RSS
sobota, 31 lipca 2010
Migalski na niedzielę (chyba na lekkim rauszu).

 

Co bym zrobił dzisiaj? Co dzisiaj moja partia powinna zrobić? – zastanawia się Marek Migalski na swoim blogu.

„Zorganizować wspólną akcji z ZNP i „Solidarnością” nauczycielską wykazujący cynizm i manipulatorstwo PO w obiecywaniu 30-procentowych podwyżek w tym roku, podczas gdy nauczyciele otrzymają 7-procentową … we wrześniu przyszłego roku? Warto by było stanąć z transparentem pod Ministerstwem Edukacji z hasłem: „30 nie równa się 7. Hall do powtórki matury z matematyki” lub czymś podobnym… „

PiS wespół z „Solidarnością” wspólną akcję protestacyjną na pewno zorganizują. Tyle, że po wakacjach. Prezes Kaczyński musi jeszcze tylko wydać formalne polecenie prezesowi Śniadkowi.

„Jutro Beata Kempa powinna zrobić happeningu na stacji CPN, na której spotykali się Zbycho z Rychem i dobijali targów, protestując przeciwko zakończeniu prac komisji hazardowej i pokazywać, że komisje naciskowa i ds. śmierci B. Blidy działają już ponad dwa i pół roku i nadal służyć mają do walenia PiS po głowie, a komisja hazardowa kończy w skandalicznym stylu swoje prace po 8 miesiącach z intencją wybielenia chłopaków z PO.”

Robi się happening, a nie happeningu.  Można zrobić ewentualnie kuku.

Zamiast wysyłać minister Hall na powtórny egzamin maturalny, Migalski powinien zadbać o wypełnienie luk we własnej edukacji, bo są dość duże.

Kempa happeningi urządza na co dzień i muszę przyznać, że są już nudne. Jeśli Migalski chce coś doradzić Kempie, to służę podpowiedzią: posłanka Kempa powinna jak najszybciej udać się do psychiatry.

Czyżby na pewno „Zbycho z Rychem dobijali targów, protestując przeciwko zakończeniu prac komisji hazardowej”? To jest ciekawa informacja, która może stanowić przełom w ustaleniach komisji. Tym bardziej, że od kilku dobrych lat nie ma już stacji CPN. Jest PKN ORLEN S.A., który to koncern utworzony został w wyniku fuzji Petrochemii Płock SA z Centralą Produktów Naftowych (zwaną w skrócie CPN).

„Pojutrze nowa pani wiceprezes, która jest znana z tego, że jest specjalistką od finansów publicznych, powinna zrobić konferencję pod Ministerstwem Finansów w sprawie planowanych przez PO podwyżek podatku PIT i przypominać, że za naszych rządów owe podatki zostały drastycznie obniżone? Niech trzyma w ręku wyliczenia ile zostało w kieszeniach podatników w wyniku naszej obniżki podatków i o ile zmniejszy się zasobność kieszeni zwykłego kowalskiego w efekcie podwyższenia podatku VAT lub PIT za czasów PO.”

Po pierwsze: proszę o więcej szacunku do „zwykłego kowalskiego”. Po drugie: PO planuje podniesienie podatku VAT, nie PIT. To duża jest różnica. Polecam Migalskiemu jakiś krótki kurs ekonomii i podatków. Po trzecie: już to wyliczono – średnio obywatel zubożeje o paręnaście złotych miesięcznie. P.S. Ciekawe, czy „nowa pani wiceprezes, która jest znana z tego, że jest specjalistką od finansów publicznych” wie jaka jest różnica między VAT a PIT? Dobrze by było, żeby we władzach PiS znalazł się w końcu jakiś specjalista, a nie tylko ktoś znany z tego, że jest specjalistą.

Pisowskie nieuki! Wypełniać edukacyjne luki!

piątek, 30 lipca 2010
Dr Marek Migalski – Wiedza i odwaga

 

Na swoim blogu doktor Marek chwali się swoimi osiągnięciami w parlamencie europejskim na przestrzeni ostatniego roku. Wpis na blogu powstał na zasadzie „kopiuj – wklej”, a tekst źródłowy znajduje się na oficjalnej stronie europarlamentarzysty: www.migalski.eu

Poza numeryczną statystyką interpelacji i wystąpień, pokazuje swoje największe osiagnięcia, do których przede wszystkim zalicza aktywność w działalności na rzecz niezależności mediów. Pisze m.in.:

„Główną komisją parlamentarną, w której w pierwszym roku mojej pracy parlamentarnej zasiadałem była Komisja Kultury i Edukacji. (...) W ramach prac w Komisji Kultury zaangażowałem się szczególnie w monitorowanie raportu dotyczącego dziennikarstwa i nowych mediów. W mojej opinii raport ten w istotny sposób narusza wolność mediów i ingeruje w niezależność dziennikarską. Raport został przegłosowany w Komisji Kultury, we wrześniu zostanie z kolei przedstawiony na sesji plenarnej. Będę próbował wówczas przeforsować kolejne poprawki do raportu.”

O swojej pracy nad „Raportem” pisze w uroczystym tonie także w liście otwartym do dziennikarzy:

„Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na raport Mortena Lokkegaarda "Dziennikarstwo i nowe media - tworzenie sfery publicznej w Europie", który został przyjęty przez Komisję Kultury i Edukacji Parlamentu Europejskiego.

Pracom nad raportem przyświecała początkowo chęć lepszego informowania obywateli europejskich o działaniach unijnych instytucji. Końcowa wersja w Komisji Kultury zawierała jednak wiele niepokojących punktów, względem których zgłosiłem zastrzeżenia. Kilka wytycznych raportu budziło wątpliwości co do poszanowania wolności i niezależności mediów.

Najważniejsze punkty raportu Morena Lokkegaarda to:

Podkreślenie, iż nadawcy publiczni mają obowiązek informowania o Unii Europejskiej (przedstawiłem poprawkę wykreślającą ten punkt z raportu, jednak została ona odrzucona),

Wytyczne dla państw członkowskich do uznania informowania o UE za wysoki priorytet (punkt ten udało się wykreślić),

Propozycja wprowadzenia rocznych tablic wyników, które zawierałyby porównanie nadawców wiadomości w UE oraz poszczególnych nadawców publicznych w państwach członkowskich (starałem się o wykreślenie tego punkt, jednak ostatecznie posłowie zaakceptowali kompromis wzywający Europejskie Obserwatorium Audiowizualne do monitorowania unijnych nadawców wiadomości i nadawców publicznych w państwach członkowskich na poziomie krajowym, regionalnym oraz lokalnym a także do raportowania o nich Parlamentowi Europejskiemu),

Propozycja szkolenia pracowników Komisji i Parlamentu Europejskiego w zakresie umiejętności komunikacji tak, aby ci lepiej komunikowali się z mediami i obywatelami (moja poprawka podkreślała, że tego typu szkolenia nie powinny pociągać za sobą dodatkowych kosztów, została ona jednak odrzucona),

Propozycja dokonania krytycznych przeglądów forów międzyparlamentarnych (punkt ten udało się wykreślić),

Utworzenie zespołu zadaniowego złożonego z dziennikarzy niepodlegających kontroli redaktorskiej, zatrudnionych spoza instytucji unijnych i pracujących w Brukseli, których zadaniem byłoby przygotowywanie codziennych wiadomości na temat UE do publikacji w różnych kanałach (moja poprawka wykreślająca ten punkt raportu została zaakceptowana),

Podkreślenie, że państwa członkowskie muszą posiadać ministra do spraw europejskich, do którego obywatele zwracaliby się ze sprawami dotyczącymi UE (w moim przekonaniu tworzenie takich stanowisk niepotrzebnie zwiększyłoby koszty, ostatecznie zaakceptowana została propozycja zachęcająca państwa członkowskie do tworzenia biur do spraw europejskich),

Włączenie tematyki UE jako przedmiotu do programów nauczania w szkołach średnich (w moim przekonaniu instytucje unijne nie powinny zajmować się kształtowaniem programów nauczania w szkołach, powinno to leżeć w gestii państw członkowskich, dlatego starałem się o wykreślenie tego punktu, ale ostatecznie przeszedł kompromis zachęcający państwa członkowskie do przybliżenia młodzieży informacji o procesie unijnej integracji).

Posłowie grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów głosowali przeciwko raportowi, jednak raport przeszedł większością 24 do 3 głosów. Udało mi się jednak przeforsować dodatkowo poprawki podkreślające znaczenie wolnych i niezależnych mediów zarówno na poziomie europejskim, jak i państw narodowych, oraz przypominające, iż zgodnie z Traktatem Amsterdamskim organizacja i finansowanie nadawców publicznych leży w gestii państw członkowskich i instytucje unijne nie powinny w nie ingerować.

Pozwalam sobie zwrócić Państwa uwagę na ten raport dlatego, że nawet w obecnym kształcie zawiera on wiele niepokojących zapisów ograniczających, w moim przekonaniu, wolność mediów. Jeśli nie zostanie on zmieniony będzie on ingerował w swobodę wykonywania przez Państwa zawodu. Proszę o krytyczne przyglądanie się owemu raportowi i samodzielną ocenę zagrożeń z niego wynikających.

 

Czytając Migalskiego ma się wrażenie, że "Raport" jest aktem prawnym, który zburzy fundamenty niezależnego dziennikarstwa, a sam Migalski „wiedzący i odważny” walczy jak lew o wolność mediów.

Ranga „Raportu” i jego wpływ na niezależność mediów są tak istotne jak moje pierdnięcie. Migalski „robi z igły widły”. „Raport” pokazuje jedynie jak zbiurokratyzowaną instytucją jest Unia Europejska. Jak pisze Migalski - pracom nad raportem przyświecała początkowo chęć lepszego informowania obywateli europejskich o działaniach unijnych instytucji – ale ostateczny kształt raportu zawierał zdaniem eurodeputowanego zapisy ograniczające autonomię mediów publicznych.

Z raportu wynika tyle, że Unia Europejska i jej instytucje chciałyby zagwarantować sobie możliwość autoprezentacji na antenach mediów publicznych i to nie ulega wątpliwości. Słuszne jest, że Migalski zabiegał o wykreślenie kilku absurdalnych zapisów, natomiast w ogóle nie widzę skutków jakie raport mógłby wywołać w kontekście niezależności mediów. Dodać należny, że „Raport” dotyczy mediów publicznych (w których prawdziwej niezależności – również za sprawą politycznych mocodawców Migalskiego - jest mało); raport nie zajmuje się mediami „niepublicznymi”, prywatnymi (których Migalski być może nie uznaje).

Migalski często strzela kulą w płot. Na przykład propozycja włączenia tematyki UE jako przedmiotu do programów nauczania w szkołach średnich nijak nie przystaje do zagadnień związanych z niezależnością mediów.

Kolejny z argumentów Migalskiego, że działania edukacyjne mające na celu poprawę sposobu komunikowania się pracowników Komisji i Parlamentu Europejskiego z mediami i obywatelami będą generowały dodatkowe koszty też ma się nijak do stawianej tezy o zamachu na dziennikarską niezależność.

Wygląda na to, że góra urodziła mysz. Działania Migalskiego na forum Komisji Kultury można porównać do placebo.

List otwarty Migalskiego należy traktować li tylko jako autoreklamę europosła wpisującą się w jego puste jak dotąd hasło wyborcze „wiedza (niedohablitowana) i odwaga (tania)”. Ma pokazać, że Migalski walczy o Polskę, demokrację i wolność.

Co ma Migalski do powiedzenia na temat niezależności mediów publicznych w Polsce? Jakie działania podjął na rzecz ich niezależności? Czy nie przeszkadza mu, że media publiczne stały się tubą propagandową „jedynej słusznej” opcji politycznej. Tubą, którą do tej pory bez wstydu wykorzystywała partia, na której jest usługach. Jak widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.


czwartek, 29 lipca 2010
Pan bełkocze, jego dwór dorabia filozofię.

 

Mariusz Błaszczak, rzecznik klubu PiS w rozmowie z portalem Gazeta.pl zgadza się ze słowami prezesa partii i przywołuje tragiczne wydarzenia z Duisburga podczas Love Parade. - Tam opinia publiczna domaga się odpowiedzialności politycznej wobec burmistrza, wobec władz, które doprowadziły do tej tragedii - zauważył.

Poseł Błaszczak, żeby być konsekwentny, powinien domagać się odpowiedzialności władz landu, jak również dymisji Angeli Merkel. Niemcy to przecież państwo demokratyczne, a "w przeciętnym kraju demokratycznym rządu już by nie było".

Gdyby poseł Błaszczak zastosował te same standardy oceny dla wszystkich, władze Prawa i Sprawiedliwości już dawno musiałyby dokonać zbiorowego samobójstwa.

Czy poseł Błaszczak nie dostrzega różnic między katastrofą komunikacyjną, której nie można było przewidzieć, a tragedią na imprezie masowej, do której bez wątpienia doszło z winy organizatorów? Pewnie prywatnie widzi różnice, bo debilem chyba nie jest (ładnie się wysławia i logicznie buduje zdania). Natomiast „będąc na służbie” - jako rzecznik partii „wodzowskiej” - musi tłumaczyć z polskiego na polski co niedomagający psychicznie prezes chciał powiedzieć. Przy okazji rozwija się nam kolejny politruk pozbawiony skrupułów, PiS-owski Urban. Ja na jego miejscu spaliłbym się ze wstydu za słowa, w których nie ma krzty sensu.

Chociaż śledztwo w sprawie katastrofy nadal trwa i nie powinno się dywagować o przyczynach katastrofy do jego zakończenia, to naprawdę trzeba być skrajnie nieuczciwym, by obwiniać za katastrofę rząd lub swoich przeciwników politycznych, a skończoną świnią, żeby przy pomocy mediów angażować w to wszystko emocje społeczne.

Mariusz Błaszczak jest kolejnym politykiem PiS-owskiego establishmentu, do którego poczułem dużą niechęć.

Walka o władzę, czy o pozycję w partii wyeliminowała resztki uczciwości, zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Nie ma w PiS-ie jednej na tyle silnej osobowości, która by się odcięła od tych manipulacji, ogłupiania, jeżdżeniu na emocjach zdezorientowanych ludzi. Jest tylko tłum, głupia, bezwolna masa. Panie i Panowie! Gdzie się podziały Wasze sumienia? Bądźcie choć raz prawi i sprawiedliwi!

P.S. Wypadek w Duisburgu komentuje mentor PiS-u, ksiądz dr Tadeusz Rydzyk:

- Akurat to co się stało w tych dniach w Duisburgu. To było nic innego jak homoparada, parady homoseksualistów, lesbijek, narkotyki i alkohol, muzyka techno - opowiadał słuchaczom swojej stacji. - No i co się stało? 19 ludzi straciło życie, prawie 350 rannych, młodzież. To jest na świecie! Oni odeszli w dużej mierze od Pana Boga, odeszli. Stało się tak, że dobrobyt przyszedł i niektórym wystarczyło tylko to. Jedzenie, przyjemność, jak najwięcej użyć i jakoś tak na tym się zatrzymali, na zmysłach, tylko na tym.

Słowem: Bóg tak chciał. W Smoleńsku pewnie też!

Bajkopisarz

Migalskiemu wydaje się, że ma talent bajkopisarski, wyobraźnię i niebywale poczucie humoru. Na swoim blogu pisze co by było, gdyby rządziło PiS, a prezydentem był Jaroslaw Kaczyński.

Przed Ministerstwem Edukacji rozbite byłoby już czarne miasteczko. Nauczyciele, korzystając z przerwy wakacyjnej, protestowaliby przeciwko zakłamaniu rządu – obiecano im bowiem 30-procentowe podwyżki już w tym roku, a dostaną 7-procentową we wrześniu przyszłego roku. W „Polityce” ukazuje się wiersz Wisławy Szymborskiej pod tytułem „Cynizm”.

Przed Ministerstwem Finansów, na wieść o podwyższeniu podatków, happening urządza organizacja „Lewiatan”. Henryka Bochniarz, ubrana jedynie w worek pokutny, boso, drżąc z zimna, krzyczy do kamery: „Takie podatki wprowadzał tylko Mussolini!”. W wieczornych „Faktach” Ryszard Petru koryguje wypowiedź pani Bochniarz: „To nie Mussolini wprowadzał taki system podatkowy. To Hitler.”

(...)

No, ale szczęśliwie mamy rządy PO i Bronisława Komorowskiego. Dlatego dyskutujemy o Barbarze Blidzie, Smoleńsku, konfliktach w PiS i krzyżu.

Udziela się Migalskiemu stan psychiczny jego protegowanego i traci kontakt z rzeczywistością. Obraża wszystkich wokół: Szymborską, Bochniarz, Korę. Wali na oślep we wszystkich, którzy mu kiedyś podpadli.

Migalski wybiegając wyobraźnią w świat, w którym rządzą „prawo i sprawiedliwość” zakłada w nim miejsce na wolność wypowiedzi, możliwość manifestowania poglądów, swobodę organizowania demonstracji. Jest to coś, z czym PiS od zawsze walczy, więc obraz malowany przez Migalskiego jest nazbyt sielankowy. Nie mam wątpliwości, że z hasłami obrony wolności i demokracji „władze”, o których pisze Migalski, właśnie z wolnością i demokracją by walczyły. Ta hipotetyczna rzeczywistość wyglądać mogłaby zgoła inaczej.

Radio Maryja, jako jedyna rozgłośnia, zyskuje status radia publicznego. Program III Telewizji Trwam na życzenia telewidzów po raz czternasty nadaje powtórkę filmu Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego „Solidarni 2010”. Po emisji filmu program Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać”, a w nim panel dyskusyjny na temat „dlaczego SLD jest przeciwne ustanowieniu w dniu 10 kwietnia Święta Odrodzenia Narodowego i jakie siły za tym stoją”. W programie wśród zaproszonych gości m.in. prokurator generalny Macierewicz, syn Anny Walantynowicz oraz kapelan „Solidarności’ ks. prof. Tadeusz Rydzyk. W paśmie dziecięcym film „O dwóch takich, co ukradli księżyc”; emisja ma być poprzedzona pogadanką o wybitnych rolach pierwszoplanowych. Na kanale TVP Kultura Chrześcijańska o godzinie 12.00 transmitowany będzie na żywo wznowiony po miesięcznej przerwie proces Doroty Nieznalskiej o obrazę uczuć religijnych. Proces  został przerwany, ponieważ reprezentującemu ją adwokatowi, Krzysztofowi Piesiewiczowi, minister sprawiedliwości odebrał prawo wykonywania zawodu, w związku z jego agenturalną przeszłością (rozszerzenie uprawnień ministra sprawiedliwości w tym zakresie wynika z ostatnio poczynionych zmian w ustawie zasadniczej). Nieoficjalnie mówi się, że prokuratura postawi wkrótce byłemu senatorowi PO zarzuty szantażowania prostytutek. Nieznalskiej wyznaczono adwokata z urzędu, który wniósł o uznanie artystki za niepoczytalną; ten wybieg być może uchroni ją przed wieloletnim więzieniem. Wbrew oczekiwaniom opinii publicznej, skandalizująca piosenkarka Kora nie podpisała listu otwartego potępiającego Nieznalską. Media publiczne wypominają „pseudoartystce” kolaborację z reżimem komunistycznym, nazywając ją Czerwoną Madonną.

Zarząd Miasta Poznań rozwiązał Teatr  Ósmego Dnia „za brak odpowiedniej wizji artystycznej i poruszający opinię publiczną nihilizm moralny.” Skandal z Teatrem Ósmego Dnia sprawił, że Minister Kultury w drodze rozporządzenia wydał decyzję wstrzymująca możliwość dofinansowania z budżetu państwa wszystkich przedsięwzięć, które nie będą miały certyfikatu Departamentu Moralności i Prawomyślności przy MSWiA. Do kancelarii sejmu ma trafić projekt ustawy autorstwa Prawa i Sprawiedliwości koncesjonujący działalność artystyczną.

Tytuł dziennikarza roku zdobyła trzeci raz z rządu Anita Gargas. Kapituła konkursu pod przewodnictwem Bronisława Wildsteina doceniła jej dojrzałość warsztatową, ale przede wszystkim dziennikarską niezależność.

Klub Parlamentarny PiS występuje do episkopatu z wnioskiem o beatyfikację członków i sympatyków PiS, którzy zostali zamordowani w Smoleńsku.  Proces kanonizacyjny  pary prezydenckiej jest w toku. Prezydent w wywiadzie gani Watykan za opieszałość procesu, ale także bezczynność hierarchów Kościoła w Polsce:

- Będę pytał o udział polskich biskupów, co oni tam robili, czy w ogóle tam byli. Czy uczestniczyli w różnych czynnościach, dlaczego - jeśli nie uczestniczyli - to mówiono, że jest świetna współpraca. Zapytam, ile w istocie uzyskaliśmy od strony watykańskiej, bo wedle mojej wiedzy bardzo niewiele – powiedział prezydent.

Adwokat Rodzin Śmoleńskich, Stefan Humbura, złożył w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie popełnionym przez Episkopat Polski w związku z „zaniechaniami” w stosunku do Państwa Watykan w procesie kanonizacyjnym „pierwszej pary". Powołuje się tu na instytucje zbrodni dyplomatycznej.

Z katedry na Wawelu wykradziono ciało Gosiewskiego. Podczas próby aresztowania przez ABW samobójstwo popełnia Ryszard Kalisz, który był zamieszany w kradzież zwłok. Minister sprawiedliwości Ziobro, razem z prokuratorem generalnym Macierewiczem, na telekonferencji z wykorzystaniem najnowszych zdobyczy techniki audiowizualnej, przedstawiają animację wskazującą  ponad wszelką wątpliwość, że to Kalisz był inicjatorem wykradzenia zwłok, które następnie zaczął sprzedawać na Allegro jako relikwie. Pieniądze ze sprzedaży miały zasilić konta bankowe polityków PO za „wyciszenie” afery węglowej.

Rozbito kolejną szajkę, która wywoziła kobiety za granicę, by je poddawać tam zapłodnieniu „in vitro”. PiS zapowiada zaostrzenie kar za ten rodzaj przestępstw. Minister Ziobro mówi o „zapłodnieniu poza żeńskim układem rozrodczym” jako o jednym z najbardziej odrażających przestępstw.

Przed Pałacem Prezydenckim, tuż obok Pomnika Zamordowanych w Smoleńsku ma stanąć obelisk Ofiary In Vitro.

Sejm ma uznać Platformę Obywatelską za organizuję o charakterze przestępczym. W klubie parlamentarnym PiS, który ma obecnie 53% głosów w sejmie, obowiązuje dyscyplina partyjna.

Prokuratura wydała nakaz aresztowania byłego premiera Donalda Tuska i wysłała za nim list gończy.

Prezydent Kaczyński oficjalnie namaszcza swojego następcę, Zbigniewa Ziobrę, którego wcześniej adoptował. Uroczystość ma miejsce w katedrze na Wawelu, która jest dla Prezydenta miejscem szczególnym. Druga część uroczystości jest przeniesiona na krakowskie błonia, gdzie Prezydent i Prezydent-elekt będą jechali pośród tłumnie zebranej publiczności Prezomobilem.

W ostatnich dniach prezydentury, Jaroslaw Kaczyński, jako zwierzchnik sił zbrojnych, wypowiada wojnę Rosji.

Uff! Na szczęście mamy rządy PO i Bronisława Komorowskiego.

środa, 28 lipca 2010
Opis postępu choroby psychicznej


Wypadek, w którym zginął jego brat bliźniak spowodował duży szok, którego bezpośrednim następstwem była anhedonia.

Mniej więcej miesiąc po wypadku uaktywniła się  schizofrenia paranoidalna, której pierwszy etap  trwał  do czasu wyborów prezydenckich. J.K. był przekonany, że jest kimś innym: człowiekiem spokojnym, pozytywnie nastawionym do otoczenia, kochającym wszystkich bez wyjątku, łącznie z postkomunistami, których wcześniej szczerze nienawidził i którymi gardził. Wyznał nawet publicznie, że jest cichym admiratorem Edwarda Gierka. Na jego twarzy zaczął gościć uśmiech. Poza człowieka zrównoważonego, otwartego i serdecznego, którą stworzył J.K. była bardzo przekonująca dla jego otoczenia.

Przegrane wybory wywołały kolejny wstrząs psychiczny. Wytworzył silne przekonanie, że nie zasłużył na przegraną. Od razu diametralnie zmieniło się jego nastawienie do otoczenia, a w szczególności do swoich konkurentów politycznych. Zaczął również uważać, że najbliżsi współpracownicy go zdradzili i ich w dużej mierze obarczył odpowiedzialnością za przegrane wybory. Dlatego odsunął ich od siebie, a zaczął otaczać się ludźmi, do których wcześniej nie miał zaufania, bo uważał iż zagrażają jego pozycji.

Z wypowiedzi niekwestionowanych autorytetów (m.in. prof. J. Staniszkis) wynika, że od chwili wypadku do tej pory J.K. nie ogląda telewizji. Po jego wypowiedziach można przypuszczać, że również nie korzystał i prawdopodobnie nadal nie korzysta (jako odbiorca) z innych środków komunikacji społecznej (radio, prasa, internet). Wydaje się, że jest oderwany od rzeczywistości i buduje w wyobraźni swój własny świat.

Wypowiedzi J.K. są ostatnio bardzo chaotyczne (nieodpowiedni dobór słów, zła składnia) i naznaczone agresją; domaga się m.in. dymisji rządu, twierdzi, że Polska nie jest krajem demokratycznym, nawołuje do konfliktu z Rosją. Posłużę się cytatami:

  • „W Polsce rząd kwitnie.”
  • „W Polsce wręcz nie można mówić o demokracji, to jest jakaś taka bardzo przezroczysta fasada.”
  • „W przeciętnym kraju demokratycznym po czymś takim rządu już by nie było, zostałby zniesiony z powierzchni ziemi”

Kto ma bzika - do Rybnika.

Gazeta.pl pisze: Jarosław Kaczyński przed spotkaniem ze śledczymi zajmującymi się katastrofą smoleńską użył bardzo ostrych słów pod adresem rządu i prezydenta-elekta w kontekście wszystkiego, co działo się w Polsce po wypadku 10 kwietnia.

- W przeciętnym kraju demokratycznym po czymś takim rządu już by nie było, zostałby zniesiony z powierzchni ziemi - mówił zebranym dziennikarzom. - W Polsce rząd kwitnie. Człowiek, który ma na sumieniu bardzo dziwne wypowiedzi, jest prezydentem. To wszystko razem sprawia, że w Polsce wręcz nie można mówić o demokracji, to jest jakaś taka bardzo przezroczysta fasada - mówił dziennikarzom Kaczyński domagając się jawności śledztwa, bez względu na to, jak wpłynie to na stosunki polsko-rosyjskie.

Szkoda komentować takie wypowiedzi, bo ma się wrażenie, że wypowiada je psychopata. Kaczyński staje się coraz bardziej nieobliczalny; niesie to zagrożenie również z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego.

Czy nikt z jego otoczenia nie ma odwagi, by skierować go na badania psychiatryczne? To w pierwszej kolejności powinien być obowiązek jego najbliższych: rodziny, przyjaciół, towarzyszy partyjnych.

wtorek, 27 lipca 2010
Hieny wyją

 

Hieny posiadają wysoce zhierarchizowaną strukturę społeczną. Często w stadach zdarzają się krwawe walki wewnątrz grupy o pozycję społeczną. Podobne walki zdarzają się pomiędzy rywalizującymi klanami, najczęściej o tereny łowieckie lub o szczególnie atrakcyjną zdobycz.

Hieny są drapieżnikami polującymi metodą pościgu i zamęczenia ofiary; atakują tylko wówczas, gdy mają pewność odniesienia sukcesu. Często odżywiają się również padliną, zdarza się nawet, że odganiają lwy od ich zdobyczy.

Obecny zasięg występowania przedstawicieli tej rodziny obejmuje tereny Afryki na południe od Sahary, Półwysep Arabski, Azję Mniejszą i Indie.

Jeszcze w plejstocenie hieny zasiedlały całą Europę z Wyspami Brytyjskimi włącznie oraz Azję wraz z południowymi rejonami Syberii. Część świata naukowego od dawna stawiała hipotezę, że w Europie Środkowej hiena przeszła gwałtowną ewolucję - poprzez osiągnięcie naziemnego, dwunożnego chodu, pionizację postawy ciała, rozwój mózgowia i pojawienie się inteligencji w ograniczonym wymiarze rozumianej jako proste myślenie - upodabniając się wyglądem do człowieka.

Na istnienie tego człekopodobnego twora, który zyskał już łacińską nazwę Homo Hyaene Sovieticus, dość długo szukano dowodów.

Ja żywy dowód na istnienie tego gatunku znalazłem:

 

 

Nonkonformista czy wazeliniarz?

 

Marek Migalski, moja najbardziej „ulubiona inaczej” postać ze sceny politycznej wybiega ostatnio przed szereg. Udziela wywiadów (m.in. „Rzepie”) i aktywnie pisze blog.

Na blogu pisze:

„Co do wyników sobotniej Rady Politycznej PiS – to kolejny przejaw przenikliwości i dalekowzroczności partii. Gdyby do RP zostali wybrani autorzy bardzo dobrego wyniku wyborczego, mogłoby to oznaczać, ze nagradza się ich za tę pracę. A to mogłoby rodzić podejrzenia, że ci koniunkturaliści robili to dla zysków osobistych, dla profitów władzy, dla własnej kariery. A tak? Wiadomo – napracowałeś się, chłopie i babo, w kampanii? No to dziękujemy i już. Na coś liczyłeś? Jakiś stanowisk żądać chciałeś? A kysz, siło nieczysta, pożądliwa i lubieżna! Niczego nie dostaniesz, żeby cię następnym razem nie kusiło! Nic nie robiłeś? No to masz awans! Żebyś następnym razem też nic nie robił…”

Otóż taki twór jak partia może być „dalekowzroczny” i „przenikliwy”! Nadawanie cech ludzkich organizacji partyjnej śmierdzi stęchlizną i przywołuje mi na myśl czasy Hitlera i Stalina.

Jest okazja, żeby „przywalić” konkurentom (m.in. „liberalnej - miękkiej”  frakcji w PiS), którym zarzuca koniunkturalność i pazerność. Są to cechy oczywiście obce autorowi bloga. Działaczami politycznymi, zwłaszcza tymi z PiS, nigdy nie powinna kierować ambicja, chęć wybicia się i zrobienia kariery. Jeśli takie tezy stawia politolog, to nie dziwi mnie, że jego praca habilitacyjna zdobyła tak mierne recenzje, że jej autor musiał przejść na naukową emeryturę.

Czy Migalski zna znaczenie słowa „lubieżna” (jak się domyślam dotyczy ono Kluzik – Rostkowskiej)? Odsyłam do słowników polszczyzny (swoją drogą piękne to słowo, ale tu całkiem nie na miejscu).

Dalej pisze:

„To sensowna strategia. I przyszłościowa. I logiczna. Nasza partia nie może być formacją koniunkturalistów i karierowiczów co to za dobry wynik chcą czegoś więcej, niż sympatia i poważanie powszechne. Zresztą swoją nagrodę i tak już odebrali – tyle się w tych mediach, pozerzy, napokazywali! Tyle wywiadów naudzielali! Basta, dosyć, szlus! I to mnie się podoba! To mi pasi! Dlatego już teraz zgłaszam swój akces do następnej kampanii wyborczej? Jakem nonkonformista i obrońca spraw niemożliwych. No i zapisuję się do partii (bo na razie nie jestem) – a nuż na wiceprezesa wybiorą….”

Inni się w mediach „napokazywali”, wywiadów „naudzielali”. Teraz, kurwa, moja kolej. Ja nonkonformista, altruista, obrońca spraw niemożliwych, Migalski!

Nonkonformista, ociekający wazeliną.

poniedziałek, 26 lipca 2010
Jak widzę ten ryj, to chce mi się rzygać. Poważnie!

 

Od czwartego lipca ponosimy same porażki. Jesteśmy w stałej defensywie. Tracimy kolejne punkty. Daliśmy się wpuścić w spór o krzyż, o tragedię smoleńską, zajmujemy się wciąż sobą, a nie rozliczaniem PO z realizacji obietnic wyborczych – ubolewa podobno na swoim blogu europoseł PiS Marek Migalski.

Zdanie to  dobitnie pokazuje czym jest PiS.

Partia zakłamania: Otóż to nie WY „daliście się wpuścić w spór o krzyż”, ale konflikt wokół krzyża został przez WAS sztucznie stworzony, a teraz jest dalej podsycany. Zresztą tak samo, jak z innymi konfliktami, które rozdzierają Polskę i Polaków.

Partia podziałów: Konflikty wywoływane przez PiS mają doraźnie pomóc tej partii sondażach poparcia, w pozyskiwaniu zwolenników. Bo władza dla PiS jest najważniejsza. W efekcie konflikty te dokonują w społeczeństwie głębokich i trwałych podziałów. To dzięki PiS-owi społeczeństwo jest teraz bardziej skonfliktowane niż było „za komuny”. Ciśnie mi się na usta cytat z pisowskiego führera o swoich konkurentach politycznych: „Oni stoją tam, gdzie stało kiedyś ZOMO”. To jest dzielenie ludzi na swoich, dobrych, uczciwych oraz na obcych, złych, zdemoralizowanych. PiS walczy o kolejne dusze, a podział się utrwala. Migalski, jako politolog, doskonale o tym wie, tym większe pretensje można mieć do niego za czynny udział w tej brudnej PiS-owskiej propagandzie.

Partia destrukcji: PiS zamiast mieć jakikolwiek pozytywny wkład w to, by państwo lepiej funkcjonowało, chce się bardziej aktywnie zająć „rozliczaniem PO z realizacji obietnic wyborczych”. Znów zamiast kreatywności jest destrukcja. Rozliczać, sądzić, pomawiać ... .  Ciągle trzeba przypominać, że to PiS razem z Lechem Kaczyńskim, od początku obecnej kadencji parlamentu, utrudniali Platformie wszelkie reformy, a sami będąc u władzy zmarnowali okres koniunktury.

Może się wydać dziwne jest, że Migalski bije się w pierś. Ale raczej nie bije się we własną, ale w PiS-owsą pierś, albo w piersi partyjnych kolegów, w stosunku do których wkrótce będzie trzeba wyciągnąć konsekwencje za spadek wyników PiS-u. (Idę o zakład, że mam rację).

Na blogu Mistrza Taniej Manipulacji znalazłem sporo złotych myśli dotyczących głównie konkurentów politycznych. 13 lipca Migalski pisze tak:

„To nie jest przypadek - atak na krzyż przypuszczony przez Bronisława Komorowskiego i żądanie przez Grzegorza Schetynę usunięcia z sali sejmowej portretów posłów PiS, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. To świadomy zabieg wyczyszczenia pamięci Polaków ze wspomnienia o Lechu Kaczyńskim, to celowa próba demitologizacji tego polityka, to w pełni kontrolowana wojna o umysły wyborców. Ostatecznym rezultatem ma być usunięcie ze wspomnień i życzliwej pamięci naszych rodaków obrazu dobrego i życzliwego prezydenta i zastąpienia go obrazem skarykaturyzowanego Jarosława Kaczyńskiego, którego już teraz na nowo obrabia się medialnie, przyprawiając mu wszelkie szpetne gęby. Platfomersi przerazili się tych tłumów na ulicach, żegnających zmarłego prezydenta i chcą zabić jego mit, dobrą o nim pamięć.”

Otóż Lech Kaczyński do chwili katastrofy smoleńskiej był bardzo słabo oceniany i nie miałby żadnych szans na drugą kadencję prezydentury. Jest faktem, „że pamięć naszych rodaków jest życzliwa”, natomiast prezydent za życia ani nie był ani dobry, ani życzliwy. Przynajmniej ja, jako bierny obserwator życia politycznego, takiego prezydenta sobie nie przypominam. Pamiętam złośliwego, małego człowieczka, uzależnionego od silniejszego brata bliźniaka i doprawdy cieszyłem się, że ta groteskowa prezydentura zbliżała się ku końcowi. Gdyby nie ów tragiczny wypadek lotniczy mielibyśmy za niedługo ex-prezydenta, który w rankingach wyprzedzałby co najwyżej Jaruzelskiego. Migalski słusznie używa słowa „mityczny” w odniesieniu do zasług byłego prezydenta – mit jako coś nierealnego, bajkowego, słowem bujda.

Czy Platformersi przerazili się tłumów? Być może tak, bo przerażająca była ta ogólnopolska „głupawka” (z resztą w dużej mierze wyreżyserowana).

Dalej Migalski pisze: „Przypomina to znany z czasów sowieckich czasów zwyczaj usuwania post factum zdjęć i relacji o kolejnych ofiarach Stalina. Nagle okazywało się, że Bucharin, Trocki, Zinowiew, Kamieniew nie istnieli, nigdy ich nie było, nie zachowały się żadne dowody na ich egzystencję. Liderzy PO podobnie chcą postąpić z pamięcią o Lechu Kaczyńskim. I robią to w celach całkowicie politycznych. Zabicie mitu i pamięci o tragicznie zmarłym prezydencie ma poprzedzać anihilację całego PiS.”

Trzeba być albo debilem, żeby w ten sposób oceniać rzeczywistość, albo skończoną szmatą, by z pełną świadomością grać na nastrojach społecznych i manipulować opinią publiczną.

Rzygać mi się chce, jak widzę ten ryj.

sobota, 24 lipca 2010
Idiota w potocznym znaczeniu

Prezes PiS Jarosław Kaczyński jest zdania, że w odniesieniu do kwietniowej katastrofy pod Smoleńskiem słowo "zbrodnia" jest adekwatne w jego potocznym znaczeniu, a nie prawnym.

Idiota - w potocznym znaczeniu tego słowa – to osoba, która wypowiada idiotyzmy, mówi od rzeczy. Jarosław Kaczyński jest idiotą w potocznym znaczeniu tego słowa, a nie naukowym, medycznym.

Tak niewiele brakowało, by idiota został Prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej.

 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl