RSS
środa, 19 sierpnia 2015
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Moc żywych trupów

 

  

W ostatnią środę wieczorem sejm przyjął ustawę „o szczególnych zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych w związku ze zmianą kursu walut obcych do waluty polskiej”, czyli - mówiąc po ludzku - chodzi o przepisy, które umorzą „frankowiczom” część zobowiązań, a ciężar kosztu tej operacji przerzucą na banki, które kredytu udzieliły. Fakt przyjęcia przez Sejm ustawy został przysłonięty czwartkową „intronizacją” Andrzeja Dudy.  

Tekst ustawy:

http://orka.sejm.gov.pl/opinie7.nsf/nazwa/3660_u/$file/3660_u.pdf

Poprawki SLD powodują, że ustawa jest o niebo bardziej korzystna dla kredytobiorców, niż jej pierwotna wersja. Mało tego – po „kosmetycznej” zmianie (zamianie paru cyferek) jest karykaturą pierwotnego projektu ustawy. Zgodnie z ustawą bank wyliczy różnicę pomiędzy obecnym zadłużeniem a hipotetycznym, gdyby klienci przed laty wzięli kredyt w złotych. Jeśli kredytobiorca zdecyduje się przewalutować swój kredyt na złote, to bank umorzy aż 90% różnicy między wartością kredytu we frankach a potencjalnym kredytem w złotych. Resztę (10%) zamieni na preferencyjny kredyt. Oznacza to, że prawie całe ryzyko zmian kursu zostało przerzucone na banki. W wersji proponowanej przez Platformę umorzeniu podlegałoby 50% różnicy. Poprawka zgłoszona przez SLD przeszła dzięki poparciu PiS i PSL.

Z rozwiązania PO będą mogli skorzystać „frankowicze”, którzy posiadają tylko jedno mieszkanie. Wyjątkiem mają być osoby, które odziedziczyły kredyt we frankach. Aby skorzystać z pomocy, mieszkanie nie może być większe niż 100 m2, a dom - niż 150 m2. Z tego warunku zwolnione są osoby, które mają troje dzieci. Te kuriozalne obostrzenia, śmierdzące socjalizmem, a wprowadzające selekcję obywateli - kredytobiorców na lepszych (uboższych) i gorszych (bogatszych), pominę milczeniem.

Jedną ustawą sejm pozbawia banki pokaźnego majątku. Oczywiście można powiedzieć, że banki są bogate i straty kwoty rzędu 20 mld złotych nie odczują. Może tak, może nie. Faktem jest, że rynek od razu zareagował drastycznym spadkiem kursu banków na GPW. Więcej na temat potencjalnych konsekwencji ustawy pisze Maciej Samcik w piątkowej „Gazecie Wyborczej”. Otóż zdaniem ekonomisty ów koszt, jaki poniosą banki, to (pomijając fakt, że jest to więcej niż roczny zysk całej branży bankowej w Polsce) nie rozłoży się równomiernie i niektóre banki mogą znaleźć się w dużych tarapatach. Nadto, jeśli do kwoty na ratowanie „frankowiczów” dorzuci się planowany podatek bankowy (5 mld złotych) oraz – co jest bardzo prawdopodobne – pieniądze na ratowanie SKOK-ów (3 – 5 mld złotych), to może mieć to wpływ na zdolność banków do udzielania kredytów.    

Oto wraca duch komunizmu we wcieleniu PiS-owsko - SLD-owskim. Bo tak jak przed blisko 70 laty pozbawia się przedsiębiorstwa legalnie nabytego majątku. (http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-3-stycznia-1946-r-ustawa-o-nacjonalizacji-przemyslu,nId,1582920). Bo państwo ingeruje w stosunki cywilno – prawne,  arbitralnie zdejmując ryzyko podejmowania decyzji z jednych grup interesu, a przerzuca je na inne (i robi to post factum, gdy wiadomo, że interes jednej stronie się nie powiódł). Bo w imię jakiejś sprawiedliwości społecznej, komuś (bogatym) się zabiera, by komuś innemu (biedniejszym) móc dać.  

Maciej Samcik zwraca uwagę na chaos towarzyszący przyjęciu ustawy. Że kwoty zostały wzięte z sufitu, że nikt nie oszacował skutków. Ja śmiem zauwazyć, że być może ten chaos jest pozorny, a mamy do czynienia z pierwszym etapem „nacjonalizacji” i „repolonizacji” banków, o której tak chętnie prawi ostatnio PiS. W krajach cywilizowanych państwo przejmuje jedynie plajtujące banki, głównie po to, by uniknąć paniki, jaka mogłaby się rozlać na cały sektor bankowy (http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/284927,1,nacjonalizacja-bankow.read). W retoryce Prawa i Sprawiedliwości jest niechęć do kapitału obcego, zwłaszcza w przypadku, gdy generuje on pokaźny zysk. Już w Polsce międzywojennej państwo doprowadzało często przedsiębiorców do bankructw, po to by ich majątek przejąć za bezcen i na tej bazie stworzyć podwaliny przemysłu państwowego. Obciążanie banków dodatkowymi kosztami wpisuje się w ten sprawdzony w II RP scenariusz. Nie jestem zwolennikiem spiskowych teorii, ale – z drugiej strony – jeśli by spojrzeć na szaleńców z Prawa i Sprawiedliwości, to możliwe są różne, nawet najbardziej nieprawdopodobne scenariusze.

Ale nie o  „frankowiczach” miałem pisać, a o SLD i jego liderze, w kontekście ustawy, ale przede wszystkim w aspekcie utworzenia wspólnego bloku wyborczego przez partie i organizacje lewicowe. Poprawka do ustawy, zaproponowana przez SLD (a poparta przez PiS i PSL), uświadomiła mnie, że póki twarzą „lewicy” będą karierowicze pokroju Millera, te gnijące złogi czasów słusznie minionych, wchodzący w dziwne i szkodliwe dla Polski sojusze z PiS-em, nie oddam swojego głosu na lewicę. Mój potencjalny głos na lewicę, to pośrednio wspieranie Millera, który już zdążył mianować się „jedynką” na liście wyborczej w Gdyni. Swoją drogą zastanawiam się, jak organizacje lewicowe odwołujące się do wolności i praw obywatelskich, mogą się godzić na współpracę z ciągle kompromitującym się Sojuszem, na którego czele stoi (a raczej siedzi przyspawany do stołka) Leszek Miller – osoba, o której można śmiało i bez przesady powiedzieć, że stał „tam, gdzie stało ZOMO”, że jest politycznym spadkobiercą spuścizny po Jaruzelskim i Kiszczaku. Człowiek, który z racji swoich stanowisk w komunistycznych władzach PRL-u jest współodpowiedzialny za zwalczanie wolności, demokracji i praw obywatelskich, za niszczenie opozycji. Dziś: politruk, który wyeliminował całą swoja konkurencję wewnątrzpartyjną, spychając lewicę na margines życia politycznego. I ja miałbym oglądać ten ryj przez następne 4 lata? Albo jego przydupasów? W życiu! Niech lepiej lewica zniknie z sejmu na całą kadencję. Lepsza jest rola pozaparlamentarnej opozycji, która może recenzować rzeczywistość, uświadamiać i kształcić obywateli, niż kilka świń u koryta, bez jakiejkolwiek mocy sprawczej.

A Kaczyński powinien się zastanowić, czy stawiać kolejne pomniki swojemu bratu, czy może Millerowi. Bo nikt tak jak Leszek Miller nie przysłużył się do niszczenia lewicy w Polsce i nie przykłada się do sukcesów Prawa i Sprawiedliwości.   


niedziela, 09 sierpnia 2015
Czas powiewu Dudy Świętego

czwartek, 06 sierpnia 2015
poniedziałek, 03 sierpnia 2015
Strażnik baldachimów

 

 

Weekend Dudy:

31.07.2015. 18.00 – msza przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego na placu Krasińskich w Warszawie, prowadzona przez biskupa polowego WP Józefa Guzdka.

02.08.2015. godz. 12. 30 – msza w krakowskich Łagiewnikach w intencji: o Dary Ducha Świętego i Boże Błogosławieństwo dla Prezydenta RP Andrzeja Dudy podczas misji służenia polskiemu społeczeństwu i Rzeczypospolitej Polskiej; mszy przewodniczył i homilię wygłosił biskup Jan Szkodoń, wikariusz generalny Arcybiskupa Metropolity Krakowskiego.

02.08.2015. godz. 18.00 - msza święta w Muzeum Powstania Warszawskiego, mszę odprawił m.in. biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek.



Tagi
zBLOGowani.pl