RSS
sobota, 28 kwietnia 2012

Dowiedziałem się ostatnio dlaczego Telewizja Trwam powinna być pełnoprawnym udziałowcem na rynku telewizyjnym. Otóż dlatego, że media są zmonopolizowane. A mediom potrzebny jest pluralizm. W imię różnorodności. Po to, by informacje nie były przedstawiane jednostronnie. Dla przeciwwagi mediom komercyjnym, dla których ważna jest kasa (a kasa płynie również z reklam „społecznych” finansowanych przez rząd, zatem media te muszą uprawiać propagandę na rzecz rządu, a przeciw opozycji). Ale generalnie dlatego, że media „niemainstreamowe” są dyskryminowane. I w imię tego pluralizmu (to słowo padło kilka razy) mój kolega Tomek popiera całym sercem marsze w imię wolności mediów. Czyli, że dr Rydzyk ma gwarantować, że w mediach zapanuje równowaga. Nie zauważyłem, żeby z chwilą gdy kiedyś PiS położyło łapę na tzw. mediach publicznych, Radio Maryja - dla przeciwwagi, w imię pluralizmu i różnorodności  - zmieniło front.

Dla mojego kolegi „Radio Maryja”, „Gość Niedzielny”, „Gazeta Polska”, „Uważam Rze” nie gwarantują jeszcze pełnego dostępu do prawdziwej informacji. Czyżby dopiero Rydzyk na szklanym ekranie, przesłany falami eteru już nie analogowo, ale cyfrowo (może nawet w jakości HD), miał tę najprawdziwszą prawdę odsłonić?

Kolega Tomek jest katolikiem (o ile wiem raczej niepraktykującym) i informatykiem (praktykującym).  Nie pytałem, czy ma dostęp do Internetu, bo to chyba oczywiste. Poraziło mnie przede wszystkim to, że wykształcony informatyk pojmuje media w bardzo klasyczny sposób.

Środki masowego przekazu we współczesnym świecie to przecież nie tylko telewizja, radio i prasa, ale przede wszystkim internet. Internet to wspaniałe medium, poprzez które można pozyskiwać informacje o świecie z najrozmaitszych źródeł, ale także dzielić się wiedzą i demonstrować poglądy, nawet te najbardziej absurdalne i niedorzeczne. Internet jest szybki, daje błyskawiczny dostęp do najświeższych wydarzeń. Internet jest bezpieczny; przecież Tusk nie inwigiluje użytkowników internetu, którzy  odwiedzają „niemainstreamowe” portale i nie każe ścigać tych, których bawią karykatury jego osoby, czy urzędującego prezydenta. Internet jest w miarę tani i nie jest limitowany. Jesteśmy w Unii Europejskiej (mój kolega, gdyby ponownie miał głosować w referendum dotyczący przystąpienia Polski do UE byłby przeciw), co daje gwarancję, że państwo nie ogranicza dostępu do informacji, dlatego każde wydarzenie może być przez użytkowników internetu rozpowszechniane i oceniane. Niby to truizmy, ale żyjemy w takim kraju, że sprawy oczywiste oczywistymi dla wszystkich nie są.

Wiara zaślepia. Nie wiara w boga, ale wiara w to, o czym mówi prawica. Dogmaty tej wiary są następujące: nie ma wolnych mediów, największym szkodnikiem w Polsce jest Michnik, czytelnik Gazety Wyborczej (czyli ja) nie jest partnerem do dyskusji, bo ma wyprany mózg.

piątek, 27 kwietnia 2012

 

Z dyskusji na forach.

Odnośnie porównania Tuska do Cyrankiewicza przez Rydzyka.

Po nicku sądzę, że Pan jest rocznik 81, więc Pan wybaczy - tamte czasy zna Pan wyłącznie z podręczników historii. Porównywanie tych czasów, gdy Cyrankiewicz mówił o odcinaniu rąk tym, którzy na władzę je podniosą, z czasami dzisiejszymi, gdy każdy ma możliwość wyrażenia swoich poglądów i w czasie wyborów, i demonstrując swoje niezadowolenie na ulicach, jest jakimś IDIOTYZMEM (przepraszam za kolokwializm). Wtedy groźba "odrąbania ręki" najzwyczajniej była realna i ówczesne władzy takie groźby spełniały. Wszystko, co Wam Rydzyk powie, traktujecie ex cathedra, jak dogmat. Nauczcie się myśleć! Co do sięgania do życiorysów KREWNYCH: Faktycznie jest pan tak durny, żeby uważać że za błędy przodków odpowiadamy tak samo jak za nasze grzechy? Przypuszczam, że w przeciwieństwie do wymienionego przez Pana Adama Michnika, nie siedział Pan w więzieniu za przekonania. W tym kraju TCHÓRZE mają ostatnio najwięcej do powiedzenia na temat bohaterstwa. P.S. Z "Uważam, Rze" nie dowiemy się niczego o naszych (jak pan ładnie pisze) DZIATKACH (bo redaktorzy nie potrafią wróżyć i przepowiadać przyszłości; dziatki to inaczej dzieci, dziatwa).

+++

Z mendami się nie dyskutuje. A jednak skomentuję. Rydzyk mówi: "ludzie przyszli, nie dali się zastraszyć mimo tego, co jeszcze w piątek mówił premier". W przeciwieństwie do ekipy Kaczyńskiego, Tusk nie walczy z tymi, którzy mają odmienne poglądy polityczne aparatem represji i mediami. Bohaterstwem dla tego durnia i jego fanatyków jest samo wyjście na ulicę (to jest faktycznie wyczyn dla agorafoba - widać że jest to coraz częstsza przypadłość dla obozu polskiej prawicy; druga masowa przypadłość po ksenofobii). Większym ryzykiem dla utraty zdrowia jest zjedzenie loda na mrozie lub kupno "Gazety" w niejednym kiosku. Ten tchórzliwy kundel jest rozgadany, gdy ma szerokie poparcie polityczne, w innych sytuacjach, gdy jest wymagane minimum bohaterstwa, kuli ogon, jak to małe pieski mają w zwyczaju. Dziś łatwo porównywać Tuska do Cyrankiewicza; to nic nie kosztuje, a zysk polityczny jest. Pytam tylko o minimum chrześcijańskiej przyzwoitości. Nie znajdzie się choć jeden uczciwy hierarcha kościelny, by odnieść się do tego co Rydzyk wyprawia?

czwartek, 26 kwietnia 2012
Sezon ogórkowy?

Na katowickich stronach internetowego wydania gazety "Gazety" czytam, że w autobusie linii 830 pojawiły się w dużej liczbie kartki, w jaskrawych kolorach, z informacją i strzałkami kierującymi do przycisku otwierania drzwi: 1. DRZWI OTWIERA PASAŻER PRZYCISKIEM Z PRAWEJ STRONY (strzałka w prawo), 2. TU ZNAJDUJE SIĘ PRZYCISK DO OTWIERANIA DRZWI (strzałka w dół), 3. DO OTWIERANIA DRZWI SŁUŻY PRZYCISK ZNAJDUJĄCY SIĘ W RURCE PO PRAWEJ STRONIE.

To przechodzi "wszelkie oczekiwania" autora, który pisze o swoich wrażeniach w liczbie mnogiej. Artykuł został zatytułowany "Autobus dla nierozgarniętych. Człowieku naciśnij TUTAJ!".

Autor prosi o komentarz: "Odpowiedzi prosimy wpisywać na naszym forum, czyli pod tym tekstem. Tam, gdzie jest napisane: Dodaj komentarz. TAK, TU NA DOLE!"

Ja, jako osoba NIEROZGARNIĘTA odpowiadam (łopatologicznie, jak na osobę nierozgarniętą przystało).

Jeśli  ktoś fatyguje się, drukując de facto instrukcję obsługi wysiadania, to ma jakiś cel. Nie przypuszczam, że zrobił to z nadmiaru wolnego czasu, dla kaprysu lub by zrealizować się jako grafik – plakacista. Dla mnie to oczywiste. Nie korzystam z usług MPK, ale wyobrażam sobie co by było, gdyby autobus zatrzymał się na moim przystanku, a drzwi pozostałyby zamknięte. W końcu w wielu innych regionach Polski jest normą, że na przystanku wszystkie drzwi autobusów otwierają się niejako automatycznie, bez interwencji pasażera. Stąd pewnie pomysł przewoźnika, żeby wywiesić wyraźną instrukcję. I nie kpił bym  z tego. P.S. W mojej kamienicy i na podwórzu ktoś ostatnio wywiesił kartki o treści „My mieszkańcy oficyny żeby się dostać do swoich mieszkań musimy przejść przez plac zawalony psimi odchodami.” Nadmiar informacji jeszcze nikogo nie zabił.

Panie Redaktorze! Z kogo się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie.

środa, 25 kwietnia 2012

 

Z dyskusji na forum na gazeta.pl

O tym, że poseł Solidarnej Polski (od chwili powstania tej formacji zastanawiam się w czym ma Polska być solidarna: w zacietrzewieniu, niezgodzie, nienawiści) złożył interpelację, żeby w samolotach LOT-u serwowano obok innych tytułów Gazetę Polską. Dlaczego? Bo narodowy przewoźnik powinien zapewnić patriotyczną prasę. Nie daje za darmo Gazety Polskiej - jest antypatriotyczny. 

Czytelnik Gazety Polskiej to prawie na pewno ksenofob, który z definicji nie podróżuje, bo zagranica go brzydzi. Z tego względu decyzja, by GP znalazła się w ofercie pokładowej byłaby nieuzasadniona ekonomicznie. To jest oczywiste. Z tego powodu intepelacja posła Kownackiego jest nawoływaniem do działania na szkodę spółki. Pozostaje pytanie jakiemu przewoźnikowi poseł Kownacki służy, skoro działa wbrew interesom NARODOWEGO PRZEWOŹNIKA.

W temacie protestu Moniki Olejnik, której nie podoba się fotomontaż przedstawiający Antoniego Macierewicza upozowanego na taliba (albo raczej brodatego Araba kojarzącego się z Osamą bin Ladenem). Jak zauważył jeden z internautów "Zobrazowanie mentalności Macierewicza żadnych granic nie przekracza. To fanatyk tak antyrosyjski, jak ajatollachowie są antyizraelscy. Ta stylizacja Macierewicza nijak ma się do obrzydliwych karykatur z "Gazety Polskiej" - skąd więc taki tumult - i to wśród pisowców, którzy przywykli do rynsztoka? Ta okładka idealnie oddaje nature tego zaślepionego tchórzliwego ormowca Antka ... "

A propos, czy ktoś pamięta, co to było ORMO?

Ktoś inny pisze, że to przekroczenie granic etycznych, za którymi jest szambo. Odpowiadam: Ten fotomontaż nie wyznacza żadnej granicy w przestrzeni etyki mediów. Czy Pan nie czytał "Gazety Polskiej" i jej internetowych przybudówek - skrajna tendencyjność, opluwanie organów demokratycznego państwa, fałsz i tandetna manipulacja, żerowanie na emocjach biednych i nieszczęśliwych ludzi. To przekracza wszelkie granice etyczne!

W normalnym, CYWILIZOWANYM świecie byłoby to naruszenie dobrych obyczajów, ale TU jest POLSKA. To po pierwsze. Po drugie: ten fotomontaż jest symbolem tych wszystkich obrzydliwych cech, które skupia w sobie Macierewicz jak: skrajna nietolerancja, obłuda, pazerność na władzę, nienawiść, intelektualny terroryzm. Dlaczego można te zarzuty formułować werbalnie, a nie można przy pomocy metafory, jaką jest ten właśnie fotomontaż. Macierewicz jest dla mnie i wielu właśnie polskim talibem. 

W dyskusji na temat opinii Leszka Millera dotyczącej zwiększenia opodatkowania najbogatszych Polaków, odpowiadam internaucie. 

Nie będę się kopał z koniem. Można sobie uważać, że "państwo stworzyło złodziejski system, który pozwala na okradanie pracowników... Banki to kołchozy pracy niewolniczej ... Rozwarstwienie dochodowe w Polsce przekracza wszelkie granice ... "

A ja uważam, że żyję w wolnym kraju i że wiele zależy ode mnie, od mojej zaradności i pracowitości.  Nikt nie zmusza mnie do zaciągania kredytu w banku - nie daję więc zarabiać "kołchozom". Uważam nadto, że nikt nikogo nie zmusza do pracy niewolniczej. Więcej: nikt nikogo nie zmusza do pracy w ogóle. Chcę pracować - pracuję, nie chcę - nie muszę. Na szczęście dawno zniknął z systemu nakaz pracy i pojęcie "niebieskiego ptaka". Każdy ma możliwość pracy na własny rachunek, poprzez prowadzenie działalności gospodarczej. Nie musi Pan pracować dla kapitalisty, może Pan pracować dla siebie, na swój rachunek.

Sposób Pana myślenia jest właśnie WZIĘTY Z KOŁCHOZU!

Chyba też przestałem być tolerancyjny.

Towarzysz Miller chce wprowadzić 50% podatek dla najbogatszych.

Z jednej strony niby-prawicowe Solidaruchy, z drugiej SLD-owskie komuchy. Są jak pies ogrodnika. Bez pomysłu na gospodarkę, za to z chęcią odbierania tym, którzy mają więcej. W przypadku SLD są to tanie populistyczne zabiegi: nawet dureń by zauważył (sięgając do podręczników ekonomii, statystyk i czytając trochę prasy fachowej), że zwiększanie obciążeń podatkowych dla tych najbogatszych nie zasili w znaczącym stopniu budżetu państwa, a spowoduje odpływ kapitału. Państwo w małym stopniu utrzymuje się z podatku dochodowego od osób fizycznych. Odwołując się do chłopskiej logiki: jeśli jestem bogaczem i szkoda mi kasy na bezsensowne podatki (które i tak nie będą efektywnie wykorzystane), to formalnie przenoszę działalność za granicę - tam gdzie obciążenia podatkowe będą mniejsze. Tam też będę płacił VAT, akcyzę itp. Do tego - skoro państwo wobec mnie jest nieuczciwe, a mówiąc wprost: skubie mnie, "kroi" i okrada,  nie będę (o ile to robię w tej chwili) angażował się w jakąkolwiek działalność charytatywną, ani w jakikolwiek inny sposób wspierał rozwój tego państwa. Bo nie wspiera się złodziejstwa!

niedziela, 22 kwietnia 2012

Plankton umie myśleć, a nawet kalkulować. Kilka dni temu Adam Hofman, ten nadworny błazen Kaczyńskiego, pytany o Solidarną Polskę mówił, że celem PiS-u nie jest plankton polityczny, ale Platforma. Słowo „plankton” zaczyna w polityce robić furorę – będzie synonimem partii bez znaczenia, o poparciu mieszczącym się w błędzie statystycznym. Tym słowem można dyskredytować przeciwnika, choć to dziecinada (- Ty jesteś plankton! – Aaaa ... a twoja maaatka słucha Rubika!).

Wczoraj „plankton” stanął ramie w ramię z „grubą rybą” w marszu domagających się przyznania Telewizji Trwam koncesji na naziemną emisję cyfrową, zwanym potocznie przez „prawicę” marszem w obronie wolnych mediów. Dodam w kwestii formalnej, że zgadzam się z tezą, że nieprzyznanie koncesji TV Trwam wynika z tego, że nie spełnia wymaganych prawem kryteriów (jest zadłużona), a nie z tego, że jest to decyzja polityczna, walka z kościołem, walka z narodem, walka z pluralizmem w mediach etc. (Mamy kolejny, bardzo jaskrawy przykład polaryzacji naszego społeczeństwa: dwie przeciwstawne tezy przyciągają Polaków, podobnie jak dwie naładowane elektrody zanurzone w roztworze elektrolitu przyciągają jony: cząstki naładowane ujemnie zmierzają do anody, a dodatnie do katody. Jestem niemalże pewien, że gdyby Kaczyński wypowiedział się na jakiś temat naukowy, że np. nie ma dowodów na to, że gorszy pieniądz wypiera lepszy, to spowodowałby tym takie samo spolaryzowanie).

W każdym razie Kaczyński i Ziobro przemawiali na tym samym wiecu, do tych samych fanatyków (z góry przepraszam za tę subiektywną ocenę) i mówili o wspólnym celu, a w konsekwencji o tym, że powinni być i działać razem.  Łkający na wczorajszym wiecu Ziobro to nie powrót syna marnotrawnego, ale kreacja aktorska (z góry przepraszam wszystkich wybitnych aktorów za użycie słowa „kreacja”), jakości wenezuelskiego serialu, na którą w normalnym kraju nabrać mogłyby się jedynie pomoc domowa (ale tylko ta zatrudniona na czarno, z niezalegalizowanym pobytem i znajomością języka zaawansowaną w stopniu co najwyżej podstawowym).

To nie syn marnotrawny kochający ojca i proszący o wybaczenie, ale wyrachowany polityk, świadomy tego, że bez pomocy Kaczyńskiego pozostanie ZEREM. Miejsce wybrane na tę publiczną pokajankę też nie jest przypadkowe: kilka- kilkanaście tysięcy fanatyków lub zwykłych ludzi wierzących w brak pluralizmu w mediach i transmisje dla tych pozostałych rzekomo 2 milionów, którzy wspierają protest jest doskonałą reklamą. Oto wybitny polityk, z płaczem w oczach, w imię jedności składa broń, przeprasza i prosi o wybaczenie na oczach milionów widzów. Bo wróg jest ten sam: Tusk i jego totalitarna ekipa.

Pokajanie się jest prostą polityczną kalkulacją Ziobry. Wbrew temu, co sądzą niektórzy eksperci, nie będzie to „jednorazowy gest”. Dla mnie jest oczywiste, że Ziobro zdaje sobie sprawę z tego, że poza PiS-em jest faktycznie planktonem (poparcie wyborców dla SP jest na poziomie bliskim najmniejszej liczby naturalnej). Ma jedyną możliwość: wyciągnąć rękę do Kaczyńskiego, pokajać się, wrócić do PiS-u, wcielić się w rolę  i spokojnie czekać, aż wódz całkowicie intelektualnie zniedołężnieje lub zwyczajnie zejdzie. Bo nie ma w PiS-ie ludzi charyzmy Ziobry (Hofman może być traktowany jako trefniś, wyszczekany, ale tylko trefniś, Błaszczak nadaje się tylko do pucowania butów Kaczyńskiemu, jest wyszczekany, ale to tylko pucybut).

W piątek spotkałem się w dość szerokim gronie moich koleżanek i kolegów z podstawówki  – mija już trzydzieści lat (po). Pamiętacie piosenkę Ciechowskiego?

minęło już piętnaście lat
siadamy znów do szkolnych ław
to bardzo fajny pomysł był
by zrobić taki zjazd
ta pani w rogu - zdaje się-
to chyba z nią kochałem się
ten pierwszy raz

profesor rozdał kartki nam
klasówka więc padł blady strach
a w klasie tyle miejsca że
nic ściągnąć nie da się
co osiągnąłeś przez ten czas
kim jesteś i
dlaczego nie zrobiłeś nic

więc mamy teraz swe rodziny
niektórzy mają nawet dom
i dzieci po ogrodach
niektóre żony orgazm
i chyba wszystko dobrze
jak najlepiej
oprócz nas...

profesor sprawdza prace nam
już wiemy że jest coś nie tak
nie zdążył wstawić stopni i
po prostu nagle zmarł...

umarłej klasy nie oceniaj
o zmarłych nigdy nie mów źle
polowa wyjechała
połowa obumarła
więc poczytajmy sobie
nasze prace
z tamtych lat
to bardzo fajny pomysł
to bardzo fajny pomysł
to bardzo fajny pomysł
to bardzo fajny pomysł

Nie, nie tak było! Może dlatego, że minęło nie 15 lat od matury, ale 30 lat od „pedałówy”. I ludzie starsi, może jeszcze nie „jedną nogą nad grobem” (choć już nas ubywa), ale z doświadczeniem życiowym na tyle dużym, żeby wiedzieć co jest tak naprawdę ważne. To bardzo fajny pomysł był!

środa, 18 kwietnia 2012

"W trakcie uroczystości poświęconej pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej w Warszawie lżono dziennikarzy i uniemożliwiano im wykonywanie swoich obowiązków. Ponieważ sytuacja taka zdarza się nie po raz pierwszy,  apelujemy do organizatorów zgromadzeń publicznych o zapewnienie bezpieczeństwa i możliwości wykonywania  swojej pracy przez dziennikarzy - niezależnie od tego czy media, dla których pracują budzą czy nie sympatię zgromadzonych. Jednocześnie apelujemy do naszych kolegów  o szczególną rzetelność przy relacjonowaniu wydarzeń. Pamiętajmy, że także i od nas samych zależy zaufanie publiczne i postrzeganie zawodu dziennikarza."  Jest to pełny tekst oświadczenia Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Pod apelem się podpisali członkowie zarządu: Krzysztof Skowroński, Piotr Legutko, Agnieszka Romaszewska.

Na marginesie Agnieszka Romaszewska jest córką Zofii i Zbigniewa Romaszewskich. W 2007 odznaczona przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Ma naprawdę piękny życiorys (http://pl.wikipedia.org/wiki/Agnieszka_Romaszewska-Guzy): do 1989 współpracowała z ruchem opozycyjnym, uczestniczyła m.in. w Ruchu Wolność i pokój, była internowana w stanie wojennym, jest działaczką na rzecz demokratyzacji Białorusi, współtworzyła i zarządzała Biełsat TV. Niemniej jej poglądy polityczne są zbieżne z poglądami rodziców. Trudno, mimo szczerych chęci, przypisać jej niezależność myślową, a także zwykłą uczciwość. Ostatni wpis na jej blogu (http://aromasze.salon24.pl/) odpowiedzialnością za katastrofę kolejową pod Szczekocinami obarcza rząd Tuska: "I teraz, kiedy z przerażeniem oglądamy efekty największej po 89 roku katastrofy kolejowej - ważne jest by domagać się od rządzących wyciągnięcia wniosków. Nie chodzi o to by "rozstrzelać" pospiesznie ministra Nowaka, który na obecny stan kolei tyle mial dotychczas wpływu co na mijająca zimę. Chodzi o to, by nikt się nie wykręcał, że wszystko jest wspaniale tylko "shit happens". Nie jest wspaniale. Jest bardzo źle. I skoro niedostatecznie ten temat poruszała dotychczas opozycja, skoro nie robiła tego wystarczająco wyraziście i głośno,  woląc swoje ideologiczne spory i połajanki w kwestii "braku patriotyzmu" (bo to prościej i łatwiej), to powinni to robić obywatele, media." Taniec na grobach. Z pozorami obiektywizmu. Dla mnie to obrzydliwe.

Jeśli idzie o drugiego w kolejności członka władz SDP, Piotra Legutkę, to dziennikarz i wykładowca, który publikuje w "Rzeczpospolitej" i tygodniku "Uważam Rze". 

Mamy niewątpliwie w SDL pluralizm myślowy, jak w anegdocie o szerokiej gamie kolorystycznej Forda T.

Faktycznie na obchodach rocznicy katastrofy smoleńskiej lżono, ale tylko ekipy dziennikarskie związane tylko z - jak to ładnie mówią prawicowi publicyści - "reżimowymi mediami", w efekcie czego np. TVP1 musiała przerwać transmisję na żywo.

Pod nowymi władzami SDP (Krzysztof Skowroński jest prezesem) jest przybudówką PiS-u. Nie tak dawno SDP przyznało nagrodę Anicie Gargas - tej od nakręcania nastrojów społecznych, w czasach gdy IV RP rozpychała się w salonach publicznych mediów (autorka Misji Specjalnej i wieloletnia wiceszef redakcji reportażu i wicedyrektor ds. publicystyki w TVP1), za za publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujące nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich, praw człowieka". Jedna z najbardziej tendencyjnych i nieobiektywnych dziennikarek została ustawiona na piedestale.

Ten apel to SZCZYT HIPOKRYZJI.

Organizacja jawnie kolaborująca z politykami i mediami związanymi z PiS-em, aktywnie wspierająca marsze "w obronie wolnych mediów" (przy czym chodzi tu jedynie o takie wolne media jak Radio Maryja, TV Trwam, Gazetę Polską), nakręcająca emocje społeczne (wejdźcie na jej oficjalną stronę internetową - już od dawna nie widać tam tolerancji i poszanowania wolności) ma czelność zabierać głos! Dziwi się agresji tłumu, którą sama prowokuje.

Organizacja dziennikarskich kiboli uczy kultury. To tak, jak Goebbels miałby uczyć poszanowania praw mniejszości.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Marta Kaczyńska mówi, że jej ojciec był senatorem, ministrem stanu w Kancelarii Prezydenta, posłem, prezesem Najwyższej Izby Kontroli, ministrem sprawiedliwości, a wcześniej to w zasadzie on kierował "Solidarnością" i dalej wnioskuje: "Gdyby był tak nieudolną osobą, jak usiłuje się to sugerować, to z pewnością nie zdołałby piastować z powodzeniem tak wielu funkcji i nie byłby aż tak popularnym politykiem".

Inny znany mi polityk, też były prezydent, ma bardziej imponujący życiorys: prezydent PRL (1989) i prezydent RP (1989–1990), generał armii Wojska Polskiego, szef Głównego Zarządu Politycznego WP (1960–1965), szef Sztabu Generalnego WP (1965–1968), minister obrony narodowej (1968–1983), przewodniczący Komitetu Obrony Kraju – Zwierzchnik Sił Zbrojnych, Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych na wypadek wojny, współtwórca Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego; stał na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, która w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 wprowadziła na terytorium Polski stan wojenny (1981–1983), członek Biura Politycznego KC PZPR (1971–1989), I sekretarz KC PZPR (1981–1989), poseł na Sejm PRL III, IV, V, VI, VII, VIII i IX kadencji, prezes Rady Ministrów PRL (1981–1985), przewodniczący Rady Państwa PRL (1985–1989). Doprawdy gigantyczny dorobek! Gdyby zapytać jego córkę jakim był człowiekiem też odparłaby pewnie, że "prywatnie jej ojciec był serdeczny, bezpośredni i otwarty na ludzi", a jeśli "chodzi o życie publiczne i sprawy państwowe, to był poważnym, niezwykle odpowiedzialnym i pracowitym politykiem, dążącym do tego, aby w naszym kraju żyło się lepiej. Był prawdziwym patriotą. Komunistą, ale patriotą." Sondaże dają temu politykowi trochę mniejsze poparcie niż Lechowi Kaczyńskiemu, ale pewnie jest to tylko kwestia czasu, bo już teraz pozytywna ocena stanu wojennego w społeczeństwie jest wyższa niż ocena prezydentury "taty Marty" (!).  

Niestety nie żyją potomkowie Hitlera, ale za to wnuczka Mussoliniego ma masę ciepłych słów pod adresem swojego dziadka - jako człowieka i polityka.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Nie wytrzymałem.

W "momencie między śmiercią a pochówkiem na Wawelu" Marcie Kaczyńskiej "kazano pakować" osobiste rzeczy rodziców - twierdzą dziennikarze "Gazety Polskiej". O zabieraniu przez Martę Kaczyńską rzeczy zmarłych rodziców opowiada film "Córka", który został dołączony do dziennika. Kaczyńska w filmie nie mówi, dlaczego pakuje rzeczy rodziców. Wyjaśniają to w kilku wypowiedziach dziennikarze "Gazety Polskiej". - Ona pakuje te rzeczy rodziców... Dlaczego? W takim momencie między śmiercią a pochówkiem na Wawelu. Bo jej kazali, żeby to było jak najszybciej, musiała przyjechać, zostawić dzieci, siedzieć, oglądać te przedmioty, błądzić wśród tych przedmiotów i pakować te straszliwe paczki... bo szybko, szybko, szybko, bo już Komorowski musiał tam wejść... bo trzeba było zabić tę pamięć! - mówiła Maria Dłużewska, reżyserka filmu. Sprawę komentuje też dziennikarz "Gazety Polskiej, Robert Tekieli. Twierdzi, że film Dłużewskiej "pokazuje empatię gwiazdy PO" prezydenta Bronisława Komorowskiego. "16 kwietnia, na dwa dni przed pogrzebem obojga rodziców, Marta Kaczyńska została zmuszona do pakowania ich osobistych rzeczy, jakby nie można było z tym poczekać. Słoma z butów, słoma z butów. Niecierpliwość Dyzmy, wrażliwość kamienia" - pisze dziennikarz. Tymczasem Marta Kaczyńska mieszkała w Pałacu Prezydenckim jeszcze prawie 3 miesiące po śmierci rodziców. W wywiadach deklarowała, że opuści Pałac do wyborów. Bronisław Komorowski po objęciu urzędu pracował w Belwederze. Mówił, że o wyborze miejsca zdecydowały względy symboliczne i fakt, że w Pałacu "rezydowała Pani Marta Kaczyńska" (za GW).

To są właśnie PRAWDY wyznawców PiS-u. Fakty nie są ważne; prawdą staje się to, co otoczenie Kaczyńskiego i jego tuby propagandowe powiedzą. Jest takie powiedzenie: kłamstwo powtarzane po stokroć staje się prawdą. Tego właśnie mamy przykład. Tak katastrofa stała się ZAMACHEM, Lech Kaczyński staje się WYBITNYM MĘŻEM STANU, Tusk - JUDASZEM, a durna kurewka WCIELENIEM NAJWYŻSZYCH CNÓT.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Dobrze jest się odciąć od życia politycznego. Gdyby tak nie sięgać do internetu i nie komentować wydarzeń politycznych na różnorakich forach, w gazetach drukowanych pomijać rubryki polityczne, wyłączać telewizję, gdy zaczynają się „Wiadomości” lub „Fakty”, ręczę, że życie stanie się przyjemniejsze, prostsze i zdecydowanie  mniej nerwowe. Bez tego biernego udziału w polityce można się doskonale obejść. Przy tym nasza wiedza i wrażliwość niespecjalnie zubożeją. Zwłaszcza, że wszystko już zostało wypowiedziane. Od dwóch lat żyjemy w kraju, w którym polityka spolaryzowała i podzieliła społeczeństwo na niespotykaną do tej pory skalę. Zidiocenie narodu sięgnęło zenitu. Zresztą niezależnie od tego, po której stronie stoimy, po przeciwnej zawsze są głupcy, judasze, mordercy.

Dzisiaj mój spokój zmącił Kaczyński krzycząc z okładek tabloidów: „Zamordowali mi brata!”. Z wypowiedzi tegoż wynika, że utwierdza się w przekonaniu, że był to zamach, a „jak był zamach, to musiały być osoby trzecie. Brały w nim udział te osoby, które mogły skorzystać na śmierci Lecha Kaczyńskiego. I skorzystały.”

Że finansowo najbardziej skorzystała córka Lecha, zaś politycznie jego brat nie trzeba przypominać. Żeby się nie powtarzać, odsyłam do wcześniejszych wpisów:

http://kurpanik.blox.pl/tagi_b/208490/Beneficjenci-katastrofy-smolenskiej.html

 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl