RSS
czwartek, 30 czerwca 2011

Jedne artystki pokazują publiczności cycki, inne ściągają majtki i wypinają gołą pupę w kierunku widzów (niektórych to kręci, innych zniesmacza). Artysta Paweł Kukiz prowokuje wyciągając rękę w hitlerowskim pozdrowieniu w trakcie demonstracji związkowców z „Solidarności” (faszyzujący artysta i socjalistyczny związek? Mussolini i Hitler też byli eks-socjalistami).  Prowokacja z dedykacją dla Gazety Wyborczej (Kukiz: „To jedyna okazja dla Gazety Wyborczej, by sfotografowała Kukiza i napisała, że hajluje”). Za bardzo nie wiem, o co artyście chodziło, ale z pewnością był to gest pogardy w stronę tych wszystkich, którzy się z poglądami Kukiza nie zgadzają. Gest to tylko forma. Gorsza jest treść, którą Kukiz od jakiegoś czasu głosi. Polski faszyzm ma już swojego lidera (Kartofla drugiego), rzeszę polityków - aparatczyków, bojówki (związkowców i kiboli), zaprzyjaźnione media, swojego kapelana i wreszcie artystę. Kukiz: Czyżby Leni Riefenstahl (małego/mikrego?/ formatu) polskiej prawicy?

P.S. Piotr Duda, przewodniczący NSZZ "Solidarność" mówił dzisiaj: „Związek domaga się m.in. podniesienia płacy minimalnej, czasowego obniżenia akcyzy na paliwa, przekazania środków na Fundusz Pracy, zwiększenia liczby osób upoważnionych do korzystania z pomocy społecznej”. Podniesienie płacy minimalnej – zgadzam się (bo na obecnym poziomie to czysty wyzysk); przy czym jeśli jest to jeden z zasadniczych postulatów „Solidarności”, to czuję w tym demagogię i tanią propagandę, bo przypuszczam, że problem "płacy minimalnej" dotyczy niewielkiego odsetka pracowników. Obniżenie akcyzy na paliwa – to duże uszczuplenie wpływów do budżetu państwa; może Duda powie jak załatać powstałą w ten sposób „dziurę”. Zwiększenie liczby osób uprawnionych do korzystania z pomocy społecznej – to większe wydatki państwa i dalsze powiększanie dziury budżetowej. Kto ma to finansować. Debil, czy też zwraca się do debili? Raczej to drugie.

Co musi jeszcze zrobić Rydzyk, ażeby hierarchia kościelna zdystansowała się od jego politowania godnych wypowiedzi lub by stracić posłuch u wiernych? Może „pójdę po bandzie”, ale zapytam retorycznie: czy można mieć szacunek dla narodu, który w tak dużej części uznaje Rydzyka za autorytet. Chodzi w końcu o prymitywa (co prawda zaradnego i przedsiębiorczego, ale jednak prymitywa), antyintelektualistę, którego głowa jest pusta jak dzwon, który od czasu, gdy jest znany szerszej publiczności nie powiedział nic, dosłownie nic sensownego, którego wypowiedzi nacechowane są antysemityzmem, który szerzy nienawiść i który jest najzwyklejszym tchórzem. O. Tadeusz Rydzyk na spotkaniu w Parlamencie Europejskim mówił, że jego media są „dyskryminowane i wykluczane", a odebranie dotacji UE na rozwój Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu to efekt działań „totalitarnych rządów Platformy”. Po nocie protestacyjnej polskiego rządu skierowanej do Watykanu, z prośbą o podjęcie działań prowadzących do zaprzestania przez ojca Tadeusza Rydzyka wystąpień, które godzą w dobre imię Polski, Rydzyk zaprzeczył jakoby mówił, że mamy w Polsce system totalitarny, a jego słowa zostały źle zinterpretowane (A wcześniej mówił: „To skandal, czujemy się wykluczani, jesteśmy dyskryminowani, to jest totalitaryzm”). Ponieważ jednak dostał poparcie ze strony pseudoprawicowych mediów i moherowych polityków (m.in. Ziobro, Błaszczak)  i na razie nie otrzymał reprymendy ze strony Kościoła, znów przez jakiś czas będzie czuł się pewnie. Rydzyk zachowuje się jak tchórzliwy gnojek, który jest „ważny”, gdy idzie w grupie rosłych kolegów. Gdy zostaje sam, chowa się po kątach, niczym wystraszony kundel z podwiniętym ogonem.

P.S. Wizytę Rydzyka w Parlamencie Europejskim skrytykował natomiast wiceszef frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należą także europosłowie PiS i PJN, Brytyjczyk Timothy Kirkhope. „PE nie może być miejscem promocji interesów ludzi o poglądach ksenofobicznych i homofobicznych, jakie głosi ojciec Rydzyk” - napisał w przesłanym PAP oświadczeniu. Ze świecą szukać pośród polskich prawicowych polityków takich, którzy nie byliby ksenofobami i homofobami. I to klasa polityków przede wszystkim nas różni od cywilizowanej części Europy.

Tagi: rydzyk
12:44, gkur
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 czerwca 2011

Co to takiego tuba propagandowa?  To narzędzie służące propagandzie, bezkrytycznie i bezrefleksyjnie służące jakiejś idei, skierowane w związku z tym do ludzi upośledzonych intelektualnie lub oddanych tej idei w takim stopniu, że emocje nie pozwalają im na spojrzenie na nią z dystansu. Narzędzie jednostronnie i tendencyjnie oceniające rzeczywistość, które nie pozwala na dyskusję, a nawet na odwoływanie się do najbardziej racjonalnych argumentów czy faktów. Tak właśnie, jak najbardziej prymitywne tuby propagandowe, działają tak zwane prawicowe media w Polsce. Oczywiście warto  przy tej okazji przypomnieć, co oznacza „prawicowy”. Prawica to zwyczajowe określenie sił politycznych, które charakteryzuje szacunek do tradycji, autorytetów, religii, hierarchii społecznej oraz wstrzemięźliwość przy dokonywaniu zmian w systemie społeczno-gospodarczym i politycznym; na przeciwległym biegunie leżą poglądy lewicowe. Z pojęciem „prawica” stykają się także (niestety) idee rasistowskie i szowinistyczne (solidarność wszystkich grup danego narodu przeciw innym narodom lub mniejszościom), zwane potocznie „skrajną prawicą” (choć nie powinny być uznane za prawicowe, bo religię, tradycję i poszanowanie ładu społecznego traktują na ogół w sposób instrumentalny; wartości te są środkiem w drodze do władzy). Wracając więc do tzw. mediów prawicowych, które są reprezentowane przez takie tytuły prasowe jak: „Gazeta Polska”, „Rzeczpospolita”, Uważam Rze”, portale internetowe jak np. niezalezna.pl, publicystów takich jak: Ziemkiewicz, Sakiewicz, ks. Isakowicz-Zaleski (i całą masę „młodych wilków” o nieznanych jeszcze nazwiskach, którzy na ogół ze względu na brak talentu w normalny sposób w dziennikarskim świecie zaistnieć by nie mogli), wypada stwierdzić, że idee, które lansują są chamskim konglomeratem właśnie szowinizmu, komunizmu, klerykalizmu, są skrajnie populistyczne i nastawione wyłącznie - co dobitnie widać w ostatnim czasie - na robienie pieniądza. Jest im tak blisko do idei prawicowych, jak Leszkowi Millerowi do „wrażliwości społecznej”, Ziobrze do umiłowania prawa, a ojcu Rydzykowi do pobożności, miłości bliźniego i ubóstwa. Działając w symbiozie z Prawem i Sprawiedliwością, są tubą propagandową tej partii, w stopniu nie mniejszym niż była „Trybuna Ludu” dla PZPR-u. PiS do czasu, kiedy miało realną władzę w publicznym radiu i telewizji udostępniało ich przedstawicielom czas antenowy, głównie po to by dyskredytowali konkurencję (czynili to bez zahamowań, w podobny zresztą sposób, jak czynią to w swoich macierzystych placówkach: manipulacją, pomówieniem, półprawdą). Nadal te pseudoprawicowe media żerują na negatywnych emocjach i naiwności, eliminując rozsądek, pomijają fakty, zastępując je wykoślawionym komentarzem. Rozsiewają nienawiść, gorycz i zwątpienie.

Po ostatnim zjeździe Stowrzyszenia Dziennikarzy Polskich, miesiąc temu, Stefan Bratkowski pisał tak (a jest to według mnie dobra ocena rzeczywistości):

Miałem to powiedzieć koleżankom i kolegom dziennikarzom z Oddziału Warszawskiego SDP, zebranym dla wyboru delegatów na walny zjazd Stowarzyszenia. Tak się złożyło jednak, że porządek dzienny przewidywał dyskusję dopiero po wyborach – kiedy większość zebranych udała się już do domu. Dlatego powiem to, co chciałem im zakomunikować, pisemnie, za pośrednictwem Studia Opinii…

Przyszedłem – ze swoistym ostrzeżeniem. Wbrew poprawności, zamazującej rzeczywistość. Czas nazywać rzeczy po imieniu, bez niedomówień. Żeby nie było potem, że nikt nie mówił. Mamy już do czynienia ze zjawiskami wręcz groźnymi. Jest w Europie pogoda na ruchy faszyzujące i faszystowskie, ale to nie znaczy, że mamy je traktować jako równorzędne, tolerowane w demokracji partie, tyle, że o innych tylko poglądach. Nie powinno być żadnej symetrii między ich odmową uznania dla porządku konstytucyjnego a partiami, które szanują ustrój demokratyczny i godzą się z wynikami wyborów. Byłbym rad, gdyby ci, którzy dają się pociągnąć różnym atrakcjom kłamstwa niemal kopiowanego z ruchów faszystowskich, przyjrzeli się, czemu kibicują, w co się angażują. Nie poznaję rozsądnych niegdyś, utalentowanych chłopaków – Tomka, Krzysia, Marcina, teraz jakby nie wiedzących, w co grają. Wydają się sobie mocni, zwarci i gotowi. W bardzo niebezpiecznej drużynie gracie, chłopcy.

Jeśli wódz drugiej siły w kraju bez żenady odwołuje się do idei Carla Schmitta, nauczyciela hitlerowców, jeśli podnosi hasło „Polsko, obudź się”, dosłownie wzorując się na haśle Hitlera „Deutschland, erwache”,Niemcy, obudźcie się, jeśli wzorem hitlerowców organizuje fackelzugi, marsze z pochodniami – to czy te analogie mogą nie budzić niepokoju? Ten wódz przywodzi partii zorganizowanej na sposób stricte faszystowski, z pełnią władzy, skupioną tylko w jednym ręku. Czy można tego nie zauważać? I z dziwną jakoś dokładnością przestrzega on zasady Goebbelsa – powoływać się i korzystać z demokracji, dopóki się nie zdobędzie władzy; nie przypadkiem podczas lat jego władzy nigdy nie padły z jego ust słowa takie jak „społeczeństwo obywatelskie” czy „samorząd”. Władzę wedle tego wodza należy centralizować – dokładnie tak, jak chciał i robił to wódz NSDAP.

Nawet powołanie Centralnego Biura Antykorupcyjnego – za mało przemyślanym poparciem Platformy Obywatelskiej – naśladowało dosłownie powołanie analogicznego urzędu przez Hitlera zaraz po objęciu władzy. Hitler chciał tym przypodobać się publiczności, zdegustowanej korupcją republiki weimarskiej. Oddał jednak ten urząd nie żadnemu zawodowemu policjantowi, lecz swojemu człowiekowi, który miał możliwie najszybciej stworzyć instytucję ze swoimi wyłącznie ludźmi, całkowicie powolną interesom wodza. Jak u nas – były zadymiarz, w kraju, gdzie 90 procent aktów korupcji wykrywała i wykrywa policja. Bo nie chodziło o korupcję. Stąd prowokacje, pomówienia i najścia bojówek w kominiarkach (podobno z ABW), na prywatne mieszkania, domy i miejsca pracy ludzi, których można było wezwać na przesłuchanie do prokuratury. Mamy prawo wnioskować, że chodziło w rzeczywistości o zastraszenie wszystkich. Jeśli zakładało się w obecności kamer telewizyjnych kajdanki ludziom, którzy cieszą się najwyższym w kraju poważaniem jako ratujący życie, czyli kardiochirurgom i neurochirurgom, to miało znaczyć, że dla tej władzy nie ma mocnych. Akcję wobec Barbary Blidy projektował sam wódz, przyznając potem, że „to nie tak miało być”; zginęła Bogu ducha winna kobieta, a nawet nie wiadomo jak, bo zmazano odciski palców na broni, z której padł śmiertelny strzał. Nieważne, kto obmyślił „akcję Romeo”, ale uwodzenie kobiety, żeby ją skorumpować – to pomysł sam w sobie haniebny. Żadna z tych operacji nie trafiła w ludzi, którym by potem cokolwiek udowodniono. Ale bo też nie o to chodziło.

Kłamstwo i wyprzedzające zarzucanie innym własnych grzechów stało się normalną rutyną. Ugrupowanie wodza bez żenady pożywiło swą spółkę „Telegraf” środkami z państwowego banku. Na korzyść tego ugrupowania dokonano szwindlu z największymi nieruchomościami po RSW Prasie (dziennikarzom zwolnionym po „weryfikacjach” 1982 r. nie przypadło nic). Skarży się partia wodza na brak własnych mediów, ale długo trzymała w ręku TVP, zaś u progu wolności dostała, przypomnę, najpopularniejszą gazetę polską „Express Wieczorny”, doprowadziła ją do bankructwa i nikt nie zapytał, co się stało z jej finansami. Rządząc, wódz obniżył podatki, ale nikt nie podaje informacji z Rocznika Statystycznego (z roku 2008, strona 606), że w latach 2005- 2007 – latach jego władzy – zadłużenie zagraniczne Polski wzrosło o 100 mld dolarów (do sumy 233 mld dolarów), choć był to czas światowej prosperity. Nikt nie podał, co się z tymi pieniędzmi stało. Wódz skarży się, że jest atakowany przez media, chociaż przyzwoite media z całą naiwnością przestrzegają symetrii wystąpień między nim i zwolennikami demokracji, a nawet bywa on w mediach częściej i zajmuje więcej czasu niż przedstawiciele innych partii czy władz państwa.

Nacjonalizm z ksenofobią nazywany patriotyzmem, propaganda niezadowolenia zamiast propagandy zaradności, jątrzenie i propaganda konfliktu zamiast współpracy, majstrowanie wokół przeszłości zamiast pytania, co zrobić dla jutra – oto program ruchu, którego cel można rozumieć tylko jako destabilizację. To paliwo polityczne, znane dokładnie z doświadczenia Mussoliniego i Hitlera. Jak wódz niemieckich niezadowolonych z lat 30., upokorzonych Wersalem, obrażonych na elity, ludzie wodza miotają publicznie – a bezkarnie – obelgi pod adresem legalnie wybranych władz państwa, nie mówiąc już o kalumniach wobec przeciwników. Teraz wódz wręcz wezwał do obalenia legalnych władz państwa, których ON nie uznaje. A de facto – do obalenia ustroju naszej demokracji. Nie ma chyba co do tego najmniejszych wątpliwości. Na czołówce „Gazety Warszawskiej” przed 10 kwietnia ukazało się ogromnymi literami, niemal przez całą stronę, hasło: „Polacy już czas”.

Na co, przepraszam? Czy 10 kwietnia miał być okazją do swoistego marszu na Warszawę, jak Mussoliniego „marsz na Rzym”, tyle że autokarami? Tym razem nie wyszło – Rydzyk zapowiadał 75 tysięcy, zjechało 7 tysięcy, trochę mało dla zamachu stanu. Ale wódz nie rezygnuje, ostrzegam. Jego „raport o stanie państwa” przewiduje utworzenie centralnego ośrodka władzy politycznej w kraju, dokładnie wedle ideałów Benito Mussoliniego i Adolfa Hitlera. Co to ma wspólnego z demokracją? Powtórzę: cały ten manifest i ostatnie przemówienie wodza do jego wyznawców w Sali Kongresowej są wymierzone w demokrację, w ustrojowy porządek, który udało się nam wywalczyć. Można bez większego trudu udowodnić, że padło swoiste wezwanie do wojny domowej. Czy przesadzam? Wśród powszechnego zakłopotania - ku mojemu zaskoczeniu - prokuratury milczą, jakby niczego nie zauważały. Wszystko wolno?

Ze złej miłości można się uleczyć - przed nikim nie jest zamknięta droga do uczciwości i demokracji. Ale rodzącemu się faszyzmowi trzeba po prostu zagradzać drogę. Nazywać go otwarcie. Nie może być wobec niego żadnej, nawet pozorowanej symetrii. Zważywszy zaś dzisiejszą rolę mediów, wymaga to naszej osobistej odpowiedzialności. Dziennikarze są bardziej odpowiedzialni niż politycy za stan umysłów Polaków, za przyzwolenie dla urojeń i paranoi.

Jeśli dziś porzuciłem inne obowiązki i przyszedłem tutaj powiedzieć to, co słyszycie, to dlatego, że przekraczamy jakąś granicę tolerancji. Dziennikarstwo polskie ma swe karty chwały i upadku. To, co dziś pokazujemy, mówimy i piszemy, zostanie po wsze czasy – i niech potem nie zawstydza naszych dzieci odpowiedź na pytanie „coś ty, tatusiu, wtedy robił, co ty, mamusiu, wtedy robiłaś?” I niech nie będzie, że nikt nie mówił, koleżanki i koledzy.

 http://alfaomega.webnode.com/news/bez%20niedomowie%C5%84/

Nie słyszałem, żeby ktoś Stefana Bratkowskiego ciągał za tę wypowiedź po sądach.

Paria PiS była posądzana przez wszystkich jej niechętnych o autorytaryzm lidera, który rzekomo podejmował wszystkie ważkie decyzje sam i tłumił wszelkie dyskusje w jej łonie już w zarodku; dla zwolenników i tak była od zarania ucieleśnieniem demokracji, transparentności i uczciwości. Dzisiaj wszystkim PiS pokazuje, że zasługuje w pełni na miano najdemokratniejszej partii pod słońcem.

Otóż w ostatni wtorek w klubie parlamentarnym PiS - bez udziału Kaczyńskiego - gorąco dyskutowano, czy powinien on pójść na badania psychiatryczne. "Większość była za tym, by Kaczyński się nie stawił. Ale decyzję ostateczną podejmie on sam” - zdradza uczestnik spotkania. Chodzi oczywiście o badania, które zarządził sąd (pewnie powszechny, ale z pewnością nazbyt powszechny) w sprawie karnej przeciw liderowi PiS.

Adam Hofman, rzecznik PiS dodatkowo wyjaśnia: „Według mnie nie stawi się na badania, ale nie może zostać zatrzymany przez policję, bo w tym zakresie chroni go immunitet. Zgodę na zatrzymanie musiałby wydać Sejm, a tu zgody nie będzie!”. 

Oczywiście Hofman ma rację, że jako przedstawiciel najdemokratnejszej opozycji wypowiada się również w imieniu większości parlamentarnej, bo przecież w demokratycznym państwie prawa nie może być tak, że lider największej partii opozycyjnej jest ciągany po byle sądach i podlega tym samym procedurom, co zwykły obywatel. Dla lidera PiS jedynie godnym sądem jest pewnie Sąd Najwyższy lub ostatecznie Sąd Ostateczny.

Tagi: PIS
06:49, gkur
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 czerwca 2011
Borne Sulinowo - Szwecja. Spływ Pilawą.

 

 

Niezalezna.pl pisze: Po dojściu do władzy partii PiS, jej prezes Jarosław Kaczyński, obiecał odpowiednio uhonorować bohaterów Czerwca i ukarać winnych zdarzeń sprzed 55 lat.

Śmiem twierdzić, że "osoby odpowiedzialne" raczej nie żyją. Czyżby Kaczyński zamierzał rozkopywać groby?

Tomasz Nałęcz niedawno powiedział o liderze PiS iż ociera się on o polityczną pedofilię. Dzisiaj można dopisać do tego polityczną nekrofilię.

Zasadne okazuje się rownież tak głośno krytykowane przez "prawicowych" publicystów i polityków skierowanie Kaczyńskiego przez sąd na badania psychiatryczne.

poniedziałek, 27 czerwca 2011
10 powodów, dla których należy omijać Bytom szerokim łukiem. Oraz 100 powodów, dla których warto się w Bytomiu zatrzymać.

Część trzecia - Urzędnicy (4)

 

Otrzymałem dzisiaj od Prezydenta Bytomia pismo, które ma się nijak do postawionych przez mnie wcześniej pytań dotyczących dewastacji kamienicy przez lokatorów mieszkania komunalnego. To szczyt pustosłowia, z jakim się wcześniej nie spotkałem w relacjach z urzędnikami (choć przyznaję, że takich relacji było niewiele). Przypomina mi mowę polityka, który nie chce lub nie potrafi odpowiedzieć na proste pytania. Uważam, że na poziomie samorządu lokalnego powinno być mniej politykierstwa i pustych gestów, a więcej działania. 

 

 

 

Szanowny Panie Prezydencie!

 

Otrzymałem właśnie Pańską odpowiedź na moje wcześniejsze pismo i muszę powiedzieć, że nie jest mi do śmiechu. Jestem rozżalony, bo nie jest to odpowiedź godna Prezydenta Bytomia, ale politruka usadowionego na czteroletniej synekurze. Jestem wściekły, bo spodziewałem się merytorycznej odpowiedzi, a dostałem urzędniczy bełkot.

Pisze Pan, jakie są obowiązki zarządcy nieruchomości i z jakich przepisów wynikają. A ja podkreślam, że zarówno ja, jak i inni członkowie naszej wspólnoty mieszkaniowej, nie mamy zastrzeżeń do aktualnego zarządcy (gdyby takowe były, to wspólnota rozwiązałaby z nim umowę), a były wcześniej do ZBM-u, z którym umowę zawczasu rozwiązano. W kwestii obowiązków zarządcy zapytam dosadnie: gdybym zrobił kupę w Pana gabinecie, to miałby Pan pretensje do mnie, czy do sprzątaczki, za to, że nie czekała z wiadrem za drzwiami? Nie rozumiem, dlaczego uporczywie czepia się Pan zarządcy, skoro kamienicę metodycznie zanieczyszczają lokatorzy mieszkania komunalnego (jeszcze raz podkreślę, że to w lokalach gminnych (pustostanach) przy Jagiellońskiej 25 administrowanych przez ZBM zalegały sterty ekskrementów). Jeśli występujący w imieniu gminy Zakład Budynków Miejskich Sp. z o.o. ma uwagi krytyczne dotyczące pracy zarządcy – firmy „ZAPROFO DOMINO”, to powinien je wyartykułować na forum spotkań wspólnoty.  Żeby zakończyć ten wątek nadmienię, że rzekome niewywiązywanie się z obowiązków aktualnego zarządcy nie było przedmiotem moich wcześniejszych pism.

Pozwolę sobie więc po raz kolejny zadać pytania, na które nie otrzymałem odpowiedzi.

Po pierwsze:

Rodzina Przekwasów (zwłaszcza Adam Przekwas) od lat demoluje lokal, który zajmuje oraz sąsiednie lokale, włamując się do nich, kradnąc elementy wyposażenia i zanieczyszczając je. Te lokale są własnością Gminy Bytom. Moje pytanie brzmi: Co Gmina i Prezydent zrobili i co zamierzają zrobić, żeby powstrzymać dalszą dewastację mienia gminy przez lokatorów mieszkania komunalnego?

Po drugie:

Dewastacja mieszkań trwa od lat. Zgłoszenie faktu włamania nastąpiło przez ZBM po moim doniesieniu na policję i dopiero po presji wspólnoty i zarządcy. Kolejne pytanie brzmi: Czy fakt dewastacji mieszkań, stanowiący uszczerbek majątku Gminy znacznej wartości, był wcześniej zgłaszany na policję i kiedy? Jeśli nie, to dlaczego?

Po trzecie:

Adam Przekwas włamywał się do mojego mieszkania dwukrotnie. Włamywał się prawdopodobnie  do innych mieszkań, ale wobec braku wystarczających dowodów, policja nawet nie wszczynała spraw. Moje pytanie brzmi: Co Prezydent Bytomia zamierza zrobić, żeby uchronić lokatorów kamienicy przy ulicy Jagiellońskiej 25, a więc mieszkańców Bytomia, przed kryminalistą Adamem Przekwasem, który korzysta z dobrodziejstwa zajmowania lokalu komunalnego?

Po czwarte:

Dla mnie jest oczywiste, że to sąd orzeka o ewentualnej eksmisji, natomiast moje pytanie brzmi: Dlaczego Gmina Bytom nie wystąpiła do sądu o nakaz eksmisji, skoro lokatorzy mieszkania komunalnego dewastują zajmowany lokal i narażają gminę na dodatkowe roszczenia ze strony wspólnoty z tytułu szkód wyrządzonych w mieniu wspólnoty?

Po piąte:

Dlaczego narusza Pan prawo, zwlekając z odpowiedziami na moje pisma ponad ustawowy termin 30 dni?

 

Jeśli nie chce Pan odpowiadać mi wprost na tak zadane pytanie, to oświadczam, że zrobię wszystko, żeby zadała je prokuratura.

Nie robiąc nic w tej sprawie Pan nie walczy z patologiami – Pan je wspiera.

10 powodów, dla których należy omijać Bytom szerokim łukiem. Oraz 100 powodów, dla których warto się w Bytomiu zatrzymać.

Część trzecia - Urzędnicy (3)

Urząd Miejski w Bytomiu na terenie miasta wysyła korespondencję poprzez doręczycieli, unikając usług Poczty Polskiej. W przypadku nieobecności adresata w skrzynce pocztowej doręczyciel zostawia awizo z informacją, iż korespondencję można odebrać w kancelarii Urzędu Miejskiego w godzinach urzędowania: poniedziałek: 7.30 – 17.30, wtorek – piątek: 7.30 – 15.00. To oznacza, że osoba zatrudniona na etacie musi się zwolnić z pracy lub wziąć dzień urlopu, po to, by korespondencję móc odebrać. W przypadku Poczty Polskiej korespondencję można odebrać w dni robocze w „ludzkich” godzinach, bez kolizji z obowiązkami zawodowymi, lub w sobotę.

Doprawdy nie wiem, jakie przesłanki kierowały p.t. urzędnikami, żeby wprowadzać takie zasady doręczeń. Być może walka z bezrobociem (dla mnie to nie jest argument, bo zmniejszenie liczby doręczeń przez Pocztę Polską może z kolei skutkować redukcjami etatów w tej instytucji). Może koszty doręczania korespondencji poleconej poprzez Pocztę Polską na terenie gminy są wyższe niż koszt zatrudnienia doręczycieli? Tyle, że koszt ten z nawiązką – o czym pisałem wyżej – przerzucony został na mieszkańca gminy. Strach pomyśleć jak korepspondencja z Urzędem Miasta może zdezorganizować życie komuś, kto lubi pisać skargi (a może właśnie o to chodzi?)

Dla mnie jest to wyraz skrajnego debilizmu urzędniczego, który uderza w obywateli: kradnie ich czas i pieniądze (na pociechę dla włodarzy miasta dodam, że inne miasta stosują podobną praktykę i jest ona zgodna z prawem). Dla prezydenta wywodzącego się z ugrupowania opowiadającego się rzekomo za gospodarką rynkową czas i pieniądz mieszkańca powinny być dość istotnymi wartościami.

Udałem się dzisiaj, po kilku dniach urlopu, do Urzędu Miejskiego, z dwoma awizami w ręce, celem obioru korespondencji. Ponieważ adres mojego stałego zameldowania nie pokrywał się z adresem korespondencji, pojawiły się problemy. Najpierw, żeby w ogóle zlokalizować listy, a  następnie, żeby wydać jeden z nich. Na awizie widnieje moje imię i nazwisko oraz adres, który jest adresem mojego czasowego zameldowania. Korespondencja z urzędu miejskiego była odpowiedzią na moją skargę, którą złożyłem z imienia i nazwiska w imieniu wspólnoty mieszkaniowej, jako członek jej zarządu. List z Urzędu był skierowany do mnie z imienia i nazwiska pod adres mojego zameldowania czasowego. Listu jednak mi nie wydano, gdyż p.t. Urzędniczka z Referatu Ochrony Zabytków domagała się ode mnie potwierdzenia pobytu czasowego lub/i pieczątki Wspólnoty Mieszkaniowej i najlepiej tytułu prawnego do lokalu (na awizie tych wymogów wyszczególnionych oczywiście nie było). Wszystko po to, by mieć pewność, że Kurpanik z awiza, to ten sam Kurpanik z dowodu osobistego. Nadmienić trzeba, że wszystkie te informacje są w posiadaniu stosownych wydziałów Urzędu Miejskiego. Gdyby korespondencja była doręczona przez Pocztę Polską lub jakąkolwiek firmę kurierską wystarczyłby jakikolwiek dowód tożsamości (czyli np. paszport). Adres zameldowania przy odbiorze korepondencji w Polsce nie jest wymagany, gdyż człowiek w wolnym kraju ma prawo przebywania w dowolnym miejscu oraz odbierania listów pod dowolnym adresem. Widać, że Bytom stanowi jakiś rodzaj enklawy, państwa w państwie.


niedziela, 12 czerwca 2011

Joachim Brudziński powiedział dzisiaj o Platformie, że jest tak eklektyczna jak cygańska posiadłość pod Łodzią. Miała być złośliwa uwaga, a niechcący wyszła pochwała partii pełnej życzliwości do innego człowieka, tolerancyjnej, dążącej do narodowego pojednania, otwartej na inne rasy i inne narody. Tak należy rozumieć tę metaforę. Chciał wyliczyć wady konkurencji, a mimowolnie pokazał oblicze własnej partii: hermetycznej i jednorodnej ideologicznie (przeciwieństwo politycznego eklektyzmu), ksenofobicznej (przymiotnik cygański w wypowiedzi Brudzińskiego nie ma pozytywnego wydźwięku) i antysemickiej (nawiązanie do Łodzi, miasta o żydowskich korzeniach). Wypowiedź Brudzińskiego utwierdza mnie w przekonaniu, że PiS to faszystowska partia. Gdybym miał – wzorem Brudzińskiego - porównać ją do jakiejś „posiadłości”, to byłby to nieskanalizowany wychodek.

piątek, 10 czerwca 2011

W artykule „Platforma cenzorska” niezalezna.pl pisze, że dziś przed Sejmem odbędzie się pikieta przeciwko cenzurze stosowanej przez Platformę Obywatelską. Uczestnicy pikiety będą mieli ze sobą zdjęcia dotyczące smoleńskiej katastrofy z wystawy „Pamięć i Prawda” z Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Wówczas kwestorzy ocenzurowali wszystkie napisy pod zdjęciami, które zostały zaklejone czerwoną taśmą, według mnie słusznie, bo były kłamliwe. Kłamstwem jest – o czym świadczą nawet obecne wyniki sondaży (a przed katastrofą były jeszcze mniej korzystne dla Kaczyńskiego) – że „żaden inny polityk nie cieszył się takim oddaniem obywateli jak Profesor Lech Kaczyński'', a „pogrzeb Pary Prezydenckiej był wielką manifestacją przywiązania Polaków do ich tragicznie zmarłego prezydenta” oraz, iż „Polska oddała ostatni hołd swoim najwybitniejszym obywatelom na przestrzeni wieków'' Nieuprawnione jest twierdzenie, że „Katastrofa smoleńska to największa tragedia Polski od II wojny światowej”, a ''w opinii ogromnej liczby Polaków, Profesor Lech Kaczyński był najwybitniejszym polskim politykiem po II wojnie światowej''. Manipulacją, jest sugerowanie, że strona rosyjska wykazała się brakiem szacunku dla ofiar tragedii (''Na zdjęciu funkcjonariusz rozbija okna łomem i wykonuje radosny gest w stronę swoich kolegów. (...) Ciała ofiar katastrofy smoleńskiej zostały rzucone przez Rosjan na leżące na ziemi płachty folii. Czekały na widoku publicznym na włożenie do trumien. (...) Funkcjonariusze przeszukiwali miejsce katastrofy wtykając kijki w ziemię. Nic dziwnego, że miesiąc, a nawet trzy miesiące po tragedii polscy turyści znajdowali kawałki ciał i ważne urządzenia z samolotu. To rzuca cień wątpliwości na profesjonalizm i pewność/niezawodność Rosji”) Itd. itp. Wystawa miała być przedstawione w polskim Sejmie, na ostatecznie nie zgodził się na nią marszałek Grzegorz Schetyna, argumentując tak: „[nie będzie] kontrowersyjnych wystaw i nieskalowania tym samym kampanii w wyborczej w Sejmie”. I słusznie.

Tomasz Sakiewicz porównywał niedawno prezydenta Komorowskiego do konia, co „przypomina czasem wałacha, jedną nogą kuśtyka, pot mu się leje już przy kłusie” (dodam tylko od siebie, że przy tak wyrafinowanym porównaniu poprzedni prezydent jawi mi się jako kuc). To, że można sobie pozwolić na znieważanie, wyszydzanie, wyśmiewanie bez jakichkolwiek konsekwencji (nie mam na myśli wyłącznie sankcji prawnych) osób pełniących w państwie kluczowe funkcje, jest chyba najlepszym przykładem na to, że wolność słowa w Polsce ma się całkiem dobrze. Dodam tylko, że to PiS całkiem niedawno, ustami posłanki Kempy, domagało się kontroli internetu, bo było tam zbyt wiele wpisów odnoszących się do tego ugrupowania, które można było uznać za „mowę nienawiści”. Autorzy i publicyści z „prawicowych” mediów uważają jednak, że jest w Polsce ostra cenzura, porównywalna z tą na Białorusi. Cezurą jest zatem chyba brak formalnej zgody zainteresowanego na opluwanie go; powinien on również w przypadku, gdy sprawuje funkcję publiczną, na  koszt podatnika udostępnić opluwającym przestrzeń publiczną, po to by można było go opluwać jeszcze lepiej i jeszcze celniej .

 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl