RSS
niedziela, 29 września 2013
Nie będziesz miał ... większych przede mną

 

wtorek, 24 września 2013
Broad Peak a Jedwabne

 

Broad Peak a Jedwabne

W felietonie niejakiego Jakuba Pilarka pod takim właśnie tytułem (Gazeta Polska Codziennie/niezalezna.pl) są zestawione dwa wydarzenia: tragiczna w skutkach wyprawa na Broad Peak w Karakorum oraz mord w Jedwabnem.

Kiedy kilka dni temu pojawił się raport komisji PZA podejmujący próbę wyjaśnienia śmierci polskich himalaistów,  wzbudził on tyle zainteresowania, co kontrowersji.  Atak szczytowy, który 5 marca doprowadził do pierwszego zimowego wejścia na liczący 8051 m n.p.m. Broad Peak, zakończył się tragedią. Ze szczytu nie wróciło dwóch himalaistów, Tomasz Kowalski i Maciej Berbeka. Kowalski zmarł na grani szczytowej podczas nocnego zejścia z wierzchołka. Berbeka zaginął i bezpośrednia przyczyna jego śmierci nie jest znana.

W środowisku górskim i w mediach tuż po tragedii rozgorzała dyskusja nad przyczynami dramatu, a przede wszystkim postawą dwóch pozostałych zdobywców szczytu oraz kierownika wyprawy. Zasadnicze pytanie, czy wręcz zarzut, brzmiały: dlaczego dwaj himalaiści, którzy wcześniej zeszli ze szczytu,  nie zawrócili i nie udzielili pomocy kolegom?

Raport ZPA jest miażdżący dla Adama Bieleckiego, pierwszego zimowego zdobywcy dwóch ośmiotysięczników, uznawanego za największy talent polskiego himalaizmu. Zarzuty? Bielecki schodził ze szczytu sam, nie oglądając się na resztę. Innego zdobywcę Broad Peak, Artura Małka, potraktowano łagodniej, zaś Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy  otrzymał – obok kilku zastrzeżeń – oceny pozytywne. – Zostałem kozłem ofiarnym – mówi w wywiadzie udzielonym dziennikarzom „Tygodnika Powszechnego” tuż po poznaniu ustaleń komisji Adam Bielecki.  – Mogę powiedzieć coś, czego nigdy dotąd nie mówiłem: przyczyną tragedii była błędna ocena swojego stanu przez Maćka i Tomka – ocenia himalaista w rozmowie. – Każdy z nas na tej grani musiał spojrzeć w głąb siebie i powiedzieć: „dam radę” albo „nie dam rady”. Oni się pomylili. Jednocześnie przyznaje: – Byłem przerażony późną porą. Tak, pognałem, bo się zwyczajnie bałem. Psychicznie nie udźwignąłem tego ataku. Wszystko było na krawędzi paniki i walki o życie. – Dla mnie na Broad Peak nastąpił moment, w którym zaczęła się walka o życie. I może ze trzy razy pojawiła się w mojej głowie myśl: „co z chłopakami?”. A potem konkluzja, że nie jestem w stanie nic zrobić. Muszę zejść do obozu, odpalić radiotelefon i wtedy działać. Kiedy zszedłem na przełęcz, najpierw było „uff ”, ale potem było spojrzenie w czerń i myśl: „K..., jak ja znajdę ten obóz?”. Wielki stok, cholernie daleko i trzeba znaleźć dwa namiociki. Stwierdziłem: koniec, siadłem i rozjechałem się psychicznie. To, że ten obóz znalazłem, uważam za cud – dodaje Bielecki.  (informacje zaczerpnąłem z internetu)

Pilarek, który bodajże również para się wspinaczką, nie pozostawił „suchej nitki” na Bieleckim. Ale jednak nie o Bieleckiego tutaj idzie, ale o próbę przeniesienia oceny tej konkretnej sytuacji na grunt Polski pod okupacją hitlerowską. Już na pierwszy rzut oka wydaje się,  że taka paralela to kuriozum.  

- Warto jednak się zastanowić nad konsekwencją przyjęcia argumentacji specjalistów za uprawnioną. Jeżeli uznamy, że strach himalaisty o własne życie może go zwalniać z partnerstwa, a nasz brak doświadczenia w takich sytuacjach odbiera nam prawo do oceny, to nie widzę powodu, by tej samej miary nie przykładać do innych dramatycznych wydarzeń, mających miejsce poza himalaizmem. – pisze Pilarek i wprost odnosi to Jedwabnego: - Chciałbym zapytać obrońców Adama Bieleckiego, jakie mają prawo, by osądzać ludzi, którzy podpalali w Jedwabnem stodołę pełną Żydów? Czy byli kiedyś na wojnie? Czy rozumieją lęk mieszkańca wioski o życie własne i swojej rodziny? Mógł on przecież liczyć na to, że czyniąc pod presją okupanta „szlachetny" w jego mniemaniu narodowosocjalistyczny gest przyłożenia pochodni do drewna, znacznie poprawi swój wizerunek w oczach Niemców – faktycznych inspiratorów tej zbrodni – i zwiększy szanse swoje i swoich bliskich? Adherenci Bieleckiego powinni zdać sobie sprawę, że oczekiwanie, iż osiągający wysokość 8 km himalaiści będą zwolnieni z przestrzegania norm etycznych z powodu wskazań wysokościomierza, jest wyjątkowym przykładem bufonady. Otóż nie koledzy, koleżanki – jeśli tak, to musicie przyjąć do swojej ekipy jeszcze kogoś! Zdobywców Jerozolimy z 1099 roku, żołnierzy gen. Turreau, mieszkańców Jedwabnego z 1941 roku i wielu, wielu innych! Wówczas przynajmniej będziecie wiarygodni, zdejmując także im z pleców niewygodny garb. – klaruje dalej Pilarek.

I dokonując potwornego zestawienia tak potwornych, ale nie przystających do siebie wydarzeń,  Pilarek, z tupetem „niezależnego publicysty” twierdzi, że oczywiście niczego nie porównuje: - Nie chcę bynajmniej porównywać przytoczonych zbrodni ze śmiercią himalaistów. Uważam tylko, że powyższa argumentacja de facto umożliwia wybielanie każdej niegodziwości, której człowiek może się dopuścić w warunkach skrajnych. Skoro uznamy, że trudne okoliczności zwalniają hamulce moralne, to naprawdę są sytuacje o wiele gorsze niż ucieczka z ośmiotysięcznika, w których ten mechanizm tym bardziej powinien działać.

Gdy czytałem wypociny Pilarka zbierało mi się na wymioty. Ocena moralna himalaistów nie jest jednoznaczna. Są tacy, którzy ich bronią, wskazując przed wszystkim na błędy popełnione przez Kowalskiego i Berbekę, że przecenili swoje możliwości, ale też są tacy, którzy odrzucają wszelkie okoliczności łagodzące dla Bieleckiego, uważając, iż bez względu na konsekwencje, w tym niebezpieczeństwo utraty życia, powinien podjąć próbę ratowania kolegów. Pilarek byłby pewnie usatysfakcjonowany sytuacją, gdyby na Broad Peak były cztery trupy zamiast dwóch, choć pewnie tylko połowicznie: bo z jednej strony taka ofiara to byłaby chluba dla Narodu, że Polacy oddają gdzieś życie dla wspaniałej idei, ale z drugiej – nie mógłby wybielać morderców z Jedwabnego. Symptomatyczne jest to, zdanie podobne do Pilarka mają ci, którzy analogiczny sposób wyrażają się o ojczyźnie - że bez względu na okoliczności należy dla ojczyzny poświęcić życie. I podobnie jak Pilarek mówią to w warunkach, gdy słowa nic nie kosztują. Przypomnieć można w tej chwili postawę najgłośniejszego posła obecnej kadencji, Antoniego Macierewicza, który jako pierwszy po katastrofie uciekał ze Smoleńska, zapominając o tragedii, gdy dopadł go głód, a teraz mianował się generalnym moralizatorem.

Być może jedynie zwykła głupota Pilarka nie pozwala mu dostrzec tego,  że w swoim felietonie dokonał zestawienia dwu nieporównywalnych sytuacji: nieudzielenia pomocy i morderstwa. Pilarek zrównał śmierć w górach, osób, które świadomie, na własną odpowiedzialność podjęły ryzyko utraty życia,  z męczeństwem ludzi, którzy na barbarzyńską śmierć zostali skazani. Stawia obok siebie tych, którzy pomocy nie udzielili, bo nie mogli lub nie potrafili, i katów, którzy dokonali bestialskiego ludobójstwa. Chciałbym wierzyć, że to tylko deficyty intelektualne młodego jeszcze człowieka, że związany w wiekiem brak taktu, niedostatek empatii lub nadmiar arogancji skłoniły Pilarka do tych elukubracji. Ale w ten sposób nie da uzasadnić, że artykuł ukazał się drukiem. Bo to jest zwykłe skurwysyństwo.


poniedziałek, 23 września 2013
Nauka seksu dla czterolatków

 

Kilka dni temu wróciłem z Paryża, gdzie wiele godzin spędziłem w muzeach. Moim spostrzeżeniem było, iż do XVI wieku nagość (przynajmniej w malarstwie) nie była tematem tabu: nawet Madonna miała pierś, którą karmiła małego Jezusa. A Jezus miał siusiaka (albo - jak wolą językowi puryści - Jezus miał siusiak).  Niestety dzisiaj dla niejednego współczesnego teologa taki obraz to nic innego jak nauka seksu. 

 

 

Fronda.pl ma nowego mentora i nową politykę.

Mentor nazywa się ks. dk dr Jacek Jan Pawłowicz (ur. 1970 w Dębicy), należy do prezbiterium diecezji kijowsko-żytomierskiej (Ukraina), święcenia diakonatu przyjął w 2002 roku w Kijowie, studiował na UAM w Poznaniu (psychologia pastoralna) oraz UKSW w Warszawie, gdzie uzyskał stopień doktora w zakresie teologii moralnej (2005 rok). W centrum zainteresowań autora znajdują się problemy dotyczące małżeństwa i rodziny, bioetyki, problemów wychowawczych młodzieży, etyki mediów oraz teologii Cerkwi prawosławnej. Strona internetowa: www.pawlowicz.opoka.org. Od razu sprawdziłem w internecie, co znaczy psychologia pastoralna. Otóż to nauka stosowana, której celem jest wykorzystanie teorii i wyników badań psychologicznych do rozwiązywania problemów duszpasterskich.

Nowa polityka Frondy sprowadza się do tego, że zatrudniono cenzora, który kasuje wszelki nieprawomyślne wpisy na forum, dzięki czemu wzrosła spójność moralna dyskusji i jednomyślność osądów. W ramach owej polityki skasowano moje wpisy oraz odebrano mi możliwość komentowania.

Wspomniany ks. dk dr zadebiutował tekstem pod tytułem „Gender i „edukacja seksualna” wchodzi „boczną furtką” do polskich przedszkoli”. Od razu można zauważyć, że ks. dk dr lubuje się w znaku interpunkcyjnym zwanym cudzysłowem oraz w nadużywaniu epitetów. Swój felieton zaczyna tak: „17 września br. stacja mętnego nurtu - TVN w programie „Dzień Dobry TVN” wyemitowała genederowski materiał nt. seksualnego „uświadamiania” przedszkolaków, którego ponoć oficjalnie wg. Ministerstwa Edukacji Narodowej w polskich przedszkolach nie ma. Jednak wyemitowany materiał temu przeczy! Czyżby znowu ktoś próbował rodziców oszukać i „boczną furtką” wprowadzał „reformatorskie” projekty mające na celu de facto deprawację młodych pokoleń już od najmłodszych lat? Jak to możliwe, że pani „pedagog” na zajęciach pokazuje dzieciom anatomiczne lalki i zachęca do ściągania im majtek  oraz rysowania intymnych części ciała, zamiast dziecięcych zabaw i malowania bajkowych bohaterów?”

Autor, żeby nie być gołosłownym odsyła na stronę TVN:

http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/lalki-z-siusiakami-i-z-pisiami,99075.html

Jeśli ktoś, po zapowiedzi ks. dk dr,  spodziewał się na tej stronie zobaczyć Hannibala Lectera w wersji porno, to może się zawieść. 

Zaznaczam, że nie czuję się specjalistą w kwestiach pedagogiki przedszkolnej, ale przypuszczam, że dzieci znają więcej różnic między dziewczynką i chłopcem niż tylko tą, że dziewczynka nosi sukienki i może mieć warkoczyki, a chłopiec - nie. Otóż, Wielebny ks. dk drze, dzieci na ogół wiedzą dużo, dużo więcej! Wiedzą, że chłopiec ma siusiaka, a dziewczynka nie ma. Jeśli z tej wiedzy nie robi się tabu, tematu zakazanego, to według mnie bardzo dobrze. A według księdza dr. Pawłowicza przekazywanie wiedzy z zakresu anatomii to nic innego lekcja seksu dla czterolatków, tak jakby przedszkolanka przy tej okazji od razu wymieniała wszelkie możliwe zastosowania siusiaka i cipki” (że posłużę się też cytatami z felietonu).

Lalki anatomiczne" to nie jest wymysł współczesnych feministek. Ja je pamiętam z czasów mojego przedszkola (sprzed 40 lat). Co prawda nie były wtedy gadżetem edukacyjnym, ale trafiały w ręce dzieci, które miały rodziny w Reichu". I wie co, Wielebny, jakoś te lalki nie wykoślawiły psychiki mojej i moich rówieśników.

Zdaniem ks. dk dr Jacka Jana Pawłowicza jest jednak inaczej, niż mi się wydaje, bo „co powiedzieć o postępującej z roku na rok eskalacji przemocy seksualnej, gwałtach i innych przestępstwach o podłożu seksualnym? Ciągle słyszymy o zagrożeniu pedofilią, o molestowaniu seksualnym, mówi się nawet o mobbingu seksualnym? Wielu się pyta: skąd to się wzięło, przecież dawniej tego nie było?! Niestety są to konsekwencje tzw. „rewolucji seksualnej”, która już od wielu lat zatacza coraz to szersze kręgi, i jak mamy tego dowody, dotarła obecnie nawet do przedszkolaków.”

Nie wiem z jakich statystyk ks. dk dr czerpał wiedzę na temat postępującej eskalacji przemocy seksualnej" oraz o tym, że dawniej nie było np. takiego zjawiska jak pedofilia.

Dalej ks. dk dr robi patriotyczne wtręty („rząd, który tak „dba” o polskie rodziny, który likwiduje szkoły, bo nie ma na nie pieniędzy, ale ma pieniądze na deprawacje małych dzieci!!!!") i snuje opowieści o tym, że wkrótce „konstytucyjne prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami stanie się już fikcją a rzeczywistością będzie terror mniejszości pod hasłem równości i niedyskryminacji. Rodzice nie będą mieli już nic do powiedzenia i bez ich zgody, ich dzieci będą „edukowane” przez „seksedukatorów” wpajających im rzekomą równość wszelkich, nawet najbardziej perwersyjnych, zachowań płciowych. Jeśliby rodzice ośmielili się mieć inne zdanie w tym temacie, to może im grozić nawet odebranie dzieci.

Całość artykułu:

http://www.fronda.pl/blogi/poznacie-prawde-a-prawda-was-wyzwoli-j-832/gender-i-edukacja-seksualna-wchodzi-boczna-furtka-do-polskich-przedszkoli,35350.html

Byłbym rad, gdyby takie tematy były poruszane nawet na prawicowych portalach, ale też aby były omawiane przez wykwalifikowane osoby lub przynajmniej takie, które mają choć odrobinę doświadczenia życiowego w kwestiach, które omawiają. Wielebny byłby bardziej uprawniony do takich ocen, gdyby był ojcem (nie tylko duchowym). Skoro sami chowacie chuć pod sutanną, to nie wtrącajcie się w życie intymne innych. Jeśli chcecie mniejszości seksualne nazywać dewiantami, to w pierwszej kolejności zacznijcie od siebie.



niedziela, 22 września 2013
Polska cała tylko biała

 

Przedwczoraj ukazały się w prasie wyniki badań nad antysemityzmem, z których wynika, że około 30% Polaków czuje jakąś niechęć do Żydów. Nie będę się nad tym tematem badań rozwodził. 

W każdym razie to spory elektorat, którego do tej pory nikt z poważnych polityków nie próbował zagospodarować. Polityk Wojciechowski  wydaje się być tu pionierem.

Ponieważ wykasowano mój wpis na Frondzie, przypomnę co mniej więcej napisałem.

Na ławie oskarżonych zasiada czterech młodych mężczyzn, skazanych w pierwszej instancji na kary więzienia w zawieszeniu i grzywny za wykrzykiwanie takich haseł w czasie Marszu Jedności, zorganizowanego w Białymstoku we wrześniu 2011 roku. Marsz Jedności został zorganizowany po serii incydentów o charakterze nacjonalistycznym i antysemickim w regionie, m.in. po zniszczeniu polsko-litewskich tablic w gminie Puńsk (kilka miesięcy temu ponownie doszło tam do podobnego incydentu) oraz pomnika upamiętniającego ofiary mordu Żydów w Jedwabnem. W marszu wzięło udział ok. 130 osób: władze miasta, politycy, mieszkańcy, działacze organizacji pozarządowych, przedstawiciele mniejszości narodowych. Próbowała go zakłócać kilkudziesięcioosobowa grupa młodych mężczyzn, którzy szli obok uczestników marszu i wznosili okrzyki, m.in. "Jedna Polska narodowa", "Naszą bronią nacjonalizm", "Precz z komuną", "Nie przepraszam za Jedwabne", "Polska cała tylko biała", "Bóg, honor, ojczyzna". To cytat z prasy lokalnej.

Europoseł Wojciechowski krzyczy: „Oskarżaj więc i mnie, prokuraturo, skażcie więc i mnie, sędziowie z Białegostoku, bo ja też nie przeprosiłem za Jedwabne ... .”

Jeśli miałbym porównać do czegoś ten skowyt, to nasuwa mi się wydarzenie na pokładzie samolotu Lufthansy z Janem Rokitą w roli głównej, gdy niedoszły premier z Krakowa wszczął burdę, czego efektem były lament polityka, gdy w asyście policji opuszczał samolot: „Ratujcie mnie, biją mnie Niemcy. Wojciechowski brzmi w uszach podobnie jak Rokita, tyle kabotyńsko, co fałszywie.

Skoro pan europoseł wypowiada się w tak kategoryczny sposób o wyroku sądu, to przypuszczam, że na tyle dobrze zna okoliczności sprawy, że wie, iż antydemonstracja „nacjonalistów” uderzała w legalną demonstrację przeciwstawiającą się ekscesom o charakterze rasistowskim i że obok hasła cytowanego przez europosła, padły także inne.

Czy więc pan europoseł Wojciechowski podpisuje się pod innymi sloganami, jak np. „Polska cała tylko biała” lub „Jedna Polska narodowa”? 

Idąc dalej, czy pan europoseł, podobnie jak były szef Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ, uważa że swastyka to symbol szczęścia? I czy podobnie – jak Artur Zawisza – uważa, że „hajlowanie” w obecnej sytuacji politycznej, to nic innego jak kontestowanie establishmentu?

Pan eurodeputowany uważa, że gdyby nie traktat Ribbentrop – Mołotow, to (…) żadna polska dłoń nie wzniosłaby się do mordowania jedwabieńskich, ani innych polskich Żydów. Ale historii nie da się cofnąć i nie da się wymazać ani Jedwabnego, ani powojennych pogromów. Za nie odpowiadają konkretni Polacy. Nikt odpowiedzialnością za ten mord nie obarcza całego narodu, jak również nikt polityka Wojciechowskiego nie przymusza do przepraszania za nie jego winy.

I nie za fakt, że ktoś wykrzyczał „Nie przepraszam za Jedwabne” zapadł wyrok, tylko za kontekst w jakim padły te słowa, z czego sędzia w stanie spoczynku Wojciechowski doskonale zdaje sobie sprawę. Ale polityk Wojciechowski, który najprawdopodobniej będzie się ubiegał o reelekcję, doskonale wie, że dokonując tak spektakularnych oświadczeń zyskuje sympatię 30% społeczeństwa. Dla tej  części Wojciechowski jest „bohaterem” (to autentyczne określenie z dyskusji na forum, tak jakby faktycznie groziła posłowi jeśli nie egzekucja, to przynajmniej wieloletni łagier). Dla innych, w tym dla mnie, jest uosobieniem politycznej tandety.  


poniedziałek, 16 września 2013
Paris, Paris (oraz Wersal)

 

wtorek, 03 września 2013

Poniżej klasyczny przykład, jak chuje podający się za „niezależnych” dziennikarzy kreują rzeczywistość. W całości cytuję notkę z portalu niezalezna.pl pod znamiennym tytułem „Rząd podkłada się Moskwie i wprowadza obowiązkowy rosyjski”.

Według Ministerstwa Edukacji Narodowej jednym z zasadniczych problemów Rosjan w Polsce jest brak w szkołach lekcji rosyjskiego jako języka mniejszości. – Wymuszanie nauczania tego języka na zasadzie obowiązku wynikającego z praw mniejszości jest oczywistym absurdem. W Polsce nie ma historycznej mniejszości rosyjskiej – ocenia w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” prof. Andrzej Nowak, sowietolog z UJ.

Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji na posiedzeniu sejmowej komisji mniejszości narodowych i etnicznych przekazały informacje dotyczące rzekomych problemów ludności rosyjskiej zamieszkującej w Polsce. Jednym z nich ma być brak lekcji rosyjskiego jako jeżyka mniejszości narodowej. Wiceminister edukacji Przemysław Krzyżanowski podczas posiedzenia komisji powiedział, że do dyrektorów szkół nikt nie składa wniosków o organizację takich zajęć, dlatego się nie odbywają. Ale nie ma w tym nic dziwnego – w Polsce według oficjalnych spisów mieszka niewiele ponad 8 tys. Rosjan.

Stanowisko MEN‑u jest o tyle zastanawiające, że Polskę zamieszkują większe grupy mniejszości narodowych. Wśród nich są m.in. Ukraińcy (ok. 38 tys.). Nie można też zapominać o ok. 60-tysięcznej grupie Wietnamczyków z kartami stałego pobytu. W ich sprawie resort edukacji milczy. Z czego więc wynika nagłe zainteresowanie sytuacją Rosjan?

Swojego oburzenia nie kryje europoseł Ryszard Czarnecki (PiS). – Jest to albo skrajna bezmyślność i głupota, albo jawny serwilizm wobec Rosji – ocenia. –Rząd Donalda Tuska podrzuca Moskwie argumenty do krytykowania Polski za nic. Resort minister Szumilas dopisuje rozdział do książki „Dzieje głupoty w Polsce” – dodaje Czarnecki.

Zaczyna się od nieadekwatnego do treści i wprowadzającego czytelnika w błąd tytułu. Mówiąc wprost kłamliwego: bo rząd nie wprowadza obowiązkowego rosyjskiego, a nawet takiego posunięcia pewnie nie rozważa. 

Dalej można przeczytać, jako rozwinięcie tematu, że jednym z rzekomych problemów ludności, zgłoszonych do komisji mniejszości narodowych i etnicznych jest  brak lekcji języka narodowego dla mniejszości rosyjskiej. Na wyjaśnieniu wiceministra edukacji, który stwierdza, że tej pory takiego problemu żaden z dyrektorów szkół nie zgłaszał do jego resortu sprawa się kończy. Przynajmniej to wynika z tekstu. Tak samo nie ma tu żadnego poparcia tezy, że według Ministerstwa Edukacji Narodowej jednym z zasadniczych problemów Rosjan w Polsce jest brak lekcji rosyjskiego jako języka mniejszości”, a wręcz przeciwnie.  Czyli temat obowiązkowego rosyjskiego zasadniczo nie istnieje. Ale nie dla sakiewiczowej szczujni, która wyraża oburzenie „stanowiskiem MEN-u”.

Całość wieńczy zdanie Ryszarda Czarneckiego, z którego wyciągnąć można mylny wniosek, że jednak obowiązkowe lekcje rosyjskiego będą wprowadzone. Może Sakiewicz wcześniej również posła wprowadził w błąd? W każdym razie mocne słowa Czarneckiego wydają się potwierdzać tezę zawartą w tytule.

Slogan niezależnej.pl „My informujemy, oni kłamią” został zastąpiony ostatnio nowym „Strefa Wolnego Słowa”. Znaczy to, że sakiewiczowa szczujnia, która z rzetelnym dziennikarstwem nie ma już nic wspólnego (absolutnie nic wspólnego), może pieprzyć bez sensu.  To jest czysta, goebbelsowska propaganda. A mnie najzwyczajniej przeraża to, że już połowa polskiego społeczeństwa akceptuje ten rodzaj publicystyki.

niedziela, 01 września 2013

 

Nie mam żadnych terlikofobii. Jestem tylko zdziwiony tym, że osoba reprezentująca tak skrajne poglądy, a jako publicysta - sądząc wprost po tekstach z Frondy.pl  - osiągnęła dno rzetelności dziennikarskiej, tak często pojawia się jako ekspert od chrześcijaństwa i moralności w ogóle na antenie publicznej telewizji. Nie ma co prawda własnego programu, ale jego zdanie jest prezentowane jako głos katolika i mówiąc krótko ma charakter opiniotwórczy. Zdaję sobie sprawę z tego, że zapraszany jest po to, by podgrzać atmosferę programu, niemniej jego "ekspreckie" opnie, przynajmniej potencjalnie, trafiają do milionów domów.

Podobnie jest zresztą z tzw. prasą prawicową, która z dziennikarstwem ma coraz mniej wspólnego. Służy jedynie szczuciu i opluwaniu. Dlatego tak często przywołuję artykuły z niezależnej.pl lub Gazety Polskiej Codziennie, bo w nich zawarta jest esencja "prawicowo-patriotycznego" przekazu. Te media kształtują poglądy i postawy Polaków. A to, co prezentują to fałsz i najczystsza propaganda. Po to, by przekaz był spójny i totalny, nie dopuszczają innych głosów do dyskusji, eliminują"trollów". Dla mnie to mentalny kołchoz, obóz "resocjalizacyjny" w sowieckim stylu.

A wracając do Tomasza Terlikowskiego, to właśnie zrobił pewien zwrot: z polskiego katolika przepoczwarzył się na naszych oczach w koncesjonowanego Prawdziwego Polaka (Katolika w tytule można pominąć, bo przecież wiadomo, że jak Prawdziwy Polak to od razu też Katolik, ewentualnie Zielonoświątkowiec). Terlikowski zasilił całym swoim jestestwem prawicową szczujnię: zaczął publikować na niezależnej.pl (smród antysemityzmu przestał mu przeszkadzać), a swój biblijny przekaz na Frondzie zaczął wzmacniać antyrządowymi wtrętami.

Dzisiaj deklaruje, że bardzo nie lubi premiera Donalda Tuska oraz jego formacji politycznej. Zresztą pisze o Platformie dwukrotnie:

"Donald Tusk już straszy swoich posłów, którzy jeszcze nie dawno zapewniali, że są konserwatystami, wcześniejszymi wyborami. Teraz mają oni podkulić ogony pod siebie, wyrzec się jakichkolwiek relacji z Gowinem i Żalkiem, i karnie maszerować, bo jak nie... to stracą pensje parlamentarne, bo PO rozpisze wybory. I niestety, jak na razie, wiele wskazuje na to, że panowie i panie konserwatystki z PO przerazili się tą groźbą i położyli uszy po sobie. (...) To milczenie pokazuje niestety zupełnie jednoznacznie, że konserwatyści z PO w spodniach mają, co najwyżej portfel, ale nie to, co decyduje o tym, że facet jest mężczyzną. I jeśli nic się nie zmieni, to będzie o nich przestać mówić, jak o mężczyznach, a zacząć ich traktować jak cioteczki, co trzęsą się, gdy wujaszek Tusk tupnie nogą. - pisze Terlikowski.

Terlikowski, którego Fronda.pl wypuszcza dziennie kilka tekstów o gejach, zaczyna dobierać się do rozporków męskiej części Platformy. Nie dość, że to w przypadku ojca kilkorga dzieci bardzo niezdrowe zaciekawienie, to wyciąganie wniosków po zawartość slipów na ile kto jest ciotką jest kuriozalne.

W przypadku Terlikowskiego odpowiedzią  na pytanie co ma w spodniach (oprócz portfela), byłoby pewnie spłodzenie kolejnego potomka. Więc milczmy.

Drugi tekst jest krótki. W tytule Terlikowski krzyczy: "Depolonizacja postępuje. MEN wykreśla z kanonu lektur „Pana Tadeusza”, „Konrada Wallenroda” i „Trylogię” ".

To już nawet nie jest skandal, ale zachowanie zwyczajnie haniebne. Ministerstwo Edukacji Narodowej zupełnie wprost pokazało, że nie chce, by polska szkoła wychowywała młodych Polaków. I dlatego z kanonu lektur wyrzuciła niemal wszystkie lektury, które mogły uczyć patriotyzmu i dumy z Polskości. Z kanonu lektur wykreślono więc na poziomie gimnazjum „Pana Tadeusza” (nawet we fragmentach). W kanonie lektur obowiązkowych nie ma też „Konrada Wallenroda”, a z kanonu licealnego zniknęła „Trylogia” Henryka Sienkiewicza. I niestety trudno określić tą decyzję inaczej, niż kolejny krok na drodze do wynarodowienia Polaków, który postawiła ekipa Donalda Tuska. - komentuje zmianę w kanonie lektur szkolnych Terlikowski.

Terlikowski pewnie przeczytał Pana Tadeusza od dechy do dechy. Pewnie do tej pory cytuje i "inwokację" i "koncert Jankiela". Pewnie podobnie ze wszystkimi częściami "Dziadów". Pewnie wzrusza się do łez, wspominając "Konrada Wallenroda" i kocha "Sonety Krymskie". Nieprawdaż? I pewnie, gdyby nie Mickiewicz, którego czytał od kołyski, nie byłby takim patriotą, jakim jest. Nie wspominając o umiejętności posługiwania się językiem giętkim. I pewnie wie, że Słowacki wielkim poetą był. 


BIAŁOSZEWSKI Miron - Pamiętnik z powstania warszawskiego
Biblia - przypowieści
CERVANTES Miguel de - Don Kichot z Mancy
CZECHOW Antoni - Kameleon
CZECHOW Antoni - Śmierć urzędnika
DICKENS Charles - Opowieść wigilijna
FIEDLER Arkady - Dywizjon 303
FREDRO Aleksander - Zemsta
HEMINGWAY Ernest - Niepokonany Stary człowiek i morze
HEMINGWAY Ernest - Stary człowiek i morze
HERLING-GRUDZIŃSKI Gustaw - Inny świat
IWASZKIEWICZ Jarosław - Ikar
KAMIŃSKI Aleksander - Kamienie na szaniec
KONOPNICKA Maria - Mendel Gdański
KRASICKI Ignacy - Bajki, Satyry
KRUCZKOWSKI Leon - Niemcy
LEM Stanisław - Bajki robotów
LEM Stanisław - wybrane opowiadanie
MICKIEWICZ Adam - Ballady i romanse
MICKIEWICZ Adam - Dziady. Część II
MICKIEWICZ Adam - Pan Tadeusz
MOLIER - Skąpiec
MROŻEK Sławomir - Wesele w Atomicach, Słoń
MUSIEROWICZ Małgorzata - Opium w rosole
MUSIEROWICZ Małgorzata - wybrana powieść
ORZESZKOWA Eliza - A B C, Dobra pani
PARANDOWSKI Jan - Mitologia
PRUS Bolesław - Faraon, Grzechy dzieciństwa, Kamizelka, Na wakacjach, Z legend dawnego Egiptu
SAINT-EXUPÉRY Antoine de - Mały Książę
SIENKIEWICZ Henryk - Krzyżacy
SIENKIEWICZ Henryk - Latarnik, Quo vadis, Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela
SIENKIEWICZ Henryk - Sachem
SIESICKA Krystyna - Jezioro Osobliwości
SŁOWACKI Juliusz - Balladyna
SOFOKLES - Antygona
SWIFT Jonathan - Podróże Guliwera
SZEKSPIR William - Romeo i Julia
SZOŁOCHOW Michał - Los człowieka
TOLKIEN John. R. R. - Hobbit, czyli Tam i z powrotem
ŻEROMSKI Stefan - Siłaczka
ŻEROMSKI Stefan - Syzyfowe prace

Jeśli faktycznie Terlikowski uważa, że wyżej wymienione lektury prowadzą do depolonizacji, to najzwyczajniej jest idiotą.

Przypuszczam raczej, że po "zjebce" jaką dostał od pismaków prawicowych za teksty o tym, że kult cienia Kaczyńskiego jest niekatolicki, wyznaczył sobie zadanie domowe do odrobienia. Musi pokazać, że nie tylko jest dobrym katolikiem, ale także jest Prawdziwym Polakiem.

Tagi
zBLOGowani.pl