RSS
piątek, 31 maja 2013
Centrum Warszawy nie należy do ludzi zboczonych. Trzeba było wyznaczyć im miejsce w ZOO

 

 

"Wydaje mi się, że sobotni marsz był raczej próbą zbadania, gdzie jest granica ośmieszenia, skompromitowania i zagrania na nosie katolickiej części społeczeństwa. Premier Tusk dał takie przyzwolenie i widać, że jego rząd dałby się pokroić za homoseksualistów. Ten sobotni pochód to była kolejna próba dewiantów, na ile mogą oni przesuwać granice. Widziałam zaproszenie na ten marsz i muszę przyznać, że w życiu nie spotkałam się z czymś tak ohydnym.  Ci ludzie chyba nie mają godności. Oczywiście, każdy człowiek ma godność z tytułu bycia dzieckiem Bożym, ale działania tych manifestujących były kompletnie pozbawione godności. Sam sposób zaproszenia na imprezę i nazwania samych siebie najohydniej jak tylko można – szmatami – pokazuje, z jakimi ludźmi mamy do czynienia. Wydaje mi się, że państwo ma obowiązek podejmowania działań, mających na celu zachowanie pewnej estetyki publicznej, pewnego wychowania publicznego. Brak jakiejkolwiek reakcji w tym przypadku demoralizuje młodzież, a jednocześnie narusza nasze prawa do przebywania w przestrzeni publicznej w sposób niezakłócony. Trzeba było wyznaczyć im miejsce w ZOO czy na podwarszawskich polach – niech tam epatują swoją golizną i wulgarnością, wzajemnie wyzywają i tarzają w błocie. Centrum Warszawy nie należy do ludzi zboczonych i wynaturzonych, pozbawionych kompletnie poczucia godności i wstydu."

Tak ze wcześniejszego wywiadu tłumaczy się poseł Pawłowicz w rozmowie z "Frondą". Prawicowe media w ostatnim tygodniu sporo czasu poświęciły poseł, publikując a to kolejne wywiady, a to listy poparcia, a to apele, żeby ukarać dziennikarzy TVN-u, albo wręcz całą stację.

Najdalej w durnocie posunął się poseł Szyszko, stojący na czele parlamentarnego Zespołu ds. Zrównoważonego Rozwoju Europy. Posłowie zespołu zwrócili się do marszałek sejmu o potępienie zachowania mediów, a także zasugerowali, by naruszających normy, "wykazujących się skrajnym brakiem, nie tylko dziennikarskiej etyki, ale i podstawowego zachowania" dziennikarzy, uznać za persona non grata na terenie Sejmu. Krótko mówiąc Szyszko chce cenzury prewencyjnej, jakiej nie stosowano nawet za komuny: dziennikarzom TVN-u, Gazety Wyborczej i innych mediów, które Szyszce się nie podobają, wstęp do sejmu ma być wzbroniony. Media prawicowe, które nagłośniły szyszkowy apel, skwapliwie pomijają fakt, że zespół tworzy 5 parlamentarzystów PiS i bodajże jeden z Solidarnej Polski. 

Wygląda na to - sądząc po histerycznej reakcji Terlikowskiego i jego kolegów, a także polityków i "prawicowego" elektoratu - kaleki uczuciowe i karykatury chrześcijan są w tym środowisku niezwykle cenione.

Cały wywiad Frondy z poseł Pawłowicz:

http://www.fronda.pl/a/centrum-warszawy-nie-nalezy-do-ludzi-zboczonych-i-wynaturzonych-trzeba-bylo-wyznaczyc-im-miejsce-w-zoo,28264.html

czwartek, 30 maja 2013

 

 

A gdy medycyna pójdzie tak do przodu, że zapłodnienie będzie dokonywało się między jednym plemnikiem i jedną komórką jajową. Nie pozostaną żadne zarodki. Kościół zgodzi się wówczas na takie pozaustrojowe zapłodnienie? - pyta biskupa Michalika "Rzeczpospolita".

"Nie, bo takie poczęcie też będzie niegodziwe. Przekreśla się bowiem całą hierarchię wartości. Kościół broni samego człowieka mówiąc, że powinien on mieć naturalnego ojca i naturalną matkę. Dziecko ma mieć zapewnioną naturalną miłość obojga rodziców, a jego poczęcie ma się dokonywać w sposób naturalny, a nie sztuczny. Dokonując zapłodnienia in vitro człowiek narusza porządek naturalny i temu Kościół zawsze będzie się sprzeciwiał. Natura bowiem najlepiej chroni rodzaj ludzki." - odpowiada "Rzeczpospolitej" biskup.

Rozmowa "Rzeczpospolitej" dotyczyła kompromisu, na jaki jest gotowy pójść kościół katolicki w Polsce w sprawie in vitro. To pokazuje, że cały konflikt wywołany przez kościół katolicki tak na prawdę nie dotyczy możliwości uśmiercania "nadprogramowych zarodków", ale doktryny żeby (broń Boże) nie wyręczać Boga. Argumenty użyte przez biskupa, było nie było człowieka inteligentnego, wykształconego i oczytanego, robią na mnie wrażenie jakby były wyjęte z akademickiej dyskusji, i to dyskusji na żenującym poziomie. Bo co znaczy, że człowiek powinien mieć naturalnego ojca i naturalną matkę, a do tego zapewnioną naturalną miłość obojga rodziców? Przecież plemnik i komórka jajowa nie zostały wyprodukowane sztucznie, a pochodzą od naturalnych rodziców. Zaś starania tych rodziców pokazują, że przyszłe dziecko obdarzą miłością nie tylko naturalną, ale też prawdziwą i wielką. W metodzie in vitro prawie wszystko jest naturalne, a jedynie technika trochę pomaga w prokreacji. Ja się zwyczajnie z argumentacją biskupa nie zgadzam.

Całość wywiadu z hierarchą na:

http://www.rp.pl/artykul/107684,1014256-Musimy-byc-wierni-prawom-natury.html?p=1

Na wywiad od razu zareagował Tomasz Terlikowski na stronie "Frondy", krzycząc, że on jako katolik, ba jako człowiek, na żaden kompromis się nie zgodzi. Pisze:

"Kompromis nie jest drogą chrześcijanina, a na pewno nie jest drogą pasterza. A choć w polityce ma on znaczenie, to nie wydaje mi się, by wzywać do niego powinni akurat biskupi, i to nawet w tak ostrożny, jak arcybiskup Józef Michalik, sposób. Nie ma wątpliwości, że o moralnym kompromisie – i to mimo zapewnień „Rzeczpospolitej” - w sprawie in vitro nie ma mowy."

Terlikowski powtarza jak mantrę, w swoim zaślepieniu w ogóle nie zważając na założenie przyjęte w dyskusji nad kompromisem, że prawodawstwo mogłoby zabezpieczyć los "nadprogramowych zarodków":

"In vitro jest złem, bowiem pociąga za sobą likwidację istnień ludzkich. W takiej sprawie zaś prawdziwego kompromisu być nie może. Aborcja, eutanazja, in vitro to sprawy, nie tylko z katolickiego, ale także ludzkiego punktu widzenia, nienegocjowalne. I nie jest to tylko kwestia „wrażliwego sumienia”, ale sumienia w ogóle."

Fajnie, że z ust Terlikowskiego padło w końcu słowo "sumienie". Otóż każdy ma własne sumienie, ten wirtualny organ, w który są wyposażone istoty rozumne, zdolne do uczuć wyższych, który podpowiada każdemu, ale też bardzo subiektywnie, co jest dobre, a co złe. Tyle, że nie ma ani sumienia wrażliwego, ani jakiegoś ogólnego. To co pewnie ma na myśli Terlikowski to wierność przykazaniom, doktrynom i dogmatom kościoła. To nie jest sumienie. Bo sumienie zakłada jakąś empatię i otwarcie na argumenty innych ludzi, którzy niekoniecznie muszą podzielać światopogląd Terlikowskiego. Jeśli Terlikowskiemu się wydaje, że patrzy na sprawy "z ludzkiego punktu widzenia", to tkwi w głębokim błędzie. Ten punkt widzenia na pewno nie jest ludzki, a w niewielkim stopniu chrześcijański.

środa, 29 maja 2013
Bramy do raju

 

wtorek, 28 maja 2013

 

 

Kto próbuje z Terlikowskim polemizować ten „jest nie tylko prostakiem, ale też nie ma pojęcia o tym, o czym pisze”. 

„W jednej procedurze powołuje się 5-7 istnień, a tylko dwa się implantuje. Statystycznie trzeba poświęcić do 20 innych dzieci, by dać życie jednemu (…). Ludzie, którzy decydują się na in vitro, wiedzą, że skazują na śmierć 95 procent istnień ludzkich. Na coś takiego naszej zgody nie tylko jako katolików, ale również jako ludzi nigdy nie było, nie ma i nie będzie.”

„W klinikach zapłodnienia in vitro przechowywane są – w lodówkach właśnie – tysiące dzieci. (…) śmierć zarodków jest wpisana w procedurę in vitro, jest zakładana i wszyscy się na nią godzą. W tym sensie jest ona intencjonalna, zakładana, a nawet wpisywana w procedurę in vitro. Metoda ta jest zatem związana z uśmiercaniem zarodków. A jeśli chodzi o mrożenie, to nie jest prawdą, że większość rodziców zamraża, by potem odmrozić. Większość zadowala się jednym czy dwójką dzieci i resztę zostawia w lodówkach. To dlatego mamy w nich 60 do 70 tysięcy malutkich osób. Samo rozmrażania zaś też wiąże się ze śmiercią. Umiera w jego trakcie nawet 40 procent osób na zarodkowym etapie rozwoju.”

„I jeszcze jedno.  Zarodek nie musi być przekształcany w życie. On jest żywy. I tylko brakom elementarnej wiedzy biologicznej (…) można przypisać tezę, że zarodek trzeba w życie przekształcić.”

A co Panie Tomaszu z plemnikami?  One w końcu są też żywe, te małe ludziki z witkami …

poniedziałek, 27 maja 2013

 

 

Tytułem komentarza: Parę dni temu z trybuny sejmowej, a pewnie z okazji zbliżającego się dnia dziecka, poseł Jan Rębek z PiS, zwrócił się tymi słowami do młodzieży obserwującej obrady z galerii.

Była to kontynuacja myśli, którą skierował wcześniej do kolegów obecnych na sali sejmowej:

- Ja mam takie pytanie, panie ministrze, ale również państwo posłowie, którzy są wyznania chrześcijańskiego: dlaczego z taką wrogością podchodzicie do ludzi poczętych? Przecież wiemy, że in vitro to zabójstwo wielu istnień ludzkich. Wiemy o tym i proszę nas nie przekonywać, że jest inaczej!.

Chyba więc najwyższa pora, żeby dyskusja przeniosła się także do szkół i przedszkoli. A to już blisko, skoro do udziału w marszach życia, na których także wznoszone są postulaty o delegalizację in vitro, werbuje się dzieci.

Przed 1989 rokiem kościół potępiał aborcję i sam pamiętam jak epatowano nas trzynasto-, czternastolatków zdjęciami martwych płodów. Zanim weszła ostatnia ustawa antyaborcyjna sztuczne poronienia były zjawiskiem masowym. Świadczą o tym chociażby opublikowane ostatnio przez CBOS dane, według których ciążę usunęło 4,1 mln do 5,8 mln kobiet w Polsce; to znaczy, że co czwarta żyjąca Polka uciekła się do tego procederu (przed zaostrzeniem ustawy antyaborcyjne w 1993 roku). Brak edukacji seksualnej, mała dostępność skutecznych środków antykoncepcyjnych, a także często wstyd powodowany niechcianą ciążą sprawiały, że aborcję stosowano niejako zamiast środków antykoncepcyjnych. To było bez wątpienia zjawisko patologiczne.

Warto sięgnąć do historii, bo okazuje się, że już w latach dwudziestych ubiegłego wieku aborcja była w Polsce legalna w 2 przypadkach: z powodu ścisłych wskazań medycznych oraz w przypadku zgwałcenia, kazirodztwa lub współżycia z nieletnią poniżej 15 lat. Ten zakres rozszerzono w latach 50-tych; dopuszczalne było przerwanie ciąży w przypadku trudnej sytuacji materialnej ciężarnej. Zdanie niektórych publicystów prawicowych, iż obecny stan prawny cofa nas w czasy okupacji hitlerowskiej, gdy Polkom pozwalano bez ograniczeń na usuwanie ciąż, jest fałszywe i trąci hipokryzją. To stan prawny porównywalny z czasami sanacji.

Wydawać by się mogło dziwne, że w czasach, gdy zjawisko masowej aborcji praktycznie zanikło, a usunięcie płodu jest możliwe tylko w przypadku, gdy ciąża zagraża zdrowiu matki lub płód ma poważne wady, głos kościoła uległ radykalizacji. Przypuszczam, że to podpuszczanie wiernych na „liberalnych” polityków stanowi element polityki kościoła, by umocnić swoją pozycję w państwie. Teraz, gdy aborcji dokonuje się raptem około 700 w ciągu roku (dla porównania w roku 1990 – 59 tysięcy, 1962 – 270 tysięcy), kościół znajduje kolejny „punkt zaczepienia”, jakim jest in vitro, by szczuć jednych przeciw innym i podbijać swój polityczny kapitał.  

W listopadzie 2012 roku za aborcją w przypadku zagrożenia życia było 81% badanych, zagrożenia zdrowia ciężarnej - 71%, poczęcia w wyniku czynu zabronionego - 78%, choroby płodu - 61%. Te dane i tak mnie przerażają, bo jak można ryzykować życie matki, po to by oszczędzić płód? Jak można zmuszać ofiarę gwałtu do donoszenia ciąży i rodzenia? To przecież kobieta w swoim sumieniu powinna rozważyć, czy jest gotowa poświęcić zdrowie lub życie dla potomka, albo czy będzie na siłach urodzić dziecko poczęte w wyniku gwałtu. Wygląda na to, że średnio co czwarty Polak wyżej ceni płód (z którego nie wiadomo co wyrośnie), niż pełnowartościowego człowieka. To jest sekciarstwo, nie chrześcijaństwo. Tu są doktryny, a nie ma empatii i miłości. Czy w kościele już nikt nie mówi o sumieniu? Trochę się wstydzę.

Wczoraj odbyła się pielgrzymka mężczyzn i młodzieńców do Piekar. „Wolontariusze” zbierali podpisy „przeciw zabijaniu nienarodzonych dzieci”, a dokładniej – jak pisze „Gość Niedzielny” - „chodzi o obywatelski projekt ustawy, który zakazuje zabijania przez aborcję chorych dzieci nienarodzonych. To przede wszystkim dzieci z Zespołem Downa, które są w Polsce zabijane w majestacie prawa.”

Taką więc propozycję podsunąłem na stronie Gościa Niedzielnego, żeby przy okazji podpisu przeciw aborcji dokonywanej na płodach z wadami genetycznymi podpisywać deklarację o gotowości adopcji narodzonych kalekich dzieci. Przeciwnicy in vitro powinni z kolei przekazać jedno swoje dziecko rodzinom, które nie mogą mieć potomstwa. Prosto i po chrześcijańsku.

 

niedziela, 26 maja 2013
sobota, 25 maja 2013

 

Z cyklu: Poseł Pawłowicz ja jestem

piątek, 24 maja 2013
Poseł Krystyna Pawłowicz, nie mylić z posłanką.

 

Parę dni temu TVN zrobił wywiad z posłanką Pawłowicz na temat "marszu szmat". Fragment wywiadu znalazł się na antenie "Faktów". Wczoraj wszystkie prawicowe media donosiły, że to manipulacja: kilka zdań posłanki zostało wyjętych z szerszego kontekstu. Sama posłanka domaga się przeprosin od TVN i prowadzącego wywiad Jarosława Kuźniara, a "niemainstreamowe" środki masowego przekazu okrzyknęły dziennikarza hieną. Na stronie TVN-u jest cała wypowiedź tej troglodytki (przepraszam, tej troglodyty). Jest jeszcze bardziej szokująca, niż ten "zmanipulowany" skrót. Takie występy świadczą o tym, że jej miejsce jest w szpitalu psychiatrycznym, a nie na scenie politycznej.

http://www.tvn24.pl/rozmowa-jaroslawa-kuzniara-z-krystyna-pawlowicz,327494,s.html 

Jarosław Kuźniar: W Sejmie posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz. Dzień dobry, witam panią profesor.
Krystyna Pawłowicz: Dzień dobry. Nie posłanka, a poseł.
JK: A co się stało, że...
KP: Nic się nie stało, zawsze byłam poseł. Konstytucja mówi o posłach, a nie o posłankach i posłach. Jestem posłem. Pani poseł Krystyna Pawłowicz, dzień dobry.
JK: Pani poseł Krystyna Pawłowicz. Czy ja mogę panią poseł Krystynę Pawłowicz prosić o to, żeby to nie był kolejny wykład, tylko próba rozmowy?
KP: To proszę nazywać mnie poprawnie. Jestem panią poseł Krystyną Pawłowicz.
JK: Ale oburza się pani na to, że dodałem końcówkę, która podkreśla pani kobiecość?
KP: Ale proszę nie podkreślać. Konstytucja mówi o pewnym stanowisku, funkcji, więc proszę mówić, jak mówi konstytucja.
JK: Z przyjemnością konstytucję czasem można złamać. Co trzeba zrobić, droga pani poseł, żeby zyskać pani szacunek?
KP: Proszę pana, nie szkoda panu czasu?
JK: Na to pytanie? Nie. Szczególnie, że jestem ciekaw odpowiedzi.
KP: Wie pan, może przejdźmy, naprawdę jest tutaj zaraz posiedzenie Sejmu. Gdyby pan zechciał zadać pytanie.
JK: Co trzeba zrobić, żeby zyskać pani szacunek?
KP: Dawać dobre pytania.
JK: Co trzeba zrobić, żeby zyskać pani szacunek?
KP: Dawać dobre pytania, panie redaktorze.
JK: To jest moje pytanie. Bo jeśli pani nie szanuje osób, które są odmiennej płci...
KP: To pan tak mówi, to pan tak mówi, pan tak ustawia rozmowę.
JK: A jak powinienem ją ustawić, kiedy czytam, że powiedziała pani, że ten sobotni pochód, "Marsz Szmat", to była kolejna próba dewiantów?
KP: Proszę pana, kiedy pyta pan jak zyskać szacunek, pewnie nie o mój chodziło, ale w ogóle jak zyskać, to ja przeczytam tylko zawiadomienie, zaproszenie właśnie na "Marsz Szmat", które mówi tak: "zaprasza dziwki, żigolaków, kurtyzany, alfonsów, napalonych queerów, wyzwolonych feministów, transwestytów, córy Koryntu, ladacznice, erotomanów, pedałów, święte prostytutki, puszczalskich, dewiantów". Więc ja po prostu odzywam się takim językiem, w jakim tutaj zostało wystosowane zaproszenie.
JK: Czyli tam był cudzysłów duży przy pani słowie dewiant?
KP: Tutaj użyto bez cudzysłowia. Natomiast powiem panu, że sposób, w jaki zachowano się, sposób, w jaki przedstawiono sprawę bardzo ważną, bardzo ważny problem ofiar gwałtów, został po prostu skarykaturyzowany. To jest jedna wielka prowokacja. Organizatorzy poszli nie tą drogą dlatego, że PiS...
JK: A jaką drogą powinno iść?
KP: ... Ja właśnie chcę powiedzieć, że PiS w zeszłym tygodniu był procedowany projekt ustawy, zgłoszony właśnie przez Prawo i Sprawiedliwość, o radykalnym podniesieniu kar za gwałty. Żaden z klubów nie poparł tej naszej propozycji, (projekt) został odrzucony. Tutaj organizatorzy powinni się zwrócić do Sejmu i to jest realna droga...
JK: Zmiana prawa to jedno, a uświadomienie ludziom, że to jest problem drugie. Dlatego czasami trzeba wyjść na drogę i zrobić taką manifestację.
KP: Natomiast nie jest takim sposobem przebieranie się, czynienie wyuzdanych gestów, zachowanie się w sposób obrażający innych. Właściwie niektóre z pań powinny naprawdę samokrytycznie spojrzeć do lusterka i rzeczywiście włożyć staniki na siebie, a nie nosić piersi, wie pan, i epatowanie młodych ludzi, a właściwie straszenie facetów tych swoimi piersiami.
JK: Brak stroju ma swoje źródło w tej akcji, która wzięła się w Kanadzie, bo tam jeden z policjantów zasugerował coś, co bardzo podobnie pani sugeruje, że kobiety same są sobie winne. Tak się ubierają, są prawie nagie, a później są gwałcone. To jest prawie, jakbym słyszał panią.
KP: Ja Ameryki nie odkrywam dlatego, że powszechnie wiadomo, że istnieje coś takiego jak przyczynienie się. I chodzenie na golasa, wie pan, w ogóle bez gaci i bez stanika, jest formą przyczynienia. No niech pan nie udaje, że na panu nie robi wrażenia rozebrana goła baba. Robi na panu i niech one nie udają, że one w ten sposób walczą, one po prostu szokują, proszę pana.
JK: Podoba mi się rozebrana kobieta... A mogę odpowiedzieć, czy to ma być monolog?
KP: Niech pan nie udaje, że pan teraz walczy o ich prawa. Pan chce po prostu powiedzieć, że ja nie mam racji. Otóż ja mam rację, a pan nie ma racji. Pan jest facetem i pan tak samo reaguje.
JK: Ma pani rację nazywając ich dewiantami, tak po prostu, ludzi którzy się kłócą ubrani, ale wyszli na ulicę w słusznej sprawie?
KP: Proszę pana, to oni sami nazwali się dewiantami. Przeczytałam panu zaproszenia: dziwki, prostytutki, dewianci, transwestyci. Co ma transwestyta do gwałtu? Transwestytę ktoś zgwałci, proszę pana?
JK: Dalej pani podtrzymuje te swoje przykre kiedyś dla posłanki Anny Grodzkiej słowa, że jej twarz wygląda jak po meczu bokserskim?
KP: Proszę pana, mówimy teraz o "Marszu Szmat", szmaty zachowały się jak szmaty i niech szmaty walczą w taki sposób. Jeśli rzeczywiście chcą komuś coś wywalczyć, niech przyjdą do Sejmu i niech pogadają z posłami, żeby przeforsować zmianę ustawy. A pan chce tutaj zrobić sąd nade mną, to się panu nie uda. Te baby same się reklamowały. Po prostu szmaty.
JK: Jak pani może mówić tak o kobietach?
KP: One same się nazwały. To jest "Marsz Szmat". I one się same nazwały.
JK: Celowo przerysowały, żeby zwrócić uwagę ludzi na to, że tak są traktowane.
KP: Godność ma każdy człowiek. One nie mają poczucia wstydu i ja bym się wstydziła. Co tam facet w ogóle robił? Czy jego też ktoś zgwałcił przebrany za babę? Tak walczą o swoje prawa? Niech pan zajrzy do internetu, ludzie nie wiedzieli o co chodzi i po prostu traktowali to jako happening, jako prowokację. I tak się walczy, po prostu baby bez poczucia wstydu, chciały pokazać swoje ciała, brzydkie naprawdę. Ja bym się wstydziła z takimi piersiami wyjść na ulicę. A w centrum Warszawy straszyć ludzi, mężczyzn też bym nie chciała.
JK: A co to znaczy brzydkie albo ładne ciało kobiety?
KP: Niech pan sobie spojrzy. Po prostu wybrały zły sposób. Problem jest bardzo ważny, natomiast jeśli sprowadziły do poziomu szmat, prostytutek i dziwek osoby, które są ofiarami gwałtu, to zrobiły niedźwiedzią przysługę. Tak właśnie będzie się dalej traktować. Pan po prostu widocznie nie rozumie wymowy programu i całego tego happeningu.
JK: Rozumiem wymowę programu, ale jednocześnie słyszę jak posłanka PiS mówi: "jeżeli mają jakiś problem, niech przyjdą do Sejmu i załatwią to na poziomie sejmowym".
KP: One nigdy tu nie przychodzą. Niech przyjdą ubrane normalnie, bo jak nie, to wie pan co, z kodeksu wykroczeń dostaną karę. Chodzenie na golasa po ulicy narusza poczucie przyzwoitości, moralności publicznej. No i teraz będziemy się zagadywać, i tak pan mnie nie przekrzyczy.
JK: Zadam pytanie to, które myślę będzie jakikolwiek szacunek pani wywoływało: gdzie pani szacunek dla Anny Grodzkiej, skoro mówi pani: Sejm jest miejscem, gdzie można załatwiać takie rzeczy?
KP: Proszę pana, nie mówimy o Annie Grodzkiej. Jeśli była na tym marszu, i też się postawiła w rzędzie szmat, no to też jest szmata.
JK: Przeraża mnie pani.
KP: Niech się pan nie przeraża. Po prostu niech pan spojrzy nie jak człowiek, który stara się wyszukać aferę. Zrobiono niedźwiedzią przysługę wszystkim ofiarom gwałtu, niedźwiedzią przysługę. I te baby same się pokazały - jedne z piersiami, drugie tak jakby wie pan już po usunięciu piersi, drugie z kolei w sposób absolutnie nieestetyczny. Niech się poubierają, niech przyjdą poważnie załatwiać sprawy, a nie sobie robić reklamę. I faceci poprzebierani za baby, i towarzycho krzyczące, nie wiadomo o co chodzi. Wie pan, po prostu coś okropnego.
JK: Szanowna pani poseł...
KP: Policja powinna ingerować dlatego, że w taki wyuzdany sposób zachowanie się na ulicy narusza poczucie estetyki, moralności publicznej, prawo rodziców do wychowania dzieci i poczucie estetyki.
JK: Szanowna pani poseł. Czy ludzie, którzy chcą w słusznej sprawie wyjść na ulicę i zamanifestować wiedząc, że muszą coś przerysować, żeby dotrzeć do głów ludzi, nie powinni tego robić na ulicy?
KP: Ulica nie należy do dziw, kurew, alfonsów i tak dalej, i tak dalej.
JK: A dlaczego ulica ma nie należeć do ludzi, którzy walczą o dobre imię kobiet, a może należeć do ludzi, którzy przychodzą na Krakowskie Przedmieście, żeby modlić się pod wyimaginowanym krzyżem?
KP: Proszę pana, jak pan wpuści do siebie, do czystego mieszkania faceta, który chce się wyrzygać. On też coś chce zamanifestować - swoje pijaństwo albo chce się wyleczyć. Puści go pan? Niech się ubierze, ogarnie, wytrzeźwieje, przyjdzie i prezentuje swoje żale i tak dalej. Każdy może to zrobić, tylko trzeba w jakiś przyjęty sposób, z uszanowaniem innych uczuć estetycznych.
JK: Tylko dlaczego to ma być sposób, który pani będzie tolerować, a oni chcą to robić w swój sposób?
KP: Pojęcie moralności publicznej, estetyki, własności publicznej jest pojęciem nie moim. To po prostu funkcjonuje w społeczeństwie, niech się pan z tym zapozna, i te panie, które se tam organizują te marsze.
JK: Bywa pani spokojna?
KP: Proszę pana, pan myśli, że pan mnie złapie w pułapkę, nie uda to się panu. Raz się nie udało i teraz też panie redaktorze się to panu nie uda.
JK: Ale jestem już redaktorem, wtedy byłem tylko studentem. Bardzo mi miło, dziękuję za ten awans.
KP: Ale pan cały czas jest studentem, odsyłam pana po raz kolejny na studia, tym razem na studia z konstytucji.
JK: Kwadrans do godziny dziewiątej. Pani poseł Krystyna Pawłowicz, nie mylić z posłanką. Dziękuję i do zobaczenia.
KP: Dziękuję, jak najbardziej, do widzenia.
JK: Pozdrawiam.

KP: Proszę bardzo, dzięki, cześć, cześć, pa pa.

czwartek, 23 maja 2013
piątek, 17 maja 2013
Kinomaniak. PiS i medycyna.

 

 

„Pani Angelina Jolie (…) wszczepiła sobie implanty. I tak by to zrobiła, i tak by to zrobiła, bo o tym wiemy. Natomiast przy okazji wycięła gruczoł piersiowy, czyli tkankę gruczołową, z której wystaje rak. Ja sądzę, że to jest bardzo zły kierunek, bo my w Polsce i na świecie walczymy o profilaktykę i mammografię. A no po co profilaktyka, po co mammografia, po to by ciurkiem i na szybko badać antygeny rakowe, obcinać, za przeproszeniem, piersi i wsadzać implanty i sprawa załatwiona. (…) Pani Angelina Jolie się zbadała, tylko zbadała antygen, a co by gdyby się dowiedziała, że ten antygen może wskazywać na duże ryzyko jajnika? Co też se wytnie jajniki? A gdybyśmy myśleli o raku szyjki macicy, to co? Nie lepiej urodzić jedno dziecko i wyciąć sobie macicę? Nie dajmy się zwariować.”

 

 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl