RSS
wtorek, 31 sierpnia 2010
Jaki pan, taki kram.

Lider:

„Jest jedna Solidarność. Jeden Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność, który zmienia się, tak jak zmienia się Polska.”

Tłum (skanduje): „Solidarność, solidarność!”

Lider:

"Dzięki pracy milionów ludzi, dzięki ich wyrzeczeniom Polska gospodarka staje się coraz silniejsza, a przepaść dzieląca nas kiedyś od krajów rozwiniętych, maleje".

Tłum (skanduje): „Solidarność, solidarność!”

Lider:

„Ale dlaczego nie ma w nas tak wielkiej radości, satysfakcji i dumy. Czy możemy, z ręką na sercu, powiedzieć, że zrobiliśmy co tylko możliwe, aby Polska była dla wszystkich, a nie tylko dla tych, którym się powiodło?”

Tłum (skanduje):
„Solidarność, solidarność!”

Lider:

„Nie sprawiedliwość i solidarność, ale kłótnie i podziały to nasza rzeczywistość. Filozofia ‘radź sobie sam', złudna idea taniego państwa, język szyderstwa i kpiny, obecny w debatach politycznych zbierają swoje żniwo. Polacy nie cenią swojego państwa, nie ufają żadnej władzy, nie chcą brać aktywnego udziału w życiu publicznym”

Tłum (skanduje):
„Solidarność, solidarność!”

(...)

Taki lider związkowy to populista i hipokryta. Tłum, który w zależności od zapotrzebowania gwiżdże lub skanduje „Solidarność, solidarność” wypada równie niewiarygodnie jak lider. Mamy mierny spektakl towarzystwa wzajemnej adoracji: pozbawiony refleksji, bezmyślny tłum działaczy związkowych akceptuje wszystko, co wykrzyczy lider. Tu nie ma miejsca na dyskusję, czy kontestację, jest tylko miejsce na poparcie. Ten bezmyślny aplauz oportunistów znamy już z czasów minionych.

P.S.

  1. Polska się rozwija, a NSZZ Solidarność się kurczy i stacza. Jest skrajnie upolityczniona, a jej liderzy chodzą na pasku PiS-u. W dużej mierze związkiem zawodowym pozostaje z nazwy, będąc przybudówką partii politycznej. Dba bardziej o interes wąskiej grupy działaczy związkowych (darmozjadów będących niejednokrotnie dość dużym obciążeniem finansowym dla pracodawców), a w mniejszym stopniu o sprawy pracownicze. Propozycja przyjęcie za patrona księdza Jerzego Popiełuszki zakrawa na kpinę. Lepszy byłby Lech Kaczyński (albo obydwaj Kaczyńscy razem).
  2. Gospodarka staje się silniejsza nie za sprawą jakiś tam „wyrzeczeń”, ale przyzwoitej polityki gospodarczej państwa oraz przedsiębiorców. To właśnie NSZZ Solidarność osłabia gospodarkę wysuwając roszczenia ponad to, na co pracodawcę stać (górnictwo!). Odbywa się to kosztem obywateli i „zdrowszej” części gospodarki, którzy płacąc podatki zasilają jej nierentowne gałęzie. To jest zwykłe złodziejstwo, które ze „sprawiedliwością społeczną” nie ma nic wspólnego.
  3. Polska jest dla wszystkich obywateli, a nie tylko dla tych, którym się powiodło. Polska jest państwem demokratycznym. Wszyscy, bez względu na status materialny, mają takie same prawa. Państwo nikogo nie wyklucza. Poprzez opiekę społeczną powinno pomagać najsłabszym i bezradnym. Nie powinno z definicji pomagać tym, którym się w życiu zwyczajnie nie wiedzie lub tym którzy są leniwi, bo prowadzi to do patologii. W szczególności nie powinno wspierać nierentownych i beznadziejnych przedsięwzięć, tylko po to zrobić dobrze działaczom związkowym i uspokoić nastroje społeczne. Państwo powinno stymulować gospodarkę i walczyć z bezrobociem przede wszystkim poprzez rozwój drobnego biznesu (i ostatnio to robi dając wsparcie na "rozkręcenie" pierwszego interesu).
  4. Istotnie kłótnie i podziały to Polska rzeczywistość – konflikty wywołują ostatnio politycy, którym Solidarność od kilku lat wiernie służy. I stanowczo protestuję, by pan Śniadek wypowiadał się w moim imieniu, bo cenię to państwo i jestem z niego dumny.
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Solidarni świętują

Premier Tusk został wygwizdany. Solidarnościowy motłoch wygwizdał również tych, którzy obecnie z polityką nie mają nic wspólnego, a którzy ten ruch współtworzyli, jak chociażby Henrykę Krzywonos. Wygląda na to, że obecna „Solidarność" jest niczym innym jak przybudówką PiS-u. Pierwsza „Solidarność zrzeszała blisko 10 milionów członków, którzy przystępowali do niej spontanicznie, bez przymusu i presji i chociażby pod tym względem stanowiła ewenement w skali światowej. Trafne jest pytanie Tuska: gdzie związek zgubił te 9 milionów?

Ekonomia według związków

Mija 30 rocznica porozumień sierpniowych, więc w mediach pora na wspomnienia o naszej drodze do wolności. Przy okazji NSZZ Solidarność przypomina, że jeszcze istnieje. W imieniu związku zawodowego głos zabiera jego przewodniczący Janusz Śniadek:

„18 sierpnia, w rocznicę strajku w Szczecinie, ze szczecińskiej stoczni na cały kraj kolejny raz popłynęło wołanie "pracy i chleba". Na oczach wszystkich, całej Polski, kona polski przemysł okrętowy. Umiera poznański Ceglorz, umiera stocznia Gdynia, umiera stocznia Szczecin. Umierają nasze miejsca pracy, całe zakłady - jeszcze niedawno najwięksi zbiorowi bohaterowie na polskiej drodze do wolności.”

Nośny temat upadającego przemysłu ciężkiego powraca jak fala, w momentach gdy nie rządzą partie kojarzone z Solidarnością. Gdy u władzy był AWS, a następnie PiS, górnictwo oraz przemysł stoczniowy miały się najwidoczniej dobrze. Solidarność woła „pracy i chleba”, ale myśli raczej „chleba i igrzysk”. Podobnie jak Kościół, myli rolę. Zamiast zając się obroną praw pracowniczych, miesza się do polityki. Trzeba Śniadkowi i działaczom związkowym przypominać, że niejako z definicji podstawową rolą związków zawodowych jest obrona interesów pracowników oraz działanie na rzecz poprawy ich sytuacji ekonomicznej i społecznej, a nie kreowanie polityki gospodarczej państwa.  Przemysł ciężki, ze względu na fakt, że nadal skupia firmy dające zatrudnienie potężnym rzeszom ludzi, olbrzymie „zakłady pracy”, jest dla działaczy tym, czym woda dla rybek. Bez nich związki zawodowe straciłyby swoją moc, a przy okazji zostałyby pozbawione swoich bojówek (patrz: protesty górników w stolicy). Nie miałyby już tak dużych możliwości wpływania na politykę.  Dlatego działacze związkowi zabiegają o utrzymywanie kopalń i stoczni w dotychczasowym kształcie i formie, bez względu na ich rentowność, domagając się dla tychże sponsoringu ze strony państwa. Jako obywatel rzetelnie płacący podatki protestuję – nie jestem zainteresowany wspomaganiem nierentownych przedsiębiorstw, bo mam świadomość, że gdyby moja firma splajtowała, na pomoc ze strony państwa nie mógłbym liczyć.

Śniadek apeluje o ochronę miejsc pracy, „bo to praca tworzy wzrost gospodarczy, zapewnia utrzymanie”. Otóż niezupełnie.

Działalność gospodarcza jest nastawiona na zysk. Dla związków zawodowych, Kościoła, niektórych partii słowo „zysk” jest czymś niesamowicie obrzydliwym, bo wiąże się z wykorzystaniem pracownika przez kapitalistę. Kapitalista, niczym wampir żywi się krwią i potem mas pracujących. Tymczasem gdyby nie ten zysk, każda działalność gospodarcza kończyłaby się plajtą. Każdy przedsiębiorca musi mieć zysk i dbać o maksymalizacje tego zysku. Pracę może wykonywać osobiście, ale jeśli ilość pracy go przerasta, to kierując się rachunkiem ekonomicznym zatrudnia pracowników. Każdy pracownik, każde miejsce pracy musi mieć dla kapitalisty uzasadnienie ekonomiczne – pracownik musi generować zysk. Jeśli tego zysku nie będzie, jest niepotrzebnym, zbędnym balastem. Krótko mówiąc firma jest po to, by dawać właścicielowi (kapitaliście) zysk (pieniądze), a nie po to dawać zatrudnienie. Przedsiębiorstwo to nie to samo, co zakład pracy, a pracownik nie jest dobrem samym w sobie. Jest to prawidłowość we wszystkich „normalnych” przedsiębiorstwach, niezależnie od ich wielkości. Wydaje się, że jest to „oczywista oczywistość”. Pomimo tego, że od 21 lat żyjemy w państwie kapitalistycznym, nie wszyscy o tym wiedzą.

Śniadek mówił, że kiedy tworzyła się Solidarność, jej ludzie wierzyli, że wraz z wywalczoną wolnością musi przyjść upragniona sprawiedliwość społeczna. – „Tak się nie dzieje. Rozwarstwienie społeczne i płacowe w naszym kraju, podział na biednych i bogatych rosną, i są już największe w Europie” - ocenił.

Nie jest prawdą, że w Polsce jest największe rozwarstwienie społeczne i placowe, nawet jeśli ograniczymy się tylko do państw Unii Europejskiej. Rozwarstwienie widać w każdym bez wyjątku kraju, a można co najwyżej stwierdzić, że gdzieś jest wyższy standard życia niż w Polsce. Bezrobocie i bezdomność są obecne również w Niemczech, czy w krajach skandynawskich; z pewnością skala tych negatywnych zjawisk nie tak duża jak w Polsce, bo działa tam sprawnie opieka socjalna. Ale są to kraje bogate i na taki standard pomocy państwa mogą sobie pozwolić. Standard życia w Polsce systematycznie wzrasta i tego Śniadek nie zakwestionuje. Zmiana ustroju gospodarczego jest niewątpliwie jedną z największych zasług Solidarności, tej Solidarności z roku 80. Jest to zmiana – dla znakomitej większości Polaków - na lepsze. A czym jest sprawiedliwość – tym, że wszyscy mają równe szanse. Tak było w 1989 roku. Wszyscy mieli tyle samo, czyli nic. Jedni okazali się być  bardziej przedsiębiorczy, inni mniej zaradni. Oczywiście była grupa, która miała ułatwiony start - ze względu na koneksje polityczne i towarzyskie pierwsza dostała się do "żłoba", więc dość szybko mogła pomnażać swój majątek (ale jak mówią klasycy, „pierwszy milion trzeba ukraść”). Natomiast są setki tysięcy przykładów ludzi którzy zaczynali od zera, bez jakiegokolwiek wsparcia, a odnieśli sukces . Kapitalizm to nie zawsze równe szanse, bo np. i w teorii i niestety w praktyce dziecko z rodziny patologicznej ma mniejsze szanse na rozwój, czy karierę zawodową, niż potomek milionera. Tak już jest: jeden jest mądry - inny głupi, jeden jest ładny - inny brzydki, jeden zaradny - inny dupowaty. Tak jest świat ułożony: albo mamy kapitalizm, albo odbieramy ludziom własność i szanse wszystkich zrównujemy. Tak było w socjalizmie. Czy był to ustrój sprawiedliwości społecznej – z pewnością nie. Śniadek powinien o tym pamiętać.

piątek, 27 sierpnia 2010
Kolonia Zgorzelec

 

Kaznodzieja

Miałem sobie odpuścić politykę przynajmniej na jeden dzień, ale natknąłem się niespodziewania na komentarz dotyczący ostatniej homilii L.S. Głódzia i sięgnąłem do tekstu źródłowego, który publikuje radiomaryja.pl. Pamiętam, że w dzieciństwie homilie były zawsze najnudniejszą częścią mszy i z niecierpliwością czekałem, aż wskazówka zegara zbliży się do „pół do”, co oznaczało, że msza za chwilę nabierze żywszego tempa. Kazania dla dziecka, a później dla młodzieńca, były nużące przede wszystkim dlatego, że księża posługiwali się specyficznym językiem. Nie był to język ani potoczny, ani urzędowy, ani matematyczny, ani epicki. Była to dziwna mikstura językowa, która zaciemniała sens przekazu i nie pozwalała skupić się na treści, na sednie sprawy. Ponieważ rozważania dotyczyły Boga lub spraw przyziemnych, ale w kontekście boskim, kapłanom nie wypadało używać zwykłej polszczyzny. Przekaz miał być górnolotny, poetycki, a wychodziła szmira i kicz. Ten język „rozmazany”, niewyraźny, pozbawiony ostrości, pozostał do dziś. Niezależnie od tego kazaniom, albo ogólniej językowi kościoła, brakuje precyzji w formułowaniu myśli. Z pozoru to mądre, że kaznodzieja często używa dwuznaczności, a słuchacz musi odnaleźć drugie dno, rozpoznać aluzję. Naprawę to ubóstwo językowe lub intelektualne wpycha księży w tę dziwną manierę, która ma zamaskować ich niedostatki umysłowe.

Zanim przejdę do krótkiej analizy kazania L.S. Głódzia, należy się krótkie wyjaśnienie trudnego słowa, które się pojawia w homilii: indyferentyzm.

Indyferentyzm to postawa zobojętnienia i braku zainteresowania wobec istotnych spraw społecznych (indyferentyzm społeczny), politycznych (indyferentyzm polityczny), moralnych (indyferentyzm moralny), religijnych (indyferentyzm religijny czyli apateizm), językowych (indyferentyzm językowy) oraz identyfikacji (tożsamości) z danym terytorium (indyferentyzm terytorialny).

Fragment homilii abp Leszka Sławoja Głódzia

„Bracia i siostry! Z niepokojem patrzymy na sytuację duchową Polski. Na brak porozumienia. Na powrót wraca dawny język politycznego dyskursu. W życiu politycznym dochodzi do głosu arogancja jednostronność pewność siebie. Wiele mediów straciło obiektywizm, poszło na służbę manipulacji, jednostronnej propagandy. Na kanwie żądań, aby krzyż spod Pałacu Prezydenckiego zniknął definitywnie z tzw. przestrzeni publicznej, pojawiały się, artykułowane przez lewicę, postulaty, aby zmienić relacje między państwem a Kościołem. Postulują rozwiązania, któreśmy już niegdyś przerabiali. Powrót do relacji Kościół - państwo, jaka obowiązywała w epoce stalinizmu i świetlanych lat PRL-u. Nie warto polskiej atmosfery zatruwać na nowo językiem walki klas. Z kim? Nasze pokolenie zna już ten język. Trzeba nam nowego języka: wiarygodności, spójności miedzy obietnicami a praktyką życia. Skuteczności służby dla ojczyzny nie zmierzy się słupkami sondaży opinii publicznej. Odkładaniem obietnic. Projektami ustaw, których wprowadzenie naruszy ład sumień, zaneguje nauczanie Kościoła. In vitro nie jest palącym zagadnieniem dnia. Warszawa, miasto w którego bruki wsiąkło 200 tysięcy powstańczej, przelanej dla świętej sprawy wolności, nie powinno być widownią wrzaskliwych parad promujących moralny indyferentyzm. Palącym problemem dnia jest troska o rodzinę. Walka z patologią społeczną, dewastacją sumień, swoistym kłanianiem się okolicznościom - w różnych wymiarach naszego życia. Oficjalne dane statystyczne mówią , że w roku 2050 będzie nas o 6 milionów mniej. Czyli będziemy społeczeństwem emerytów.”

Takiego bełkotu już dawno nie słyszałem. W absolutnie żadnym zdaniu nie ma nic, co byłoby oczywiste. Gdyby przyjąć kryterium obiektywizmu, to można by twierdzić, że L.S. Głódź piętnuje PiS („dawny język politycznego dyskursu”, arogancja, pewność siebie) oraz stację „Radio Maryja” i skrajne prawicowe pisma, jak np.  „Nasz Dziennik” (straciły obiektywizm i „poszły na służbę manipulacji, jednostronnej propagandy”). Z pewnością nie chodzi o Platformę Obywatelską, bo ta – wyłączywszy posłów Palikota i Niesiołowskiego – posługuje się językiem miłości i zgody, prezydent Komorowski jest wzorcowym katolikiem. Uwaga L.S. Głódzia nie może dotyczyć też „Gazety Wyborczej”, bo dziennik ten prezentuje pluralizm i różne punkty widzenia – nie można jej zarzucić „jednostronnej propagandy”. Zakładam, że jednak, że L.S. Głódź nie krytykuje PiS-u, „Radia Maryja” i „Naszego Dziennika”. Więc kogo? Dlaczego nie może powiedzieć wprost. Czy to wyraz tchórzostwa? Chyba nie. Tchórzem nie jest, bo bohatersko krytykuje lewicę. Kogo się więc boi, że musi tak mataczyć?

Dalej mamy swoistą poetykę, która już zaciemnia wszystko: spójność miedzy obietnicami a praktyką życia, skuteczność służby dla ojczyzny, naruszanie ładu sumień, palące zagadnienie dnia, wrzaskliwe parady promujących moralny indyferentyzm, dewastację sumień oraz swoiste kłanianie się okolicznościom.

Do tego wszystkiego do 2050 roku będzie nas Polaków o 6 milionów mniej. Czyli będziemy społeczeństwem emerytów. Musiałbym wypić ze 3 litry wina mszalnego, żeby zobaczyć jak ta statystyka ma się do prawd wiary.

P.S. Powinna obowiązywać zasada wzajemności. Kler obrzuca inwektywami niewygodnych polityków. Politycy robią to samo z klerem. Byłoby to dość proste. Można sobie wyobrazić expose premiera lub orędzie prezydenta w takim tonie:

„Rodacy! Z niepokojem patrzymy na sytuację duchową Polski. Na brak porozumienia. Na powrót wraca język przedsoborowego kościoła. Kościoła, który niezgodnie z konstytucyjną zasadą rozdziału państwa od kościoła, próbuje ingerować w politykę. Głos Kościoła stał się głosem arogancji, jednostronności, pewności siebie. Mówiąc językiem ewangelii powiedzielibyśmy, że to głos pychy. Wiele mediów straciło obiektywizm, poszło na służbę manipulacji, jednostronnej propagandy. Na kanwie żądań, aby krzyż spod Pałacu Prezydenckiego pozostał w swoim dotychczasowym miejscu pojawiły się, artykułowane przez skrajną prawicę, postulaty, aby zacieśniać relacje między państwem a Kościołem. Postulują rozwiązania, które już kiedyś ludzkość przerabiała. Ten okres nazywał się kontrreformacją – w Europie pociągnął wiele ofiar. Czy chcemy poczuć swąd ciał palonych na stosach. Czy potrzebne są nam wojny religijne? Czy mamy wrócić do wypraw krzyżowych? Nie warto polskiej atmosfery zatruwać na nowo językiem jakim posługuje się Kościół.” ...

 

czwartek, 26 sierpnia 2010
Kampania na koszt miasta?

Tagi: Bytom
12:24, gkur
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 sierpnia 2010
Kto to jest?

Niespełna 2 miesiące temu mówił:

„Jako jedyny obstawiam zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego w stosunku 52% do 48%. Wierzę w sukces premiera Jarosława Kaczyńskiego nie tylko dlatego, że należę do Prawa i Sprawiedliwości, wierzę w sukces dlatego bo rozmawiam z ludźmi i słuchając ich dostrzegam, że to właśnie Jarosław Kaczyński wpisuje się w ich oczekiwania. (...) Tylko polityk takiego formatu jak Jarosław Kaczyński może zapewnić nam konieczny element równowagi politycznej i umiejętnie dbając o naszą tradycję prowadzić krają ku przyszłości.”

Dzisiaj twierdzi, że wyobraża sobie Zbigniewa Ziobrę jako prezesa Prawa i Sprawiedliwości.

Niespełna 2 miesiące temu mówił:

„Kampania, która dobiega końca pokazała, że są dwa sposoby uprawniania polityki. Trudna próba szukania porozumienia i budowy wspólnej wizji nawet wbrew swoim wadom i wbrew swoim uprzedzeniem co czynił Jarosław Kaczyński i polityka konfrontacji, dzielenia, prowokowania i budowania swojej pozycji tylko w oparciu o konflikt z politycznymi rywalami co czynili sztabowcy Bronisława Komorowskiego. (...) Wierzę, że Jarosław Kaczyński w najbliższą niedzielę wygra wybory, a jego wygrana będzie sukcesem całej Polski”

Dzisiaj jest zdania, że ewentualne odsunięcie Jarosława Kaczyńskiego z fotela prezesa PiS byłoby tylko kolejnym etapem w jego karierze i staje po stronie tych, którzy zarzucają Kaczyńskiemu w trakcie kampanii zbyt łagodny ton.

Niedawno mówił:

„Wielki dramat jaki jest naszym udziałem, a w jakim uczestniczą także Rosjanie solidaryzując się z nami, otwiera po raz pierwszy od dawna szanse na nowe otwarcie we wzajemnych kontaktach. Widać jak bardzo jesteśmy bliscy sobie jako ludzie, jak bardzo rozumiemy nasz ból  i nasze troski, jak wspólnie potrafimy współczuć i poszukiwać prawdy w obliczu tragedii. Jest naszym wielkim marzeniem, aby z tragedii Katynia 1940 i Katynia 2010 r. wykiełkowało dobro, które sprawi, że Polacy i Rosjanie staną się sobie bliżsi, a pojednanie stanie się nie tylko politycznym postulatem trudnym do zrealizowania, ale nabierze wymiaru zmieniającego nasze serca na trwałe. Jako przedstawiciele świata nauki dostrzegamy potrzebę kształcenia młodych Polaków i Rosjan na gruncie prawdy, szacunki, zrozumienia i pojednania.”

Dzisiaj odmawia prawa do godnego pochówku Rosjanom poległym w Bitwie Warszawskiej.

Podpowiem:

To były ministrant, zaangażowany w młodości w Ruch Światło – Życie, a później w Krucjatę Wyzwolenia Człowieka, której członkowie przede wszystkim „ukazują swoim sposobem życia jedną z dróg rozwoju duchowego, opierającego się na wartościach chrześcijańskich, w szczególności miłości bliźniego”. Był także zaangażowany w toruńskie duszpasterstwo akademickie redemptorystów, a następnie jezuitów.

Można zwątpić w Boga, nieprawdaż?

Ref.: Serce wielkie nam daj, zdolne objąć świat! 
Panie, serce nam daj mężne w walce ze złem! 

1. Zwleczmy z siebie uczynki starych ludzi, 
Zniszczmy wszystko co budzi Boży gniew! 
Wdziejmy biel nowych szat w Chrystusie Panu! 
Nowy człowiek powstanie w każdym z nas! 

2. Nowi ludzie w historię wpiszą miłość, 
Wskażą drogi odnowy ludzkich serc. 
Nowi ludzie przeżyj ą własne życie, 
Tworząc wspólnym wysiłkiem nowy świat. 

3. Nowi ludzie przyniosą ziemi pokój, 
W znaku wiary zjednoczą cały świat. 
Nowi ludzie przyniosą ziemi wolność, 
Prawda ludzi wyzwoli, niszcząc zło.

Hymn Krucjaty Wyzwolenia Człowieka

Marsz do żłoba

 

Jarosław Kaczyński znalazł się niespodziewanie między młotem a kowadłem. Młotem jest Ziobro, który między wierszami krytykuje prezesa za wybór złej, bo zbyt miękkiej taktyki wyborczej. Nie jest prawdą, że taka strategia była nieodpowiednia, bo sondaże pokazują, iż w miarę zaostrzania się języka PiS-u, maleje poparcie dla tej partii. Można uznać, że wynik wyborczy Jarosława Kaczyńskiego był rewelacyjny, bo to maksimum tego, co mógł osiągnąć. Gdyby pozycja Kaczyńskiego osłabła na tyle, że byłby konieczny wybór nowego prezesa, jest niemalże pewne, że Ziobro bez większych skrupułów będzie chciał zająć to miejsce. Zarzucanie błędów strategicznych w walce o prezydenturę zdaje się być początkiem krytyki Kaczyńskiego. Kowadłem jest „frakcja”, która tworzy się wokół Kluzik-Rostkowskiej i Poncyliusza, autorów sukcesu wyborczego Kaczyńskiego. To jest dość niewielka grupa ludzi, do której mimo wszystko czuję sympatię, bo wygląda na to, że to co robili w trakcie kampanii wyborczej było szczere. Uwierzyli, że Kaczyński może się zmienić. Teraz czują się oszukani i mają żal – chyba głównie do siebie – że zostali perfidnie wykorzystani. A ja teraz uwierzyłem, że są w PiS-ie także normalni i dość uczciwi ludzie. Nie zaliczam do tej grupy Marka Migalskiego, bo jestem przekonany, że gra „na siebie”. W tej grze jest wytrawnym pokerzystą.

Po katastrofie smoleńskiej przeraziłem się, bo w pierwszej chwili nie było oczywiste kogo Prawo i Sprawiedliwość „wystawi” do wyborów. Możliwości widziałem dwie: albo Kaczyński albo Ziobro. Ta druga ewentualność mnie przeraziła. Gdyby nie katastrofa, bez większych problemów prezydentem w jesiennych wyborach zostałby Komorowski i to prawdopodobnie już w pierwszej turze. Lech Kaczyński nie miałby żadnych szans na reelekcję. Katastrofa wszystko zmieniła – diametralnie zmienił się układ sił, co było w dużej mierze wynikiem manipulacji mediów publicznych, niezwykle stronniczych: Lecha Kaczyńskiego, miernego polityka, z bardzo niskimi notowaniami, przeobraziły w męża stanu na miarę Piłsudskiego, a jego brata bliźniaka wykreowały na jedynego godnego następcę. Z wcześniejszych krytyków zmarłego prezydenta uczyniły agentów „wiadomych sił”. Złą rolę w kampanii odegrał też Kościół, czyniąc z Jarosława Kaczyńskiego lepszego katolika niż jego kontrkandydat.

Wcześniej nie przypuszczałbym, że tak silny może być wpływ telewizora na społeczeństwo, jak grając na nutach patriotyzmu można ogłupić, omamić, jak można pozbawić ludzi pamięci.

Za kilka lat będziemy patrzeli na ostatnie wydarzenia jak na zły sen. Walka o „krzyż smoleński”, pochowek Kaczyńskiego na Wawelu, mauzoleum Gosiewskiego we wsi Kołaki Kościelne, porównywanie katastrofy do zbrodni katyńskiej, a jej ofiar do męczenników, będą dla nas tak egzotyczne, tak jak w tej chwili kuriozalne jest to dla europejczyków zza Odry, którzy spoglądają na Polskę z właściwym dystansem.

Abstrahując od realnych szans Ziobry w wyborach, sama myśl o tym, że człowiek ten mógłby zostać prezydentem napełniała mnie trwogą. Decyzja o starcie Jarosława Kaczyńskiego zdjęła mi kamień z serca.

Dzisiaj Zbigniew Girzyński powiedział, że jego partia musi myśleć o swej przyszłości w dalszej perspektywie. Dodał, że wyobraża sobie Zbigniewa Ziobrę jako prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Ciarki przeszły mi po plecach. I nawet żal zrobiło mi się Kaczyńskiego. Nie o Polskę tu chodzi, lecz o władzę.

wtorek, 24 sierpnia 2010
Rodzina Gosiewskich

Moi znajomi, wiedząc, że piszę nieco polityczny blog przysłali mi masowo newsa, że Jadwiga Gosiewska, matka tego Gosiewskiego organizuje izbę jego pamięci. Wcześniej media donosiły o muzeum, ale okazało się ostatecznie, że słowo „izba” bardziej przystaje do realiów. Jaki jest mój pogląd w tej sprawie? Otóż każdy obywatel ma prawo za własne pieniądze, na własnej posesji urządzać muzea, izby pamięci, sanktuaria etc. I lepiej, że będzie chciał zachować pamięć o zmarłych urządzając „prywatną” izbę pamięci, niż wykorzystując do tego celu przestrzeń publiczną. Przywykliśmy, że w ten szczególny sposób czci się pamięć ludzi wielkich: pisarzy, poetów, muzyków, artystów malarzy, naukowców, wodzów i innych wybitnych ludzi zasłużonych dla kultury, narodu lub państwa. Dobry obyczaj każe wstrzemięźliwość w tej kwestii. Izba pamięci w przypadku Ś.P. Przemysława Gosiewskiego wydaje się być przedsięwzięciem dość groteskowym, wręcz tragikomicznym. Polacy powinni jak najszybciej zapomnieć o kimś takim jak Gosiewski, którego postrzegałem jako reinkarnację Dyzmy. Jedyną pamiątką po nim i materialnym dowodem jego istnienia w polityce pozostanie słynna stacja we Włoszczowej. Natomiast w sercu i umyśle matki może się jawić pamięć o synu – człowieku niezłomnym, gorącym patriocie, wybitnym polityku.  Działania PiS-u, ale także kleru w tej kwestii, mogą utwierdzać ją w przekonaniu, że jej syn na taką izbę pamięci w Kołakach Kościelnych zasługuje. Dlaczego? Okazuje się, że Gosiewski jest jedną z najbardziej docenianych postaci, spośród ofiar katastrofy smoleńskiej. Pośmiertnie Przemysław Gosiewski został honorowym obywatelem Ostrowca Świętokrzyskiego  za „działania na rzecz Ostrowca i regionu”, a w szczególności za to że:  doprowadził do umieszczenia w Planie Inwestycyjnym Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej projektu Gminy Ostrowiec Świętokrzyski pod nazwą Przygotowanie terenów Ostrowieckiego Parku Przemysłowo - Technologicznego do działalności inwestycyjnej" oraz że „podjął skuteczne starania o umieszczenie na liście indykatywnej Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko projektu pod nazwą Uporządkowanie gospodarki wodno- ściekowej w aglomeracji ostrowieckiej” oraz że „udzielił wsparcia w pozyskaniu środków finansowych z rezerwy celowej budżetu państwa dla Domu Ulgi w Cierpieniu im. Jana Pawła II w Ostrowcu Świętokrzyskim” a także za to że „dzięki niemu pomoc finansową otrzymały parafia rzymskokatolicka w Szewnie i Placówka Opiekuńczo - Wychowawcza Nasz Dom w ostrowieckiej dzielnicy Denków” oraz że „wspierał działania zmierzające do utworzenia ośrodka badawczo – rozwojowego komponentów stalowych w Hucie Celsa i pozyskał pieniądze na uruchomienie produkcji wapna gaszonego w zagrożonej likwidacją Cukrowni Częstocice”. Mizantrop!!!. Z kolei w bazylice katedralnej w Kielcach została wmurowana tablica pamiątkowa: "Tragicznie zmarłemu w katastrofie pod Smoleńskiem - Przemysławowi Gosiewskiemu. Posłowi na Sejm. Wicepremierowi w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Klub parlamentarny PiS oraz wdzięczni mieszkańcy Kielc i ziemi świętokrzyskiej”.  Czekać pozostaje, aż jak grzyby po deszczu wyrosną w Polsce południowo – wschodniej popiersia i posągi upamiętniające tego wybitnego Polaka.

Na fali pamięci o synu  Jadwiga Gosiewska publikuje list otwarty do prezydenta Komorowskiego (nastała nam ostatnio moda na listy otwarte), w którym pisze, że narasta w niej ogromne przykre przeświadczenie, że rząd polski nie chce uczciwego wyjaśnienia przyczyn tej „katastrofy stulecia”. Przez cztery miesiące nie znaleziono osób odpowiedzialnych za niedopatrzenia, za śmierć 96 osób. Jest natomiast wiele niedomówień, przekłamań i chęci zminimalizowania tej tragedii. Tą złą wolę zarzuciła wcześniej rządzącym z ambony częstochowskiego sanktuarium. Może doszła do przekonania, że jej głos na Jasnej Górze nie był zbyt nośny. A może ma potrzebę zafunkcjonowania jako Matka Męczennika, Prawie Maryja. A może zwyczajnie pozazdrościła swojej imienniczce, Jadwidze Kaczyńskiej, stanowiska przewodniczącej komitetu honorowego budowy pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy pod Smoleńskiem?

Jak widać megalomania w rodzinie Gosiewskich jest przypadłością rodzinną najpewniej rozprzestrzeniającą się drogą kropelkową.


Zbigniew "Cygan" Ziobro.


Rzeczpospolita daje Zbigniewowi Ziobrze kilka szpalt na krytykę Komorowskiego, który „dowodzi” winy prezydenta w związku z ekscesami na Krakowskim Przedmieściu.

„To prezydent Bronisław Komorowski odpowiada za to, co się dzieje pod krzyżem. Chcąc zatrzeć pamięć o swoim poprzedniku, postanowił przenieść krzyż, przed którym gromadzili się ludzie wspominający tragicznie zmarłego prezydenta. (...). I tak prezydent Komorowski rozpętał piekło na Krakowskim Przedmieściu.”

Ponieważ temat jest mocno przeterminowany i zaczyna śmierdzieć niczym trup, pominę go. Zwłaszcza, że nie wnosi nic nowego, a Ziobro powiela bezmyślnie sentencje wypowiedziane wcześniej przez innych polityków PiS-u. Ziobro ma prawo, jak każdy obywatel, do demonstrowania swoich poglądów. Tyle, że mógłby robić to z klasą, a częste rozmijanie się z prawdą oraz manipulowanie faktami najzwyczajniej go dyskredytują. Jest politrukiem, który na tragedii smoleńskiej cementuje swoją karierę polityczną, zgodnie z obowiązującym kursem „zaostrzania retoryki”.

Wiarygodność Ziobry stała się zerowa, odkąd sąd nakazał mu przeprosić za kłamstwa. Swoją mierną klasę pokazał zamieszczając przeprosiny wtopione w tekst, tak by umykały uwadze czytelnika. Nauczka to też dla sądu. Wyrok jednak jest wyrokiem, więc możemy Ziobrę nazywać kłamcą.

Kara, jaką wymierzył mu sąd na nic się nie zdała, bo popełnia recydywę: kłamie i tym razem, na dodatek  wielokrotnie w krótkim wywodzie.

Zarzuca np. Palikotowi, że „w oszczerczy sposób pomówił tragicznie zmarłego prezydenta. Twierdził, że był on pijany na pokładzie samolotu (...)". Kłamstwo! Palikot wnioskował o przebadanie zmarłego prezydenta na obecność alkoholu we krwi, a to zasadnicza różnica. Palikot mógłby wytoczyć proces Ziobrze o zniesławienie, ale może potraktuje go tak jak zwykliśmy traktować gówno na trawniku, obchodząc je szerokim kołem.

Dalej atakuje premiera: „Te niezwykle haniebne kłamstwa i ataki muszą mieć poparcie Donalda Tuska”. Tego co najwyżej mógłby domniemywać. Nie ma prawa pisać „muszą mieć poparcie”, bo nie ma na to żadnych dowodów, a wręcz przeciwnie, bo Palikot otrzymał za swoje wypowiedzi naganę (którą jest najwyższą z możliwych kar dla posła), za którą to naganą głosowali także partyjni koledzy Palikota. Ziobro znów kłamie!

Kolejne kłamstwo w następnym zdaniu: „To smutne, że media w Polsce nie potępiają Palikota. Zamiast stosować wobec niego ostracyzm, godzą się na taką brutalność w życiu publicznym”. Kłamstwo, bo media jednogłośnie (nad czym ubolewałem) potępiły Palikota. Równie dobrze można powiedzieć, że smutne jest, iż media udostępniają głos permanentnemu kłamcy Zbigniewowi Ziobrze. Według mnie Ziobro za wykorzystywanie pozycji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego do dyskredytowania przeciwników politycznych zasługuje na pełny ostracyzm. Za nagonkę na lekarzy, która była osobistą zemstą Ziobry na tym środowisku, za załamanie polskiej transplantologii zasługuje na społeczne wykluczenie.

Muszę dodać, że w moim odczuciu jednym z największych sukcesów Tuska jest to, że w rządzie nie ma ludzi pokroju Ziobry. Pełną gębą karierowiczów, którzy kapitał zbijają na ludzkim nieszczęściu, tragedii i naiwności.

Tagi: Ziobro
09:41, gkur
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3
Tagi
zBLOGowani.pl