RSS
poniedziałek, 30 marca 2015
Szkoła manipulacji medialnej im. P. Legutki

 

 W wydaniu internetowym „Gościa Niedzielnego” wiceszef SDP wziął się na wspominki dotyczące „Czasu Krakowskiego”, konserwatywnego dziennika, którego debiut miał miejsce ćwierć wieku temu, a w którym pisywał. Do końca 1995 „Czas” ukazywał się jako dziennik, następnie w latach 1996-1997 jako tygodnik. W roku 1997 została podjęta próba reaktywacji dziennika pod zmienionym tytułem: "Nowy Czas Krakowski"; nie przyniosła ona powodzenia i pismo ostatecznie upadło w sierpniu 1997 roku. Pierwszym redaktorem pisma był poeta Jan Polkowski,  później tę funkcję pełnił Ryszard Terlecki. Swoje teksty publikowali tutaj m.in.: Katarzyna Kolenda-Zaleska, Jan Maria Rokita, Wojciech Czuchnowski, Witold Gadowski, a w latach 1995 - 1996 Teresa Bochwic, Piotr Legutko, Andrzej Urbański.

(http://pl.wikipedia.org/wiki/Czas_Krakowski)

Legutko formułuje spiskową tezę, że „Czas Krakowski” splajtował nie dlatego, że nie cieszył się wystarczająco dużym zainteresowaniem czytelników, ale dlatego, że „partyjny koncern RSW, choć formalnie w likwidacji, zarządzany przez tę samą kadrę, robił wszystko, by hamować rozwój „Czasu”. Zdaniem Legutki jedyna w regionie (!) drukarnia przez wiele miesięcy blokowała większą objętość gazety, przez co „Czas” nie mógł przejąć rynku drobnych ogłoszeń, zaś kolporter („Ruch”)  regularnie rozwoził gazetę później niż inne dzienniki.

Jest też opinia Legutki dotycząca rynku medialnego: - Potem te narzędzia [monopol druku i kolportażu] przechodziły w ręce zachodnich koncernów, które przejęły partyjne dzienniki i dla których „Czas” także był zagrożeniem. Nie pomogły gry prasowe wprowadzane na nasz rynek właśnie przez ten dziennik, nie wystarczył ewidentny sukces czytelniczy i (w pewnym momencie) półmilionowy nakład. Nikt nie chciał w „Czas” inwestować. Kordon sanitarny dotyczył też reklam. Upadek był kwestią czasu. Gazeta i tak przetrwała na rynku najdłużej, bo do 1997 roku. Podobne inicjatywy w innych miastach upadły po dwóch, trzech latach. Na rynku dzienników regionalnych pozostały jedynie stare tytuły, głównie organy KW PZPR. Dziś i one powoli schodzą z rynku. Zamiast stu kwiatów pachnących odmienne w każdym regionie doczekaliśmy się jednego dziennika w kilkunastu mutacjach wydawanego przez niemieckie wydawnictwo nazywające się Polska Presse – pisz Legutko.

Cały artykuł:

http://krakow.gosc.pl/doc/2406484.Nie-ten-czas

Pozwoliłem sobie na komentarz do części felietonu Legutki, dotyczący ekonomicznych aspektów tego wywodu (zważywszy, że od 20 lat pracując w pokrewnej branży widzę dużą konkurencję w usługach drukarskich; nie daję też wiary, że kolporter z premedytacją ustawicznie dowoził do punktów sprzedaży "Czas" później niż inne dzienniki).

Pan redaktor Legutko mentalnie tkwi jeszcze w czasach gospodarki centralnie sterowanej i nie zauważył, że media przestały być „organami partii” (uwaga ta nie dotyczy  tzw. „mediów niezależnych”, które w znakomitej większości są organami Prawa i Sprawiedliwości). Mało tego - podlegają prawom rynku: jeśli nie mają czytelników, to najzwyczajniej plajtują (ta uwaga z kolei nie dotyczy tytułów koncernu pana Sakiewicza, których około 75% nakładu trafia na makulaturę). 

Pan redaktor nie zna najwidoczniej pojęcia „gospodarka rynkowa” i nie rozumie słowa „kapitalizm”. Korzystając z okazji przypomnę, że to system oparty na prywatnej własności środków produkcji, co ma takie konsekwencje w przypadku rynku medialnego, że wydawcą nie jest państwo lub jego agendy, a firma, której właścicielami niekoniecznie są Polacy. Delikatnie zwrócę uwagę, że to również Polak może być udziałowcem, akcjonariuszem lub właścicielem zagranicznej firmy, która wydaje jakieś tytuły prasowe. O co mi chodzi? Że pieniądz nie ma narodowości, a rolą kapitalisty – niezależnie od tego czy jest Polakiem czy „niepolakiem” – jest powiększanie kapitału, czyli zarabianie. Piszę te słowa w związku z uwagą Pana redaktora odnośnie koncernu Polskapresse, który ma „robić pieniądz” na wydawaniu prasy, ale niekoniecznie musi być przy tym ideologicznie zaangażowany i reprezentować Niemca. Pisze Pan bowiem, że „zamiast stu kwiatów pachnących odmienne w każdym regionie doczekaliśmy się jednego dziennika w kilkunastu mutacjach wydawanego przez niemieckie wydawnictwo”.  

Wieczorem wszedłem na stronę sdp.pl i okazuje się, że sprawa ma drugie dno.

Nie bez powodu redaktor Legutko, wiceprezes zarządu głównego SDP, przywołuje koncern Polskapresse. Otóż w kwietniu zarząd główny, zdominowany przez służalczych wobec jednej partii publicystów (z konferansjerem i wodzirejem Krzysztofem Skowrońskim na czele) organizuje nadzwyczajny zjazd stowarzyszenia, na którym zostanie sprokurowana czarna księga polskich mediów. Idę o zakład, że będzie to sąd kapturowy nad mainstreamowymi mediami (z pewnością oceny sytuacji będą dokonywane na podobnych zasadach, na jakich zarząd główny SDP przyznaje hieny roku"). Jednym z punktów obrad będzie (cytuję): Patologia prywatyzacji (na przykładzie zjawiska pod nazwą PolskaPresse).   

http://sdp.pl/felietony/11098,nadzwyczajny-zajazd-sdp-napiszmy-czarna-ksiege-mediow-polskich,1427636158

Oto mamy więc w postaci felietonu Legutki rodzaj epilogu do kolejnej hucpy zarządu głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Towarzystwo spieszy się najwidoczniej, żeby zdążyć przed wyborami prezydenckimi.  Ciekaw tylko jestem, czy Kuria Metropolitarna, wydawca Gościa Niedzielnego, ma świadomość, że oddaje swoje łamy politrukom, wciągając się w chamskie manipulacje pisowskiego lizusa i czyniąc z szacownego kiedyś tytułu trybunę brudu.



niedziela, 29 marca 2015
sobota, 28 marca 2015
Tylko polskie kieszenie

 

piątek, 27 marca 2015
Requiem dla jajników

 

 

Wkład państwa Terlikowskich w budowę wspólnoty chrześcijańskiej  jest mniej więcej taki, jak księdza Gila, znanego ostatnio jako Wojciech G. Mówiąc dosadniej: to V kolumna w kościele katolickim, która niweczy dorobek intelektualny tej instytucji gromadzony przez dwa tysiące lat. Skąd biorą się pokłady nienawiści u bogobojnych małżonków, skierowanej przeciwko wszystkim tym, z którymi się nie zgadzają w sprawach moralności i religii, trudno  mi pojąć. To pogarda dla Chrystusa miłościwego, a pokłon przed Bogiem, który bezlitośnie karze grzeszników. To czarna dziura empatii. Hassträger. Przykład na to, jak zaślepienie religią ogołaca z człowieczeństwa.

Sporo miejsca fronda.pl poświęciła w ostatnich dniach Angelinie Jolie. Tomasz Teluk aktorkę, która profilaktycznie, ze względu na duże ryzyko nowotworu, poddała się operacji usunięcia jajników, nazywa „ikoną cywilizacji śmierci” (http://www.fronda.pl/a/ikona-cywilizacji-smierci,49135.html). Pan doktor filozofii konkluduje, że „dla chrześcijanina w całym życiu najważniejsza jest wiara, a nie zdrowie”.

Fronda zapytuje tez uczonych w piśmie hierarchów, czy prawdopodobieństwo zachorowania na raka uprawnia do samookaleczania się. Opinie są rozbieżne, ale też wyważone.

Pani Terlikowska głośno zastanawia się, czy prewencyjne wycinanie narządów „to już nowa moda” (http://www.fronda.pl/a/terlikowska-prewencyjne-wycinanie-narzadow-czy-to-juz-nowa-moda,49065.html). Publicystka skończy swój felieton z gracją gimnazalistki: „I nawet gdybyśmy profilaktycznie wycięli sobie wszystko, to i tak Pana Boga ostatecznie nie przechytrzymy”.

Pan Terlikowski z kolei zadaje sobie pytanie „kiedy Angelina Jolie amputuje sobie mózg?’ (http://www.fronda.pl/a/terlikowski-kiedy-angelina-jolie-amputuje-sobie-mozg,49109.html). Parapapież internetu uważa, że „celebryci uwierzyli, że są nieśmiertelni, i że wycinając sobie kolejne części ciała mogą uzyskać niemal nieśmiertelność. Inna sprawa, że nieśmiertelność taka przypomina raczej to, co robi się w muzeach ze zwierzętami. One również pozbawiane są narządów wewnętrznych i wypychane trocinami. Angelina Jolie zdaje się iść tą samą drogą. A dziennikarze i celebryci aż pieją z zachwytu nad walką z rakiem (za pośrednictwem samookaleczania) jakie prowadzi celebrytka.” Rozwija też twitterową myśl z poprzedniego dnia, z której jest chyba bardzo dumny: „Czy aktorka ma  świadomość, że jajniki nie są jedynym organem, jaki może zaatakować ta paskudna choroba (…)? Jednym z nich jest mózg. Może jednak lepiej nie mówić jej o tym, bo jeszcze zdecyduje się na amputację mózgu, by uniknąć nowotworu w tym akurat miejscu. A może, biorąc pod uwagę jej pomysły, narząd ten z powodu nieużywania już zaniknął, dlatego aktorka czuje się zupełnie bezpieczna.

Czy to już dno dna?


czwartek, 26 marca 2015
wtorek, 24 marca 2015
Gość świni

 

Proste pytanie, łatwa odpowiedź?

http://gosc.pl/doc/2401424.Proste-pytania-latwa-odpowiedz

 

Jest taka podstawowa zasada manipulacji: „Kto pyta, ten ma władzę”.

Publicysta „Gościa Niedzielnego”, a zarazem wiceprezes SDP, Piotr Legutko – w sposób wzorcowy, zgodny z powyższa zasadą - zadaje pytania dotyczące SKOK-ów. Odpowiedź na pytanie „dlaczego?” nie ma większego znaczenia, bo jego pytania zawierają już tezę. Kowalski lub Nowak, przeciętni czytelnicy „Gościa”, mogą co najwyżej nie przytaknąć, bo wykazanie tezy przeciwnej byłoby dla nich intelektualnie równie trudne do wykonania, co udowodnienie, że nie noszą garbu.

Zasadnicze pytanie Legutki brzmi: dlaczego Leszek Balcerowicz oraz szef Komisji Nadzoru Bankowego „uparli się niszczyć reputację jedynej rodzimej instytucji depozytowej mogącej konkurować z zagranicznymi bankami?” W tym pytaniu: 1. zawarta jest insynuacja, jakoby wymienieni z nazwiska panowie mieli z jakichś powodów niecny cel – oszkalowanie dobrego imienia instytucji finansowej”, 2. zawarta jest teza, jakoby SKOK-i stanowiły realną konkurencję dla „niepolskich” banków.

Warto zapoznać się z ostatnimi wypowiedziami Leszka Balcerowicza na temat SKOK-ów:

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/balcerowicz-o-problemach-w-skok-ach,525884.html

http://www.polskieradio.pl/7/473/Artykul/1403393,Balcerowicz-za-afere-SKOK-placa-klienci-bankow

Nie mam wątpliwości, że w przypadku, gdyby w tych wypowiedziach zawarte byłyby nieprawdziwe sformułowania, to zarówno senator Grzegorz Bierecki, współtwórca SKOK-ów, jaki i zarządy tychże instytucji finansowych wystąpiliby na drogę sądową przeciw Balcerowiczowi lub przynajmniej postraszyliby pozwami. Ale tego nie zrobią, bo gnojówka, która wytrysnęłaby przy tej okazji obryzgałaby wszystkich: i polityków, którzy dzięki mediom związanymi ze SKOK-ami mają poparcie (www.stefczyk.info.pl, antyrządowa publicystyka Głównego Ekonomisty SKOK Janusza Szewczaka w prasie „niezależnej”  http://niezalezna.pl/szukaj.html?cx=partner-pub-8144971841361370%3A5672533284&cof=FORID%3A10&ie=UTF-8&q=janusz+szewczak&sa=Szukaj&siteurl=niezalezna.pl%2Fopinie&ref=niezalezna.pl%2F&ss=5802j2171036j25), i media „niezależne” żyjące w harmonijnej symbiozie ze SKOK-ami i uprawiające na rzecz kas kryptoreklamę. Łatwiej – wobec niewątpliwej afery -  jest uderzyć w tych, którzy o patologiach w „spółdzielczych” kasach mówią, co robi się przy pomocy polityków Prawa i Sprawiedliwości (bo ci są najbardziej zainteresowani wyciszeniem afery) oraz mediów mniej lub bardziej związanych z tym ugrupowaniem. Najlepszą formą obrony jest atak: w tym przypadku aferę senatora PiS oraz innych przekrętów związanych z „kasami’ próbuje się przykryć masą (!) mało istotnych, ale „nośnych” informacji: a to, że pani premier jeszcze niedawno miała kredyt w SKOK-u (warto się głośno zastanowić, czy przypadkiem nie na jakiś preferencyjnych warunkach!), a to, że prezydent sfotografował się kiedyś ze sponsorami filmu Jerzego Hofmana „Bitwa Warszawska”, którymi okazali się być szefowie SKOK-u Wołomin, w którym doszło do dużych malwersacji (z wyraźną sugestią, że w SKOK-ach zagnieździli się agenci byłych WSI; a przecież Komorowski był bardzo krytycznie nastawiony do formy likwidacji tych służb). Te informacje zalewają „niemainstreamowe” media, odciągając sekciarskich czytelników od istoty problemu.

W tę retorykę wpisuje się idealnie Piotr Legutko, przy czym jego sposób działania jest – jak na wiceszefa SDP przystało - bardziej wyrafinowany, a wręcz stanowić może wzorzec skutecznej manipulacji. Jak można odciągnąć uwagę czytelnika od patologii trawiącej SKOK-i? Wepchnąć we łby przekonanie, że to nasze dobro narodowe, że to nasz polski „kapitał społeczny”, że działające „pro publico bono” kasy są rzeczywistą przeciwwagą dla banków, które napychają kieszenie obcokrajowcom i że każdy, kto będzie w te dogmaty wątpił jest wrogiem narodu polskiego. Teraz można już stawiać pytania: czym kierują się owi wrogowie i dlaczego tak nikczemnie postępują?

Wywód Legutki - od strony faktów – to papka, sraczka, wodolejstwo, w której trudno znaleźć ciało stale, twardy fakt. Do tego jest kompletnie nielogiczny: bo według publicysty generalnie SKOK to nasze rodowe preciozo, któremu Komisja Nadzoru Bankowego zwyczajnie szkodzi, ale już w przypadku działającej w ramach tej struktury SKOK Wołomin można zrobić tejże Komisji zarzut, że latami „pozwalała bezkarnie okradać ludzi”.

Że też bozia nie ukarze łgarstw serwowanych w katolickich mediach;  Legutce najpewniej znany jest fakt, że SKOK-i przez lata były pod szczególną ochroną „ludzi prawicy”, którzy skutecznie podejmowali działania mające uniemożliwić nadzór i kontrolę tych instytucji.

O powiązaniach polityków (głownie PiS) z Kasami oraz o lodach kręconych tym biznesie można przeczytać w artykule z 2006 roku: 

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/194992,1,superkasa-stefczyka.read


poniedziałek, 23 marca 2015
Napoli verticale

Castel S. Elmo, panorama miasta

Pizza Napoletana

S. Giovanni a Carbonara

Galleria Umberto I

Piazza del Plebiscito, S. Francesco di Paola

Palazzo Reale

Duomo (fa freddo)

Duomo (fa caldo)

Centro Direzionale

Metronapoli

Via ... 

Centro Direzionale, Piazza Ugo la Malta

Centro Direzionale

Castel Nuovo

Castel Nuovo

Quatro formaggi

niedziela, 22 marca 2015
I papi (Napoli, 21.03.2015.)

 

piątek, 13 marca 2015
Cytat dnia (wczorajszego)

 

 

Nie pojmuję powodów, dla których Monika Olejnik z uporem godnym lepszej sprawy zaprasza ciągle do swojego programu Janusza P., osobnika, na tle którego Korwin-Mikke to gigant myśli, Jarubas – człowiek sukcesu, a Magdalena Ogórek – pieśń niedalekiej przyszłości. Pociąga ją jako mężczyzna? Wydaje mi się, że ciekawszych doznań mógłby dostarczyć plastikowy organ, którym wymachiwał przed laty.

http://niezalezna.pl/65021-podzwonne

Prymityw, autor tych słów, nazywa się Marcin Wolski i jest nowo wybranym Prezesem Oddziału Warszawskiego SDP.

czwartek, 12 marca 2015
 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl