosiciele i tajni współpracownicy komunistycznych służb specjalnych byli wzorcem dla młodych twórców, niestety, wciąż nie odeszły w niebyt. Hołubieni przez „jedynie słuszne media konfidenci przedstawiani są jako ofiary systemu, w  którym przyszło im żyć. To, że sami budowali komunistyczny ustrój polityczny, jest już przemilczane, podobnie jak pamięć o  ofiarach ich donosów. Adam Włodek, mąż Wisławy Szymborskiej, konfident krakowskiego Urzędu Bezpieczeństwa, PZPR-owski działacz, ma być patronem stypendium – nagrody literackiej dla młodych pisarzy. Człowiek, po którego donosie bezpieka aresztowała słynnego pisarza i tłumacza Macieja Słomczyńskiego, ma być teraz autorytetem. Właściwie nie powinno nas to dziwić. Skoro Czesław Kiszczak – komunistyczny satrapa, jest przedstawiany jako „człowiek honoru”, podobnie zresztą jak Jaruzelski, czas na podobne im wzorce. Stanowisko państwowego Instytutu Książki, jednego z  inicjatorów nagrody, zostanie ogłoszone 2 stycznia, po konsultacjach z Fundacją Wisławy Szymborskiej realizującą zapis testamentowy poetki. Raczej jest mało prawdopodobne, by fundacja ugięła się pod presją i wycofała z tego patronatu."

Oczywiście czytelnicy tego dziennikarskiego ścierwa nie pofatygują się, by sprawdzić fakty (od razu ferują sądy: "Tego się nie da normalnie zrozumieć. W jakim my żyjemy łajnie!!!")

O Władku można przeczytać na Wikipedii, że brał udział w kampanii wrześniowej 1939 jako ochotnik. W czasie okupacji działał w podziemiu kulturalnym, w latach 1943–1945 był redaktorem „Biblioteki Poetyckiej”. W kwietniu 1948 ożenił się z Wisławą Szymborską; małżeństwo skończyło się rozwodem w 1954, jednak utrzymywali ze sobą przyjazne stosunki. Pod jego wpływem męża Wisława Szymborska przez kilka lat wyznawała światopogląd komunistyczny, a w roku 1950 zapisała się wraz z nim do PZPR.

Fundacja Wisławy Szymborskiej, na mocy pozostawionego przez nią testamentuu, ustanowiła nagrodę im. Adama Włodka dla młodych pisarzy, tłumaczy oraz krytyków literackich za „najciekawszy projekt literacki, który laureat będzie realizował przez 12 miesięcy. Nagroda ma postać stypendium wynoszącego 50 tys. zł”. Konkurs ma być realizowany we współpracy z Instytutem Książki, a pierwsze przyznanie nagrody ma nastąpić w 2013 roku.

Informacje o tym, że Włodek współpracował z UB, w szczególności, że donosił na Macieja Słomczyńskiego w 1953 roku, wywołały burzę w środowiskach literackich (sam Słomczyński też przez kilka miesięcy 1953 roku był TW, wcześniej poddany inwigilacji jako prawdopodobny angielski szpieg). Spowodowało to, że dyrektor Instytutu Książki  poinformował w specjalnym oświadczeniu w dniu 28 grudnia 2012 roku, że przeszłość Włodka nie była znana Instytutowi w momencie podejmowania decyzji o współpracy z Fundacją w tym zakresie i zapowiedział wydanie ostatecznego stanowiska 2 stycznia 2013 roku po spotkaniu z Fundacją.

Czy stan dziennikarstwa w Polsce jest drastycznie niski? Nie. Po prostu byle kanalie podają się za dziennikarzy, a różne instytucje ten stan legitymizują.

niedziela, 30 grudnia 2012
Świerklaniec, środek zimy

 

sobota, 22 grudnia 2012
Hydrozagadka i dziennikarstwo ślepcze

„Nagrodę Watergate za dziennikarstwo śledcze ufundowaną przez Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (…), otrzymują (…) Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski, autorzy publikacji książkowej „Musieli zginąć” („Gazeta Polska” wydanie specjalne, 4 kwietnia 2012 r.), za bezkompromisową mozolną, wielomiesięczną pracę śledczą przybliżającą nas do prawdy o katastrofie rządowego Tupolewa, pracy, której nagrodzona książka jest tylko jedynym, choć istotnym elementem.”

Recenzja z Księgarni Gazety Polskiej: „Z obszernego fachowego wywiadu z wybitnym polskim specjalistą lotniczym od budowy płatowców dowiedzą się Państwo, dlaczego zamach terrorystyczny jest najbardziej prawdopodobną hipotezą katastrofy 10 kwietnia 2010 r. Szczegółowe wyjaśnienia naszego eksperta – autora wielu naukowych publikacji – to gotowy materiał dla prokuratorów badających przyczyny tej katastrofy, wyjaśniający nie tylko, jak mogło dojść do tragedii, ale także, w jaki sposób biegli prokuratury mogą to zweryfikować. Specjalne książkowe wydanie „Gazety Polskiej” pt. „Musieli zginąć” zawiera także nowe fakty przemawiające za tym, że Tu-154 został zniszczony w wyniku działania osób trzecich, a także opis działań władz polskich i rosyjskich, nieznanych opinii publicznej, zmierzających do ukrycia śladów, które mogłyby wskazać na prawdziwy przebieg katastrofy.”

Napisałem kiedyś coś na temat beneficjentów katastrofy smoleńskiej, czyli grupy osób, które czerpią korzyści z tego nieszczęśliwego zdarzenia. Po dwóch latach warto przypomnieć, że gdyby nie katastrofa, wielu polityków, ale także kojarzonych z nimi publicystów, odeszłoby z pewnością w medialny niebyt. Teraz można powiedzieć więcej, a mianowicie, że  ten tragiczny wypadek doprowadził do rozkwitu ich zawodowych karier, dzięki niemu stali się osobami publicznymi, a dla sporej części społeczeństwa niekwestionowanymi autorytetami. I nadal czerpią z tego zatrutego źródła (Boże, oby nie tryskało wiecznie) .

Bo gdyby nie Smoleńsk, co miałaby do zaoferowania Gargas, za co dostawałaby pieniądze Hejke – Gójska, z czego utrzymywałby rodzinę Sakiewicz? Za co nagrody otrzymywałaby Lichocka?   Wszyscy oni mogą być wdzięczni losowi za ten łut szczęścia, bo z wątpliwym talentem do robienia czegoś twórczego i dobrego, a dużymi pokładami służalczości mogli funkcjonować tylko u boku swoich politycznych patronów do czasu, gdy tamci byli u koryta. To dla nich kiedyś skrojono ustawę medialną, oni kiedyś zapełnili publiczne media*. Teraz te dziennikarskie dziwki, które kiedyś spacyfikowały niezależną (albo nie-tak-zależną) publicystykę, w imię - jak to mawiali – usuwania złogów gomułkowsko-gierkowskich, mówią o powrocie cenzury, o narzucaniu przez rząd kagańca na wolność słowa. O czym mieliby pisać Dawid Wildstein albo Samuel Pereira (ten pierwszy może o bogatym życiu swojego ojca, ten drugi … nic nie przychodzi mi do głowy, zresztą obydwaj dali się poznać wyłącznie jako specjaliści tylko jednej dyscypliny – patriotyzmu à la Polonaise). Nie sposób wyliczyć ich wszystkich z imienia i nazwiska, bo do dużego grona starych wyjadaczy dołączyło właśnie młode pokolenie medialnych pijawek. Przeróżne dzienniki, tygodniki i portale internetowe dosłownie pączkują. W ich szeroko pojętym interesie jest to, by „kotlet” smoleński za bardzo nie wystygł. Tyle, że ktoś ciągle musi pilnować, żeby ogień nie przygasł. Robią to różne, „zewnętrzne”, na-niby-niezależne instytucje, jak chociażby Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Opanowane przez propisowskich aparatczyków SDP jest na razie jedyną instytucją z długą tradycją oraz sporą estymą, którą udało się wprząc w system legitymizowania kłamstwa i manipulacji. Teraz, wypracowany w świadomości przeciętnego Polaka lata temu szacunek i autorytet instytucji są zręcznie wykorzystywane do tego, żeby uwiarygodnić dziennikarzy, którzy robią interes na „Smoleńsku” i destabilizacji państwa. Na domiar złego z SDP jest podobnie jak z mediami publicznymi w IV RP – pewnie niełatwo będzie pozbawić władzy ludzi pokroju Skowrońskiego, Legutki i Bochwic. I jest jeszcze jeden niuans: TVP nie była monopolistą na rynku telewizyjnym, a SDP jest bodajże jedyną organizacją zrzeszająca dziennikarzy, więc przeciętny zjadacz chleba może mieć wrażenie, że głos SDP jest głosem wszystkich niezależnych, niezmanipulowanych, nonkonformistycznych  i niekoniunkturalnych dziennikarzy. Czyli, że to cała „CZWARTA WŁADZA” uważa, że „Tu-154 został zniszczony w wyniku działania osób trzecich”,  a rząd RP podejmuje jedynie działania „zmierzające do ukrycia śladów, które mogłyby wskazać na prawdziwy przebieg katastrofy”. Dla mnie to co zrobił zarząd SDP (zresztą już po raz drugi) to SKURWYSYŃSTWO.

Niezależnie od zyskania wpływów w SDP, prawica smoleńska powołała do życia różne społeczne” organizacje, mające za zadanie skompromitowanie obozu władzy i reszty mediów (Obywatelska Komisja Etyki Mediów, Kongres Mediów Niezależnych, Stowarzyszenie Stop Korupcji). Dziennikarze niezależnych mediów będą powoływali się na niezależneorganizacje, które sami utworzyli i w których sami zasiadają. 

O ile w kwestii wypadku lotniczego będzie JAKAKOLWIEK wątpliwość, „niezależne” media i prawicowi politycy będą na gwałt chcieli dowieść, że NIE MÓGŁ TO BYĆ WYPADEK. Jak nie sztuczna mgła, balony z helem i elektromagnesy, to może w końcu trotyl, a jak nie trotyl, to znów coś się znajdzie (wszystkie argumenty „przeciw” nie są oczywiście rozpatrywane). Już coraz mniej osób pamięta, że piloci Tupolewa podjęli ryzykowną próbę lądowania w skrajnie trudnych warunkach na lotnisku, które w zasadzie było wyłączone z użytkowania (tego nikt nie zakwestionuje!)

A wracając do tematu, nie zauważyłem, żeby ktokolwiek wziął pod rozwagę, że jest bardzo szeroko zakrojona akcja propagandowa, w iście goebbelsowskim stylu, której ostatecznym celem jest przejęcie władzy przez PiS. Będzie temu  towarzyszyło obsadzenie mediów publicznych swoimi ludźmi i puszczenie w ich stronę strumienia pieniędzy (z subwencji dla partii politycznych, jako reklama i ogłoszenia w wybranych mediach). Tak naprawdę celem jest władza i kasa. Teraz są realizowane kolejne elementy tego planu: wmawianie i powtarzanie, że to była zbrodnia, a premier jest przerażony tym, że naród za niedługo się dowie prawdy, że żeby odciągnąć uwagę mediów od zbrodni ekipa Tuska i jej zaplecze propagandowe wyszukują przeróżne tematy zastępcze („Madzia”!), podejmują próby zdyskredytowania opozycji (Kaczyński, którego komuna nie chciała internować)  i wtrącają do więzień przeciwników politycznych (Staruch!). Odjazd! W tym miejscu podkreślę, że nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych. Natomiast widzę, jak duża jest siła oddziaływania mediów i że zaczyna to być nierówna walka: po jednej stronie jest opiniotwórcza „Gazeta Wyborcza”, kilka neutralnych dzienników i portali, które do tematu katastrofy pochodzą w sposób wyważony i racjonalny, a po drugiej – już dziesiątki (!) gazet pisanych i internetowych, które wykorzystują emocje odbiorców i dyskredytują wszystkich tych, którzy myślą inaczej. Logika i racjonalizm zaczynają przegrywać z emocjami. A kropla drży skałę ...

*) W grudniu 2005 PiS w ekspresowym tempie przepchnął przez Sejm swój projekt ustawy o mediach. Ustawa umożliwiła nowej, zdominowanej przez PiS, KRRiT wybór nowych rad nadzorczych publicznego radia i telewizji (na trzy lata). Nowe rady miały wybrać nowe zarządy (na cztery lata). Jak donosiły media, tak niezwykłego pośpiechu nie pamiętali nawet ci posłowie, którzy na Wiejskiej pracują od 1989 r. To miało dać partii braci Kaczyńskich władzę nad mediami publicznymi i jak się wkrótce okazało – dało na długie lata.

P.S. Dla niektórych Watergate, dla innych po prostu Watercloset. Też się z piss kojarzy.

Tagi: sdp
07:47, gkur
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 grudnia 2012
Pour la fin du temps

 

  1. I ujrzałem innego potężnego anioła, zstępującego z nieba, obleczonego w obłok, tęcza była nad jego głową, a oblicze jego było jak słońce, a nogi jego jak słupy ogniste, 
  2. i w prawej ręce miał otwartą książeczkę. Nogę prawą postawił na morzu, a lewą na ziemi. 
  3. I zawołał donośnym głosem tak, jak ryczy lew. A kiedy zawołał, siedem gromów przemówiło swym głosem. 
  4. Skoro przemówiło siedem gromów, zabrałem się do pisania, lecz usłyszałem głos mówiący z nieba: "Zapieczętuj to, co siedem gromów powiedziało, i nie pisz tego!" 
  5. Anioł zaś, którego ujrzałem stojącego na morzu i na ziemi, podniósł ku niebu prawą rękę 
  6. i przysiągł na Żyjącego na wieki wieków, który stworzył niebo i to, co w nim jest, i ziemię, i to, co w niej jest, i morze, i to, co w nim jest, że już nie będzie zwłoki,
  7. ale w dniach głosu siódmego anioła, gdy będzie miał trąbić, misterium Boga się dokona, tak jak podał On dobrą nowinę sługom swym prorokom. 



Minęła 22.00. Żadnego trzęsienia ziemi, tsunami, czy nawet tąpnięcia. Internet działa, woda leci, prąd płynie. Kompasy nie szaleją, Majowie się pomylili. Apokalipsy jakoś nie widać i pewnie do końca dnia już nic się nie wydarzy. Pewnie znów będą święta i nowy rok. Nie jestem rozczarowany.


 

Dobra okazja, by posłuchać Messiaena"Quatuor pour la fin du temps".

 

Przerażona jest – w największym skrócie – postkomuna. Dziś ma twarz Donalda Tuska i propagandowe narzędzia jego zaplecza. To nie tylko dawny aparat PZPR-u i służb PRL-u, ale także ta część dawnej opozycji, która wchodząc z ludźmi komunistycznych struktur w trwały pakt, stała się faktycznie rzecznikiem ich interesów. W ostatnich latach czy nawet dniach widać, jak ci dawni działacze opozycji muszą płacić za to wysoką cenę. Mam wrażenie, że coraz wyższą – posuwają się do czynów, na które nigdy wcześniej pewnie by się nie zdobyli.

Okazuje się po prostu, że cena paktu ze złem ma coraz dalej idące konsekwencje etyczne. Władysław Frasyniuk opowiada dzisiaj, że Jarosław Kaczyński podpisał lojalkę. Tym samym powtarza to, co Marek Barański i Jerzy Urban głosili w latach 90., wypełniając instrukcję byłego płk. SB Jana Lesiaka. Jeszcze w latach 90. byłoby to nie do pomyślenia. A dziś, proszę się przyjrzeć: Frasyniuk realizuje spóźnione instrukcje starej SB. Czyż trzeba bardziej wymownego symbolu?

To nie są moje słowa, ale laureatki nagrody Wolności Słowa SDP, Joanny Lichockiej. Gdyby wrzucić ten tekst na sito i zostawić tylko fakty, to nie zostanie nam nic. Zero, czyli gówno.

W tych kilku zdaniach pada sporo tez (dla sekty smoleńskiej to niepodważalne aksjomaty): że Tusk to postkomuna, że ekipa rządowa jest przerażona (czym, kretynko? co najwyżej pandemią głupoty w kraju nad  Wisłą), że część działaczy dawnej opozycji stała się rzecznikami komuny (lista się wydłuża, Lichocka i spółka dziennie kogoś do niej dopisują), że (konkretnie) Frasyniuk realizuje jakieś spóźnione instrukcje bezpieki.

To sporo wniosków wysnutych z wypowiedzi Frasyniuka w rozmowie w radiu ZET ("Powiedzmy sobie uczciwie: nie ma takiej możliwości, żeby komuna w tamtych czasach zatrzymała kogoś i wypuściła. No nie ma! (…)  Skoro go wypuszczono, to Kaczyński musiałby się zabić własną pięścią, bo to znaczy że był skończonym niedojdą. To jest tak, że musiał podpisać deklarację lojalności (…) Ludzie podziemia zawsze uznawali rację tych, którzy emigrowali lub podpisali lojalkę. Przecież nie o to chodzi, żeby siedzieć w więzieniach, więc ludzie uciekali do wolności i normalności"). Kaczyński w stanie wojennym nie był na liście do internowania i nie został internowany. W przeciwieństwie do Frasyniuka, który był w tamtym okresie najbardziej poszukiwanym opozycjonistą i kilka lat spędził w więzieniach. I to są fakty.

Gdzie fakty w Twoim teksie, dostojna laureatko? Zero, czyli gówno. To właśnie Lichocka ma w głowie lub sercu. Wspomniany Urban pęka ze śmiechu, jak przy uciesze smoleńskiej gawiedzi niszczy się te osoby, które faktycznie obaliły komunę.

Bo nie jest to tekst odosobniony, wszystko co pisze jest schematyczne: masa inwektyw i zupełnym brak faktów. Straszne jest to, że taka denna i szkodliwa twórczość (w ten schemat wpisany jest też nagrodzony film) została uznana przez SDP za wysoki standard i wzorzec etyczny. Gówno zostało wyniesione na ołtarze.

 

Próbki działalności publicystycznej Lichockiej:

http://www.gazetapolska.pl/autor/joanna-lichocka

Laureatka udziela wywiadu:

http://www.sdp.pl/rozmowa-dnia-joanna-lichocka-18-grudnia-2012

czwartek, 20 grudnia 2012

"Życie Bytomskie" przeprowadza przeróżne sondaże. Wyłania się z nich bardzo pozytywny obraz mieszkańców.

 

Czy angażujesz się w działalność charytatywną i starasz się pamiętać o innych?


Czy 11 listopada wywiesisz narodową flagę?


Czy regularnie opłacasz swoje rachunki?

Czy pomysły Bartyli wydźwigną nasze miasto z głębokiego kryzysu będącego efektem ostatnich lat?


Bytomianie są przepełnieni troską o bliźnich i niezwykle rzetelnie odnoszą się do swoich zobowiązań finansowych. W dużej mierze są przywiązani do tradycji i mimo ciężkich czasów dla prawdziwych patriotów mają czasem odwagę używać symboli narodowych. Pomimo kryzysu nadal wierzą, że przyszłość miasta będzie lepsza. Tylko dlaczego równocześnie zdecydowana większość badanych uważa, że Bytom nie jest dobrym miejscem do osiedlania się?


Podobno jeden wybitny Polak miał kiedyś powiedzieć: „Naród dob­ry, tyl­ko ludzie chuje.”

A może po prostu: Panowie redaktorzy, wam ku­ry szczać pro­wadzić, a nie sondaże robić. 

 

środa, 19 grudnia 2012

Kilka dni temu włączyłem się w dyskusję, którą wywołał red. Hałaś odnosząc się do tekstu "Kultura musi poczekać" pióra prof. Jana Drabiny w przedostatnim wydaniu "Życia Bytomskiego". Red. Hałaś radzi profesorowi: „Proszę nie stękać nad kulturą”.  Dalej pisze: „Panie profesorze, jest Pan (…) zatroskany kondycją finansową Śląskiego Teatru Tańca. Zapytam: na jakich spektaklach ŚTT był Pan w ostatnich latach? Czy obserwował Pan jak "siada" jego poziom artystyczny i następuje destabilizacja kadrowa zespołu? Chciałby, aby władze dalej z troską finansowały bytomską kulturę - a więc, jak mniemam, także Bytomskie Centrum Kultury i galerię "Kronika". Zapytam: jaki spektakl cyklu "Hartoffanie teatrem" uznał Pan w ostatnich latach za warty obejrzenia? Jaka wystawa w CSW "Kronika" wywołała w Panu cenne odczucia estetyczne? Jeżeli nie usłyszę konkretów - powiem: proszę nie jojczyć w trosce o kulturę w Bytomiu. Bo może jest zgoła inaczej: wreszcie warto na tę dziedzinę spojrzeć bez takich sentymentów. I tam gdzie trzeba - przykręcić śrubkę, Bo, niestety, placówki kulturalne mogą być również miejscem marnowania publicznych pieniędzy przez rozmaitych wydrwigroszy i szarlatanów. I dla takiej działalności mają bardzo wygodne, branżowe alibi: imponderabilia.”

Blog „Życia Bytomskiego” ma tę zaletę, w porównaniu z internetowymi przybudówkami przeróżnych prawicowych pisemek, że nie jest cenzurowany. Skomentowałem ten wpis, również dlatego, że redaktor miernego, prowincjonalnego tygodnika traktuje profesora jak uczniaka. Argumenty kierowane do wybitnego bytomianina, historyka, typu: nie widziałeś ostatniego spektaklu, to nie wypowiadaj się w ogóle o kulturze, są zwyczajnie denne.

Panie Marcinie! Jakoś nie natknąłem się w ostatnim czasie na Pana recenzje spektakli ŚTT. Skąd wniosek, że siada jego poziom artystyczny? Czy ten poziom jest już tak drastycznie niski, że w teatr nie warto miastu inwestować? Jakie wystawy w “Kronice” Pan ostatnio oglądał? O wrażenia estetyczne nie zapytam, bo wiem jakie są (…). O ile pamiętam, od zawsze Pana zmartwieniem było, że “Kronika” w ogóle dostaje od miasta wsparcie finansowe. Właściwie podobne pytanie można mnożyć: ile spektakli ostatniej Konferencji Tańca Współczesnego Pan lub Pana współpracownicy obejrzeli, jak skomentuje Pan wystawy czasowe Muzeum Górnośląskiego, które odbyły się w bieżącym roku, a może jakiś koncert w ramach OTIUM MUSICUM, Festiwalu G.G.Gorczyckiego lub Festiwalu Muzyki Nowej szczególnie utkwiły w Pana pamięci?  W zasadzie zarzuca Pan prof. Drabinie, że nie jest w stanie skonsumować wszystkich wydarzeń kulturalnych i dalej wnioskuje, że ten nie ma prawa “jojczyć” w trosce o kulturę. Rozumiem, że Łumiński to wydrwigrosz, a artyści prezentujący swe prace w “Kronika” to szarlatani (a może odwrotnie?). Przykręcajmy więc ten kurek z pieniędzmi na kulturę. I koniecznie zmieńmy logo i hasło na “BYTOM -ENERGIA KIBOLI”.

Otrzymałem od red. Hałasia odpowiedź, jakiej w gruncie rzeczy się spodziewałem, że regularnie oglądał prawie wszystkie spektakle Konferencji, acz akurat  nie w tym roku, bo ich było za mało, a nadto „Śląski Teatr Tańca istnieje jako instytucja, ale nie istnieje jako zespół - tancerze albo odeszli, albo są na urlopach zdrowotnych, urlopach bezpłatnych lub zwolnieniach z powodu ciąży. Tak więc recenzować nie ma czego.” Na temat innych imprez nic. Bardzo lakoniczna wypowiedź osoby, która bądź co bądź w miejskiej prasie mam monopol na krytykę.

Na blogu pojawiło się kilka interesujących wpisów, z którymi dyskutowałem (co teraz pominę), natomiast w świetle tego co redaktor Hadaś napisał wyżej napisałem kilka słów o promocji kultury i edukacji kulturalnej:

GDZIE SIĘ PODZIAŁA KULTUROTWÓRCZA ROLA TYGODNIKA?  Gdzie promocja kultury lokalnej - oprócz kpienia z hasła “Energia kultury”, lansowania pospolitości i podszytej ideologią krytyki wszystkiego co inne?

Gdzie jakakolwiek zachęta do sięgnięcia po coś z wyższej półki? Gdzie recenzje spektakli i innych wydarzeń kulturalnych? Gdzie recenzje książek, poza tymi które wyszły spod ręki red. Hałasia.

No i rzucili się na mnie obydwaj redaktorzy:

Tomasz Nowak: Chyba Pan nie czyta naszej gazety. Bardzo mocno promujemy bytomskie wydarzenia kulturalne. W każdym numerze zapowiadamy te nadchodzące i opisujemy te przeszłe. Fakt, iż krytykowaliśmy hasło “Energia kultury” nie ma z tym nic wspólnego. O co Panu chodzi z tym “lansowaniem pospolitości i podszytej ideologią krytyki wszystkiego, co inne”? Nie bardzo rozumiem, proszę o wyjaśnienie. Recenzujemy wszystkie książki napisane przez bytomian lub Bytomiowi poświęcone. Jako pismo lokalne z zasady nie zajmujemy się innymi książkami (nieważne, czy z dolnej, czy z wyższej półki). Cenię sobie Pana aktywność na naszej stronie, ale niechże się Pan choć w minimalnym stopniu trzyma faktów, bo bez tego dyskusja nie ma sensu.

Marcin Hałaś: Otóż to. Bibliografia tekstów dotyczących kultury zamieszczanych na łamach “ŻB” jest, proszę mi uwierzyć, bardzo bogata. Ale Pan Grzegorz to taki etatowy narzekacz, jak widzę.

Narzekaczem może i jestem, ale nie etatowym, bo w przeciwieństwie do panów Hałasia i Nowaka, za narzekanie (a może nawet i wybrzydzanie) pieniędzy nie biorę. Ponieważ dyskusja z obydwoma panami jest bezcelowa, pozwalam sobie – już poza blogiem - na przytoczenie faktów.

Gazetę czytam, a nawet ostatnio kolekcjonuję. To co redaktorzy uważają za promocję kultury nazywa się „Program Telewizyjny” (4 strony) oraz „Życie Kulturalne” (1 strona). „Życie Kulturalne” to w 2/3 rubryka pt. „Co, gdzie, kiedy?”, zawierająca informacje o repertuarach kina, opery, Bytomskiego Centrum Kultury, muzeów i galerii (oczywiście z wyłączeniem „Kroniki”). W informację dotyczącą aktualnego repertuaru Beceku wpleciona została recenzja „Pokłosia”. O filmie (anonim) pisze tak: „(…) równie dobrze mogłoby nosić tytuł „Pogrossie”. Na bazie książek Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi’ i „Złote żniwa” środowiska związane z „Gazetą Wyborczą” prowadzą publicystyczne kampanie, mające przedstawić Polaków jako antysemitów, dyszących nienawiścią do Żydów. Teraz te tezy przełożył na język filmowy Władysław Pasikowski – sprawny reżyser, który realizował już projekty co najmniej wątpliwe moralnie. To przecież on jako pierwszy dokonał rehabilitacji funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w filmie „Psy”. Ludzi, spośród których jeszcze kilka lat wcześniej wyszli mordercy księdza Popiełuszki – Pasikowski przedstawił jako bohaterów niemalże chandlerowskich: zgorzkniałych twardzieli, którzy za maską cynizmu chowają szlachetne odruchy. Teraz Pasikowski zrealizował obstalunek pokazania Polaków jako antysemitów. Główną rolę zagrał Maciej Stuhr, ten który niedawno stwierdził, że Polacy święci nie są, bo podczas bitwy pod Cedynią przywiązywali dzieci do tarcz. I chyba film „Pokłosie” do rzeczywistości ma się tak, jak słynne już cedyńskie majaczenia młodego Stuhra do prawdy historycznej."

Oczywiście daleki jestem od zabraniania dziennikarzom recenzowania filmów i wyrażania swojego światopoglądu, natomiast zarzucanie obrazowi, że jego reżyser „zrealizował obstalunek pokazania Polaków jako antysemitów” (na czyj obstalunek, panie redaktorze, nazbyt często straszy pan swoich czytelników „nimi”) nie zachęca do obejrzenia filmu i podjęcia dyskusji nad taką tezą, a wręcz przeciwnie. Zniechęca, a dyskusję zamyka. W „recenzji” filmu nie ma nic na temat (braku) walorów artystycznych, (niedostatków) gry aktorów czy scenariusza, nie ma odwoływania się do czegokolwiek co dotyczyłoby samego filmu. Nie ma też nic, co uprawniałoby autora do twierdzenia, że film  to – mówiąc prosto - potwarz dla Polaków, a reżyser to świnia. To co według redaktorów „Życia” jest najpewniej recenzją, można nazwać chamską indoktrynacją, narzucaniem potencjalnemu odbiorcy jedynie słusznej interpretacji filmu. A chyba tylko debil przyjmie za aksjomat, że Pasikowski podjął się w swoich wcześniejszych obrazach zadania zrehabilitowania bezpieki. Włączanie do recenzji tego konkretnego filmu postaci Popiełuszki jest chore! (no nie będą sobie redaktorzy Popiełuszką wycierać swoich … ). Co do odtwórcy głównej roli, czy „recenzent” poczułby się lepiej, gdyby aktor zamiast chybionej przypowiastki o dzieciach spod Cedynii przypomniał czym było getto ławkowe? Pewnie tych kilka paszkwilanckich zdań na temat filmu panowie Hałaś i Nowak nazywają  „mocną promocją bytomskich wydarzeń kulturalnych”, a swoją „recenzję” odhaczają jako znaczącą pozycję w bibliografii pozycji kulturalnych „Życia”. Gratuluję im w każdym razie dobrego samopoczucia i wysokiej samooceny.

Wracając do faktów: Poza tym w mieście nic specjalnego ciekawego się nie dzieje, bo pozostałą 1/3 strony to opis realizacji projektu „Z Bytomia na sceny Europy”, nastawionym na edukację artystyczną, w którym uczestniczyły dzieci z podstawówek. Ta rubryka to chyba nie jest najlepsze miejsce na prezentację tego typu działań (dodam, że działań z oczywistych względów pożytecznych).

Z pewnością redaktorowi Nowakowi nie odpowiem na pytanie o co mi chodzi z tym “lansowaniem pospolitości i podszytej ideologią krytyki wszystkiego, co inne”. Już bardziej łopatologicznie nie potrafię.

Gdy w końcu wróci IV RP, a wraz nią masa patriotycznych imprez „ku czi” (a czcić będzie można dużo więcej niż za Pierwszej IV RP, bo przecież zamordowano pod Smoleńskiem kwiat Polskiej prawicy, a w więzieniach wciąż przybywa więźniów politycznych, czego przykładem jest „wróg publiczny Tuska nr 1” czyli pan Staruch),  tygodnik Hadasia i Nowaka będzie mógł dalej rozwinąć rubrykę „Życie kulturalne”. Już teraz podpowiadam: „Salon poezji patriotycznej”, recenzje z akademii szkolnych, konkurs na najlepszą bożonarodzeniową szopkę patriotyczną. Służę pomocą.

Dedykuję obydwu panom redaktorom znany wierszyk:

Samochwała w kącie stała 
I wciąż tak opowiadała: 

"Zdolna jestem niesłychanie, 
Najpiękniejsze mam ubranie, 
Moja buzia tryska zdrowiem, 
Jak coś powiem, to już powiem, 
Jak odpowiem, to roztropnie, 
W szkole mam najlepsze stopnie, 
Śpiewam lepiej niż w operze, 
Świetnie jeżdżę na rowerze, 
Znakomicie muchy łapię, 
Wiem, gdzie Wisła jest na mapie, 
Jestem mądra, jestem zgrabna, 
Wiotka, słodka i powadna, 
A w dodatku, daję słowo, 
Mam rodzinę wyjątkową: 
Tato mój do pieca sięga, 
Moja mama - taka tęga 
Moja siostra - taka mała, 

A ja jestem - samochwała!"


Tegoroczną "Nagrodę Wolności Słowa SDP" otrzymały autorki filmu "Pogarda" Joanna Lichocka i Maria Dłużewska. Antynagrodę "Hienę Roku" przyznano Kubie Wojewódzkiemu i Michałowi Figurskiemu za audycję radiową, w której "szydzili z Ukrainek".

Ci, którzy nagrodzili Lichocką zachowują się tak, jakby nie czytali Kodeksu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, który zaczyna się od słów "Przyjmując zasady Karty Etycznej Mediów i deklaracji Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy, uznajemy, że

  • Zadaniem dziennikarzy jest przekazywanie rzetelnych i bezstronnych informacji oraz różnorodnych opinii, a także umożliwianie udziału w debacie publicznej;
  • Wolności słowa i wypowiedzi musi towarzyszyć odpowiedzialność za publikacje w prasie, radiu, telewizji czy internecie,
  • Dobro czytelników, słuchaczy i widzów oraz dobro publiczne powinny mieć pierwszeństwo wobec interesów autora, redaktora, wydawcy lub nadawcy."

Kto za rok: Stankiewicz, Wildstein młodszy, Pereira, a może Gójska-Hejke?

Medialna "szczujnia" ma swoją organizację partyjną, która nazywa się SDP. Ciekawe tylko kiedy odbędzie się kongres zjednoczeniowy PiS - SDP?

A propos "Hieny Roku", czyżby konferansjerowi PiS, który aktualnie stoi na czele władz SDP nie przeszkadzało stwierdzenie swojego kolegi po fachu, Grzegorza Brauna: "Wiara, że tu można cokolwiek załatwić, jak nie zostaną w sposób nagły, drastyczny wyprawieni na tamten świat z tuzin redaktorów Wyborczej i ze dwa tuziny drugiej gwiazdy śmierci mediów centralnych - TVN. Nie wspominam o etatowych zdrajcach ze starego reżimu. Jeśli się nie rozstrzela co dziesiątego, to znaczy: hulaj, dusza, piekła nie ma. Jeżeli nie karze się śmiercią za zdradę, to co? Przecież te słowa bardziej przystają do padlinożerców, niż skądinąd chamskie (ale też nie tak jednoznaczne jak wynikałoby to z uzasadnienia przyznania antynagrody http://www.sdp.pl/hiena-roku-dla-wojewodzkiego-i-figurskiego) odzywki Wojewódzkiego i Figurskiego.

 

Wojewódzki: A wiesz co ja wczoraj zrobiłem po tym meczu z Ukrainą?

Figurski: No?

W: Zachowałem się jak prawdziwy Polak...

F: Kopnąłeś psa.

W: Nie, wyrzuciłem swoją Ukrainkę.

F: A to dobry pomysł... Mi to jeszcze nie przyszło.. Wiesz co? Ja po złości jej dzisiaj nie zapłacę.

W: Wiesz co, to ja swoją przywrócę, odbiorę jej pieniądze i znowu wyrzucę.

F: Powiem Ci, że gdyby moja była chociaż odrobinę ładniejsza, to jeszcze bym ją zgwałcił.

W: Eee... ja to nie wiem jak moja wygląda, bo ona ciągle na kolanach (śmiech)”.

 

No i jeszcze wiadomość z ostatniej chwili: Zarządowi SDP z Krzysztofem Skowrońskim na czele SWM przyznało nominację do nagrody "Złoty Chuj 2012". Trzymam kciuki!

Tagi: sdp
06:51, gkur
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 grudnia 2012

W internetowej wersji "Życia Bytomskiego" redaktor Hałaś pisze:

Były prezydent Bytomia Piotr K. napisał na swoim blogu 7 grudnia: "Genitalia na krzyżu, Pismo Święte rwane na strzępy i rzucane publiczności z okrzykiem „Żryjcie to gó-wno!” i wyroki polskich sądów, że to działania artystyczne. W Polsce szydzenie z wiary oraz kościoła jest na porządku dziennym i nikt nie dostrzega problemu. Zwracając uwagę na te kwestie od razu można się spotkać z publicznym pręgierzem, przy okazji słysząc o tolerancji czy też wolności mediów. Dlatego przypominam, że to od nas zależy, czy zostaną zamknięte okna życia, czy za rok do naszych przedszkoli przyjdzie jeszcze św. Mikołaj, czy będziemy pokornie akceptować publiczne szyderstwa z tego, co dla nas święte." Z tą opinią Koja zgadzam się w całej rozciągłości.

Chciałbym jednak nieśmiało przypomnieć, że jako prezydent Bytomia Piotr K. wielokroć wskazywał Centrum Sztuki Współczesnej "Kronika" jako placówkę, będącą dumą Bytomia. A czyż Kronika nie zajmowała się upowszechnianiem sztuki, bazującej na deprecjonowaniu chrześcijańskiej symboliki? Wspomnę wydaną przez "Kronikę" książkę "Drżące ciała" i dokonania bohaterów tej hagiograficznej publikacji:Katarzyna Górna sfotografowała mężczyzn mierzących sobie linijką penisy i nazwała ich imionami 12 apostołów. Wulgarnie sparodiowała też wyobrażenie Piety. Andrzej Karaś bardzo naturalistycznie opowiadał o uprawianej przez siebie pederastii. Katarzyna Kozyra przyczepiła sobie protezę penisa i penetrowała męską łaźnię. Zbigniew Libera napis z bramy niemieckiego obozu Auschwitz „Arbeit macht frei” przeistoczył w „Christus ist mein Leben” (Chrystus jest moim życiem). Jacek Markiewicz nagi kładł się na krucyfiksie, udając kopulację

Nie od rzeczy, będzie zapytać Piotra Koja, czy aby nie dotknęło go błogosławieństwo wybiórczej pamięci, którą niektórzy nazywają po prostu hipokryzją. Jako prezydent Bytomia przecież chwalił i pieścił samorządową placówkę, prezentującą - użyjmy jego słów - szyderstwa z tego, co dla nas święte.

Komentuję wpis:

Z czym się wam kojarzy powiewająca flaga? - Z d… panie kapralu! - Co? Czemu z d…? - Bo mi się wszystko z d… kojarzy panie kapralu!

Panu redaktorowi wszystko kojarzy się z byłym prezydentem. Gdyby nie były prezydent, pan redaktor nie miałby o czym pisać. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby były prezydent zaprzestał jakiejkolwiek aktywności.

Aktualny prezydent musi być strasznie mdły i bezbarwny, skoro nie warto zajmować się jego osobą.  Czyżby w swoim życiu nic nie zrobił, co można by skomentować?

Pan redaktor przypuszcza atak:

Ależ Panie Grzegorzu, jest dokładnie na odwrót. To były prezydent Piotr K. na swoim blogu bez przerwy “czepia się” Życia Bytomskiego. Czasami robi to w sposób chamski, na przykład zarzucając nam “zakłamanie”. Dlatego co jakiś czas wybieram co ciekawsze enuncjacje z jego bloga i komentuję je w Internecie. Bo szkoda tym zajmować łamy papierowego wydania “Życia Bytomskiego”.
Szkoda, że w swojej krytyce nie odniósł się Pan do meritum mego wpisu: mam rację, czy też nie?

Odpowiadam:

Panowie! Nie wmawiajcie mi, że białe jest czarne. Szkoda mi czasu, żeby cytować Życie Bytomskie. Przecież w każdym numerze, bez względu na aktywność Koja na swoim blogu w zakresie spraw dotyczących Bytomia, jest masa komentarzy do tego co robi. Dużo więcej jest OPINII (skrajnie tendencyjnych) redaktorów “Życia” na temat STAREGO prezydenta niż NOWEGO. Poza tym naprawdę jest żałosne, że oceniacie prawie każdą wypowiedź kogoś, kto przestał być osobą publiczną. Trochę dystansu! Pan pewnie jest przeświadczony o tym (może słusznie), że blog Koja ma więcej czytelników niż “Życie Bytomskie” w obydwu wersjach: papierowej i internetowej.

Jeśli chodzi o zarzut hipokryzji, to się częściowo zgadzam, choć w tym przypadku, posunął się Pan cokolwiek za daleko. Porównanie niszczenia biblii do oferty “Kroniki” jest jak porównanie aborcji do in vitro. Wiem, wiem, Wy prawicowi publicyści tego nie odróżniacie. Tak jak nie odróżniacie różnych odcieni szarości. W każdym razie, a propos hipokryzji, kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem.

A teraz zgodnie z Pana życzeniem, odniosę się do meritum Pana wpisu.

Widzę, że Pan wiedzę dotycząca kultury nie czerpie ze źródła, ale z wypowiedzi wsiowych politruków. Przypadkiem natknąłem się na blog niejakiego Waldemara Jana Rajcy, lokalnego polityka byłej już Unii Polityki Realnej i jego wpis z dnia „18 Czerwiec 2007”, zatytułowany „Wulgarna konstatacja czy przerażająca wulgarność: czyli szambo czy perfumeria?”

http://waldemar-rajca.blog.onet.pl/2007/06/18/wulgarna-konstatacja-czy-przerazajaca-wulgarnosc-czyli-szambo-czy-perfumeria/

Pisze on tak:

„Ano np. Katarzyna Górna, która w ramach wypowiedzi artystyczne sfotografowała mierzących sobie linijką penisy i nazwała ich… imionami apostołów chrześcijańskich (!!!!). Przy okazji sparodiowała wyobrażenie „Piety” Michała Anioła… „Artysta” Andrzej Karaś bardzo naturalistycznie opowiada o uprawianej przez siebie pederastii (???). O onanizowaniu się - nie ma na razie mowy … Katarzyna Kozyra przyczepiła sobie protezę penisa i penetrowała męską łaźnię … Nie wiem co w tym czasie robiła z” tym „co ma między nogami… Następny „artysta” którego promuje Artur Żmijewski, wykreowany przez Lewicę – to Zbigniew Libera , który napis z niemieckiego obozu Auschwitz „Arbeit macht frei” zmienił na „Chrystus ist mein Leben”.  Ten artystyczny pomysł sponsorowała firma LEGO… „Artysta” Jacek Markiewicz, nogi położył na krucyfiksie; a „artystka” Monika Zielińska zdjęcie ogolonej waginy opatrzyła napisem :”To nie jest muszelka”(????). Swego czasu „artystka” Dorota Nieznalska umieściła męskie genitalia na… krzyżu chrześcijańskim….”

Z tekstu kolegi po fachu usunął Pan jedynie te liczne wielokropki i znaki zapytania. Coś wygładził i dodał znaki interpunkcyjne (te pewnie pod Radomiem nie obowionzujo). Poza tym wygląda to jak ordynarna kalka: Crtl C – Crtl V. Plagiat, a może też obydwaj panowie korzystali z tego samego opracowania dla prawicowych dziennikarzy? Jakiegoś „ABC polskiej sztuki wyklętej XXI wieku”?

Czy na tyle brzydzi się pan żywą sztuką, żeby wiedzę czerpać z drugiej lub trzeciej ręki (przypuszczam, że Waldemar Jan Rajca także nie miał bezpośredniego kontaktu ze sztuką artystów, których dzieła tak dogłębnie „analizuje”). Zapewniam Pana, że o wiele przyjemniej jest wysłuchać koncertu na żywo, czy obejrzeć coś oryginalnego w galerii, niż wysłuchiwać cudzych, niekoniecznie kompetentnych opinii. W sztuce ważne są przede wszystkim nasze własne odczucia i nasze własne oceny – to mnie ma wzruszyć, rozgniewać, szokować, żenować lub dać do myślenia. Mnie, a nie mojego sąsiada, pracodawcę, kolegę, ulubionego polityka czy nawet mentora. Nie bójmy się samodzielności! A jeśli czytać i cytować recenzje o sztuce, to na przykład Marii Poprzęckiej, a nie jakiegoś małomiasteczkowego, zawistnego nieuka. (P.S. Krytykując parę tygodni temu ofertę telewizyjną, pominął Pan, pewnie nieprzypadkowo, dwa kanały „misyjne”: TVP Historia i Kultura. Bo też po co społeczeństwo miałoby się edukować? Przecież to WAM ewidentnie nie jest na rękę: chcecie mieć naród zakompleksiony, durny, który idzie z WAMI nie zadając zbytecznych pytań.) Wielka szkoda tylko, że swoimi kompleksami zaraża Pan czytelników. A zatem „szambo, czy perfumeria”? Ma Pan jakąś swoją, prawdziwie swoją opinię?

A propos „Kroniki”, nie jest prawdą, że poprzednie władzę ją hołubiły, a ledwie akceptowały. Musiały, bo była to instytucja wielce ceniona. Sztuka, która nie ma powszechnej akceptacji, jest kłopotem dla władz. Dla przypomnienia:

 


http://strasznasztuka.blox.pl/2007/03/Drzace-galerie-Kronika-na-celowniku.html

 

Pan redaktor odpowiada:

Miło mi, że Pan wskazał, że moje teksty są cytowane (choć cytat bez podania źródła to, niestety, plagiat). Albowiem prawda wygląda dokładnie odwrotnie niż się Panu wydaje. W kwietniu 2007 roku opublikowałem na łamach “Gazety Polskiej” recenzję zatytułowaną “Anatomia obrzydliwości”. Właśnie jej fragment po lekkiej modyfikacji wykorzystałem w tym poście. Bo pisałem wiosną 2007 roku tak:

 

“Kim są rozmówcy? Paweł Althamer wypalił cygaro z marihuany. Katarzyna Górna sfotografowała mężczyzn mierzących sobie linijką penisy i nazwała ich imionami apostołów. Sparodiowała też wyobrażenie Piety. Andrzej Karaś bardzo naturalistycznie opowiada o uprawianej przez siebie pederastii. Katarzyna Kozyra przyczepiła sobie protezę penisa i penetrowała męską łaźnię. Zbigniew Libera napis z bramy niemieckiego obozu Auschwitz „Arbeit macht frei” przeistoczył w „Christus ist mein Leben” (Chrystus jest moim życiem). Jacek Markiewicz nagi kładł się na krucyfiksie. Monika Zielińska zdjęcie wydepilowanej waginy opatrzyła podpisem „To nie jest muszelka”. Cóż, każdemu można uprawiać rozmaite dewiacje. Lepiej jednak, gdy pozostają one w domowym zaciszu dewianta – na tym polega społeczna umowa o tolerancji. Problem zaczyna się, gdy ktoś próbuje wmówić ludziom, że tego rodzaju działalność jest sztuką.”

 

Nie da się ukryć, że w czerwcu 2007 roku to bloger Waldemar Rajca dokonał plagiatu mego tekstu. W tej chwili nie podam Panu numeru tekstu “GP”, w którym moja recenzja z książki Żmijewskiego “Drżące ciała” się ukazała, niemniej napisałem ją 22 marca 2007, więc opublikowana musiała być w kwietniu, najpóźniej 3 tygodnie po napisaniu. Radzę następnym razem coś dobrze sprawdzić nim Pan mnie posądzi o plagiat.

Panie Kurpanik: za stwierdzenie “Widzę, że Pan wiedzę dotycząca kultury nie czerpie ze źródła, ale z wypowiedzi wsiowych politruków.” oczekuję przeprosin. I nie chodzi tutaj o przeprosiny za arogancję, ale za za kłamliwy zarzut.

Więc przepraszam:

PRZEPRASZAM niniejszym, że zarzuciłem Panu plagiat. Wierzę Panu, że to Pan jest autorem tekstu i dokonał Pan autocytatu oraz że to Pana poglądy na sztukę są inspiracją dla lokalnych polityków. O tym wcześniej nie wiedziałem, więc biję się szczerze (!) w pierś.  Obiecuję więcej nie robić “wycieczek personalnych”, a skupić się na meritum tematu.

 

czwartek, 06 grudnia 2012
Muzeum IV RP

 

Warto pamiętać, że kiedyś było normalnie.

http://www.spieprzajdziadu.com/muzeum/index.php?title=Strona_g%C5%82%C3%B3wna

 

 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl