RSS
piątek, 31 lipca 2015
Hejter poświęcony. Nie ma dymu bez ognia

 

 

 

Amerykańscy skauci po wieloletniej walce ustąpili. I zdecydowali się uznać, że nie ma powodów, by wychowawcami i instruktorami w skautingu nie byli homoseksualiści.

Najkrótszy komentarz do tej decyzji brzmi: jeśli skauting ma tyle kasy, by płacić odszkodowania ofiarom homoseksualnych molestujących – to tęcza na drogę, tylko dzieci żal. A jako rodzic dodaje: taka decyzja nie tylko oznacza zerwanie z zasadami skautingu, ale również oznacza, że normalny rodzic nie wysyła dzieci do takiej organizacji. Powodem nie jest zaś ani homofobia, ani niechęć do osób homoseksualnych, ale zwyczajna troska o swoich synów. Nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje przecież, że zawody bliskiego kontaktu z dziećmi mogą przyciągać pedofilów (…). Nie ma też najmniejszych wątpliwości, że odsetek pedofilów wśród homoseksualistów jest o wiele wyższy niż wśród heteroseksualistów. 

(…) Statystycznie homoseksualizm wśród pedofilów jest dziesięciokrotnie częstszy niż wśród heteroseksualistów. (…) Dane statystyczne pozwalają jasno postawić tezę, że homoseksualizm jest istotnym czynnikiem ryzyka. I już choćby dlatego warto przed takim znacząco wyższym  ryzykiem chłopców chronić.

(…) Wszystkie te przykłady jasno pokazują, że kwestią zwyczajnego zdrowego rozsądku i zabezpieczenia naszych dzieci jest uniemożliwienie osobom homoseksualnym pracy jako instruktorzy w związkach skautowych czy harcerstwie. I nie jest to kwestia dyskryminacji, ale bezpieczeństwa dzieci, które trzeba chronić. Ich bezpieczeństwo jest zaś o niebo ważniejsze niż dobre samopoczucie homoseksualistów.

http://www.fronda.pl/a/czy-homoseksualista-powinien-byc-wychowawca-nieletnich,54738.html

Pana Terlikowskiego albo nie stysfakcjonuje obecny poziom nietolerancji w stosunku do mniejszości seksualnych albo zajzwyczajniej nie mu kasy, a takie artykuły podnoszą poziom „klikalności”, a więc też wpływy z reklam. Bo są firmy, które lubią reklamować swoje produkty na stronach hejterskich („odzież chrześcijańska polskiej produkcji”). Frustratów ci u nad dostatek. Z nich Fronda żyje.  

Artykuł nosi też drugi tytuł: „Amerykański skauting rajem dla pedofilów”. Za podobną tezę dotycząca np. kościoła katolickiego można mieć w Polsce zarzuty prokuratorskie, i to z kilku paragrafów. Jeszcze w tej kadencji sejm ma zająć się ustawą przeciw mowie nienawiści, która penalizowałaby hejterstwo m.in. w stosunku do mniejszości seksualnych, w takim samym stopniu jak ze względu na pochodzenie i wyznanie. Terlikowski jest zagorzałym przeciwnikiem zmian w prawie. Wiadomo. Bo z czego będzie żył. 

 

czwartek, 30 lipca 2015

 

 

 

 „Kościołowi na tych zarodkach gówno zależy. To jedynie pretekst do walki o władzę”

Prof. Andrzej Jaczewski w rozmowie z „Newsweekiem” mówi m.in. o mieszaniu się kościoła w kwestie światopoglądowe. Niezmienie polecam blog profesora:

http://www.tokfm.pl/Tokfm/u,andrzej.jaczewski.html

 



poniedziałek, 27 lipca 2015

 

 

- Już nie mam siły czytać kolejnych enuncjacji prasowych na temat Kościoła. Mam dość nieustannego wmawiania, że ePiSkopat (copyright by Tomasz Lis) wspiera PiS, a sama wiara jest nietolerancyjna – pisze dzisiaj na Frondzie T.P. Terlikowski („Kerydygmat jako odpowiedź na antyklerylany hejt. A Bóg Was i tak kocha i zaprasza do kościoła”). Tak panie Tomaszu kochany, jaki jest koń – prawie każdy widzi. Tę współpracę hierarchów kościoła katolickiego z politykami Prawa i Sprawiedliwości też prawie każdy widzi. Współpraca wchodzi w etap symbiozy – pełnego zespolenia ideologicznego. Doktorzy kościoła i spin-doktorzy Prawa i Sprawiedliwości mówią jednym głosem i udzielają sobie wzajemnych błogosławieństw. O ile do niedawna hierarchowie dawali tej partii mizerne w skutkach wsparcie moralne z ambon i mediów podległych kościołowi, to teraz dodatkowo aktywnie włączyli się w niszczenie jej konkurentów. Dają oni PiS-owi amunicję w postaci sztucznie wykreowanych sporów światopoglądowych: czy zygota je człowiekiem, a in vitro jest ludobójstwem, czy wypracowany przed laty kompromis aborcyjny może być tolerowany przez dobrego katolika, czy małżeństwo jednopłciowe zniszczy rodzinę, a ustawa o uzgodnieniu płci uderza w porządek boski i naturalny. Człowiek uczciwie wierzący powie, że nie jest to takie proste i jednoznaczne. Bo wie, że te działania stoją w sprzeczności z nauczaniem kościoła, ale też będzie stał na stanowisku, że każda osoba, która się z takim problemem boryka sama będzie musiała w swoim sumieniu rozważyć, jakie rozwiązanie przyjmie: czy postąpi zgodnie z nakazami kościoła, czy popełni grzech. Polityk liczący na poparcie kleru bez wahania odpowie na wszystkie pytania „TAK!”. Polityk z minimum minimorum uczciwości (sumienia), który ma świadomość, że nie reprezentuje jedynie katolickich doktrynerów oraz pazernych władzy hierarchów, odpowie tak, jak robią to właśnie politycy Platformy (nie sądziłem, że będę ich chwalić), że wiedzą, iż jest to sprzeczne z dogmatami wiary, ale reprezentują także osoby niewierzące i wierzące, ale niepodzielające restrykcyjnego stanowiska kościoła oraz że mamy konstytucyjny rozdział kościoła od państwa (więc kościół nie jest stroną w dyskusji – parlament i rząd reprezentuje naród polski, a nie Boga i Państwo Watykańskie). Jak mówiła (całkiem logicznie) premier Ewa Kopacz po przyjęciu przez sejm ustawy o leczeniu niepłodności, w tym zakresie nikt nikogo nie będzie przymuszał do działań wbrew jego sumieniu i światopoglądowi. Bo nikt ci nie zrobi na siłę dziecka z probówki. Nikt nie nakaże ci usunięcia ciąży. Nikt nie zmieni ci płci wbrew twojej woli. Nikt cię nie przymusi do zawarcia małżeństwa z osobą tej samej płci. Warto zauważyć, że stanowisko PO w sprawie in vitro, prawa antyaborcyjnego, czy w kwestii tzw. uzgodnienia płci jest dzisiaj jedynym możliwym kompromisem, który bez większych oporów może zaakceptować każdy normalny, unikający skrajności człowiek w cywilizowanym społeczeństwie XXI wieku. Nie da się całkowicie zakazać in vitro, przymuszać zgwałcone jedenastolatki do rodzenia, czy odmówić komuś, kto operacyjnie zmienił płeć stosownej korekty w dowodzie osobistym.

Oczywiste jest dla mnie, że kościół sztucznie pompuje problemy, by postawić Platformę pod murem: zarzucić partii, że działa wbrew nauczaniu kościoła, że politycy PO popełniają grzech ciężki, że prezydent Komorowski oraz posłowie i senatorowie, którzy głosowali za przyjęciem wspomnianych ustaw, stawiają się poza wspólnotą kościoła i powinni być ekskomunikowani. Do tego dorzuca się brednie, że postawa PO to jawna walka z religią, kościołem, tradycją i narodem. Kościół zaczął szczuć, więc powinien zdawać sobie sprawę, że sam będzie obiektem ataków (słownych oczywiście), zwiększającej się niechęci społeczeństwa. Ja już dawno przyjąłem zasadę, że w towarzystwie osób, których (szczere i proste) uczucia religijne mógłbym urazić nie będę się wypowiadał ani na temat prawd wiary, ani na temat kościoła w ogóle. Nie biorę udziału w zbiorowych „jazadach”, których obiektem jest kościół jako całość. Nie daję na tacę, więc się nie wyżywam na księżach - ojcach, księżach - pedałach, księżach - miłośnikach luksusu. To jest ich przestrzeń prywatna. Jeżeli akceptują to ich parafianie, to mnie to nie obchodzi. Szanuję cudze poglądy tak długo, gdy ktoś w buciorach nie wchodzi w moją prywatną przestrzeń. Księża nie mają takich oporów: nie dość, że wzniecają kolejną wojnę domową, to próbują ingerować w życie osób „niewierzących”. Hejt bije nie z Newsweeka, ale z „katolickich” mediów.

PiS-owi spory ideologiczne, w które się ochoczo włącza (w końcu po to są kreowane,  żeby nihilistycznej Platformie mógł się przeciwstawić pobożny PiS) napędzają koniunkturę; słupki ciągle idą w górę (według jednego z sondaży poparcie dla tej partii wynosi już 49%). Biedy i głupi ten narodek. Jak po wygranych wyborach Prawo i Sprawiedliwość odwdzięczy się kościołowi? Zaostrzy prawo, sypnie groszem, wzmocni indoktrynację religijną? To trudno sobie wyobrazić, ale pewnie właśnie takie będą roszczenia.

 

niedziela, 26 lipca 2015

 

 

Dwa tematy zdominowały w mijającym tygodniu media przykościelne: uchwalenie przez Sejm RP ustawy o uzgadnianiu płci oraz wybór nowego Rzecznika Praw Obywatelskich.

Kwestię pierwszą komentuje na portalu wpolityce.pl poseł Pawłowicz:    

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/260441-uzgadniajmy-wszystko-piekla-tez-nie-ma

Łgarstwo pojawia się już w pierwszym zdaniu tekstu tej zakłamanej dewotki:

-  Konwencja Przemocowa ustanowiła tzw. płeć kulturową, tj. zasadę, iż sami decydujemy kim jesteśmy, a jesteśmy tym, czym sami się czujemy. Określimy to sobie dowolnie, bez skrępowania obiektywnymi okolicznościami biologicznymi, naturalnymi i bez związku z nimi – pisze poseł Prawa i Sprawiedliwości.

„Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej” (taka jest jej pełna nazwa w polskim tłumaczeniu), ze względu na jej cel określony wyraźnie w tytule, nazwana została „antyprzemocową”. Płeć społeczno - kulturowa została tam zdefiniowana (wyłącznie na potrzeby Konwencji, a nie innych aktów prawnych) jako „społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn”. Nie odnosiła się zatem do zburzeń tożsamości płciowej, bo nie to było przedmiotem Konwencji. Mało tego, punkt 3 artykułu 4 („Podstawowe prawa, równouprawnienie i niedyskryminacja”) stanowi: „Wdrożenie przepisów niniejszej konwencji przez Strony, w szczególności środków chroniących prawa ofiar, zostanie zagwarantowane bez dyskryminacji ze względu na: płeć biologiczną, płeć kulturowo-społeczną, rasę, kolor skóry, język, religię, poglądy polityczne i inne, pochodzenie narodowe lub społeczne, przynależność do mniejszości narodowej, własność, urodzenie, orientację seksualną, tożsamość płciową, wiek, stan zdrowia, niepełnosprawność, stan cywilny, status uchodźcy lub migranta lub inny”.

To znaczy, że „płeć społeczno – kulturowa” oraz „tożsamość płciowa” są dwiema, zupełnie różnymi kategoriami.

http://amnesty.org.pl/uploads/media/konwencja_przemoc_wobec_kobiet.pdf

Tymczasem politycy przykościelni oraz ich tuby propagandowe będą ciemnemu ludowi wmawiali, że „Ustawa o uzgadnianiu płci jest” pierwsza konsekwencją „Ustawy antyprzemocowej” i „ideologii gender”, którą ustawa ta („tylnymi drzwiami”) wprowadziła.

- PO z lewackimi grupami przepchnęła właśnie w Sejmie ustawę realizującą i legalizującą w prawie polskim pomysł „płci kulturowej”. Uchwalona właśnie przez polskie lewactwo, buntowników przeciwko pięknu i regułom natury ustawa stawia szaleństwo „płci kulturowej” (uzgodnionej) ponad rozum. Stawia szaleństwo, patologię i pychę chorego człowieka ponad naturę i jej niezmienialne reguły, ponad stabilność i przewidywalność. Ustawa legalizuje zachcianki marginalnej grupy osób z zaburzeniami psychicznymi, które winny być leczone i otoczone współczuciem i opieką. Uchwalona obecnie ustawa o uzgodnieniu płci realizująca nakaz Konwencji Przemocowej wprowadziła nieobliczalną w swych szkodliwych skutkach procedurę prawną, która zamiast leczenia, osobom psychicznie zaburzonym oferuje spełnienie i legalizację ich CHORYCH  pragnień – pisze dalej to wyjałowione z emaptii i uczuć monstrum. Doprawdy nie wiem, czy to demencja sprawia, że dr hab. nauk prawnych nie jest  w stanie przeczytać i zrozumieć prostego tekstu, czy też ześwinienie, które w pędzie po władzę każe perfidnie oszukiwać. Żadnym nakazem, ani konsekwencją „Konwencji Antyprzemocowej” nie była omawiana ustawa. Pawłowicz leczenie powinno zacząć od siebie – łatwiej jest wyleczyć nienawiść  niż transseksualizm. Słowa o szaleństwie, patologii i pysze chorego człowieka zdecydowanie bardziej pasują do poseł niż osób, których ustawa ma dotyczyć.    

Po wizjach końca świata pisowski trep kieruje jeszcze kilka słów do posłów Platformy Obywatleskiej.    

 - Aferzyści PO, uchwaliliście sobie procedurę „zniknięcia” prawnego. Ciekawe jak sądy się do Was dobiorą po zmianie płci? A jak już kogoś z Was dopadną, to ewentualną odsiadkę „uzgodniona” PO-kobieta (dawniej PO-facet) będzie miała z prawdziwymi, wydzierganymi babkami w jednej celi. Żyć wtedy nie umierać!

Poziom intelektualnego rynsztoka. Piekła nie ma? Piekło jest tu i teraz. Wierzący, którym Bóg dał trochę więcej rozumu i empatii niż poseł, powinni się modlić, żeby Pan wydziergał Pawłowicz kilka choć dodatkowych oczek IQ i parę gramów miłości do bliźnich.

Warto przy okazji zwrócić uwagę na kilka innych trosk posłów opozycji parlamentarnej tudzież przy- i nadbudówek partyjno – kościelnych.

Poseł płci żeńskiej Wróbel pytała z trybuny sejmowej, czy po wejściu w życie tej ustawy będzie można zmieniać płeć kilka razy w życiu. Wygląda na to, że Wróbel ustawy nie czytała lub rżnie głupa (albo – co bardziej prawdopodobne -  demaskuje swoje niemałe deficyty). Nie wiem tylko, czy poseł o wyglądzie babo-chłopa chce zmienić swoją płeć na męską czy nijaką. Wróbel zapytała też (a raczej sugerowała), podobnie jak przeróżne magle przykościelne (np. Polonia Christiana, Fronda.pl), czy ustawa będzie de facto umożliwiała zawieranie małżeństw homoseksualnych. Jak? Ano ktoś miałby ustawowo zmienić płeć i zawrzeć związek małżeński ze swoim homoseksualnym partnerem, zgodnie z obowiązującym prawem (jako osoby różnej płci). A co także możliwe -  następnie adoptować dziecko (i zapewne wrócić do stanu sprzed zmiany płci). Tak zdaniem prawicy są zdesperowani są geje i lesbijki w naszym kraju, żeby się uciekać do przeróżnych, jakże wyrafinowanych sztuczek. Lądowanie talibów (a nawet UFO) w Klewkach wydaje się być bardziej prawdopodobne.  

http://www.pch24.pl/uzgadnianie-plci-w-majestacie-prawa--zaprotestuj-,37133,i.html

A mnie niezamiennie ciekawi jak to możliwe, żeby tak pasożytować na emocjach prostych ludzi jak robi to kościół i tzw. środowiska katolickie. Bez szacunku dla przykazań. Bez szacunku do intelektu i godności człowieka.   


 

sobota, 25 lipca 2015

 

 

Tyle bredni, ile się ukazało w ostatnim czasie na portalach „katolickich” i „prawicowych”, nie uzbierałoby się na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia. Na portalu gosc.pl redaktor Piotr Legutko dokonuje swoistego resume bzdur medialnych mijającego tygodnia. Otóż według niego wybór Adama Bodnara na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, który wpisuje się w ciąg innych wydarzeń,  jak chociażby przegłosowanie ustawy o in vitro, to wywoływanie wojny kulturowej w Polsce. Przy tej okazji redaktor Legutko wyjaśnia co rozumie (a czego nie rozumie) pod pojęciem wolności obywatelskich.

http://gosc.pl/doc/2603453.W-obronie-wlasnej

Media przykościelne wymieniaja się przeróżnymi bredniami i wydumanymi hipotezami (np. że ustawa o uzgodnieniu płci jest tożsama z legalizacją małżeństw homoseksualnych albo, że in vitro umożliwi homoseksualistom adopcję dzieci), w myśl znanej maksymy podłego człowieka, iż kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą (polecam rozważaniom inną maksymę tego autora, wypowiedzianą na kilka dni przed samobójczą śmiercią, nawet bardziej adekwatną do tego co serwują nam dzisiaj wspomniane media: „Im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą”). To co wymóżdży jakiś polityk zjednoczonej prawicy, hierarcha kościelny jest równolegle publikowane lub komentowane na wielu portalch. Również  upisione portale internetowe wzajemnie wymieniają się felitonami swoich publicystów. To co np. napisze Jachowicz na sdp.pl wkrótce pojawia się na fronda.pl lub niezalezna.pl. Najbardziej bzdurna myśl podrzędnego polityka lub zidiociałego dziennikarzyny, cytowana często setki razy, nabiera w końcu w głowach skołowanych czytelników ciężaru dogmatu. Tak syfiastej indoktrynacji nie było nawet za komuny.

Redaktor Legutko w felietonie pt. W obronie własnej pisze, iż nic tak dobrze nie robi kampanii wyborczej jak dobrze rozprowadzony wróg – uczą specjaliści od marketingu politycznego. Jego zdaniem Platforma Obywatelska ma świadomość, że zmobilizowanie milionów Polaków by na nią głosowali jest dziś praktycznie niewykonalne. Da się to zrobić tylko, jeśli elektorat znów zmobilizuje się nie tyle by głosować na PO, ale przeciw PiS. (...) Straszenie PiS-em niezmiennie wywoływało pożądane emocje. Ale wybory prezydenckie pokazały, że teraz może ich nie wystarczyć, bo na młodych wyborców hasło „PiS” już tak nie działa. Nastąpiła więc drobna korekta semantyczna i poszerzenie definicji. Kaczyńskiego i Macierewicza zastąpili „wrogowie naszej wolności”.

Pisze Legutko o straszeniu PiS-em, a nie zająknął dlaczego PiS-em straszono i dlaczego do tej pory to straszenie jest skuteczne. PiS to nie jest wieczna opozycja - partia wszakże u władzy przez dwa lata. Najpierw z powodu osobistych ambicji Kaczyńskiego Prawo i Sprawiedliwość zdecydowało się na kompromitujący mariaż z Samoobroną i LPR-em, zamiast – co wydawało się wtedy naturalne - zawiązać koalicję z Platformą Obywatelską. Warto wspomnieć, że wtedy te partie dzieliło dużo mniej niż obecnie. Co zrobiła tamta koalicja dla Polski? Gówno. Bo całość działań IV RP koncentrowała się nie na gospodarce, na poprawianiu prawa, ale na wzmacnianiu swojej władzy i próbach eliminowaniu konkurencji politycznej (bardzo skutecznych, że wspomnę ś.p. Barbarę Blidę). Może red. Legutko ma w pamięci jakieś doniosłe ustawy z czasów IV RP, za które Naród Polski powinien być wdzięczny partii Kaczyńskiego? Jakie owoce wydało PiS? Agenta Tomka, który zakochanym w nim kobietom wciskał łapówki, ex-szefa CBA, a obecnego wiceprezesa PiS-u, który ma zarzuty prokuratorskie za przekroczenie uprawnień.  Pokurczonego Ziobrę, wtenczas ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednej osobie, dzięki któremu transplantologia znalazła się w regresie. Ilu Polaków przez niego zmarło nie doczekawszy się przeszczepu? A co zrobiło PiS dla Polski i Polaków, gdy przez ostatnie 8 lat było największą partią opozycyjną? Czy złożyło jakieś dobre projekty ustaw? Jeśli tak, to poproszę o przykłady. Bo ja odnotowałem tylko działania wycelowane we wszelkie inicjatywy rządzącej koalicji, na zasadzie im gorzej, tym (dla nas) lepiej. To nie jest opozycja, to jest obstrukcja. Kaczyński od lat próbuje się mścić się za utratę wladzy. To on umiejscowił wszystkich swoich adwersarzy „tam, gdzie kiedyś stało ZOMO”, a jego polityczne dzieci wmawiają społeczeństwu ten sam podział uciekając się do innych, acz równie podłych argumentów.  

Legutko pisze: „Wolność nie oznacza dziś poczucia bezpieczeństwa, swobody wyznawania religii czy korzystania z pełni praw demokratycznych. Wolność na obecnym etapie dotyczy wyłącznie „swobody indywidualnego wyboru” i pełnej autonomii jednostek”.

Drogi Panie Legutko!

To nie jest prawda. To nawet nie jest półprawda. Wolność nadal dotyczy właśnie poczucia bezpieczeństwa, że za poglądy nie będę szykanowany, że za sympatie polityczne nie będę piętnowany. Panie Legutko, proszę zobaczyć jak Wasze „bratnie media” pod szyldem „Bóg-Honor-Ojczyzna” naznaczają wszystkich znanych artystów, pisarzy, publicystów, intelektualistów, którzy np. dali poparcie Komorowskiemu. Jakimi epitetami określały urzędującego prezydenta. Europoseł (rzekomo erudyta), który nosi takie samo nazwisko jak Pan, stwierdził, że Komorowski to „ikona politycznego obciachu”, „prostak we własnej osobie”, „kara Opatrzności”,  „maestro świniowatości” (cytaty z felietonu opublikowanego na niezalezna.pl). Ładnie i po katolicku, nieprawdaż? To nie był odosobniony przypadek. Kilka lat temu te same środowiska (miniące się katolickimi i patriotycznymi), które teraz obrzucają Komorowskiego łajnem za sformułowanie „kartofel” domagały się sądu. Jeśli tak szczuje opozycja, która chce objąć władzę, to zrobi, gdy tą władzę faktycznie przejmie. Pan stoi wiernie po „właściwej” stronie, więc co swoją wolność (poczucie bezpieczeństwa) martwić się nie musi.

Uważa Pan, że wolność nie oznacza dziś swobody wyznawania religii, bo swoboda ta jest dziś czymś naturalnym. Dlaczego? Bo katolicy są w większości, bo państwo podpisało konkordat ze Stolicą Apostolską, bo wartości chrześcijańskie mają konstytucyjnie zagwarantowaną uprzywilejowana pozycję pośród różnych światopoglądów. Nadto wiara i religia jest chroniona w sposób szczególny – brak poszanowania uczuć i symboli religijnych jest traktowany surowo przez kodeks karny. Żadnej innej idei państwo nie chroni tak, jak religii. W tym sensie ma Pan rację. Ale jest też druga strona medalu: ateiści, agnostycy, mniejszości religijne. Proszę wejść na „portal poświęcony” Fronda.pl i poczytać co wypisuje się tam na temat muzułmanów (nie chodzi tylko o islamskich radykałów), Świadków Jehowy, a jakie rzeczy pisze się o niewierzących (mój ulubiony tytuł „Tylko wierzący mają prawidłową strukturę mózgu”). Jak redakcja tych tolerują hejt komentujących (bo słuszny), a jak traktują internautów - oponentów. To jest segregacja ludzi ze względu na wyznanie. To rasizm religiny chrakteryzuje Wasze środowisko. Tego Pan nie chce dostrzec.

Na to m.in. zwraca uwagę Ewa Kopacz. Że obszar wolności obywatelskich nie jest tożsamy z poletkiem wolności uznawanym przez doktrynalnych katolików. Poza tym nie wmawiajcie społeczeństwu, że stanowicie większość. Przecież co najmniej 70% Polaków jest za in vitro. Ilu nie ma zdania, a ilu jest przeciw? To Wy („ci, którzy uważają, że nauczanie Kościoła do czegoś katolików zobowiązuje”) stanowicie mniejszość, bo przeciętny „katolik” ma Was, doktrynerów (tych szczerych, i tych z politycznego nadania) w głębokim poważaniu.

Faktycznie, muszę przyznać, „nie ma nic przypadkowego w tym, że podpisanie ustawy o in vitro Ewa Kopacz nazwała zwycięstwem polskiej wolności”. Nad czym? Nad niszczeniem konstytucyjnego porządku przejawiającego się między innymi w zachowaniu neutralności światopoglądowej organów władzy i rozdziale kościoła od państwa. To także zwycięstwo wiedzy nad ciemnotą, zdrowego rozsądku nad emocjami, uczciwości intelektualnej nad demagogią, nauki nad indoktrynacją religijną. Ma pan rację - w ten proces wpisuje się wybór nowego rzecznika praw obywatelskich.

Amen.

czwartek, 23 lipca 2015
22 lipca. Reminescencje 1

 

Repolonizacja nadchodzi! – obwieszcza na portalu gosc.pl Piotr Legutko.

http://gosc.pl/doc/2598785.Repolonizacja-nadchodzi



Pan redaktor Legutko niepotrzebnie używa neologizmu. Repolonizacja już kiedyś w tym kraju się odbyła i nazywała się „nacjonalizacja”. Odbierano ludziom prywatny majątek, którego właścicielem stało się państwo. Polskie państwo, albo - jak wówczas mówiono – naród. Naród polski. Naród Polski. Oddano, a właściwie zwrócono (to właściwsze słowo, bo to był przejaw dobrze pojętej „sprawiedliwości dziejowej”)  pochodzący z wyzysku (czytaj: kradzieży) kapitał. Czyli dokonała się repolonizacja. To było w 1946 roku (choć pierwsze testy pojawiły się jeszcze przed wojną), a wzorce czerpano od naszego sąsiada zza Buga, który chętnie podzielił się swoim doświadczeniem z lat 1918 – 1927. W Rosji protestujących, czyli „wrogów ludu”, tudzież kułaków wysłano do gułagu. Gdzie Legutko wyśle tych, którym ten pomysł się nie spodoba?

Zapoczątkowany w 1946 roku proces był kontynuowany przy aplauzie większej części polskiego społeczeństwa, bo dzięki niemu wszyscy mieli po równo i nikt się finansowo nie wybijał. Słusznie piętnowano wszelkiej maści prywaciarzy, na równi z „niebieskimi ptakami”, jako tych, którzy pasożytują na zdrowej tkance społeczeństwa. Niechęć do własności prywatnej (czyli kapitału) stała się elementem indoktrynacji, której ofiarą padłem i ja. Na szczęście z tej infekcji wyleczyłem się dość szybko, ale przede wszystkim skutecznie. W przypadku red. Leguto (to organizm starszy, mniej odporny na zakażenia, na domiar złego poddany o kilka lat dłuższemu kontaktowi z realsocem) teraz nastąpił nawrót dolegliwości, czyli reinfekcja.

Redaktor Legutko pośrednio i być może nieświadomie dzisiaj stawia pytanie: czy nacjonalizacja (czyli według jego nomenklatury – repolonizacja) była słuszna? Odpowiem zamiast Legutki twardo na to pytanie, posługując się sprawdzoną metodą argumentowania jego koleżanki z Zarządu Głównego SDP, Teresy Bochwic:  Otóż nacjonalizacja była słuszna. Bo gdyby nie była, to by się nie dokonała.  Mało tego, gdyby nie była słuszna, to dzisiaj nie zadawalibyśmy pytań: czy repolonizować.

A wprost o słowie repolonizacja Legutko tak pisze: „Uważam, że jest nowoczesne, rynkowe i z ducha europejskie (zależy, co się komu z tym słowem kojarzy)”. Jerzy Urban oferując w dobie kryzysu lat osiemdziesiątych śpiwory dla nowojorskich bezdomnych przegrywa z kimś, kto bez skrępowania wstecznictwo nazywa nowoczesnością, gospodarkę centralnie sterowaną – wolnym rynkiem, a ksenofobię – duchem europejskim. 

Swoją ciekawe co ma do powiedzenia red. Legutko na temat repolonizacji majątku Kolonii Państwa Watykańskiego w Polsce? Majątek niemiecki ulokowany w Polsce go uwiera, a watykański – już nie? O ile (jeśli ktoś sięga po „Polskę - Dziennik Zachodni”, to przyzna mi rację) jest to pismo unikające stronniczości, prostackich osądów, łgarstw i manipulacji, to kłamstwem byłyby takie twierdzenia o „katolickim” Gościu Niedzielnym. O tym tygodniku Passent napisał, poniekąd słusznie, że jest „pismem przykościelnym”. Trafniej byłoby określić je, uwzględniając lizusostwo wobec Prawych i Sprawiedliwych (także szczere i naiwne jak u psa, o zgrozo) oraz nienawiść do Platformy i co najmniej niechęć do „lemingów” (uczucia równie szczere) jako „przykościelno – okołopisowskie”.

Trzeba nadmienić, że redaktor-półprezes Legutko już wcześniej akcentował swój wrogi stosunek do kapitalistów niemieckich, którzy zaczęli uprawiać jego wyjałowione poletko, spychając go na miedzę (acz nie tylko niemieckich, bo współczesny kapitał tak naprawdę nie ma narodowości). Podstawowe prawo rynku, że to klient wybiera pomiędzy dostawcami towarów i usług, uważa Legutko za niesprawiedliwe i skompromitowane, a klientów będzie przymusowo, ustawowo prostował.  

O rynku mediów Legutko pisze tak:  „To tylko pół prawdy, że polska prasa jest w rękach niemieckich. Rynek tygodników opinii już został odbity. I to nie metodami administracyjnymi, ale dzięki aktywności polskich wydawców i wyborom czytelników. Na razie specjalnie im się nie przeszkadza, ale i pomóc by nie zaszkodziło. Bo państwo polskie po 1989 nigdy nie stosowało preferencji dla rodzimych wydawców, choć w Europie to norma. Repolonizacja mediów jest celem realnym i zadaniem niezbędnym. Niemieckie koncerny po prostu psują rynek prasy, dostarczając produkt gorszej jakości, obniżając standardy, psując język, uderzając w tożsamość kulturową. Państwo ma narzędzia, by ten proces zatrzymać”.  

A mówiąc poważnie, przykro się robi,  widząc w jak żałosny sposób Piotr wiceprezes SDP Legutko odnosi się do pracy swoich kolegów po fachu z prasy konkurencyjnej. Dzisiejszy komentarz, w którym z większości rzetelnych i znanych publicystów robi posłusznych funkcjonariuszy obcych mocarstw, których zajęciem jest „psucie języka” i „uderzanie w tożsamość narodową” to cios poniżej pasa. Słuszne by było, gdyby za takie słowa Legutko został pozwany. Tyle, że zazwyczaj ktoś na poziomie nie ma potrzeby pochylać się nad gównem. Albo jak mawiał Kisiel: Wielcy ludzie wybaczają, mali się mszczą.  

Celem Legutki jest „repolonizacja mediów”. Resztę, jak przypuszczam, ma w głębokim poważaniu. Tu chodzi o biznes, żeby przy pomocy jednego głosowania w sejmie zakazać koncentracji mediów w jednym ręku. Temat, z którym po raz pierwszy spotkałem się w publicystyce Legutki (psioczył oczywiście pod adresem wydawcy Polska – The Times, międzynarodowej (!) grupy kapitałowej  Verlagsgruppe Passau), został podrzucony Kukizowi, który na zasadzie kopiuj-wklej umieścił go w swoim programie, zresztą ku uciesze zarządu głównego SDP, zdominowanego przed pisowskich wazeliniarzy.

Bez względu na rodzaj działalności taka propozycja to odebranie prawowitym właścicielom ich przedsiębiorstwa, w duchu roku 1946.   

Czy redaktor Legutko nie boi się, że ktoś zarzuci mu lobbing. A może czuje, że prawicowa szczujnia jest już na tyle mocna (wspierana autorytetem upisonego i wyliniałego intelektualnie ZG SDP), że słowa szczerości już nie zaszkodzą.

Może Legutko również przy okazji poobrzydza miejsca pracy wszystkim tym, którzy pracują w specjalnych strefach ekonomicznych. Niech ich pracodawcy się wyniosą np. na Ukrainę lub do Rumunii. Zamiast kupować Ople, Skody i Peugeoty wróćmy do polskiej myśli motoryzacyjnej o nazwie Syrena, Polonez czy Tarpan. Polak wszak potrafi. Zabrońmy importu taniego węgla - sam tłumaczę swoim klientom, że tanio nie znaczy korzystnie. Niech kasjerki w Biedronkach, Lidlach, Aldikach też rzucą pracę, uświadomione przez Legutkę, że są agentkami obcego kapitału. Może nie zarobią więcej jak do tej pory, ale przynajmniej minimalne wynagrodzenie dostaną z rąk Polaka. Póki nie założą swoich spółdzielni lub jednoosobowych biznesów, niech się zatrudnią w cuchnących sklepikach polskich przedsiębiorców (byle małych). Niech ze sklepów znikną wszelkiego rodzaju Coca-Cole, Milki, Chipsy, Ramy, Liptony i inna kapitalistyczna paskudztwa. Upaństwówmy firmy telekomunikacyjne, żeby telefon znów był rarytasem, na który czeka się ćwierć wieku. Wyrwijmy z obcych rąk Wedla – zróbmy na powrót wyroby czekoladopodobne pod nazwą „22 lipca”.   



Tagi
zBLOGowani.pl