RSS
piątek, 30 sierpnia 2013

 

Na 70. Międzynarodowym Festiwalu Filmów w Wenecji poza konkursem zaprezentowany zostanie film „Wałęsa. Człowiek z nadziei”. Będzie to światowa premiera filmu Andrzeja Wajdy. Wybiera się na nią sam bohater filmowej opowieści Lech Wałęsa. Organizatorzy zapowiedzieli, że będzie traktowany jak gwiazda. Były prezydent zawsze lubił takie imprezy. Otwarcie igrzysk olimpijskich, przemówienia w Kongresie USA, w ONZ-ecie, występy na forach międzynarodowych. Teraz pojawi się w oprawie, która towarzyszy największym filmowym gwiazdom. W blasku fleszy niczym gwiazda filmowa będzie kroczył po czerwonym dywanie. Dla mnie to scena symboliczna. Nareszcie Lech Wałęsa będzie faktycznie na swoim miejscu – jako aktor, który odegrał napisaną dla siebie rolę. Tylko że to nie Wajda pisał scenariusz, a bezpieka. - pisze Jan Pospieszalski w Gazecie Polskiej Codziennie / niezależnej.pl.

Podły tekst maluczkiego człowieczka. Niczym mały ratler, próbuje kąsać tych, którzy krzywdy mu nie zrobią. A nie rewanżują mu się albo z litości, albo z miłosierdzia, albo ze względów estetycznych. Z tego wyleniały ratler doskonale sprawę sobie zdaje.

Czasem jednak ktoś przez ratlera obszczekany pofatyguje się z jakąś ripostą. Ostatnio o swoim byłym kompanie napisał Kamil Sipowicz, w tekście "Janek Pospieszalski kopie przyjaciół"

http://kamilsipowicz.natemat.pl/68431,janek-pospieszalski-kopie-przyjaciol

Janek Pospieszalski, gdzieś w połowie lat 80. zeszłego stulecia zapukał do moich drzwi na Ogrodowej w Warszawie. Zaczęliśmy współpracować razem z zespołem muzycznym WOO BOO DOO, którego nazwę wymyśliłem i dla którego napisałem kilka tekstów. Zespół wielkiej kariery nie zrobił ale ja z Jankiem zaprzyjaźniłem się. Od tego czasu spotykaliśmy się często w Warszawie i w Berlinie Zachodnim, gdzie częściowo mieszkałem.

U Janka i jego żony na warszawskim Mokotowie odbywały się wielkie przyjęcia. Tam między innymi poznałem Fiolkę Najdenowicz i Sławka Starosta. Ten ostatni zasłynął potem jako animator polskiego porno (Starosta polskiego porno). Janek był katolikiem ale znał życie. Opowiadał mi wstrząsająca historię jak jego ojciec, przy okazji ojciec wielodzietnej rodziny był organistą w Częstochowie i po śmierci dotychczasowego proboszcza nowy prałat wyrzucił całą rodzinę na bruk. Janek zatem znał z własnego doświadczanie, że nie wszyscy księża są miłosierni . Przez Janka poznałem innego naszego kolegę – Jurka Owsiaka.

Na okładce nowego numeru tygodnika Do Rzeczy Janek w całej krasie. W środku zaś wywiad z Jankiem pt. Trybunał Stanu dla ludzi z rządu Tuska. Do wywiadu Janek poddał się sesji fotograficznej. Janek na tle zbóż oraz Janek z gitarą oparty o stóg. Z tyłu malownicze drewniane grabie. W wywiadzie gitarowo kłosiany Janek wsadza do pudła premiera Tuska wraz z całym rządem za zdemontowanie Polski. Wzorem jest węgierski Orban, w którego ślady pójdzie niebawem Jarosław Kaczyński. Myślę, że ten wywiad to takie delikatne mruganie okiem do polskiego superorbana: jak już będziesz premierem/prezydentem, to daj mi tekę ministra spraw wewnętrznych, a ja już tę bandę POwiaków wyślę na Rakowiecka i do Wronek.

Przy okazji szlifowania kajdanek dla rządu dostało się byłym kumplom Janka. Jurkowi Owsiakowi za to, że jest niby superministrem zdrowia, nad samym Arłukowiczem i mnie oczywiście, po nazwisku: „I jest jeszcze Kamil Sipowicz, który mając problemy z prawem, związane z przesyłkami z marihuaną, powiedział wprost, jak to działa i czego oczekują artyści popierający władzę. Gdy się okazało, że jest groźba, iż nie ujdzie to na sucho, z wielkim zdziwienie stwierdził: ”Ale jak to? Myśmy was tak popierali, a Teraz mamy mieć jakieś kłopoty? Nam się należy inne traktowanie i koniec.” Janku, kilka zdań i w każdym kłamstwo. Po pierwsze: Ja nie miałem nigdy w życiu kłopotów z prawem! Miała je moja partnerka. Przyszła tylko jedna przesyłka, powtarzam jedna, ale ty się chyba uczyłeś u Goebbelsa, jak z jednej przesyłki zrobić wiele. I ta jedna przesyłka była zaadresowana do mojego psa, co zresztą ubawiło pół Polski.

Janku, nie raz i nie dwa w twoich wielu domach paliliśmy marihuanę i nie pytałem wtedy jak ją skombinowałeś, kto ci przysłał, ale dziękuj Bogu, że nie rządził wtedy pan Kaczyński z panem Błaszczakiem, Brudzińskim i Hoffmanem. Zawsze mówiłeś, że marihuana bardziej ci służy niż alkohol, bo zdaję się to z etylowym narkotykiem miałeś największe problemy. Najbrzydszym twoim kłamstwem odnośnie mojej osoby jest to co powtarzają za tobą prawicowe media.

Nigdy nie oczekiwaliśmy od premiera Tuska specjalnego traktowania w naszej sprawy, bo nadal wierzymy w niezawisłość polskiego sądu. Chcieliśmy tylko i nadal chcemy, żeby jako człowiek, który z doświadczenia wie czym jest marihuana, gdyż ją sam palił, dążył do wprowadzenia rozsądnego i sprawiedliwego prawa. Aby nie karać rekreacyjnych okazjonalnych użytkowników i zapełniać więzienia młodymi ludźmi. Bo więzienia są najbardziej deprawującymi miejscami na świecie. I w każdym polskim więzieniu kupisz każdy narkotyk jaki tylko ci się wymarzy. Przerażające jest to, że twój autorytet pan Jarosław Kaczyński, który nawet nie wie co to jest ta marihuana i nie wie czy jest z konopi, chciałby wszystkich za jej posiadanie wtrącać do więzień. I jeżeli mam porównywać pana Tuska z panem Kaczyńskim, to zawsze wybiorę tego pierwszego, mimo, że mój apel do niego podparty książką-listem nie spotkał się z odzewem. Bo mimo jego setek błędów, to za jego rządów Polska zmieniła się na lepsze. Wystarczy się przejechać po kraju, żeby to widzieć. Natomiast ten drugi czyli Kaczyński, już przez sam fakt, że takiego kiedyś cudownego kompana, pełnego fantazji młodzieńca jak ty Janku przemienił w wyrafinowanego manipulatora i kłamcę, napawa mnie przerażeniem. 


 

   

czwartek, 29 sierpnia 2013
Kupa na biskupa. Fronda prowadzi nabór na stanowisko prymasa

 

To nie żart. No może nie do końca. Prymas Polski abp Józef Kowalczyk skończył 75 lat i złożył rezygnację z funkcji "ordynariusza gnieźnieńskiego". Zgodnie z Kodeksem prawa kanonicznego osiągnięcie tego wieku zobowiązuje go do złożenia na ręce papieża rezygnacji z urzędu ordynariusza diecezji.

Kilka dni wcześniej arcybiskup wypowiedział się na temat "referendum Warszawskiego", pozytywnie oceniając okres urzędowania HGW. Wcześniej, w kazaniu podczas mszy na uroczystość Bożego Ciała wezwał polityków do zaprzestania dzielenia i skłócania Polaków. 

- Skoro wszyscy się tu gromadzimy, strzeżmy się tego, co nas rozdziela. Niech ustaną wszystkie gniewy i spory, bo tylko wtedy „pośrodku” nas może zamieszkać Chrystus" - powiedział prymas. Prymas podkreślił, że ludzie otwierający się na Boga muszą być także otwarci na drugiego człowieka. - Chcemy być jedną Polską, jedną ojczyzną, solidarną wspólnotą ludu Bożego i ludzi dobrej woli, wyrosłą z tych samych korzeni i wartości chrześcijańskich. Nie chcemy żadnych sztucznych podziałów na dwie Polski - mówił. - Polska ma już dość tego dzielenia Polaków, niekiedy w imię doraźnych egoistycznych korzyści politycznych, czy też celowego skłócenia wspólnoty narodowej. Chcemy pokoju wewnętrznego, zjednoczenia sił w budowaniu dobra wspólnego całej ojczyzny - dodał. Jak podkreślił prymas Kowalczyk, potrzeba takiego pokoju i zjednoczenia wynika m.in. z nauk błogosławionego Jana Pawła II.

Ta homilia wzburzyła "prawdziwych Polaków i katolików", którzy zaczęli grzebać w życiorysie prymasa i domagać się lustracji w kościele katolickim, która wyeliminowałaby ubeckich kapusiów, bo wszak wiadomo: jeśli hierarcha nie staje przeciw Tuskowi, to musi być szantażowany za to, że potajemnie z czerwonymi kolaborował. Ostatnia publiczna wypowiedź biskupa Kowalczyka o tym, że nie wzięcie udziału w referendum nie jest grzechem, przelała czarę goryczy.

Tak pisze, szczerze rozczarowany wypowiedzią prymasa Isakowicz - Zaleski:

Piszę to w kontekście wywiadu udzielonego przez abp. Józefa Kowalczyka, który bez żadnych ogródek opowiedział się przeciwko referendum ws. odwołania prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wyraził też lęk, że owo referendum jest próbą obalenia rządu PO. Ach, co to za lęk! Oczywiście każdy biskup ma prawo do swoich poglądów politycznych. Jednak jeżeli ktoś piastuje tak ważne stanowisko, jakim wciąż jest urząd prymasa Polski, to takie deklaracje są szkodliwe. Abp Kowalczyk dawał już wyraz temu, że jest mu blisko do postkomunistów i „różowych” z UD. Dla przykładu, na swoim ingresie w katedrze w Gnieźnie posadził w pierwszej ławce nie osoby zasłużone dla Kościoła, ale Aleksandra Kwaśniewskiego, Józefa Oleksego, Bronisława Komorowskiego i Waldemara Pawlaka. No cóż, za niedługo prymas odejdzie na emeryturę. Trzeba więc mieć nadzieję, że papież Franciszek na to miejsce mianuje kogoś, kto będzie kontynuował nie linię abp. Kowalczyka, ale Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego. - pisze dla niezależnej.pl ksiądz Iskowicz - Zaleski.

Czarno - brązowy elektorat, na wieść o prawdopodobnym ustąpieniu abp. Kowalczyka, odetchnął z ulgą, a następnie, na apel Tomasza Terlikowskiego, w dużym podnieceniu zaczął słać listy do świętego Mikołaja, z prośbami jakiego nowego prymasa by oczekiwał. Wypowiadają się specjalnie dla Frondy politycy i publicyści. Jak to na Frondzie, interlokutorzy reprezentują bardzo wyraziste, jednobarwne poglądy. Ale robi się z tego kolorowa mieszanka. Można się pośmiać. Albo rozpłakać.

 


wtorek, 27 sierpnia 2013
Urban musi odejść!

 

 

Twój głos został zapisany. Do tej pory głosowano następująco:

NIE WIEM: 67
NIE: 973
TAK: 1417

 

Widziałem orła cień

 

Z pełną powagą do wczorajszego newsa zaserwowanego przez prawicowe media, jakoby na kamienicy pojawił się cień śp. Lecha Kaczyńskiego, odnosi się, i to ze śmiertelną powagą, Fronda.pl w dwóch aż artykułach.

Najpierw Tomasz Terlikowski pisze, że „zupełnie nie rozumie po co wrzucać w media zdjęcia cienia na szybie kamienicy, w której przez wiele lat mieszkał prezydent Lech Kaczyński.”

- Z punktu widzenia katolika sprawa jest bowiem jasna. Cienie na szybie niczego nie dowodzą, i nie mają mocy. Wiara w tego typu „znaki” (...) jest czystym pogaństwem, które w wielkim ludziach zaczyna dostrzegać postacie herosów czy wręcz półbogów. Z chrześcijaństwem niestety niewiele ma to wspólnego, szczególnie, że trudno byłoby uznać śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, choć jego zasług dla kraju nie zamierzam kwestionować, za kogoś, kto jest lub będzie beatyfikowanym czy kanonizowanym świętym, który miałby coś ludziom objawiać. A nie będzie, bo – o czym próbuje się teraz zapomnieć – w czasie swojej kariery politycznej w kilku kluczowych kwestiach dotyczących obrony życia – prezentował poglądy sprzeczne z katolickim nauczaniem, bliskie, a w pewnych kwestiach identyczne jak te, które prezentuje obecnie Bronisław Komorowski. Bohaterska śmierć i płaszcz miłosierdzia nie mogą tego zmienić. Chwaląc prezydenta za to, za co pochwała mu się należy nie powinniśmy o tym zapominać. Wrzucanie takich zdjęć jest jednak niebezpieczne jeszcze z jednego powodu. Otóż z aktu pamięci, który jest ważny i należy go oddawać zmarłym bohaterom, próbuje ona uczynić swoistą parareligię, w której nasi bohaterowie historyczni stają się jakimiś przekaźnikami mocy, herosami, którzy są z nami, objawieniami sacrum. Kłopot z takimi przekazami (…) jest taki, że są one sprzeczne z chrześcijaństwem, a nawet mocniej jeśli z pamięci i szacunku dla bohaterów, przekształcając się one w tego rodzaju parareligię (i niestety, zachowując szacunek dla tych wszystkich, którzy zaangażowani są w poszukiwanie prawdy o tym, co wydarzyło się w Rosji, można ja nazwać „smoleńską”), to stają się one bałwochwalstwem niezwykle niebezpiecznym dla tych, którzy się mu oddają. Zwolennikom takiego magicznego myślenia trzeba więc zaproponować dobrego spowiednika, który spokojnie ustawi im rzeczywistość i wyjaśni, że mocy szukamy w sakramentach, a nie w cieniach na szybie. A wstawiennictwa możemy szukać u świętych, a nie u nawet najbardziej bohaterskich polityków, którym do katolickich poglądów wiele w pewnych kwestiach brakowało. - pisze Terlikowski.

Święte słowa. Tylko dlaczego Terlikowski pisze, że „nie rozumie, dlaczego”. Przecież udzielił sobie odpowiedzi. Religia smoleńska już dawno stała się faktem. Nikt nie ma wątpliwości, że Kaczyński nie zostanie wyniesiony na ołtarze kościoła katolickiego. Kaczyński został męczennikiem nowej religii i już dawno został obwołany świętym tejże. A religia bez świętych jest pusta. Religia bez cudów jest martwa. Sam Terlikowski bezwiednie daje argumenty smoleńskim neofitom przemawiające za świętością byłego prezydenta, jak bohaterska śmierć za sprawę i „płaszcz miłosierdzia”. To w końcu wcześniej Terlikowski swoim autorytetem katolickiego filozofa wspierał – i moralnie, i materialnie - portal, który teraz dopatruje się cudu w tym, że jakieś detale architektoniczne rzuciły cień  kojarzący się z czyjąś, za przeproszeniem, gębą. Po co zostały umieszczone zdjęcia w internecie? Po to, by przekonać ostatnich niedowiarków. Oto prezydent Kaczyński daje znak z zaświatów, że czarne skrzynki zostały sfałszowane, że komisja Millera mataczyła, a Tusk jest na usługach Kremla. Gdy zaczyna się wiara w takie cuda, fakty tracą na znaczeniu.

Drugi teks, autorstwa ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego ma potwierdzić tezę Terlikowskiego, że cień zmarłego prezydenta nie jest żadnym objawieniem, oczywiście w kontekście religii katolickiej. Zupełnie niepotrzebnie Terlikowski sięga po wsparcie, bo wydaje się, że faktycznie nie zrozumiał intencji zaaranżowania cudu przez Sakiewicza. Niemniej pozwolę go sobie zacytować.

"Cień na szybie, jak twierdzą niektórzy – podobizna śp. Lecha Kaczyńskiego, ale cóż to byłby za znak z nieba? Twarz polityka to żadne objawienie" - mówi w rozmowie z Fronda.pl ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Jestem kapłanem od trzydziestu lat. O cudownych znakach na szybach, drzewach, dachach i wielu innych miejscach słyszałem dziesiątki razy. Żaden z tych przypadków nie okazał się cudem. Przykrym dla mnie doświadczeniem były rzekome cudowne znaki w Oławie w latach '80. Jeden z bliskich mi proboszczów organizował nawet parafialne wyjazdy do Oławy, gdzie Matka Boska miała się pokazać na ogródkach działkowych. Ten ksiądz z czasem sam doszedł do wniosku, że dał się nabrać i ośmieszył się wobec swoich parafian. Jestem sceptykiem, kiedy czytam tego typu informacje. Ich jest cała masa. Jako ksiądz, który już wiele w swoim życiu widział sądzę, że ogromna większość tego typu „objawień” jest nieprawdziwa. To autosugestia danego człowieka albo grupy ludzi – niektórzy sami bardzo chcą zobaczyć coś, co nie jest naturalne. Mają potrzebę nadprzyrodzonych znaków. (...) Trzeba być szalenie ostrożnym w takich przypadkach. A poza tym, bardzo łatwo można takie informacje sparodiować. Z całym szacunkiem dla śp. Lecha Kaczyńskiego, nie wyobrażam sobie tego, aby nagle siły boskie zechciały objawić jego podobiznę na szybie. Jest grupa osób, która potrzebuje znaków nadprzyrodzonych. Takie znaki oczywiście się zdarzają, ale niesłychanie rzadko. W historii Kościoła uznanych cudów jest bardzo niewiele. Wszelkie procesy beatyfikacyjne i kanonizacyjne, gdzie warunkiem jest cud, trwają bardzo długo. Cuda są dokładnie sprawdzane, a komisje watykańskie – niesłychanie ostrożne. Nie podejmują pochopnych decyzji. Na przykład w sprawie Medjugorie, choć minęło już trzydzieści lat, do dziś nie ma jasnego stanowiska Kościoła. Nie wierzę, aby w jakikolwiek sposób Kościół miał się ustosunkować do takich zjawisk, jak cień na szybie Matki Bożej czy jakiegoś człowieka. - pisze Isakowicz - Zaleski.

Jest nowa religia. Są i pierwsi heretycy: Terlikowski i Isakowicz - Zaleski. Lud smoleński ich wkrótce zapewne osądzi. A lud nie zna słowa litość.



poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Wydarzenie dnia: wkrótce beatyfikacja Lecha Kaczyńskiego?

Niezależna donosi:

Pacjenci warszawskiego szpitala na Solcu, którzy mają widok na kamienicę w której przez wiele lat mieszkali śp. Prezydent Polski Lech Kaczyński wraz z małżonką Marią, zwrócili uwagę na intrygujący widok w jednym z okien budynku. Zdjęcie okna opublikowała na swoim profilu na Twitterze dziennikarka „Gazety Polskiej Codziennej” Katarzyna Pawlak. Cień, jaki rzuca słońce na jedno z okien w lewym górnym rogu kamienicy, wygląda jak profil śp. Prezydenta. 

„Zobaczcie jakie zrobiłam zdjęcie, to nie fotomontaż. Widok na rodzinną kamienicę Kaczyńskich. Lewy, górny róg. ” – napisała dziennikarka „GPC”.

Zdjęcie na swoim profilu na Facebooku udostępniła również córka śp. pary prezydenckiej Marta Kaczyńska. – „To widok na kamienicę, w której mieszkali moi Rodzice. Pacjenci szpitala na Solcu zwrócili uwagę na cień” – dodała w wyjaśnieniu.



 

Czy Lech Kaczyński zostanie również Królem Polski?

niedziela, 25 sierpnia 2013
Polska kibolska i slowo na niedzielę Tomasza Terlikowskiego

 

Tydzień temu doszło do rozruby między kibolami Ruchu Chorzów i meksykańskimi marynarzami. Media rozpisują się na temat: kto kogo sprowokował i kto ponosi winę. Na razie aresztowano kilku polskich uczestników zajścia i zdymisjonowano zastępcę komendanta policji w Gdyni. Bezpośrednio po incydencie na prawicowych portalach lansowana była wersja, że kibice wystąpili w obronie czci Polki, która rzekomo została uderzona w twarz przez Meksykanina. A to postawa godna chrześcijanina (bo staje w obronie słabszych) i prawdziwego mężczyzny (bo staje w obronie kobiety), a zarazem patriotyczna (bo przeciwstawia się terrorowi meksykańskiej dziczy). A także wzór dla Donalda Tuska (jakżeby inaczej) - jak należy o honor Polski dbać - bo oczywiście również tą okazję wykorzystano do ataku na rząd i koalicję. Tym, którzy mieli wątpliwości te media odpowiadały krótko: jesteście lemingi bez honoru lub/i lewactwo. Również dlatego rozważania, czy przebieg zdarzeń jest zgodny z wersją kiboli  zostały zredukowane przez prawicowych dziennikarzy do dogmatu, o który teraz pewnie będą walczyć do ostatniej kropli krwi.

A faktem jest, że gdyby nie kibole, to rozróby by nie było. Tak się składa, że w mediach, o których wspominam, wszystkie przypadki "wybryków" stadionowych dzikusów, zamiast jednoznacznego potępienia, są na siłę usprawiedliwiane. Mało tego: wykorzystuje się do ataków na policję (że jest brutalna) i na rząd (bo wspiera interwencję policji). Polecam zwłaszcza kolejny paszkwilancki tekst z tej serii, pióra Dawida Wildsteina, pod znamiennym tytułem "Tusk pozwoli zabijać!":

http://niezalezna.pl/45031-tusk-pozwolil-zabijac

"Minister Sienkiewicz znów udaje teksańskiego szeryfa i coś pomrukuje o ciągach technologicznych i socjalizowaniu siłą części społeczeństwa. Donald Tusk, który gotów jest na wszystko, byle tylko zmobilizować swój elektorat, zwrócił się do mediów i polityków o wsparcie dla tworzenia „atmosfery akceptacji dla działań policji także wtedy, kiedy te działania będą bardzo zdecydowane i brutalne”. Obecna władza osiągnęła już ten stopień degeneracji, że trudno uwierzyć, żeby była zdolna do czegoś poza tworzeniem atmosfery strachu i histeryzowaniem. Problem jest inny. Od dłuższego czasu mamy do czynienia ze wzrastającą brutalizacją policji. Tylko w ostatnim tygodniu dwie osoby straciły życie, najprawdopodobniej z powodu tortur zastosowanych wobec nich przez funkcjonariuszy. Nie wierzę, by o tych zdarzeniach nie wiedział ani Sienkiewicz, ani Tusk. W tym kontekście ich słowa o akceptacji dla przemocy i brutalności policji można zinterpretować tylko w jeden sposób - my, władza, zgadzamy się, drodzy policjanci, byście nadal zabijali."

(Komentuję to, powtarzając moje wcześniejsze zdanie o Wildsteinie młodszym: gnida, dziennikarskie ścierwo wyzute z uczciwości.)

Bez przesądzania o tym, która strona spowodowała bijatykę, udział w bójce jest przestępstwem, a dla chrześcijanina grzechem. Komunikat mediów odwołujących się do wartości chrześcijańskich (zwłaszcza tych, które uzurpują sobie monopol na te wartości) powinien brzmieć: "Włączasz się do bijatyki - jesteś bandziorem i popełniasz ciężki grzech". Koniec i kropka.

Nie oszukujmy się, że ten konkretny przypadek da się jakoś usprawiedliwić. Bo innych z reguły usprawiedliwić się nie da. I nie róbcie, katopatrioci,  z kibolstwa drzewca do sztandaru, na którym widnieją słowa "Bóg, Honor, Ojczyzna".

I jeszcze mała uwaga odnośnie "Niebieskich". Mniej więcej przed miesiącem, czy dwoma o klubie tym było głośno i to nie z powodu sukcesów na boisku. Popisali się jak zwykle kibice, zakłócając romski "Piknik Integracyjny" w Siemianowicach, Osiemnastoosobowa grupa kibiców Ruchu pod sceną "wyraziła swoje niezadowolenie, spowodowane zorganizowaniem imprezy, wznosząc okrzyki "Nie pracujecie - to czemu piknikujecie", "Chcemy dnia śląskiego, nie pikniku romskiego". Na miejscu pojawił się również transparent "Nie mów, że jesteś Polakiem skoro nie potrafisz czytać". Impreza z powodu zakłócenia została przerwana. Wybryk w Gdyni nie jest więc jakimś odosobnionym "wypadkiem przy pracy".

 

Urban publikuje w internecie krótki filmik, który jest komentarzem do ostatnich wydarzeń, na którym pali biało-czerwony szalik kibica (na szaliku jest też orzeł). Podśpiewuje przy tym "Pierwszą brygadę". Do ognia próbuje wrzucić tez futbolowa piłkę.  

http://jerzyurban.blog.pl/2013/08/23/kibole-ja-was-chromole/

Wyczyn Urbana komentują te same media, które gloryfikowały kiboli. Na uwagę zasługuje niedzielny felieton Tomasza Terlikowskiego umieszczony na portalu Fronda.pl. Pisze on:

"Opowieści o tym, że paląc polskie godło i wyśmiewając się z "Pierwszej brygady" chciał on polemizować z kibicami Ruchu Chorzów jest absurdalne. Jeśli komuś nie podobają się zachowania z konkretnego klubu może spalić ich szalik. Ale jeśli niszczy szalik z godłem Polski, to uderza w państwo i naród, a nie w kibiców. I choć nie ma w tym nic zaskakującego, bowiem Jerzy Urban od dawna pokazywał, że nie jest kimś, komu zależy na Polsce, kto by się z nią identyfikował, i od zawsze służył wrogom Polski, to gest ten ostatecznie pokazał, że należy go traktować jako kogoś pozbawionego godności Polaka. I dlatego, choć niestety nie wiem, czy jest to prawnie możliwe, należałoby, po surowym skazaniu go w normalnym procesie, odebrać mu na koniec polskie obywatelstwo i wsadzić z biletem w jedną stronę w pociąg, który powiózłby go do kolegów z dawnego Związku Sowieckiego. Władimir Putin przyjąłby go z pewnością z otwartymi rękami, a my przestalibyśmy udawać, że ten ewidentny zdrajca polskich interesów narodowych, sowiecki pachołek, ma cokolwiek wspólnego z naszą Ojczyzną."

Urbana nie lubię. Żeby nie było wątpliwości.

Ale, żeby wroga osądzić (surowo), pozbawić obywatelstwa, kupić bilet w jedną stronę ... . To kupowanie biletów w jedna stronę i pozbawianie obywatelstwa kojarzy mi się z rokiem 1968. Tyle, że wtedy "tylko" wyrzucano z Polski. Terlikowski wrogów ideologicznych dodatkowo by surowo osądzał.

Jak redaktor Terlikowski interpretuje wrzucenie do ogniska piłki? Czy ta piłka ma symbolizować kulę ziemską? Skoro spalenie szalika z godłem to szarganie honoru Polski, to piłka (na śląsku zwana właśnie kulą) z pewnością jest metaforą całej ziemi. A za to - to już tylko stos ...   

Urbana nie lubię, ale gdybym dzisiaj miał wybierać, komu mógłbym wręczyć bilet w jedną stronę, to byłby to jeden z prawicowych Goebbelsów XXI wieku. 

środa, 21 sierpnia 2013
Cnotki i ciotki

Stare PRON-cie w nowym froncie ...

... czyli jak Słowianin ze Słowianinem  

 

Wyborcy PiS mogą być usatysfakcjonowani, bo oto poseł Tomaszewski wydaje się nawiązał nić porozumienia z administracją prezydenta Putina. To co nie udało się rządowej koalicji udało się posłowi opozycji. Tak wiele dzieli nasze słowiańskie narody, a jednak wiele więcej łączy.

Jan Tomaszewski poparł prawo rosyjskie, które "za propagowanie homoseksualizmu" karze więzieniem. - Chciałbym żeby i u nas obowiązywało takie prawo - powiedział poseł na antenie TVN 24.

– Nie wyobrażam sobie, żeby gej czy - jak było powiedziane - "pedał" był w szatni. Piłkarze wspólnie idą do sauny, mają hydroterapię, osobiście bym tego nie tolerował – miał powiedzieć Tomaszewski. 

Nawiązując do swoich bogatych sportowych doświadczeń, Tomaszewski przeprowadził krótki wykład o piłce nożnej: - Futbol to jest gra zespołowa i ja sobie też nie wyobrażam, że podczas mojej kariery któryś z moich kolegów był gejem. Ja bym wyszedł z takiej szatni albo zaproponował, by się przebierał gdzie indziej. Futbol jest grą męską, kontaktową i nie wyobrażam sobie, bym mógł iść z gejem po meczu do sauny. Ja ich toleruję, ale nie zaakceptuję. Taki jest mój światopogląd.

Zaprawdę ciekawy jest to światopogląd (świata ogląd?).

Zakładam, że na całym świecie homoseksualiści chodzą na baseny, do saun, na publiczne plaże, przebierają się w ogólnodostępnych szatniach i korzystają z łaźni. Tomaszewski mówi tak, jakby każdy gej w okolicznościach, gdy widzi kawałek roznegliżowanego męskiego ciała miał przymus, nieodpartą chęć, by molestować otoczenie, zwłaszcza to heteroseksualne, zmaskulinizowane i - o czym świadczy wypowiedź pana posła - homofobiczne. Albo Tomaszewski wiedzę czerpał z jakiegoś gejowskiego porno, którego akcja rozgrywa się w męskiej szatni, albo jest skrajnie niedoinformowanym homofobem. 

Wyobrażam sobie jaki strach ogarnia Tomaszewskiego, gdy w łaźni upuści mydło. 


wtorek, 20 sierpnia 2013

 

"W Egipcie może się zacząć ludobójstwo na Koptach. Powód, dla którego elity Zachodu przymykają oczy na to, co się dzieje z tymi współczesnymi męczennikami Krzyża, jest oczywisty. Chrześcijaństwo jest w stanie realnej wojny z postępową Europą. Buntuje się. Tu nawet nie chodzi o idee, ale o to, że wiara ośmiela się być niezależna od władzy i jej biurokracji. Brać w obronę tych, którzy są przez tę władzę wykluczani. Ale skoro zdegenerowane elity europejskie bagatelizują problem – a kto wie, może po cichu przyklaskują temu, co się dzieje dziś w Egipcie, Syrii, Indiach czy Nigerii – weźmy sprawę w swoje ręce. Jest wiele misji na tamtych terenach, gdzie Kościół, także polski, stara się działać. Pomagajmy mu więc w tym, w miarę naszych możliwości wspierając misyjne organizacje. I przypomnijmy sobie przy tej okazji o zapomnianym ostatnio słówku – solidarność."

http://niezalezna.pl/44968-ratujmy-buntownikow

Zdegenerowany elity europejskie ... . Kiedyś już coś było o degeneratach z kapitalistycznej Europy. Polska nazywała się PRL, PZPR była przewodnią siłą narodu, a w organizacjach młodzieżowych takich jak ZSMP młodzi ludzie w nieskrępowany sposób wylewali kubły pomyj na zgniły świat kapitalistyczny, przypisując zachodnioeuropejskim politykom jak najgorsze intencje. Aparatczyk, czy stary, czy młody, na wiecach partyjnych, pochodach pierwszomajowych i przeróżnych akademiach, mógł wykrzykiwać dowolne obelgi na "zdegenerowane elity zachodnioeuropejskie", bo w tym wypadku prawdomówności nie weryfikowały ani żadne oficjalne instytucje, ani czwarta władza. Kłamstwa wspierały i politycy i media działający w ramach ówczesnego monopolu na prawdę i informację.  

W podobnej sytuacji jest młody Wildstein, piszący przeróżne paszkwilanckie teksty o zdegenerowanym świecie zachodnim. Orła ukoronowano, sierp i młot zastąpił krzyż, ale mentalność przeróżnych aparatczyków się nie zmieniła. Też zapotrzebowanie społeczne na aparatczyków jest spore, skoro Wildstein takie teksty drukuje. 

Tekst Wildsteina jest szczególnie ohydny, bo przypisuje "elitom" jeśli nie radość płynącą z faktu ludobójstwa dokonywanego na Koptach (choć kto wie, bo może jednak ludobójstwu "po cichu przyklaskują"), to odwracanie się od problemu, bo taki - jego zdaniem - stan rzeczy odpowiada ich interesowi politycznemu.

Nie wiem, czy - jak twierdzi Wildstein - chrześcijaństwo jest w stanie realnej wojny z postępową Europą. Wiem, że postępowa Europa nie walczy z chrześcijaństwem. 

Uważam Dawida Wildsteina za gnidę.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Prawdziwy Polak potrafi

 

 

Eurodeputowany PiS Ryszard Czarnecki, pochyla się nad rodakami, którzy zaciągnęli kilka lat temu kredyt we frankach szwajcarskich, a teraz, ze względu na niekorzystny kurs tej waluty mają często gigantyczny dług. 1 frank w roku 2008 kosztował nieco ponad 2 złote, teraz utrzymuje się na poziomie mniej więcej 3,50 zł.  Problem ten podobno dotyczy aż 700 tys. osób w Polsce.

- Władze nie powinny odwracać się do tych ludzi plecami. Tymczasem w zeszłym tygodniu w imieniu PO głos zabrał przewodniczący komisji finansów publicznych Dariusz Rosati, którego oświadczenie można streścić jednym zdaniem: „skoro wzięli kredyty, to niech się teraz martwią” - pisze Czarnecki. Platforma weszła w ten sposób w buty SLD, bo przypomina to słynną wypowiedź premiera Cimoszewicza z 1997 roku o powodzianach: „przecież mogli się ubezpieczyć!”. Takie stawianie sprawy jest nieakceptowalne dla PiS, który namawia władze do zainteresowania się sytuacją kredytobiorców. - uważa polityk. - Pamiętajmy, że w innych krajach członkowskich Unii, takich jak Hiszpania, Węgry i Chorwacja, władze wykonawcze lub sądownicze potrafiły skutecznie bronić interesów swoich frankowiczów. Na razie w tej sprawie – podobnie jak w sprawie dziury budżetowej Tuska czy w walce z bezrobociem – PO zajmuje się sobą, a nie problemami Polaków. - dodaje europoseł.

Oczywiście zarówno Rosati, jak i Cimoszewicz mają rację. Ryzyko swoich nieprzemyślanych działań powinien ponosić obywatel. Zaciąganie kredytu każdy czyni na swoją odpowiedzialność, podobnie jak każdy musi zadecydować, czy chce ubezpieczyć nieruchomość na okoliczność nieprzewidzianych zdarzeń. Ani do jednego, ani do drugiego nikt nikogo ni przymusza, dlatego też nikt inny poza zainteresowanym, który podjął taką a nie inną decyzję, nie może ponosić jej konsekwencji.

Dziś Czarnecki mówi o pułapce, w którą wpadki kredytobiorcy i ma wspaniały pomysł, żeby to państwo, czyli inni podatnicy ponieśli ciężar czyichś błędnych decyzji życiowych. Jutro inny Czarnecki - również w ramach rozdawnictwa "kiełbasy wyborczej" -   do katalogu pomocy państwa dopisze kolejne pozycje, za które będą płacili w formie dodatkowych obciążeń podatkowych wszyscy Polacy. Bo obietnice nic nie kosztują. Bo Polak potrafi. Polak obiecywać potrafi. 

A. zapytał mnie ostatnio, co mnie najbardziej drażni wśród współobywateli, jeśli porównamy Polaków do innych nacji (dla A. mizerne są tzw. elity, z czym się nie zgadzam; elitę każdy sam sobie wybiera, wręcz jest szyta na jego miarę). Odpowiadam krótko: poziom wiedzy i świadomości, również w wymiarze ekonomicznym. Przeciętny Polak nie wie na czym polegają najprostsze zdarzenia ekonomiczne, nawet te w skali mikro, jak chociażby sprzedaż towarów lub usług. Podatki dla szaraka to jeden wielki przekręt, z którego utrzymują się rządzący. Ten szarak przyzna rację Czarneckiemu, bo nie ma świadomości, że za takie rozdawnictwo europosła zapłaci sam, z własnej kieszeni.    

Zaciąganie kredytu, zwłaszcza w Polsce, to ruletka. Nie wiem, czy będę w przyszłości miał pracę, która pozwoli mi na spłacanie rat. W przypadku kredytu w walutach obcych dodatkowo dochodzi niewiadoma w postaci kursu walut. "Frankowiczom" zabrakło wyobraźni, bo przez ileś tam lat frank dawał poczucie stabilności, a wręcz - gdy jego wartość spadała - możliwość dodatkowego "zysku". 

Czy ja, jako współobywatel, powinienem partycypować w niedoli "frankowiczów". Uważam, że nie. Bo nie jest to zdarzenie losowe, którego nie można było przewidzieć. To co można by nazwać solidarnością społeczną w tym wypadku nie ma zastosowania.

niedziela, 18 sierpnia 2013
Szczyt sezonu ogórkowego

 

- Prezydent oficjalnie rządzi tylko armią, ale wiadomo, że cały czas łypie okiem na najważniejsze medium publiczne, jakim jest telewizja. A obydwaj panowie, mający decydujący wpływ na wszystkie najważniejsze postanowienia Rady [powołani do KRRiTV przez prezydenta Jan Dworak i Krzysztof Luft], nawet jeśli nie konsultują za każdym razem swoich decyzji, to podejmują je z myślą sprawienia satysfakcji głównemu lokatorowi Pałacu na Krakowskim Przedmieściu. - pisze Jerzy Jachowicz na portalu SDP.

Jachowicz tym razem nie jest zadowolony z wymiaru sankcji, jaką Rada nałożyła na kabaret Limo, a do tego według niego niska kara to właśnie rodzaj decyzji spełniających oczekiwania prezydenta Komorowskiego. 

"Limo (...) w swoim skeczu uraził uczucia religijne widzów, szydził z papieża i niepełnosprawnych. Kara ta jest kpiną z ludzi wierzących. Pięć tysięcy zł. dla telewizji publicznej, bo taka jest wysokość wymierzonej grzywny, to tak jak dla kogoś bardzo, ale to bardzo biednego, pięć groszy. Rada rzekomo wystąpiła w obronie paragrafu, wedle którego w mediach nie można kpić z religii chrześcijańskiej. Prawdziwą postawę i swoje intencje Rada pokazała by wtedy, gdyby uznała, że sprawa nie zasługuje na jakąkolwiek karę lub gdyby Kabaret Limo uhonorowała nagrodą w wysokości np. pięciu tys. zł. Przynajmniej rzecz byłaby czysta. To, co Rada zrobiła na pokaz jest po prostu żartem. Cynicznym dowcipem. Kto wie, czy dla ludzi wierzących nie bardziej bezczelnym niż sam występ Kabaretu Limo. Arogancję, z jaką mamy tu do czynienia, widać  szczególnie, gdy porówna się wysokość kar,  jakie Rada wymierzała w innych przypadkach. - pisze dalej Jachowicz.

Nie wiem skąd ten kiedyś najbardziej znany dziennikarz śledczy wie, że za decyzją Rady stoi Komorowski. Nie wiem w ogóle jaki jest stosunek prezydenta do żartów z papieża, aczkolwiek przypuszczam, że negatywny. Wiem tylko, że część członków Rady powołuje prezydent (tak, jak robili to jego poprzednicy, zapewniając większy - przynajmniej teoretycznie - pluralizm poglądów w tym gremium), ale byłbym daleki od twierdzenia, że członkowie Rady to marionetki spełniające zachcianki Komorowskiego. Bo działanie Rady, podobnie jak innych organów państwowych reguluje ustawa, która określa szczegółowo relatywnie wąski zakres działania. Jachowicz już dawno się stoczył i bredzi jak jego koledzy z prawej strony mediów. Ale o tyle mnie zaskakuje, że również, podobnie jak koledzy, zaczyna pomawiać.     

A wracając do sedna sprawy. Nie jest prawdą, że papież puszcza bąki. Kto jest innego zdania - według Jachowicza - musi być "wojującym ateistą". 

Żarty są czasem żenujące, jak chociażby ten wspomniany, autorstwa kabaretu Limo. Natomiast zachodzę w głowę, jak opis rzeczywistości może uderzać w czyjeś uczucia religijne.

Profesor Jan Hartman zwrócił w którymś ze swoich felietonów uwagę na fakt, że z chwilą beatyfikacji lub kanonizacji papieża niepochlebne opinie o nim będzie można traktować wprost jako obrazę czyichś uczuć religijnych. Człowiek, które stał się błogosławionym lub świętym kościoła katolickiego nie będzie mógł najzwyczajniej podlegać krytyce.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wyprzedziła rzeczywistość o kilka lat: oto żyjący papież podlega ochronie, takiej samej jak święci. 

Tagi: sdp
22:56, gkur
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
Tagi
zBLOGowani.pl