RSS
sobota, 27 kwietnia 2013
Czy Polskę stać na wielkość? Jan Pospieszalski "Bliżej".

„Mamy przykłady w innych krajach, że energia jest dostępna i nie taka droga, a okazuje się, że w Polsce mamy teoretycznie przynajmniej bardzo duży potencjał możliwości w tej dziedzinie: mamy bardzo dużo węgla, mamy gaz konwencjonalny, mamy gaz niekonwencjonalny, do którego nie możemy się dobrać, bo od dwóch lat nie ma regulacji prawnych w tej dziedzinie (…). Tania energia jest w Polsce dostępna. Najtańsza energia, która jest dostępna w tej chwili (…) to jest energia z węgla, tylko trzeba to zorganizować, a równocześnie szukać innych źródeł energii, dlatego że im bardziej będziemy mieli zróżnicowaną produkcję prądu elektrycznego, tym lepiej, tym będziemy bezpieczniejsi.  Ale ten węgiel, który jest dla nas bogactwem podstawowym, po prostu musi być używany, ale rozsądnie, sensownie, w sposób nowoczesny, a tu się nagle okazuje, że nowoczesna elektrownia, która już nawet przebrnęła przez protesty ekologów w Opolu [nie powstanie];  prezes spółki, która ma budować tę elektrownię mówi, że jej nie będzie budował, bo mu się nie opłaca.”

Wywód posła dr. Naimskiego na temat bezpieczeństwa energetycznego (w ramach dyskusji: czy Polskę stać na wielkość?) wprawił mnie w podobne osłupienie jak kiedyś widok onanizujących się małp we wrocławskim ogrodzie zoologicznym. Początkowo nie dowierzałem swoim zmysłom. Było nie było: poseł, członek komisji gospodarki, były szef UOP. W głupocie i ignorancji mentalnie wspierał go szef gabinetu cieni, wirtualny premier, prof. socjologii Gliński.

Poseł dr Naimski jest zdania, że Polacy zasługują na tańszą energię. Ta tańsza energia ma być … z węgla. Albo ostatecznie z jakiś innych tanich źródeł.  Z wypowiedzi pana posła wynika, że w Polsce mamy chyba przede wszystkim elektrownie jądrowe, wodne i wiatrowe, które są drogie (prąd z paneli słonecznych i dynama rowerowego pomińmy). A te wykorzystujące węgiel to rzadkość. Otóż prawie 97% energii elektrycznej jest u nas wytwarzana z węgla: prawie 57% z węgla kamiennego, a 40% z węgla brunatnego. Polski węgiel kamienny jest drogi, ze względu na wysokie koszty wydobycia metodą głębinową; kraje będące największymi eksporterami węgla kamiennego wydobywają go tanią metodą odkrywkową lub mają niskie koszty pracy. Dlatego Polskę zalewa tańszy od rodzimego węgiel z importu. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że eksploatacja węgla kamiennego powoduje degradację środowiska naturalnego, ale także infrastruktury miast, na terenie których prowadzone jest wydobycie, czego doskonałym przykładem jest Bytom, to należy się cieszyć z importu. Dla kretyna z Warszawy węgiel jest bogactwem narodowym, „czarnym złotem”, a Śląsk – Eldoradem.

Nie wiem, kto rozdaje kretynom stopnie naukowe? Z pewnością osoby z wyraźnymi deficytami intelektualnymi lub brakiem elementarnej wiedzy nie powinny być zapraszane do publicznej telewizji w charakterze ekspertów lub autorytetów. Obierzmy małpom brzytwy!

Żyjemy w takim matrixie, że spokojnie działaczom PiS mogę zaproponować inne tanie, ekologiczne, odnawialne, a co najważniejsze społecznie użyteczne źródło energii:



piątek, 26 kwietnia 2013
News dnia: A jednak Sawicka górą

 

Agent lowelas kreuje korupcję (a czasem tylko wymiotuje na buty)

 


czwartek, 25 kwietnia 2013
Metamorfozy

 

piątek, 19 kwietnia 2013
wtorek, 16 kwietnia 2013
Między kłamstwem a manipulacją. Kącik homofoba.

Co rajcuje „Gościa Niedzielnego” (redaktorów lub/i czytelników)? Ano poza tematyką in vitro i aborcji (ostatnio z mocnym akcentem na in vitro) tylko przeróżne dewiacje i zboczenia. Bo według katoli to są główne zagrożenia współczesnego świata. 

Niezalezna.pl do rubryki „Wydarzenia dnia”, na równi z zamachami w Bostonie i trzęsieniem ziemi w Iranie,  zakwalifikowała taką wiadomość: „Niemcy - zoofile chcą praw”. „Niezależna” powołuje się na portal internetowy „Gościa Niedzielnego”, który jako pierwszy podał tę „szokującą informację”.  Tekst w „niezależnej” jest okraszony niemiecką flagą narodową, zaś felieton w „Gościu” zdjęciem kozy bez podania jej narodowości (jeśli to jest koza „wykorzystana” przez człowieka, to po wyrazie jej twarzy można wyciągnąć mylny wniosek, że molestowanie sprawiło jej niemałą frajdę). Faktycznie, gosc.pl pisze, że „Niewielka grupa zoofilów protestowała w Berlinie przeciw uchwalonym w zeszłym roku przepisom o ochronie zwierząt, przewidującym karę do 25 tys. euro za jakąkolwiek formę uprawiania seksu ze zwierzętami”. Temat jest niesmaczny, więc jego rozwinięcie pominę. Przypuszczam tylko, że jawnych zoofilów w Niemczech jest pewnie nieco więcej niż niedźwiedzi polarnych na ulicach Warszawy, a wydarzenie, o którym piszą te media, jeśli w ogóle miało miejsce, to albo było czystą prowokacją albo happeningiem, bo też trudno wyobrazić sobie sytuację, że ktoś przy zdrowych zmysłach z imienia i nazwiska podaje się za „działacza grupy lobbystycznej Zoofile Zaangażowani na rzecz Tolerancji i Oświecenia”. W każdym razie niezlezna.pl utwierdza swoich czytelników w przekonaniu, że zachód jest bardziej zgniły niż się nam wydaje, a „Gość Niedzielny”, jako gwarant obiektywizmu i rzetelności (jak na prasę katolicką przystało) tę smutna prawdę jedynie potwierdza. Ale pewnie nie o pokazanie, że Niemcy są zepsuci do szpiku kości redaktorom „Gościa” chodziło, zwłaszcza że ten naród wydał na świat tak wybitną postać jak Joseph Ratzinger. W każdym razie jeśli temat będzie zacytowany jeszcze przez kilka innych tytułów „niemętnego” nurtu, zacznie żyć swoim życiem i funkcjonować jako prawda objawiona: Niemcy, nie dość że zbrodniarze, to jeszcze zoofile.

Dzisiejszy tekst o zoofilach tak został skomentowany przez czytelnika:

„Homoseksualiści, zoofile - kto następny? Oto do czego prowadzi liberalizm moralny. Tolerancja wobec związków partnerskich prowadzi w tym kierunku. Tolerancja ma swoje granice.”

I w tym komentarzu jest rzeczy sedno: zrównajmy homoseksualizm z najbardziej odrażającymi dewiacjami, a próby prawnego usankcjonowania związków partnerskich przedstawmy jako prostą drogę do pedofilii. Katol potrafi ...

Notka o zoofilach została umieszczona obok 3 innych tematów dnia: „Wybuchy w Bostonie”, „Zakonnice uratowały ponad 700 Żydów”, Skończyli z in vitro, a embriony …”.

Wybuchy w Bostonie – przesłuchiwany w sprawie zamachu jest Saudyjczyk (oczywiście muzułmanin).

Zakonnice w czasie okupacji hitlerowskiej uratowały przed śmiercią Żydów, m.in. matkę Jana Kiepury i Leona Schillera, ryzykując własnym życiem … chwała im za to, bo nie każdy mógł i chciał się wykazać taką odwagą, a w ogóle nie każdego (nie tylko katolika) stać na miłosierdzie. Nie zmienia to faktu, że na oczach Kościoła i przy jego niemej akceptacji wymordowano kilka milionów Żydów (jest to pewien fenomen, bo mordowało - zresztą także inne nacje - społeczeństwo chrześcijańskie). Kościół oczywiście nie pochwalał ludobójstwa, zwłaszcza że terror hitlerowski dosięgnął również katolików, w tym księży. Tyle, że zadać można proste pytanie: gdzie był sprzeciw Kościoła, gdy wzbierały na sile nacjonalizmy, gdy tworzyły się ruchy faszystowskie, gdy w Polsce wprowadzono getto ławkowe, a Polakom nakazywano kupować „u swojego”? Gdzie były wtedy głosy potępienia? Czy owe zakonnice ratujące Żydów przed niechybną zagładą są typowym przykładem polskiego katolika, czy „siłaczkami”, których w społeczeństwie było niewiele, a teraz listkiem figowym, za którym Kościół skrywa swoje przewinienia? A gdzie Kościół jest teraz, gdy kibole skandują "Śmierć garbatym nosom!"?

Powołując się na doniesienia „Naszego Dziennika” „Gość” pisze, że w pomieszczeniach szpitalnych, gdzie kiedyś działała klinika in vitro znaleziono pojemnik, w którym od ośmiu lat przechowywano ludzkie embriony. Jednak już w 2005 roku klinika przestała zamawiać ciekły azot, który podobno jest niezbędny do tego, by zarodki przeżyły. Może się więc okazać, że pojemnik jest zbiorową mogiłą. Sprawę wyjaśnia sąd. Mamy postęp cywilizacyjny – kilka, kilkanaście lat temu Kościół w ogóle się nie pochylał nad martwymi płodami (o ile pochodziły z naturalnych poronień), a dziś wpada w lament nad losem rozmrożonych zarodków.

Wniosek z posumowania tematów dnia płynie następujący: Kościół (jak zwykle) jest dobry, uczciwy, sprawiedliwy, a ci którzy są poza tą wspólnotą, mają inny światopogląd lub Kościół krytykują, są z natury źli i zasługują na potępienie.

Ta teza wpisuje się w tok indoktrynacji, które media katolickie prowadzą od dłuższego czasu. In vitro lub - jak mawiają katoliccy publicyści - „tworzenie ludzi przez procedurę in vitro” zostawię sobie na inna okazję, bo na głównej stronie „Gościa” jest kilka (!!!) innych artykułów, w których pobrzmiewa wątek „gejowski”: „Mainstream ukrywa pedofilów”, „Homo-szantażyści nad Sekwaną”, „Obywatele przeciw związkom”. Wszystkie teksty są mocno zmanipulowane, natomiast pierwszy z nich jest szczególnie obrzydliwy. Autor, Wojciech Teister, zarzuca „Wyborczej” i „Newsweekowi”, że nie poświęcili na swoich łamach uwagi małżeństwu amerykańskich gejów, którzy adoptowali 9 chłopców, a teraz mają proces za seksualne wykorzystanie dwóch spośród nich. Teister pisze: „Po wielkiej krucjacie jaką Tomasz Lis, Newsweek i inne mainstreamowe tytuły wytoczyły przeciw pedofilom można było się spodziewać, że na okładce najnowszych numerów zobaczymy twarze George'a Harasza i Douglasa Witrha - dwóch amerykańskich gejów, którzy zawarli ze sobą homoseksualny związek "małżeński", adoptowali dziewięciu chłopców,  i są dziś oskarżeni o brutalne gwałty na nich. Ameryka żyje teraz ich procesem. Sąd Najwyższy stanu Connecticut zdecydował właśnie, że ich proces będzie publiczny, ze względu na straszliwe czyny o jakie są oskarżeni.(…) Liczyłem, naprawdę liczyłem, że dziennikarze śledczy Lisowego tygodnika, którzy z taką pasją tropią pedofilów w sutannach i tym razem staną na wysokości zadania i opiszą całą sprawę szeroko, nadając jej rozgłosu przez krzykliwą okładkę. A tu cicho sza. Dlaczego? Powody są chyba dwa. Pierwszy: oskarżeni to nie księża, a trendy są przecież skandale z udziałem facetów w sutannach. Drugi: oskarżeni to geje, a o tych - jak wiadomo - piszemy wyłącznie dobrze, bo to dzisiaj wstyd być homofobem. (…) Domagam się tylko od tych, którzy wynoszą sztandary walki z pedofilią, żeby wykazali się odrobiną rzetelności. Przedstawili sprawę uczciwie. Napisali na okładce jak duży jest odsetek pedofilów wśród homoseksualistów, skoro promują takie związki.”

Pan Redaktor jakby nie zauważył, że sprawa ma miejsce tysiące kilometrów stąd, zaś kraj, w którym żyjemy nazywa się Polska, a tu dyskusja dotyczy związków partnerskich, a nie małżeństw jednopłciowych z prawem do adopcji. Po drugie: to że sprawa nabrała takiego rozgłosu świadczy o tym, że ma charakter incydentalny. Po trzecie: sprawdzałem statystyki polskiej policji dotyczące przestępstw o charakterze seksualnym dokonanych na nieletnich (nie tylko na dzieciach, w tym stręczycielstwo, sutenerstwo, kuplerstwo, wobec osób małoletnich - art. 204 par. 1-3 kodeksu karnego k.k.) i jest to wąski margines (w ciągu roku jest ich kilkanaście).  Panu Redaktorowi wypada jedynie przypomnieć, że Kościół katolicki w Stanach Zjednoczonych otarł się o plajtę, gdy przyszło mu płacić odszkodowania za wykorzystywanie seksualne wiernych przez jego funkcjonariuszy. Nie przypominam sobie, żeby polskie media publikowały wizerunki księży – pedofilów, więc za bardzo nie rozumiem dlaczego w sposób priorytetowy miałyby potraktować pedofilów zza Atlantyku. Tekst jest obrzydliwą manipulacją, zaś zarzut, że „Mainstream ukrywa pedofilów” podłym kłamstwem. Oby Pan Bóg odpuścił Panu Redaktorowi grzechy.

„Gość” nawiązując do tematu proponuje udział w sondzie. Tym razem trzeba odpowiedzieć na pytanie: „Czy obawiałbyś się pozostawić swoje dziecko pod opieką pary homoseksualnej?



 

Tak, społeczeństwo jest zbyt tolerancyjne w stosunku do dewiantów. Bo taka jest myśl przewodnia całej masy artykułów dotyczących mniejszości seksualnych, jakie ukazują się w internetowym wydaniu „Gościa Niedzielnego”. Wersja drukowana tygodnika jest  pod tym względem uboższa: tematykę homoseksualną sprowadza do prostych felietonów okraszonych zdjęciami mężczyzn w spódniczkach lub zdjęć posłanki Grodzkiej. Oczywiście uważam, że każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii na różne tematy, zwłaszcza wtedy gdy kłócą się z jego światopoglądem, ale (na Boga) niech to ma jakikolwiek związek z rzeczywistością!

Poziom merytoryczny „Gościa” przypomina mi przedwojenne pisma antysemickie, które oskarżały Żydów o porywanie chrześcijańskich dzieci i przerabianiu ich na macę.

Czy wiecie co to maca? (Za Wikipedią): Maca to chleb przaśny spożywany przez Żydów w czasie święta Pesach. Przez kilkaset lat, aż do połowy XX wieku, w Europie Środkowej i Wschodniej znany był mit, iż maca zawiera krew zamordowanych chrześcijańskich niemowląt. Mit ten dotarł tu z Zachodu, gdzie najdawniejsze wzmianki o takim pomówieniu pochodzą z XII-wiecznej Anglii i dotyczą śmierci Williama z Norwich. Pomimo oczywistej nieprawdy (jakakolwiek krew jest dla ortodoksyjnych żydów niekoszerna), owa informacja przyczyniała się do propagowania antysemityzmu. W Polsce rzucania takich oszczerstw zabraniał już Statut kaliski Bolesława Pobożnego z roku 1264.

Król polski na parę wieków przed Kopernikiem, w czasach gdy ziemia była uznawana za pępek wszechświata, uznał ten przesąd za jakiś szkodliwy debilizm, a siedemset lat później polskie społeczeństwo uznało, że król nie miał racji. 

poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Czy czeka nas IV Powstanie Śląskie?

 

Bolesław Piecha, kandydat PiS w wyborach uzupełniających do Senatu, na wspólnej konferencji prasowej z Jarosławem Kaczyńskim oświadczył, że „należy przywrócić Śląsk Polsce”. Te słowa poparł również prezes PiS.

żródło: niezalezna.pl

niedziela, 14 kwietnia 2013
Mierny, ale wierny. Przepis na senatora.

 

Jak Pan/Pani zagłosuje, jeśli w Senacie RP dojdzie do głosowań w następujących sprawach:

1.       Wprowadzenie związków partnerskich,

2.       Zwiększenie prawnej ochrony dzieci nienarodzonych,

3.       Wprowadzenie zakazu tworzenia ludzi przez procedurę in vitro.

Legenda:

Za zapowiedź głosowania zgodnie z nauką Kościoła przyznawaliśmy „+”. Za zapowiedź głosowania wbrew katolickiej nauce przyznawaliśmy „-”. Jeśli ktoś zapowiadał wstrzymanie się od głosu, oznaczaliśmy to jako „0”.

W ten prosty sposób „Gość Niedzielny” ocenia kandydatów na senatora w wyborach uzupełniających do senatu w obwodzie mikołowsko-rybnickim.

Choć faktem jest, że z każdym z kandydatów „Gość” robi wywiad lub przynajmniej cytuje informacje zawarte na stronie internetowej kandydata, to ostatecznie i tak odpowiedzi na te trzy kwestie mają fundamentalne znaczenie, przysłaniając inne przymioty potencjalnego senatora. To, że kandydat ma osiągnięcia w pracy zawodowej lub działalności społecznej, że deklaruje, że „kocha Śląsk i jest z niego dumny, a dekalog jest dla niego podstawą społeczną”, że ma ślub kościelny i trójkę dzieci jest nieistotne, skoro wyraźnie nie opowiada się za zakazem in vitro i dopuszcza myśl, że państwo pochyli się nad losem par, które zdecydowały się żyć bez urzędowego lub kościelnego świstka.

Pijak, złodziej, menel, nieudacznik, politykier, celebryta - nieważne, byle odpowiedział 3 x nie. Trzy przykazania polskiego katola: pedałom – nie, aborcji – nie, in vitro – nie.

 „Gość”, motywując konieczność zlustrowania poglądów kandydatów na okoliczność ich zgodności z nauką  kościoła (powinno być raczej „z nauczaniem”), pisze:

Nasilają się tendencje do osłabiania praw małżeństw, a nadawania przywilejów związkom homoseksualistów, co w kolejnym kroku doprowadzi do oddania w ich ręce dzieci do adopcji.

„Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu” albo po prostu: „nie kłam”. Najwidoczniej redaktorzy Gościa Niedzielnego nie potknęli się o to przykazanie.

 

sobota, 13 kwietnia 2013
piątek, 12 kwietnia 2013
czwartek, 11 kwietnia 2013

Kilka cytatów na okoliczność wczorajszej rocznicy z prasy prawicowej. Roztargnionym zwracam uwagę, że Prima Aprilis już dawno za nami. W każdym razie segment mediów niezależnych zadbał o masę rozrywek: przeróżnych łamigłówek i zagadek logicznych, opowiadań s-f, kilka tekstów hagiograficznych o świętych smoleńskich, historyjek o dobrym władcy, którego poddani docenili dopiero po śmierci, relacji na żywo z Wielkiego Kwietniowego Święta. 

Fronda.pl. Można sobie zagłosować w temacie dnia, odpowiadając na pytanie:„Czy wierzysz, że dowiemy się kiedyś Prawdy o przyczynach katastrofy smoleńskiej?” [prawda jest w oryginale z dużej litery] Dość dobre pytanie do „Familiady”.

Ankieta jest idiotyczna z dwóch powodów:

Po pierwsze: Każe czytelnikom (było nie było) ultrakatolickiego pisma wróżyć, a tego katechizm stanowczo zabrania (tylko jeden Pan Bóg zna przyszłość),

Po drugie: Z tak postawionego pytania nie wynika nic, bo czym jest ta pisana z wielkiej litery prawda? Ta prawda zależy od tego czy ktoś jest wyznania smoleńskiego, czy smoleńskim ateistą. Wpadło mi do głowy inne pytanie „dobre” do ankiety: Czy wierzysz, że kiedyś dowiemy się prawdy o bogu? A to zależy czy bóg jest, czy go nie ma. Zarówno dla wierzącego jak i ateisty pytanie jest nielogiczne, nie da się na nie odpowiedzieć. Ale trudno się spodziewać jakiegoś cienia logiki od redaktorów „Frondy”.

A jak głosowali „nasi ankietowani” (sam musiałem oddać głos na chybił - trafił, dodam, że bez „fanu”, żeby się tej prawdy dowiedzieć).

Twój [czyli mój] głos został zapisany. Do tej pory głosowano następująco:

     NIE WIEM: 113
     TAK: 652
     NIE: 239

Jeśli Prawdą nie są ustalenia komisji Millera, że do katastrofy doszło w wyniku splotu różnych wydarzeń jak: mgła, brak odpowiedniego wyposażenia lotniska, błędy i brawura załogi etc. (a nie są, bo autor sondy dopiero czeka na Prawdę), to znaczy, że katastrofa jest wynikiem celowego działania człowieka, czyli zamachu. Czyli zamach zdaniem autora jest Prawdą. I jest Prawdą odkrytą. I jedyną. Nie ma sensu pytać przechodniów czy będzie kiedyś odkryta.

Dla niewiernych Tomaszów Fronda.pl publikuje wywiad z księdzem Stanisławem Małkowskim:

Powiedziałbym Donaldowi Tuskowi, że lepiej ponieść konsekwencje swojego postępowania tutaj, niż skazać się na piekło. (…) Zachowanie władz rosyjskich i polskich uważam za typowe dla wspólników zbrodni. Zbrodnię przygotowali, wykonali, a następnie ją zakłamują. Tyle że widać, że strona rosyjska traktuje stronę polską w sposób służalczy, pogardliwie. Dlatego na miejscu Tuska bałbym się nie tylko sprawiedliwości ludzkiej w kraju, ale działań wspólnika, któremu tuż po wykonaniu tej roboty – nazwijmy to – mokrej, krwawej przestaje być on potrzebny.

(…)

Z punktu widzenia sprawców uznano, że opłaca się zlikwidować kilkoro swoich, jeśli chodzi o możliwość zlikwidowania kilkudziesięciu innych osób, które przeszkadzały w projekcie likwidacji Polski. Z tego ogromne korzyści wyciągnęła czołówka Platformy Obywatelskiej. Korzyści osiągnęli też Rosjanie, które można przeliczyć na grube miliardy. Prezydent Lech Kaczyński był przeszkodą na drodze różnych interesów ekonomicznych i pewnego projektu usunięcia tej przeszkody na drodze integracji, rozumianej jako sojusz niemiecko-rosyjski. Polska była tu przeszkodą. W szerszym sensie to projekt globalistyczny, czy to w wymiarze Unii Europejskiej czy w wymiarze światowym o charakterze masońskim – nie przewidywał Polski silnej, świadomej swojej kultury, tożsamości historii oraz roli wobec sąsiadów, których Polska swoją polityką mogła wzmocnić. Sojusz słabszych wobec silniejszych.

(...)

I trzeba ufać i wierzyć, że wyniknie z tego takie dobro jak z Krzyża – zmartwychwstanie. Znakiem szczególnym jest to, że zbrodnia smoleńska dokonała się w wigilię Bożego Miłosierdzia. To znaczy, że Pan Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu ocen jest przy naszym współudziale z tej zbrodni wyprowadzić dobro. Dobro dla ofiar w postaci wiecznego zbawienia. Im większa krzywda, tym większe Boże Miłosierdzie. Ich spotkała niewątpliwa krzywda i to w szczególnych okolicznościach, gdyż spełniali czyn pamięci wobec ofiar Katynia i miłości wobec Polski. Sytuacja ich przejścia od doczesności do wieczności jest korzystna i dobra. Ta krzywda była wielkim wyzwaniem Bożego Miłosierdzia dla nich.

Na koniec coś, czego się nie spodziewałem. Jeden jedyny głos rozsądku. I to z czyich ust! Arturowi Zawiszy Bóg oddał rozum (czy tylko na chwilę):

- Nie powinniśmy ze sprawy zamachu czynić probierza patriotyzmu, a już nade wszystko mówienie o Smoleńsku w kontekście wiary czy niewiary w zamach wskazuje na inne niż faktograficzne podłoże poglądu - mówi w rozmowie z Martą Brzezińską z „Frondy” Artur Zawisza, lider Ruchu Narodowego.

Piotr Lisiewicz na portalu niezalezna.pl wspomina niedawną podróż:

Nocny pociąg z Warszawy do Poznania, kilkanaście dni przed 3. rocznicą 10 kwietnia. W przedziale jest nas trzech. Polak, który wraca od matki z Toronto. Matka jest ze starej emigracji, załatwiła mu tam pracę, z przemilczeń rodaka domyślam się, że na czarno. Jest też Dagestańczyk, który jedzie za chlebem do Francji. Porozumiewamy się z nim łamanym rosyjskim. I ja, dziennikarz „Gazety Polskiej”, wracający do domu, do Poznania. Dagestańczyk sam z siebie pyta o Smoleńsk: „Waszego prezydenta ubili?”. Przytakujemy, opowiadamy, co wiemy o Smoleńsku. On mówi, że od początku to podejrzewał, bo widział zbrodnie Putina na Kaukazie. Rozmawiamy o historii, o Katyniu, o wywózkach narodów kaukaskich w czasie wojny... On słyszał o zatrzymaniu w Polsce czeczeńskiego premiera Ahmeda Zakajewa. Odpowiadam, że to był skandal, ale sąd go wypuścił. Chwalę się grzywną 500 złotych za pikietę w obronie Zakajewa. Rodak wracający z Kanady częstuje wódką. Ma gest, przez parę miesięcy zarobił tyle, ile w Polsce przez parę lat. Dagestańczyk jest religijnym muzułmaninem, nie pije. Za to zaczyna wypytywać: jak to możliwe, że Polska, kraj zachodni, członek NATO, pozwolił zabić swojego prezydenta, zupełnie jak u nich Asłana Maschadowa. A teraz nic się w tej sprawie nie dzieje, nawet hałasu na świecie nie ma, Putina nadal wszędzie zapraszają. I co my mamy odpowiedzieć przybyszowi z Kaukazu? Tłumaczymy, że u nas to trochę jak u was – bogaci i wpływowi biznesmeni są związani z Rosją. Oni mają wpływ na politykę, a polityków mamy sprzedajnych i oni nic przeciwko Rosji nie zrobią. Prezydent Kaczyński był inny – naraził się Putinowi, zatrzymując czołgi jadące na Gruzję. Dagestańczyk świetnie rozumie, ale się dziwi. Myślał, że u nas inaczej niż u nich, że Zachód.

(…)

Gdy w Tbilisi obok polskiego prezydenta stanęli prezydenci Ukrainy, Litwy i Estonii oraz premier Łotwy, przełamany został przeklęty fatalizm historii. Oto narody drugiej kategorii zachowały się jak narody z tej lepszej Europy. Zapewne Smoleńsk był odpowiedzią na tę historyczną scenę.

 

 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl