RSS
środa, 27 kwietnia 2011
Beneficjenci katastrofy smoleńskiej – część 2.

Spora część naszego społeczeństwa zawsze potrzebowała i nadal potrzebuje jakichś jednoznacznych drogowskazów, wyrazistego przywódcy, a nawet silnego aparatu represji. Dziesięć przykazań to dla nich za mało, by się odnaleźć w życiu. A przykazania miłości – to jedynie pole do nadużyć. Dla nich swobody obywatelskie to otchłań, w której się gubią niczym agorafob pozostawiony na Placu Defilad. Dla wielu z nich stan wojenny był jakimś wybawieniem przywracającym ład społeczny, a Jaruzelski mężem opatrznościowym. Gdyby przenieść ich w czasie, jestem pewien, że miłością darzyliby Hitlera i Stalina. Bo świat jest ciągle taki sam, zmieniło się nieco jego opakowanie. Oni potrzebują silnego przywódcy, ale też wroga, który nadałby sens życiu. Nie potrzebują pozytywnych bodźców, bo to strach i spisek stanowią ich karmę. To oni obecnie w Kaczyńskim i PiS-ie upatrują jakiegoś wybawienia: Prezes wskazuje im przeciwnika i obiecuje zaprowadzić porządek. Stają się czymś jak sekta, głucha na głos rozsądku, a Kaczyński jawi się niczym ich guru, niepodważalny autorytet, którego zdania nikt nie śmie kwestionować. Tę sytuację zręcznie wykorzystują różni manipulatorzy, bo – jak w każdej sekcie – ostatecznie chodzi o władzę nad umysłami i pieniądze. A pieniądze – jak widać – leżały na ulicy.

Kilku, kilkunastu dziennikarzy, o wątpliwych kwalifikacjach zawodowych i moralnych (niektórzy z nich już wcześniej wykazywali się pełnym serwilizmem, gdy PiS zyskało wpływy w publicznym radiu i telewizji, napełniając przy okazji swe kiesy wpływami z „abonamentu”), by zalegitymizować swoją bytność w mediach, zaczęło lansować wątek zamachu, zaś winą za zbrodnię obarczać rząd wespół z Rosjanami. Jakiekolwiek próby ich usunięcia z mediów publicznych były uzasadniane przez nich samych zamachem na wolność słowa, strachem władzy przed ujawnieniem „prawdziwych” przyczyn katastrofy. Tak jak bez skrupułów wcześniej ustawiali swoje audycje, dobierając ekspertów i audytorium,  by „dowieść” swoich tez (bo celem nigdy nie był obiektywizm, ale kreacja faktów), tak teraz bez jakichkolwiek skrupułów przeinaczają fakty, bezczelnie kłamią, oczerniają swoją konkurencje i poniżają wszystkich innych, którzy domagają się obiektywizmu i rzetelnej oceny faktów. Pełny cynizm, bezgraniczna manipulacja. Demagogia telewizji stanu wojennego - to w porównaniu z nimi przedszkole dla bardzo grzecznych dzieci.  „Prawicowym” dziennikarzom telewizyjnym przychodzą również ze wsparciem ich koledzy z mediów pisanych, które do niedawna uchodziły za niszowe („Gazecie Polskiej” jeszcze niedawno groziła plajta).  Te grupy żyją w pełnej symbiozie z PiS-em (zresztą od strony etycznej jest to ten sam poziom): formacja Kaczyńskiego jest przez nich wspierana i to jej przypisują moralne prawo do rządzenia i reprezentowania „prawdziwych Polaków”, zaś z urzędującego prezydenta i rządu szydzą, przypisując im najgorsze intencje, wręcz zdradę, starając się każdy sukces rządu obrócić w porażkę. Zręcznie balansują na granicy prawa, tak by nikt nie mógł im zarzucić na przykład lżenia organów państwowych (jednym ze sposobów jest „ustawianie” forów internetowych - mistrzostwem wykazuje się niezalezna.pl, gdzie moderator nie dopuszcza do dyskusji tych, którzy chcieliby rzeczowo i kulturalnie podyskutować; wpisy sławią Kaczyńskich, natomiast na rządzącą koalicję wylewane są wiadra pomyj). Ich slogan brzmi jak kpina: „My informujemy – oni kłamią”. Sprzedaż „Gazety Polskiej” idzie w górę, na rosnącej koniunkturze wszelkich fobii Ziemkiewicz stworzył nowy tytuł „Uważam, rze...”. Płytę DVD „Solidarni” można kupić na portalu niezalezna.pl za jedyne 40 PLN. Więc na koniec krótko: zręczne wykorzystanie wątków związanych z katastrofą przysporzyło konkretnych korzyści majątkowych grupie dziennikarzy; to ich nazwałbym największymi beneficjentami tragedii smoleńskiej.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Czas na reklamę

 

Beneficjenci katastrofy smoleńskiej – część 1.

Gdyby się zastanowić, kto naprawdę skorzystał na katastrofie smoleńskiej, to wymienić należy przede wszystkim Jarosława Kaczyńskiego, którego pozycja w ciągu ostatniego roku bardzo się umocniła.  Jest to według mnie trwała korzyść polityczna – Jarosław Kaczyński i jego formacja mogą liczyć na poparcie blisko co czwartego Polaka. O trwałości takiego poparcia utwierdzają mnie sondaże opinii społecznej: Lech Kaczyński przez 23% Polaków jest uznawany za najlepszego w historii Polski powojennej prezydenta, podobny stopień poparcia ma w społeczeństwie PiS i Jarosław Kaczyński. Jeśli spojrzy się na ostatnie wyczyny medialne lidera Prawa i Sprawiedliwości, które niewątpliwie dyskredytowały go jako polityka i człowieka, zaś w wielu innych cywilizowanych krajach być może zepchnęłyby go na polityczny margines, to logika podpowiadała, że powinien stracić cokolwiek w sondażach. Tak się jednak nie stało. Poparcie nie spadło ani wtedy, gdy Ślązaków nazwał „zakamuflowaną opcją niemiecką”, ani wtedy, gdy jego ludzie wspierali swoją obecnością antysemickie i antyrządowe wystąpienia na zjeździe USOPAŁ, ani wtedy, gdy z partii usuwał działaczy, którzy nie zgadzali się na sposób prowadzenia dyskursu politycznego, pełnego kłamstwa, demagogii, kwestionującego mandat najważniejszych instytucji państwowych. Te wszystkie działania Jarosława Kaczyńskiego są odbierane przez jego zwolenników w sposób bezkrytyczny, jako przejaw szczerego patriotyzmu i - co pokazują sondaże – nie mają już żadnego wpływu na stopień poparcia. Zwolennicy Kaczyńskiego jednomyślnie uważają, że nowy prezydent i rząd są sługusami Rosji i Niemiec; żądają postawienia ich przed trybunałem stanu, polityków usuniętych z PiS-u mają za zdrajców, zaś wszystkich, którzy mają inny światopogląd najchętniej wykluczyliby ze społeczeństwa. Śledząc fora internetowe utwierdzam się w przekonaniu, że PiS i jego zwolennicy to sekta: ludzie, którzy nie potrafią oceniać faktów, ślepcy, którzy bezgranicznie ufają swojemu przewodnikowi. Śmiało mogę postawić następującą tezę: cokolwiek głupiego Jarosław Kaczyński nie powie, kogokolwiek nie pomówi i oczerni, jakiejkolwiek podłości politycy PiS się nie dopuszczą, to mogą liczyć na poparcie oscylujące wokół 25%. To elektorat, trwale scementowany katastrofą smoleńską, pozostanie mu wierny przez najbliższe lata. Dodać należy, że tenże elektorat będzie bardzo zdyscyplinowany w trakcie najbliższych wyborów, odbierając kolejne punkty politycznej konkurencji, głównie Platformie (stąd też niechęć PiS-u do dwudniowych wyborów). To na razie wszystko, co może Kaczyński osiągnąć, aczkolwiek istnieje niebezpieczeństwo, że z chwilą pogorszenia się stanu gospodarki (zwiększenie bezrobocia, wzrost cen, inflacja etc) Kaczyński może przeciągnąć na swoją stronę kolejne rzesze niezadowolonych.

sobota, 23 kwietnia 2011
piątek, 22 kwietnia 2011

 

Pan Piotr Koj

Prezydent Bytomia


W związku z Pana odpowiedzią na moją prośbę o interwencję w sprawie dewastacji oficyny kamienicy przy ulicy Jagiellońskiej 25 przez lokatorów mieszkania komunalnego, w pierwszych słowach chciałbym pogratulować Panu dobrego samopoczucia i wyśmienitego poczucia humoru oraz życzyć zdrowych i wesołych świąt.

W poprzednim liście zadałem kilka pytań, które pozostały bez odpowiedzi. Równocześnie chciałbym poinformować o nowych okolicznościach, które miały miejsce 2 tygodnie temu. Mianowicie lokator mieszkania komunalnego w oficynie (ul. Jagiellońska 25/11), Adam Zakwas, dokonał włamania do mojego mieszkania i kradzieży sprzętu budowlanego o wartości 5.000 zł. Włamanie zostało dokonane poprzez wybicie dziury w murze z poziomu wolnostanu sąsiadującego z moim mieszkaniem (lokal nr 12 na 3 piętrze oficyny). Zwracam uwagę, że oprócz dewastacji mojej łazienki, w trakcie włamania zniszczono częściowo ścianę lokalu będącego własnością gminy. Zobowiązuję niniejszym Pana do oszacowania strat gminy z tego tytułu i zgłoszenia przestępstwa polegającego na zniszczeniu mienia stanowiącego własność Gminy Bytom (równocześnie Adam Zakwas musiał dokonać włamania do wymienionego wolnostanu, wyłamując drzwi wejściowe). Mogę się założyć, że Zakład Budynków Miejskich do tej pory nie poinformował organów ścigania o zaistniałym przestępstwie na szkodę Gminy Bytom. Informuję, że sprawą zajmuje się Komisariat III Policji przy ulicy Rostka.

Wracając do mojego wcześniejszego pisma oraz Pańskiej odpowiedzi, zgodnie z wyjaśnieniami złożonymi przez ZBM Sp. z o.o. zapytuję Pana:

  1. Czy uważa Pan, że wystosowanie przez ZBM, po stwierdzeniu dewastacji klatki schodowej i kradzieży energii elektrycznej, pisma wzywającego lokatorów mieszkania komunalnego do „przestrzegania ustalonego porządku domowego” jest skutecznym środkiem do zapobieżenia dalszej dewastacji?
  2. Dlaczego wcześniej ZBM Sp. z o.o. nie podejmował żadnych działań mających na celu zapobieżenia dewastacji, w tym powiadomienia organów ścigania, skoro posiadał wiedzę na ten temat?
  3. Nikczemnością jest obarczanie jakąkolwiek odpowiedzialnością aktualnego zarządcę nieruchomości, zwłaszcza że wielokrotnie występował on do ZBM w sprawie dewastacji kamienicy (sprawa rodziny Zakwasów była szeroko omawiana na forum wspólnoty mieszkaniowej, pod obecność przedstawiciela ZBM-u, blisko rok temu). Proszę o odpowiedź, jaki sens ma wnioskowanie przez ZBM do zarządcy o montaż szyb na klatce schodowej, skoro uprzednio wstawione szyby zostały w ciągu paru tygodni przez lokatorów mieszkania komunalnego wybite? Zgodnie z moją wiedzą klatki schodowe są na bieżąco myte (przy tym uważam, że nie ma większego sensu dbanie o czystość, gdy lokatorzy mieszkania komunalnego załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne w klatce schodowej i wolnostanach). Podwórze jest aktualnie uprzątnięte (pytam retorycznie: a kto je zaśmiecał?).
  4. Nie pytałem przedstawicieli ZBM-u jak oceniają działania zarządcy budynku. Natomiast Wspólnota Mieszkaniowa przy ul. Jagiellońskiej 25 oceniła wcześniej pracę ZBM-u odbierając tejże firmie zarząd nad nieruchomością – właśnie za kompletny brak profesjonalizmu i jakiegokolwiek zaangażowania. Opinia wyrażona przez ZBM na temat pracy aktualnego zarządcy nieruchomości ma charakter pomówienia i pozostaje mi mieć nadzieję, że zarządca  będzie dochodził obrony swojego dobrego imienia przed sądem.

Nadto proszę o odpowiedź na pytanie: jak długo Gmina Bytom będzie sponsorowała takich pasożytów jak rodzina Zakwasów i dlaczego najzwyczajniej, wobec uzasadnionych i udokumentowanych zarzutów dotyczących niszczenia zajmowanych lokali, Gmina nie podejmie działań w celu wyeksmitowania tychże bez zapewnienia lokalu zastępczego?

P.S. Zapraszam serdecznie do odwiedzenia naszej kamienicy.


Bytom, 22 kwietnia 2011

wtorek, 12 kwietnia 2011

Piosenka "Chwasty" śląskiego rapera Bas Tajpana pojawiła się właśnie w internecie. Raper śpiewa: "Wśród pięknych kwiatów rosną te chwasty. Popularnie to pedały i lewe niewiasty. Słowa mojej kasty to: palić, palić, palić! Strzał słowem, strzał słowem, zwyrodnialców zabić! (...)".

Gazeta Wyborcza pisze, że jest to niewątpliwie nawoływanie do nienawiści wobec mniejszości seksualnej. Ale w polskim kodeksie karnym takiego przestępstwa nie ma. Gazeta Wyborcza nie ma racji.

Prawo polskie zabrania dyskryminacji m.in. ze względu na orientację seksualną. Czym jest nawoływanie do morderstw na „pedałach”, jeśli nie skrajnym przejawem nietolerancji i dyskryminacji?

Równie dobrze można twierdzić, że bezkarnie można nawoływać do zabójstw:

  • wszystkich, którzy przekroczyli wiek emerytalny,
  • wszystkich, którzy korzystają z komunikacji publicznej,
  • wszystkich chodzących w beretach,
  • wszystkich, którzy nie mają rachunku w PKO BP,
  • no i wszystkich raperów.

Bezbrzeżnie głupia interpretacja prawa. Sprawa tego rapera bez wątpienia powinna mieć swój finał w sądzie.

poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Żabie Doły. Wiosna?

Bardzo chciałem wziąć udział w forum na portalu niezalezna.pl i podyskutować z „niezależnymi” forumowiczami. Zafrapował mnie artykuł:Władze prowadzą nagonkę przeciwko Marcinowi Dubienieckiemu” (Jarosław Kaczyński skarży się podobno na łamach „Newsweeka”, a temat kontynuuje niezalezna.pl). Otóż jadącego swoim samochodem zięcia prezesa Kaczyńskiego zatrzymała policja (jak podaje niezalezna.pl wręcz „kolumna radiowozów”), w celu zbadania kierowcy na obecność alkoholu we krwi, po anonimowym donosie. Na miejsce podjechali też reporterzy (wozy telewizyjne i „paparazzi”). Marcin Dubieniecki nie chciał się poddać badaniom alkomatem, został więc zawieziony na pobranie krwi. Okazało się, że był trzeźwy. Niezalezna.pl dalej pisze: „Teoretycznie sytuacja, jakich wiele. Policja dostaje sygnał, jedzie na interwencję, a gdy cynk się nie potwierdza, kierowca wraca do domu. A jednak ta historia jest inna. Relację z wieczornych wydarzeń zamieszcza Super Express. Na jego stronie internetowej znaleźć można nawet zdjęcia z zatrzymania Dubienieckiego. Widać adwokata idącego w towarzystwie dwóch policjantów. Z tyłu stoi operator z włączoną kamerą. Czy rodzina Marty Kaczyńskiej jest pod specjalnym nadzorem policji działającej wespół z dziennikarzami?”

Próbuję się wpisać w słowotok dyskutantów, ale bezskutecznie. Pewnie dlatego, że administrator nie toleruje „wszczynania awantur i prowokowania”. To pierwsze forum, na którym nie mogę wyrazić swojej opinii. Dobre wzorce z ulicy Mysiej.

Bo według mnie jest bardzo prawdopodobne, że cała sprawa jest tanią, ale skuteczną prowokacją. Może właśnie chodziło o stworzenie wrażenia, że władze nękają rodzinę prezesa Kaczyńskiego. Świadczy o tym zachowanie Dubienieckiego. Każdy normalny obywatel wobec podejrzenia o jazdę pod wpływem alkoholu poddałby się badaniu na alkometrze, a nie powodował sytuację, w której policja byłaby zmuszona do przewiezienia go na pobranie krwi.

Sprawa wydaje się być ukartowana: ktoś dzwoni na policję i do mediów, że Dubieniecki prowadzi pod wpływem alkoholu. Wiadomo, że policja będzie musiała zbadać go na obecność alkoholu (bo wyjścia nie ma; po takim donosie musi to zrobić, w przeciwnym razie funkcjonariuszom groziłaby odpowiedzialność służbowa lub nawet karna) - oczywiście wiadomo, że wynik będzie negatywny. Dubieniecki podkręca atmosferę nie godząc się na alkotest i wymusza tym samym przewiezienie na badanie krwi. Jego zachowanie wobec policjantów dodatkowo uprawdopodabnia hipotezę o tym, że jest pijany. W całość dają się wkręcić reporterzy Super Expressu (na marginesie: SE jest właśnie od tego, by relacjonować życie celebrytów, a taką rolę przypisali sobie państwo Dubienieccy niespełna rok temu). Dość dobry sposób, by na dłużej odwrócić uwagę mediów od rodziny Kaczyńskiego (o nieetycznym zachowaniu zięcia pana prezesa dość dużo się pisze), a także by lansować tezę o inwigilacji i niszczeniu PiS-u przez Platformę. Bo jak wiadomo, czytelnik niezaleznej.pl nie potrzebuje żadnych związków przyczynowo-skutkowych tudzież logiki, a kwestinowanie "oczywistych" tez autorów jest przejawem zaprzaństwa i antypolskości. Nie musi także poznawać opinii internautów, którzy z linią niezaleznej.pl się nie zgadzają.

 

sobota, 02 kwietnia 2011

Wczoraj Beata Kempa postawiła tezę, że minister sprawiedliwości jest na usługach mafii. Gdyby zwykły obywatel oskarżył bezpodstawnie funkcjonariusza publicznego o działanie przestępcze lub pomówił w jakikolwiek inny sposób, odpowiadałby karnie. Jeśli robi to działaczka PiS-u zapowiada się co najwyżej – zresztą ku oburzeniu Prawa i Sprawiedliwości – skierowanie sprawy do komisji etyki; poprawność polityczna i unikanie konfliktów jest jednym z najsłabszych punktów PO. Jeśli chamstwa nie ukróci, eskalowaniu konfliktów nie będzie końca.

Dzisiaj Marek Suski, mazowiecki poseł PiS mówi, że Platforma nie chciała należycie upamiętnić ofiar tragedii, bo wśród ofiar byli głównie jej przeciwnicy polityczni. Jego zdaniem to przejaw barbarzyńskiej nienawiści. Można ją porównać do zachowania wodzów starożytnych wojsk, którzy po pokonaniu wroga przywiązywali jego ciało do wierzchowca i ciągnęli po ziemi. Według posła pokonani to PiS i prezydent Lech Kaczyński, zwycięzcy – Platforma.

Usta działaczy PiS coraz częściej przypominają mi otwory kloaczne, a ich zwoje mózgowe kojarzą się z kiszkami.

Tagi
zBLOGowani.pl