RSS
środa, 28 września 2011

Moherowe berety, w skrócie mohery lub moher, to nazwa, która trafiła do obiegu w ubiegłym roku (copyright D. Tusk). Początkowo odnosiła się do kobiet, które były słuchaczkami Radia Maryja i bezgranicznie ufały swojemu mentorowi, a katastrofa pod Smoleńskiem mimowolnie wtrąciła je w rytm życia politycznego, gdy terroryzowały wszystkich na Warszawskim Przedmieściu, domagając się pomnika dla „pary prezydenckiej” w centrum stolicy, ukarania „winnych” i ujawnienia „prawdy”. W skrócie można by rzec, że słowo moher było synonimem tandety myślowej, jakiegoś getta mentalnego, niesamodzielności, ksenofobii, negowania współczesności, strachu przed intelektem. Politycy „jedynej prawdziwej” prawicy i publicyści (przysiągłbym, że z powodów merkantylnych) zaczęli się z moherami bratać, mohery wspierać, z czasem z moherami się utożsamiać, a nawet ostatnio moherami się nazywać. Jest to ostatnio jakieś zbiorowe szaleństwo. Zaczęło się kilka dni temu od kandydatki na posłankę PiS, a dzisiaj zaraza dotarła do dygnitarza kościelnego biskupa Meringa. Moher został też przeciwstawiony „salonowi”. Moher stał się powodem do dumy, bo zdaniem moherów moher to patriotyzm, przywiązanie do tradycji i kultury, zaś salon to sprzedajność, pogarda dla ojcowizny, a jeśli kultura, to co najwyżej kultura śmierci. Jest symptomatyczne, że mohery, to albo autentyczne babcie słuchające Radia Maryja albo politycy o miernym potencjale intelektualnym (nie znam moherów spoza PiS-u) wraz ze swoimi tubami propagandowymi (Radio Maryja, Gazeta Polska, niezalezna.pl) albo zakompleksieni „intelektualiści”, których nazwiska nic nie znaczą poza granicami Polski.

Całkiem przypadkowo, właśnie teraz w środku kampanii wyborczej ukazała się książka lidera PiS "Polska naszych marzeń". Książka bardziej kojarzy się z plotkarskim wydawnictwem dla kur domowych niż z Mein Kampf. O czym jest książka? Między innymi o "politycznym ADHD" Giertcha. Jeśli mówimy o chorobach, to ja raczej widzę polityczną schizofrenię i niebywałą agresję (a niektórzy nawet polityczną pedofilię) u Kaczyńskiego. Komorowski - farbowany szlachcic? Ja wiem, że akurat Kaczyński to kwintesencja fałszu i obłudy. Kaczyński pisze między innymi o swoich wrażeniach z wizyty w domu Komorowskich: "Ładnie urządzone mieszkanie, piękne portrety. Nie wiedziałem wtedy, że on jest fałszywym hrabią. Wygląd domu weryfikował tezę, że on jest właśnie takiego pochodzenia". No tak, przyjść w gości, nażreć się i nachlać na koszt gospodarza, a potem go obsmarować. Żoliborski cham. Baśka z klatki B ma więcej taktu. Kaczyński chwali polityków PiS-u - wiadomo, w końcu są ulepieni z tej samej gliny, co "autor". Promocja książki miała się odbyć w Łazienkach Królewskich, ale imprezę odwołano. Słusznie, bo to Łazienki Królewskie, a nie kurewskie.

wtorek, 27 września 2011

Jarosław Kaczyński powtórzył, że według ''wewnętrznych badań'' jego partia wyprzedza PO o kilka punktów procentowych. To nie pierwsza tego typu wypowiedź: PiS niemal od początku kampanii ogłasza, że jest w posiadaniu wewnętrznych sondaży, które dają mu przewagę nad Platformą. Niskie morale musi panować w szeregach PiS, skoro niemalże taki sam odsetek towarzyszy partyjnych zdecydowałaby się oddać swój głos na Platformę, jak na PiS. Chyba, że chodzi o jakieś inne "wewnętrzne badania" lub cyfry są podane w innym systemie niż dziesiętny.

Ubiegający się o reelekcję poseł PiS Sławomir Kłosowski poinformował, że rezygnuje z pomocy wolontariuszy w kampanii wyborczej. Ma to związek z wtorkowym incydentem, podczas którego postrzelono, najprawdopodobniej z wiatrówki, jednego z członków jego sztabu. Do incydentu doszło w centrum Opola. Jadący samochodem z otwartą boczną szybą wolontariusz Kłosowskiego poczuł ból w nodze, w aucie znaleziono kawałek ołowiu - najprawdopodobniej wystrzelony z wiatrówki ciężarek wędkarski. - W tej sytuacji nie mogę narażać moich wolontariuszy. Od tej pory sam będę prowadził kampanię wyborczą. Dobrze, że tylko na tym się skończyło, strach pomyśleć, co by się stało, gdyby ten pocisk trafił w okolice oka albo w skroń - powiedział Kłosowski na specjalnej konferencji prasowej. - To dla mnie szok. W żadnej mierze nie chcę dopuszczać do siebie myśli, że to wydarzenie ma podtekst polityczny. Traktuję to jako karygodny wybryk chuligański - dodał kandydat. Skoro kandydat na posła PiS stwierdził, że całą sprawę traktuje jako chuligański wybryk, to po co ćwok zwołuje konferencje prasową i ogłasza, że nie będzie już narażał życia wolontariuszy? Bo w głębi duszy pewnie (ten moralny menel?) żałuje, że to nie była normalna kula, od której "wolontariusz" straciłby zdrowie, a może i życie, co pozwoliłoby mu na uzyskanie większego poparcia. W głowie trzeba mieć chyba moher, a nie szare komórki, żeby się nabierać na taką demagogię. A w ogóle to starch się bać, gdy okazuje się, że według wyników najnowszych sondaży społeczeństwo zmoherowiało już w 30 procentach (a według „wewnętrznych badań” PiS – pewnie nawet w 180 procentach).

Ze sztabu wyborczego dostałem mail z gębą Kaczyńskiego wykrzywioną w słodkim grymasie symbolizującym uśmiech z pytaniami: Drogi Polaku! Ciekawi Cię co PiS zrobi z rosnącymi podatkami? Zobacz co proponujemy. Nie możesz znaleźć pracy po studiach? Zobacz co proponujemy. Spędzasz cały dzień w kolejce do lekarza? Zobacz co proponujemy. Martwisz się, że dla Twojego dziecka zabraknie miejsc w żłobku i przedszkolu? Zobacz co proponujemy. Zastanawiasz się, czy pociąg do którego wsiadasz znowu będzie miał opóźnienie. Zobacz co proponujemy. Otóż wiem, co PiS zrobi z podatkami - planuje zwiększenie wydatków budżetu, więc będzie musiał zwiększyć podatki. Nie spędzam całego dnia w kolejce do lekarza i nie znam nikogo, kto by to robił, bo to dość nietypowe hobby. Nie mam dziecka, ale gdybym je miał, to liczyłbym na jedno miejsce w żłobku lub w przedszkolu. Dlaczego dzieci PiS-u potrzebują wiele miejsc i w przedszkolu i równocześnie w żłobku - nie wiem i nie jestem ciekawy jakie inne zespoły natręctw trapią działaczy PiS-u. Zaś zanim wejdę do pociągu, to już wcześniej wiem czy ma opóźnienie, a dodatkowa wiedza na ten temat nabyta w momencie wejścia do pociągu już jest zbyteczna.  Odpowiedziałem więc na ten list, którego w sumie nie byłem adresatem (jestem zakamuflowaną opcją niemiecką i to z dziada pradziada, a nie Drogim Polakiem):

Musiałbym być zdrowo pierdolnięty (albo mieć bardzo duży deficyt intelektualny), żeby zagłosować na komuchów z PiS. Pozdrawiam. Niskie podatki, dobrze płatna praca, bezpłatna służba zdrowia oraz darmowe szkolnictwo na wszystkich szczeblach (wszystko na wysokich europejskich standardach) i gwarancja, że „pociąg do którego wsiądę nie będzie miał opóźnienia” – też bym tak chciał. Tyle, że jedno wyklucza drugie. I jak to wiem, i jak sądzę – Wy, hieny polityczne – również. Takie brednie polane sosem patriotyczno-narodowym serwujcie moherom. I uproście hasło wyborcze „od każdego według możliwości, każdemu – według potrzeb”.

I chamy nie odpowiedziały.

Ksiądz Kazimierz Sowa był dziś gościem specjalnym serwisu wyborczego portalu Gazeta.pl. Komentował przebieg kampanii wyborczej i odpowiadał na pytania czytelników, m.in. o to, czym powinien się kierować katolik przy wyborze partii i czy kapłani powinni publicznie wyrażać swoje uznanie wobec polityków. "Nasz Dziennik" poinformował o tym fakcie krakowską kurię, domagając się odpowiedzi, czy słowa księdza Sowy były zgodne z nauka kościoła. Nasz Dziennik pewnie jest przekonany, że jedynie Isakowicz-Zaleski może reprezentować kościół w kwestiach życia politycznego w Polsce oraz prowadzić agitację wyborczą.

"Nasz Dziennik" zajmuje się donosicielstwem. I walczy z tą częścią kleru, która nie daje poparcia PiS-owi. Skąd my to znamy? Mentalnie prawica i jej tuby propagandowe pasują jak ulał do komuny (w zasadzie niewiele różni lidera PiS od Gomułki - podobne IQ, instrumentalne traktowanie ludzi, nadużywanie władzy, a jego otoczenie bije rekordy lizusostwa i hipokryzji). "Nasz Dziennik" pełni podobną rolę, jak kiedyś "Trybuna Ludu". Tyle, że w Trybunie było mniej obrazków - nie była przeznaczona dla analfabetów -  i chyba jednak miała bardziej krytyczny stosunek do władz, niż "Nasz Dziennik" do Kaczyńskiego. Nadto była zdecydowanie bardziej rzetelna, bo nie obciążała odpowiedzialnością za gradobicie konkurencji politycznej.

sobota, 24 września 2011

Areszty wydobywcze, łamanie praw obywatelskich to jest to, co się dzieje w ostatnich miesiącach. Wywlekanie ludzi o 6 rano z mieszkań - to dotyczy liderów środowiska kibiców, którzy krzyczeli "Tusk matole, Twój rząd obalą kibole", czy założyciela strony antykomor.pl. Tacy ludzie są zamykani i ścigani. To kibice są teraz więźniami sumienia w Polsce - mówił dziś w TOK FM Przemysław Wipler z PiS pytany o to, czy jego partia po wybranych wyborach będzie rządziła tak jak w latach 2005-2007.

Wipler mówi dokładnie to co mówią wszyscy działacze PiS. Bo po pierwsze: taka jest strategia wyborcza tej partii, po drugie: w szeregach PiS nie ma miejsca na okazywanie innych niż oficjalne poglądów, a po trzecie; szczególna aktywność w opluwaniu konkurencji politycznej, nakręcaniu spirali hipokryzji jest mile widziana w tej partii i co gorsza oczekiwana przez elektorat. Warto zbierać i archiwizować takie wypowiedzi, bo Wipler i jemu podobni będą mieli się czego wstydzić za parę lat. Dla mnie to moralne dno.

I jeszcze jedno - jest w "Gazecie" artykuł na temat: do czego potrzebni są Kaczyńskiemu kibole. Nie czytałem, ale domyślam się jaka jest teza, bo jest to dla mnie oczywiste. Kibole to potencjalny elektorat. Społeczeństwo (zwłaszcza ogłupione katastrofą smoleńską) jest nadzwyczaj podatne na manipulacje, więc jest prawdopodobne że poparcia PiS-owi udzielą i kibole i w części zmanipulowani kibicie. Kaczyński nie gardzi żadnym promilem poparcia, bo uciułanie kolejnego odsetka głosów może przesądzić o ostatecznym wyniku wyborów. Tak więc ta grupa jest traktowana w sposób instrumentalny (zresztą głupia hołota nie zasługuje na inne traktowanie). Natomiast obrzydliwe jest to, że Kaczyński i jego świta robi z bandytów stadionowych patriotów. I za to kiedyś historia go rozliczy.

Kaczyński powiedział, że jeśli zostanie premierem, zniknie całkowicie cenzura. Ponieważ Kaczyński toleruje nazywanie premiera matołem, więc można przypuszczać, że nie będzie penalizowane nazywaniem Kaczyńskiego matołem a także durniem, kartoflem, szumowiną, gnidą, mendą etc.

czwartek, 22 września 2011

Wartością dodaną kampanii wyborczej jest higiena. Zwłaszcza higiena części intymnych. Najbardziej o higienę dba Jarosław Kaczyński. A w zasadzie o higienę Kaczyńskiego nie tyle dba on sam, co jego otoczenie. Zwłaszcza o odbyt. Dupę liżą mu wszyscy, którzy zapewne liczą na mniejsze lub większe profity.  Dzisiaj na przykład szczególną troską o higienę prezesa wykazała się niejaka Ilona Klejnowska, lat 24, kandydatka na posłankę. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej przekonuje, że Jarosław Kaczyński nie zmienił się na czas kampanii wyborczej. – „Prezes się nie zmienia, jest sobą, jest taki jak zawsze. Od pięciu lat współpracuję z PiS i nigdy nie widziałam udawania i nieszczerości ze strony Kaczyńskiego” - zapewnia kandydatka.

sobota, 17 września 2011

Kampania wyborcza ruszyła na dobre. Już się kręci jak karuzela. Jest i straszno i groźno. Ale też wesoło i kolorowo. Podobno Nelli Rokita niespodziewanie pojawiła się na happeningu PO w Mińsku Mazowieckim. Dyrektor Muzeum ziemi Mińskiej, który zauważył Rokitę, zwrócił się do niej z podziękowaniem za poparcie mińskich kandydatów PO do parlamentu. Nelli chciała coś powiedzieć, ale nie dopuszczono jej do głosu. Wyrwała mikrofon z rąk prowadzącego i przy okazji uderzyła go nim w twarz.

Chorobliwa agresja albo "urocza głupkowatość" w szeregach PiS są bardzo cenione. Jeśli zdaniem lidera PiS-u, w przypadku gdyby ta partia miała tworzyć rząd, w owym rządzie z pewnością znaleźliby się Macierewicz i Ziobro, to potwierdza to moją wcześniejszą opinię, że im ktoś jest bardziej wykolejony, agresywny, nienawistny, tym większe są jego szanse na objęcie jakiegoś stanowiska (potwierdzają to także listy wyborcze PiS-u i wyautowanie działaczy, którzy się w ten obraz nie wpisują). Dlatego panowie tacy jak Błaszczak, Hofman, Girzyński prześcigają się w hipokryzji, plecieniu bzdur, podjudzaniem elektoratu, opluwaniu konkurencji. Jak widać, wyborcom PiS-u (a jest nim statystycznie co czwarty Polak) takie działania pasują. I to jest dołujące.

W tym tygodniu PiS mówiło o mijającej kadencji sejmu jako o czasie mordu politycznego (chodziło oczywiście o zabójstwo asystenta posła z Łodzi, popełnionego prawdopodobnie przez osobę niepoczytalną). Nelli Rokita - jak widać - zmierza w tym samym kierunku. Wariatów powinno się zamykać. Stosowny wydaje się postulat, by kandydatów na parlamentarzystów poddawać badaniom psychiatrycznym.

Tagi
zBLOGowani.pl