RSS
czwartek, 30 września 2010

W hitlerowskich Niemczech, ale także w krajach okupowanych, w każdym miejscowości, w której ulice były nazywane, zawsze była ulica Adolfa Hitlera. Ze względów propagandowych oczywiście -  po to by umocnić władzę. Prezes PiS chce, aby w całej Polsce stanęły pomniki upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej. Prezesowi chodzi głównie o upamiętnienie jego brata i osób, które wspierały politykę PiS-u. Rodziny ofiar niezwiązanych z Kaczyńskimi takiej inicjatywy sobie pewnie nie życzą, ale to Prezesa zupełnie nie obchodzi. Pomniki mają utrwalić władzę i wpływy PiS-u. Jak śpiewał Wojewódzki: „po trupach do celu”. Kaczyński na psychotropach był zdecydowanie bardziej „zdroworozsądkowy”. Głód narkotyczny?

wtorek, 28 września 2010
Niedziela, 26.09.2010.

Jestem w drodze na krótkie wakacje. Samolot do Rzymu ma sześciogodzinne opóźnienie. Zjadłem zawartość lunch-boxu przygotowanego przez obsługę lotniska (mamy już standardy europejskie). Słucham Brucknera z MP3.  Kupiłem piątkowe – czyli dziś już archiwalne – wydanie Gazety Wyborczej i zrobiłem prasówkę. No i udało mi się w końcu znaleźć gniazdo, by móc odpalić laptopa.

Na festiwalu filmowym w Wenecji był pokazywany film dokumentalny „I’m Still Here” o  gwiazdorze amerykańskiego kina. Film wywołał wielkie wzburzenie, bowiem ukazywał w sposób bardzo brutalny i przesadny upadek Joaquina Phoenixa, znanego między innymi z „Gladiatora”. Degrengolada aktora była wcześniej szeroko opisywana przez media (raczej te „brukowe”). Aktor zrezygnował z udziału w filmach, przestał dbać o wygląd, zapuścił brodę. Często był widywany pijany, uzależnił się od narkotyków. Dokument, który powstał za sprawą jego szwagra pokazuje proces staczania się Joaquina, o którym mówiono, że skończy jak jego starszy brat (River Phoenix występował u boku Keanu Reevesa w „Moje własne Idaho”; był to ulubiony film czasów mojej młodości, w 1993 zmarł po przedawkowaniu narkotyków). Film jest podobno skrajnie naturalistyczny: widać jak aktor ćpa, rzyga, jak zamawia usługę prostytutki. Dokument ostatecznie okazał się być precyzyjnie wyreżyserowaną mistyfikacją. Jak przyznał aktor był to celowy zabieg, który miał uzmysłowić widzom, że to media kreują rzeczywistość, a publiczność jest podatna na manipulację ze strony środków masowego przekazu. Inspiracją dla niego były programy „bigbratheropodobne”, które również wychodzą spod rąk scenarzysty i reżysera. Akcja nie rozwija się w sposób spontaniczny, ale przebiega według scenariusza, pod okiem reżysera. Uczestnicy tych programów, jeśli nawet nie odgrywają tam fikcyjnych ról, to grają sceny, które na potrzeby widowiska powtarza się wielokrotnie.

Na marginesie. Niedawno odbył się zlot miłośników serialu „M jak miłość”. Można było usłyszeć zdania, że serial ma uznanie publiczności, bo jest życiowy i „opiera się na faktach autentycznych”. Powtórzę: nie, że inspiracją jest dla niego życie, ale właśnie, że jest oparty na faktach! Starsze panie wypowiadały tę „prawdę” z dużym przekonaniem.

Tak się ostatnio dzieje, że ludzie nie są w stanie oddzielić życia od fikcji, odróżnić prawdy od fałszu. Nie trafiają do nich racjonalne argumenty, obca jest im dedukcja. Nie myślą. Powtarzają bezmyślnie to, co podsuną im inni: co usłyszeli pod maglem lub to zobaczyli na ekranie. To media kształtują ich wrażliwość i ich świadomość. Czy powinienem już mówić o sobie i o pokoleniu w miarę wykształconych rówieśników: człowiek starej daty, ludzie starej daty? W szkole uczono nas matematyki i fizyki. Te dwie dziedziny uczyły nas logicznego myślenia i umiejętności weryfikacji informacji, odróżniania prawdy od fałszu. Niczego nie wolno przyjmować „na wiarę” - takie stanowisko ugruntowały studia matematyczne. W matematyce wszystko trzeba udowodnić. Po to mamy rozum, wiedzę przekazywaną od pokoleń, by nie ufać mirażom. Są wydarzenia lub wypowiedzi, które możemy często ocenić i które należy wręcz ocenić.

Inna dygresja. W rozmowie z Kaiem Baumannem, niemieckim dyrygentem, który związał się z Polską na marginesie padła uwaga dotycząca demokracji. Że demokracja jest czymś niezbędnym, ale też czymś ułomnym. Mówi „Demokracja ma jeden minus, eliminuje intelektualną elitę. Masa decyduje o smaku”. W demokracji decyduje większość, co nie znaczy, że większość ma rację. Gdyby zrobić sondaż i zapytać czy „Niedokończoną” napisał Beethoven czy Schubert i padłaby odpowiedź większości, że to Beethoven jest twórcą tej symfonii, to nie znaczy, że jest to prawda. Znaczyć będzie tylko, że większość uważa, że tak jest. Inaczej mówiąc, nie da się przegłosować, że 2 = 2 = 5, nawet jeśli większość będzie tak uważała.

Po co ten długawy wywód? Otóż Jarosław Kaczyński zaczyna robić czystki w swoim najbliższym otoczeniu. Są to czystki w duchu stalinowskim - obarcza swój sztab za klęskę wyborczą, więc winnych (kiedyś nazwano by ich wrogami ludu), „zawiesza” lub sugeruje dobrowolne odejście. Może gdyby miał więcej władzy dokonywałby zsyłek do pracy w kamieniołomach, co proponują swoim przeciwnikom zwolennicy PiS-u. Równocześnie Kaczyński informuje, że w okresie kampanii wyborczej był pod wpływem silnych leków psychotropowych (czyli narkotyków) i zasadniczo nie wie, co działo się wokół. Wynika stąd, że cały kraj przez 2 miesiące widział innego Kaczyńskiego: spokojnego, stonowanego w sądach, czasem uśmiechniętego, czyli mimowolnego aktora, który nie grał siebie. Również program wyborczy Kaczyńskiego nie był jego programem, tylko programem Poncyliusza, Kluzik-Rostkowskiej i Kowala. I ci, którzy poparli Kaczyńskiego w wyborach, tak naprawdę oddali głos na kreację aktorską Kaczyńskiego, a nie na tego Kaczyńskiego z krwi i kości. Swoją drogą głosowali na dr. Jeckylla, a po wyborach dostali Mr. Hyde’a. Należy przypominać, że na Kaczyńskiego (będącego w transie narkotycznym) głosował co drugi Polak. Jak zauważyłem wcześniej liczba głosujących ma się nijak do "trafności" takiego wyboru i nie przesądza o jakości tego kandydata. Metamorfoza Kaczyńskiego była taką samą fikcją jak wspominany wcześniej film. Wrócił człowiek maluczki, sfrustrowany, podły. To jest nauczka dla wszystkich, żeby nie ufać bezgranicznie mediom, które również kreują rzeczywistość polityczną: informacje z dziennika telewizyjnego, które przedstawiane są jako fakty, są często kolejnym odcinkiem serialu science fiction.

P.S. Jestem za legalizacją narkotyków, nawet jeśli tylko na krótko z trolla robią człowieka.

czwartek, 23 września 2010
Świat według Niezależnej.pl

Co najmniej na tydzień przed rozmową Tuska z Putinem było wiadomo, że polski premier wybiera się do Katynia. Tak powiedział przynajmniej były wiceszef Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Jacek Sasin podczas środowego posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej. Słowa Sasina przeczą wersji Kancelarii Premiera, według której decyzja o udziale Donalda Tuska w Katyniu zapadła 3 lutego, po telefonicznej rozmowie z Władimirem Putinem.”

To jest pełny tekst artykułu z portalu Niezależna.pl. Jest dla mnie niezrozumiały. Może jakiś tropiciel spisków mnie oświeci, o czym Tusk wiedział wcześniej. Wnioskuję tylko, że Tusk popełnił jakąś straszliwą zbrodnię, bo artykuł jest opatrzony zdjęciem, które jego niewątpliwą winę tylko potwierdza.

fot. Krzysztof Lach

Komentarze internautów:

22-09-2010 18:43 PolonUS: do Donalda Zbierają się chmury nad tobą...serdeczne współczucia dla twojej żony i rodziny a przedewszystkim dzieci...bo będą się za niedługo wstydzić tego nazwiska. A jak się wnoczek bedzie czuc jak pojdzie do szkoly a inne dzieci beda wskazywac palcami ..twoj dziadek zamordowal Lech Kaczynskiego.....!!!!!!! tak ze szykuj rodzine na wyprowadzke do ZSRR

22-09-2010 18:49 Antek: Już 10 kwietnia Tusk powinien wypoczywać w kamieniołomach . Kompromitują Nasze Państwo złodzieje i bandziory okrutne. Czy nigdy stąd nie odlecą ? Jak długo tych łotrów Naród będzie utrzymywał?

22-09-2010 18:53 ach: pytanie Czy naszemu premierowi ktoś już nie dał w zęby ? Tak sobie patrzę na to zdjęcie…

22-09-2010 18:57 cis: A mnie bardzo interesuje rozmowa panów premierów Polski i Rosji na sopockim molo 1 września 2009 roku. Rozmowa w cztery oczy, tak długa, że trzeba było zmienić program uroczystości. Bez udziału tłumacza...po jakiemu?

22-09-2010 18:57 Iranda: Mściwy, bezwzględny, małostkowy, żądny nade wszystko władzy, nie cofający się przed niczym dla osiągnięcia własnych celów, niekoniecznie zgodnych z interesem Narodu, który reprezentuje.... toczy go choroba władzy odbierająca rozum i człowieczeństwo. Nadmiar władzy niszczy słabych ludzi.

22-09-2010 19:01 strażnikk żyrandola: tak będzie się czuł jak wnuk p.Kraśki z KC PZPR.... sprawdzaj w encyklopedii powszechnej PWN /IV tomowa/

22-09-2010 19:19 M: Powinien skończyć jak Husajn.

22-09-2010 19:25 miętek: 5 kolumna. tusk niejest polakiem inigdy niebył

22-09-2010 19:27 giga: daty i wydarzenia

  • 01.09.2009 sopot-molo
  • 02.09.2009 smierc g.pazdziorek-gornictwo-gaz
  • 23.12.2009-powrot tu 154 m101- 23.12.2009 smierc g.michniewicz
  • smierc .Zielonki
  • 10.04.2010 czy to poklosie???!!!

22-09-2010 19:34 Babcia Tosia: Tusk z Putinem na molo w Sopocie... Re CIS- Jak to jakiemu? Po niemiecku! Wnuczek "dziadka z wermachtu" i agent rosyjski w Niemczech.

22-09-2010 19:36 J-J: To jest strategia na wybicie się na pośrednika pomiędzy Rosją a UE. Myślę,że ta taktyka jest wyraźna i będzie jeszcze się pogłębiać.Szkoda tylko,że premier i jego strategiczni doradcy nie wiedzą,że ten czas już minął.Mogliśmy coś znaczyć jako reprezentacja państw europy środkowej,na pojednynczą grę niestety nie mamy szans.Szkoda tylko,że dla nierealnych gier politycznych bądź przyszłej kariery ten rząd oraz partia rządząca są w stanie poświęcić interesy państwa i narodu.

22-09-2010 19:53 emma: twarz mowi sama za siebie. nie chcialabym z ta geba spotkac sie gdzies w czarnym zaulku.bez wyroku dala bym mu 10 lat.powinien skonczyc tak jak kazdy dyktator.moze doczekamy takiej chwili.

22-09-2010 19:57 Ryszard Rytel: Zegar odmierza czas końca Tuska I sotni, która niszcząc Polskę, zamordowała Polskich Patriotów przy współudziale służb Putina. Tusk jest psychopatycznym zwyrodniałym antypolakiem, żądnym władzy za wszelką cenę i PO trupach POLAKÓW. Pachołek sowiecko-germański pójdzie śladem Causescu i Saddama Husajna.

22-09-2010 20:03 elabogoria: Zdrada i nikczemnośc to Tusk ma w ślepiach. Nikt nie ucieknie przed karą.

Strach się bać! Statystycznie co piąty Polak ma takie poglądy. Na tle średniej cywilizowanej części świata jako naród chyba dość kiepsko wypadamy z IQ. Natomiast prym wiedziemy w fobiach i kompleksach.

Niezależna.pl

Odwiedziłem stronę Niezależna.pl, w przekonaniu, że znajdę tam poglądy „niezależne”, odległe od politycznej poprawności, może jakieś myśli wyzwolone, niesztampowe idee. Tymczasem okazało się, że trafiłem na portal dla zakompleksionych admiratorów Jarka Kaczyńskiego, którym przewodzi Tomasz Sakiewicz z „Gazety Polskiej”. Ten portal to właśnie przybudówka internetowa  „Gazety Polskiej”, a oprócz wspomnianego Sakiewicza, pisują na jej łamach tacy niezależni, obiektywni i bezstronni dziennikarze i publicyści jak: Rafał Ziemkiewicz, ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, czy Ryszard Czarnecki. To niewątpliwie towarzystwo bardzo pluralistyczne (tj. plujące na wszystkich, którzy mają inne poglądy). Jako wybitne autorytety wypowiadają się lub są cytowani politycy jedynie słusznej opcji politycznej. Politycy z przeciwnej strony sceny są jedynie krytykowani (zawsze w chamski sposób) i nie mają sposobności, by odeprzeć zarzuty, a cytuje się ich wyłącznie wyciągając pojedyncze zdania z szerszego kontekstu, zniekształcając tym samym sens ich wypowiedzi. ... ku uciesze czytelników oczywiście. Ci z kolei na forum dyskusyjnym nie pozostawiają na politykach większości parlamentarnej suchej nitki. Na „Niezależnej” można sobie także pooglądać - nie płacąc abonamentu telewizyjnego - ostatnie odcinki równie niezależnej „Misji Specjalnej”. Etatowy program telewizji publicznej jest nadzwyczaj chętnie cytowany przez to „niezależne” medium. Tematyka jest wciśnięta w gorset taniego, pisowskiego patriotyzmu. Słowem potral onanistyczny-masochistyczny, którego czytelnicy czerpią przyjemność z rozdrapywania ran narodowych. W tle spisek, zdrada, zamach.

Na tapecie Niezależnej.pl znalazł się wczoraj Janusz Palikot, któremu zarzucono współpracę z SB. Tylko dlatego, że w stanie wojennym podpisał lojalkę. Dodam, że w chwili wprowadzenia stanu wojennego miał 17 lat (według Wikipedii urodził się w 1964 roku). To, że młody chłopak został „zgarnięty” przez esbecję świadczy tylko o tym, że działał w opozycji, na rzecz demokracji i niepodległości (czego nie można powiedzieć o wielu spośród tych którzy go dzisiaj oceniają). Lojalka, czyli pisemne zobowiązanie do niepodejmowania działań sprzecznych z dekretem o stanie wojennym (dokument z 17.12.1981.), w żadnym wypadku nie była zobowiązaniem do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Bardzo ciężkim piórem i dość nieporadnie Dorota Kania formułuje kolejne zarzuty, które są dla mnie niezrozumiałe, i cytuje Palikota z jego autobiograficznej książki „Płoną koty w Biłgoraju”:

„(...) W grudniu dostałem instrukcję, aby podpisać dokument o podporządkowaniu się prawu stanu wojennego i działać dalej. Tak też zrobiłem. W konsekwencji zostałem ponownie zatrzymany i aresztowany i trafiłem na komendę w Zamościu, gdzie brutalnie zmuszano mnie do podpisania deklaracji współpracy z SB, grożąc celą z wodą po kolana, nasyłając facetów – stare ubeckie metody – którzy mieli napędzić mi strachu. Nie będę ukrywał, bałem się, ale jednak niczego nie podpisałem; po prostu miałem szczęście, bo po czterech dniach SB przestało się mną interesować, po tym jak zmusiło do współpracy mojego kolegę. Bezpieka liczyła, że przy jego pomocy rozpracuje naszą siatkę. Uniknąłem więc hańby dzięki temu, że on się załamał. Jednak kolega przyznał mi się, że podpisał zobowiązanie do współpracy, ja zaś namówiłem go, by powiedział o tym również innym, i to go ocaliło – nikt go nie potępiał za słabość. Odzyskałem więc wolność wraz z innymi aresztowanymi (...)”

W tej i innej książce Palikota Kania dopatruje się nieścisłości i wyrzuca Palikotowi, że nie pamiętał jeszcze jednego dokumentu, który podpisał na SB (to, że upłynęło ponad ćwierć wieku nie jest dla niej okolicznością łagodzącą). Jestem ciekaw co robiła Kania w czasie stanu wojennego, że tak łatwo przychodzi jej ocenianie innych. Grzebanie w bardzo odległej przeszłości, sięganie po „fakty”, których nikt nie będzie w stanie zweryfikować, tylko po to by kogoś zdyskredytować jest nikczemne.  Ludzie, którzy za pieniądze osmarowują innych (nie sądzę, żeby taka Dorota Kania pracowała za „bóg zapłać”) są – używając prostego i dosadnego języka - zwykłymi szmatami.

Kania pisze dalej:

W katalogach zamieszczonych na stronie internetowej IPN znajduje się informacja na temat Janusza Palikota. Czytamy w niej m.in.:„14 grudnia 1981 roku został zarejestrowany jako osoba rozpracowywana w ramach SOR kryptonim »Apel« (nr rej 61 27) w związku z podejrzeniem o drukowanie i kolportaż ulotek na terenie miasta Biłgoraj. Sprawę zakończono przeprowadzeniem rozmowy profilaktyczno-ostrzegawczej i w dniu 16.01 1984 zdjęto z ewidencji. Materiały złożono w archiwum wydziału C WUSW w Zamościu pod nr 918/II i zmikrofilmowano, zniszczono w dniu 30.10.1989 r.”.

(...)

Jest też błyskotliwa konkluzja (w duchu „Misji Specjalnej”):

„Jak to możliwe, że nikomu nieznany, biedny chłopak z Biłgoraju w ciągu paru lat stał się jednym z najbogatszych ludzi w Polsce, co umożliwiło mu start w wielką politykę? Kim są ludzie, dzięki którym Janusz Palikot zrobił karierę?”

Internauta musi sobie dopowiedzieć ciąg dalszy i to czyni:

Tola: Przecież to bylo do przewidzenia każdy szmaciarz współpracujący z SB opływa teraz w dostatkach. Wszyscy przeciwnicy IPN to ludzie, którzy panicznie się boją dekonspiracji.

Jola: Wlasnie! To wlasnie imponuje wyborcom PO, oni tez chcieliby robic takie blyskotliwe kariery, dlatego robia za pozytecznych idiotow i glosuja na PO-paprancow. Glupki nie rozumieja niczego, ale boja sie, ze w normalnym kraju, jakiego domaga sie PIS, nie mieliby szans. Bledne kolo.

YOKO: Zaczyna sie PALI -KOTEK stawiac Donkowi i cos niecos zaczyna z IPN-u....wypelzac. Ale pali - kotek nie durny , swoja wiedze tez ma . No i moze Sloneczku Peru zrobic akuku, moze byc calkiem ciekawie ? Powiedz Kmiocie palikocie ile kasy zainwestowale w tuska ? To tajemnica o ktorej wszyscy wiedza , tylko nie wiemy ile ! Wypoc to wreszcie i jesli: PIERWSZY NIE ZNISZCZYSZ TUSKA , TO ON ZNISZCZY CIEBIE ! i uwazaj zeby nie przytrafil sie Tobie jakis wypadek samochodowy lub możesz zaslabnac w wannie albo z rozpaczy sie powiesisz ? Ty znasz najlepiej ich METODY !

PolonUS: do Palikota Kim są ludzie, dzięki którym Janusz Palikot zrobił karierę?....Dukaczewski, Kiszczak, Jaruzelski i inne podłe świnie takie jak on !!!!!!!!!!! pokazał to nieraz na korytarzach parlamentu jak z nienawiścią mówił na temat Kaczyńskich ...zresztą jak by go tak przesłuchać z obcęgami ściśniętymi na palcu wskazującym to by napewno dużo powiedział o SMOLESKIM ZAMACHU...!!!!!!

emma: nierozlaczny duet. no to mamy pasztet,tatus smalcownik a synek kapus i sprzedawczyk.jaki tatus taki synek. panie Palikot-z panem na czele trzeba spalic na stosie to SB-eckie
szambo aby nie przynosclo wstydu Polakom aby tacy osobnicy nie byli obecni w naszym rzadzie.wstyd i hanba,pan smie mowic cos takiego o sp.zmarlym panu J.Kurtyce.nawet mu pan do piet nie siega.najlepiej by bylo aby pan zniknal
ze sceny politycznej.

PanYan: PO to eSBecka partia !!! Przecież powszechnie wiadomo, że agentura pomagała tuskowi założyć PO, na potrzeby eSBeków, kapusiów, kolaborantów i zdrajców. Do dzisiaj ich głównym celem jest niedopuszczenie do lustracji.

Na Niezależna.pl znajdują się informacje:

Portal Niezależna.pl zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jeżeli uważasz, że którykolwiek wpis narusza czyjeś dobra zgłoś nadużycie. (...) Forum jest miejscem wymiany myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjś komentarz nie został dopuszczony, to znaczy, że zaliczony został do jednej z wymienionych kategorii. W wypadku powtarzania się w/w działań, autorom całkowicie zablokowany zostanie dostęp do forum. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania pięciu lat poniżania i sączenia jadu przez obóz „miłości”, ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych."

Jak widać, jednak można opluwać innych. Łatwo jest to robić anonimowo. Oczywiście można mieć nawet najbardziej egzotyczne poglądy i je swobodnie wyrażać, bo mamy w Polsce swobodę wypowiedzi i zarazem wolność debaty publicznej. Usuwanie wpisów z forum, gdzie ktoś uważa, że Rosjanie dobijali ofiary katastrofy samolotu pod Smoleńskiem, można by było uznać za kneblowanie wolnych mediów, więc niech sobie takie opinie funkcjonują w eterze. Natomiast, jeśli się kogoś nazywa podłą świnią, szmaciarzem, kapusiem i sprzedawczykiem, to jest to poniżanie i pomawianie. Jeśli takimi epitetami traktuje się posła, to jest to już przestępstwo. Za to, że takie wpisy nie są usuwane zgodnie z dobrym obyczajem, ale także zgodnie z regulaminem forum, winę ponosi wydawca tej internetowej gazety. Chyba, że redaktor Sakiewicz nie rozumie takich słów jak naruszenie czyjegoś dobra.

Niezależna od faktów. Niezależna od zdrowego rozsądku. Niezależna od obiektywizmu. Niezależna od przyzwoitości. Niezależna od dobrych manier. Dla niezależnych od myślenia.

wtorek, 21 września 2010
Bytom, róg Moniuszki i Jagiellońskiej

poniedziałek, 20 września 2010
Galeriowiec

Przeczytałem w nowym numerze tygodnika „Życie Bytomskie” artykuł o tym, co się dzieje z niedawno powstałym budynkiem socjalnym. „Grzyb bierze galeriowiec” to artykuł przewodni numeru i został opatrzony dodatkowo redakcyjnymi komentarzami. „Galeriowiec” to nazwa potoczna budynku wzniesionego niespełna dwa lata temu na potrzeby tak zwanych mieszkań socjalnych. Z galerii, czyli balkonów wchodzi się bezpośrednio do mieszkań, stąd ta nazwa. Estetyce budynku nie można niczego zarzucić: z dala przypomina dom w zabudowie bliźniaczej, a jego bezpośrednie otoczenie jest dość przyjemne i z pewnością nie odbiega na minus od bytomskich standardów. Część mieszkańców Bytomia była bardzo oburzona faktem, że „osobom z marginesu” miasto funduje tak ładny budynek – pomimo tego, że sami płacą czynsz, mieszkają w dużo gorszych warunkach. Za „galeriowcem” postawiono kontenery, które również pełnią funkcję mieszkań socjalnych.

Rzecz ma się w tym, że na ścianach w kilku mieszkaniach „galeriowca” pojawił się grzyb. Grzyb bierze się z zawilgocenia. Skąd wilgoć w mieszkaniach? Jest czymś wręcz naturalnym w małych pomieszczeniach, których normalnie się żyje, a więc pierze, gotuje, myje, i jest wynikiem słabej wentylacji. Rzeczą normalną jest częste wietrzenie, ewentualnie zainstalowanie wentylatorów.

Mieszkańcy „Galeriowca” powiadomili - oprócz administracji - również redakcję bytomskiego tygodnika, bo to skandal mieszkać w takich warunkach!. Dla redaktorów „Życia Bytomskiego” to też okazja do deklaracji, na kogo nie będą głosowali w najbliższych wyborach samorządowych.

Oczywiście rolą administracji (w tym przypadku budynkiem zarządza ZBM) jest dbałość o stan techniczny budynku i mieszkań. Jeśli w mieszkaniach faktycznie jest nadmiar wilgoci, to zarządca powinien wziąć pod rozwagę zainstalowanie urządzeń wentylujących. Oczywiście to jest koszt, ale w rachunku ekonomicznym trzeba brać także pod uwagę koszty związane z zaniechaniem działań, więc może warto zawczasu kupić i zainstalować wentylatory, niż za parę lat wymieniać tynki i przeprowadzać remont kapitalny budynku. Ten przykład z resztą potwierdza regułę, że ZBM nie potrafi dbać o zasoby, których jest właścicielem lub którymi zarządza. Może znajdzie się jakiś kandydat na prezydenta miasta, który odważnie powie, że spółkę ZBM należy zlikwidować, a w jej miejsce zatrudnić z zewnątrz koncesjonowanych zarządców, takich „z krwi i kości”, którzy rzetelnie zadbają o miejskie kamienice.

Redaktorzy „Życia Bytomskiego” udają, że nie wiedzą, jak wygląda życie w Bytomiu, bo bardziej chodzi o deklarację polityczną niż o racjonalne podejście do problemu. Czym powinny być  lokale socjalne i dlaczego niektórzy bytomianie znaleźli tam lokum? Postulat, żeby zamiast stawiania budynków socjalnych, sprzedać teren, a za uzyskane środki odremontować jakąś kamienicę i tam urządzić lokale socjalne jest niedorzeczny (równie absurdalna jest idea wybudowania na Składowej czegoś na kształt Dębowych Tarasów). Dlaczego? Bo wykwaterowanie wiąże się często z faktem, że dotychczasowi lokatorzy, oprócz tego, że nie płacili czynszu,  byli często uciążliwi dla sąsiadów i dewastowali mieszkania (oczywiście mogą się zdarzyć odstępstwa od tej reguły). Dlatego skrajną głupotą byłoby prezentowanie im mieszkań w odremontowanych kamienicach. Przychylam się do opinii wielu mieszkańców Bytomia, którzy żyją skromnie, ale uczciwość nakazuje im regulowanie zobowiązań czynszowych, że dużą nieprzyzwoitością jest sponsorowanie przez miasto nierobów lub nieudaczników.

Być może redaktorzy nie zauważyli jeszcze takiej prawidłowości, że w Bytomiu remontują się i świetność odzyskują te kamienice, gdzie zawiązały się wspólnoty. Największym problemem dla wspólnot są mieszkańcy lokali gminnych. Wspólnota co prawda nie ma problemów z regulowaniem zobowiązań czynszowych za te lokale, gdyż płatnikiem jest gmina, która opłaty wnosi na czas (lokator może być ewentualnie dłużnikiem gminy), ale ma kłopot z samym lokatorem, który nie musi dbać ani o mieszkanie, ani o część wspólną, ani o otoczenie. Miasto zawczasu stworzyło możliwość przejmowania mieszkań przez lokatorów za ułamkową część wartości rynkowej mieszkania i każdy prawie każdy lokator, który chciał zostać „współgospodarzem” budynku przejął mieszkanie od gminy.

P.S. Lokale socjalne to zwykle lokale - mieszkania, pomieszczenia - o obniżonym standardzie. Lokal socjalny powinien nadawać się do zamieszkania ze względu na wyposażenie i stan techniczny, a powierzchnia pokoi, przypadająca na członka gospodarstwa domowego najemcy, nie może wynosić mniej niż 5 m2; stawka czynszu za lokal socjalny nie może przekraczać połowy stawki najniższego czynszu obowiązującego w gminnym zasobie mieszkaniowym. O wynajem lokalu socjalnego może starać się osoba, która nie ma zaspokojonych potrzeb mieszkaniowych i znalazła się w niedostatku, wskutek czego jej dochód miesięczny nie pozwala na wynajęcie lokalu na zasadach ogólnych. Jaki dochód umożliwia skorzystanie z uprawnienia do lokalu socjalnego określa w uchwale rada gminy.

Pan Redaktor Marcin Hałaś powinien sięgnąć do ustawy (Ustawa z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i zmianie kodeksu cywilnego Dz. U. z 2001 r., Nr 71, poz. 733 z poźn. zm.), a dopiero potem zająć się krytyką idei budowy „baraków-kontenerów” i „galeriowca-klitkowca” przy ulicy Składowej.

Jezus na Króla

Ulicami Warszawy przeszedł wczoraj marsz poparcia kandydatury Jezusa Chrystusa na Króla Polski. Na transparentach pojawiły się m.in. niepokojące napisy: „Jezu Chryste bądź królem Polski. Po 10 kwietnia 2010 r. zobaczyliśmy, jak jesteśmy zagrożeni!!!, świadczące o tym, że kandydat na stanowisko króla Polski jeszcze się waha i nie podjął w tej sprawie ostatecznej decyzji. Inny transparent głosił:  „Biada tym, którzy zabraniają Jezusowi być Królem Polski". Ale przecież to nie naród polski zabrania komukolwiek być królem, ale ułomne prawo, sięgające okrągłego stołu i Magdalenki, które po pierwsze takiego stanowiska nie przewiduje, a po drugie odmawia biernego prawa wyborczego tym, którzy obywatelami polskimi nie są – Jezus Chrystus powinien więc jako obcokrajowiec o przyznanie polskiego obywatelstwa czym prędzej wystąpić.

Manisfestacja w Warszawie zadaje kłam o rzekomej polskiej ksenofobii. Niech świat zobaczy, że obywatel Izraela może przy ogromnym poparciu narodu piastować najważniejsze funkcje państwowe. No i gdzie ten polski antysemityzm, pytam panów Grossa i Michnika.

Prasa „żydowska” donosi, że uczestnicy marszu modlili się, odmawiając Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Żydy parchate! Nie mówi się „odmawiając koronkę do Miłosierdzia Bożego”, ale „odmawiając koronki Miłosierdziu Bożemu”.



niedziela, 19 września 2010
Monarchia wraca

Z sondaży wynika, że za przeniesieniem krzyża było 77% Polaków. Stąd wynika, że Społeczny Komitet Obrony Krzyża ma poparcie 23% naszego społeczeństwa. Staje się więc poważną siłą polityczną i wciąż zyskuje na znaczeniu. Do komitetu dołącza Ruch Intronizacji Jezusa Króla Polski. W ten sposób połączone organizacje mogą stać się największą siłą polityczną w Polsce i jest bardzo prawdopodobne, że wróci do nas monarchia. W zależności od tego jak duże poparcie zyskają ostatecznie Komitet Obrony Krzyża i Ruch Intronizacji będziemy mieli albo monarchię absolutną albo monarchie konstytucyjną.

Kolejne pytania nasuwają się same:

Nieformalnie Królową Polski jest Maryja. Królowa to żeński odpowiednik króla. Czy Maryja musiałby abdykować, gdyby jej syn został królem?

Czy funkcja króla byłaby dożywotnia, czy też kadencyjna?

Czy kompetencje Jezusa Chrystusa nie pokrywałyby się z kompetencjami prezydenta i premiera. Nie tak dawno dochodziło między tymi ośrodkami władzy do ostrych konfliktów.  Gdyby w strukturę władzy wmontować dodatkową instytucję, mielibyśmy trójwładzę i konflikty mogłyby ulec nasileniu.

Czy król miałby władzę ustawodawczą, czy wykonawczą?  Czy może  jedynie pełniłby funkcję reprezentacyjną?

Czy byłby także zwierzchnikiem sił zbrojnych?

Jak wysoki byłby budżet jego kancelarii?

Co z zasadą neutralności światopoglądowej państwa?

Czy król wybierany byłby w wyborach bezpośrednich, czy też przez zgromadzenie narodowe?

Na te wszystkie pytania odpowiadałaby ustawa zasadnicza, którą najpewniej będzie trzeba szybko zmienić. Czeka nas więc w najbliższym czasie również referendum konstytucyjne.



sobota, 18 września 2010

Wkrótce będzie trzeba podjąć decyzję, kogo wybrać do rady miasta (gminy), a kogo na prezydenta (ewentualnie wójta lub burmistrza). W pewnym sensie wybór prezydenta jest bardziej ważny od wyboru radnego, bo osoba ta faktycznie zarządza miastem, a do jej obowiązków należy kierowanie urzędem, wydawanie decyzji administracyjnych i reprezentowanie jednostki samorządu terytorialnego, ale przede wszystkim kierowanie bieżącymi sprawami gminy. Prezydent „kieruje i decyduje” jednoosobowo, rada gminy lub miasta podejmuje decyzje gremialnie, tak więc prezydentowi – znanemu wszystkim z imienia i nazwiska - można wprost przypisać odpowiedzialność za podjęte decyzje oraz nadzór nad zadaniami jakie przed nim stoją, zaś w przypadku rady gminy trudno jest rozliczać za uchwały poszczególnych radnych. Działania prezydenta – w przeciwieństwie do rady gminy - są „wyeksponowane” (bo widać gołym okiem jak pracuje urząd miasta lub na przykład jak przebiegają remonty dróg), a efekty tych działań są widoczne, a czasem nawet mierzalne. Stosunkowo łatwo jest te działania oceniać. Rola prezydenta jest często wyolbrzymiana i wiele osób jest święcie przekonanych, że to on jeden jedyny ponosi odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się w okolicy: od każdej dziury w ulicy poczynając, poprzez zniszczone elewacje kamienic, ptaki zasrywające balkony, wysokie bezrobocie czy kulejącą komunikację publiczną, na niesprawnie działającej policji kończąc. Wszystko, co w gminie działa negatywnie jest przypisywane złej woli prezydenta. Odwrotnie już nie zawsze - w myśl reguły, że sukces ma wielu ojców, a porażka jednego. Jest wiele sfer, w których działania prezydenta są wręcz niemożliwe, bo przekraczają jego kompetencje, ale także wiele, na które prezydent może mieć realny wpływ. Prezydent odpowiada za to między innymi jak sprawnie przebiegają inwestycje miejskie, jaka jest jakość ich wykonania. Odpowiada za prawidłową realizację uchwał rady gminy. Prezydent powinien również tworzyć „dobry klimat”, by przyciągnąć do gminy nowych inwestorów oraz wykazywać aktywność w pozyskiwaniu „środków unijnych”. Trzeba mocno podkreślić, że prezydent nie działa w próżni, a jego decyzje są w dużej mierze pochodną uchwał podjętych przez radę gminy, która zatwierdza budżet i ostatecznie decyduje, na jakie inwestycje środki finansowe będą przeznaczone. A możliwości finansowe ogranicza budżet; należy ten fakt bezustannie akcentować, bo wielu naszych współobywateli nadal jest przekonanych, że pieniądze biorą się z drukarni.

Dla mnie dylemat podstawowy przy wyborze prezydenta będzie następujący: czy postawić na tych, którzy stanowiska piastowali w ostatniej kadencji, cz też dać szansę „nowej krwi”. Decyzja jest trudna, bo absolutnie nikt nie da nawet cienia gwarancji, że nowa osoba na stanowisku prezydenta będzie sobie lepiej radziła w zarządzaniu miastem niż jej poprzednik. Poprzednika można ocenić po rzeczywistych dokonaniach, kandydata z reguły tylko po deklaracjach. Kandydat może okazać się zwykłym hochsztaplerem, a jego deklaracje czczymi obietnicami. By zagłosować na człowieka spoza (aktualnego) układu, należałoby się wnikliwie przyglądnąć jego dotychczasowym dokonaniom: jak się realizował na gruncie zawodowym i czy wcześniej udzielał się społecznie. Jakie ma sukcesy i czy jest przedsiębiorczy? Czy rzeczywiście ma jakąś sensowną ofertę dla mieszkańców, która ożywi miasto, czy też swoją kampanię będzie budował wyłącznie na krytyce swoich poprzedników? Jak realne są propozycje proponowanych przez niego zmian: czy będą miały akceptację rady miasta, która musiałaby wydać stosowne uchwały i czy są wykonalne z punktu widzenia możliwości budżetu?

Sięgam po „Życie Bytomskie”. Systematycznie od miesiąca Krzysztof de Mehlem, kandydat na prezydenta „z ramienia” Prawa i Sprawiedliwości, w płatnych ogłoszeniach atakuje obecny zarząd miasta. Podobnie jak prezes PiS-u, który uważa, że PO powinna raz na zawsze zniknąć z mapy politycznej Polski, de Mehlem jest zdania, że zniknąć powinien z bytomskiego firmamentu obecny prezydent Piotr Koj (pełniący tę funkcję również z namaszczenia Platformy). Nie chciałbym się odnosić do zasług prezydenta Koja, natomiast - w kontekście wcześniejszego wywodu – do osiągnięć i programu nowego kandydata.

Krzystof de Mehlem (lat 53) jest szczęśliwym mężem i ojcem trójki dzieci. Ukończył niedawno politologię na Uniwersytecie Śląskim; ma też licencjat z PR i dziennikarstwa, ale nigdy nie pracował jako dziennikarz. Jest w trakcie studiów podyplomowych na UŚ - administracja i zarządzanie (pewnie z myślą o prezydenturze). Przez kilkanaście lat prowadził małą firmę budowlaną; zamknął ją, gdy został zatrudniony w Zakładzie Budynków Miejskich (był członkiem zarządu i dyrektorem do spraw technicznych). To dość skromny życiorys zawodowy. Wygląda na to, że największym sukcesem życiowym jest udane małżeństwo i ojcowanie dzieciom, a już niekoniecznie prowadzenie działalności gospodarczej, bo wszak nie zamyka się dobrze prosperującego interesu, by przejść na posadkę w spółce miejskiej.  Ostatnie 3 lata pracy bardziej go dyskredytują, niż nobilitują (piszę te słowa jako petent ZBM-u). Wygląda na to, że jest bardziej teoretykiem zarządzania, niż praktykiem. Przejście w ciągu 3 lat od swojego very-small-bussinesu do zarządzania dużym miastem byłoby dla niego nie lada sukcesem, niemalże na miarę Nikodema Dyzmy.

Co więc pisze na łamach „Życia Bytomskiego” (ogłoszenia z „ŻB” są kopią artykułów ze strony internetowej: http://www.demehlem.pl/)

„Pomysł to rzecz rzadka – rzekł ponoć kiedyś Albert Einstein. Brzmi jak proroctwo, które realizuje się na naszych oczach. W Bytomiu, o którym wybitny uczony może kiedyś słyszał, dotyczy naszych władz, od lat cierpiących na antypomysłowość. Dobrze chociaż, że to rzadkie paskudztwo nie jest zaraźliwe. (...) Czy prezydent Koj słyszał, że Katowice starają się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016? Jeśli nie słyszał, to trudno – wielu naszych polityków systematycznie traci kontakt z rzeczywistością, gdy dochodzi do władzy. Ale jeśli prezydent ma świadomość starań Katowic o ESK, co zakładam, ignorowanie przez niego tego faktu, jest dla mnie dowodem braku wyobraźni. Albo raczej antypomysłowości. Pomysł to rzecz rzadka u naszej władzy, więc Bytom, miasto kultury przecież, w żadnym stopniu nie uczestniczy w tym, co dzieje się w Katowicach. (...) Prezydent Bytomia powinien (...)  przysłać wsparcie dla inicjatywy, z której również jego miasto może skorzystać. Na taki pomysł wpadła już Ruda Śląska, która bezpłatnie odstąpiła katowickiemu biuru ESK 2016 swoje nośniki reklamy w warszawskim metrze. Można? Można! Czy bytomskiego samorządu nie stać na choćby w połowie tak szlachetną ideę? A może Koj dostał partyjny zakaz wspierania działań prezydenta Katowic, Piotra Uszoka, którego Platforma Obywatelska chce pozbawić stołka w nadchodzących wyborach? (...)  Zamierzam wspierać działania na rzecz uczestnictwa Bytomia w projekcie Katowice Europejską Stolicą Kultury".

Krzysztof de Mehlem okazał się być już wcześniej zupełnym ignorantem w zakresie wiedzy o wydarzeniach kulturalnych twierdząc, że Bytom nie jest w stanie nic zaproponować swoim mieszkańcom w spędzaniu wolnego czasu. Teraz kulturę w mieście sprowadza do dwóch instytucji, o których ktoś w międzyczasie mu pewnie przypomniał (Opera i Śląski Teatr Tańca). Zarzucanie antypomysłowości władzom Bytomia tylko dlatego, że nie udzielili materialnego wsparcia Katowicom w ubieganiu się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury jest sporym nadużyciem. Zresztą jest to „musztarda po obiedzie”. Aplikacje miast ubiegających się o ESK już zostały złożone i będą oceniane; teraz można już tylko czekać na werdykt w tej sprawie. Idea wsparcia Katowic była może słuszna, aczkolwiek jest już nieaktualna i w tej chwili kompromituje jej autora. Gest Rudy Śląskiej udostępnienia Katowicom nośników reklamy jest szlachetny, ale niczego nie zmieni w kwestii podstawowej. Billboardy reklamują miasto, natomiast nie przesądzą o tym, czy dane miasto tytuł Europejskiej Stolicy Kultury otrzyma (tak jak od samego mieszania herbata nie stanie się słodsza). Czy Bytom w jakikolwiek sposób powinien finansowo wspierać bogatsze Katowice (a takim wsparciem byłoby fundowanie reklamy)? Raczej nie. Jeśli już, to powinno być to ułatwienie katowiczanom lub turystom odwiedzającym to miasto dostępu do korzystania z zasobów kulturalnych Bytomia. Zasadniczo się to czyni – głownie poprzez informacje w mediach o aktualnych wydarzeniach (można to robić oczywiście w sposób bardziej profesjonalny i tu widziałbym rolę władz Bytomia). Nadmienię też, o czym P.T. Kandydat pewnie nie wie - bo i skąd miałby wiedzieć, skoro kultura wyższa jest mu obca - że cyklicznie Opera Śląska występuje w Teatrze Śląskim w Katowicach. Krzysztof de Mehlem nie pisze także w jaki konkretnie sposób Bytom miałby wesprzeć Katowice i jakie zyski miałby czerpać z tego gestu w przyszłości.

De Mehlem mówi, że wielu naszych polityków systematycznie traci kontakt z rzeczywistością, gdy dochodzi do władzy. On sam kontaktu z rzeczywistością chyba w ogóle nie ma, przynamniej w dziedzinie kultury. Stąd mój apel do Kandydata: Nie ucz księdza modlitwy!.

piątek, 17 września 2010

Ciąg ostatnich wybryków i wypowiedzi Jarosław Kaczyński prowadzi PiS w kierunku samozniszczenia, co akurat mnie cieszy. Poparcie dla tej partii spada w miarę zaostrzania się języka i wprowadzania do obiegu coraz to bardziej absurdalnych teorii. Język Kaczyńskiego dawno przestał być językiem dialogu – jest to monolog ślepej nienawiści. Kaczyński skupia w sobie te wszystkie cechy, które zarzuca swoim adwersarzom: chamstwo, nihilizm, zakłamanie, arogancję. Jego partyjnemu otoczeniu można zarzucić: serwilizm, oportunizm, konformizm, lizusostwo, wszakże takie osoby jak Błaszczak, Kempa, Giżyński, Ziobro, Brudziński, Szczypińska otwarcie i bezdyskusyjnie popierają to, co mówi Kaczyński. Na niezadowoleniu, na braku osobistego szczęścia, na frustracjach, niskiej samoocenie, strachu przed życiem, braku zaradności, ksenofobii, lenistwie i wszystkich innych negatywnych emocjach próbuje budować poparcie dla siebie i swojej formacji. Nie ma w jego języku niczego pozytywnego, nie ma żadnych konstruktywnych propozycji. To język człowieka rozgoryczonego, starca, który zmarnował życie. Człowieka, który zazdrości innym, że osiągnęli sukces, że są szczęśliwi lub spełnieni życiowo. Taki polityk i taka formacja byliby na marginesie życia politycznego w jakimkolwiek innym kraju Europy Zachodniej. Program wyborczy PiS-u mógłby brzmieć tak: "Jesteś nieudacznikiem, nie masz szczęścia w miłości, inni Cię nie lubią? Uważasz, że to nie jest sprawiedliwe? Głosuj na Jarka!"

 
1 , 2
Tagi
zBLOGowani.pl