RSS
środa, 31 października 2012
Pospieszalski wypowiada Rosji wojnę.

 

Pomimo tego, że „Rzepa” zdementowała informację, jakoby były dowody na to, że pod Smoleńskiem doszło do zamachu, „niezależne” media specjalnie się tym nie przejmują i serwują żądnej spisku i sensacji gawiedzi kolejne „fakty” i komentarze: a to, że jednak „badania wykazały obecność trotylu” (kuzyn ofiary katastrofy ujawnia, że prywatnie zlecił amerykańskim ekspertom badania m.in. samolotowego pasa bezpieczeństwa z miejsca tragedii, ale nie chce zdradzić komu i gdzie), a to, że „prokuratura też zaprzeczyła ws. zamiany ciał”, więc „także dziś prokuratura „stanowczo zdementowała” informację o obecności materiałów wybuchowych na tupolewie...” (taki prosty wniosek wyciąga Dorota Kania).

Anita Gargas z kolei deklaruje, że „słowo zamach będzie (…) odmieniane przez wszystkie przypadki, by nikt nie zdołał zatrzeć prawdy o katastrofie smoleńskiej, a kłamcy smoleńscy zostali zapamiętani tak jak uczestnicy Targowicy” (ja bym dodatkowo polecał deklinację rzeczownika idiota i koniugację czasownika zidiocieć).

Ale najbardziej spodobał mi się krótki, acz rzeczowy tekst Jana Pospieszalskiego, który pisze tak: „Tato, czy to oznacza wojnę? Zapytała mnie o to 15-letnia córka Basia. Dziś wielu staje przed tym pytaniem. Bo skoro to był zamach, co mamy robić? Czy grozi nam konflikt zbrojny z Rosją? Tyle że wojna trwa już od lat. Kolejne jej odsłony to okrągłostołowa bezkarność komunistów, utrącenie lustracji, uwłaszczenie się kolaborantów na majątku narodowym, utrata banków i telekomunikacji, przejęcie rynku mediów, zarządzanie nastrojami społecznymi i przemysł pogardy, antypolska polityka historyczna, degeneracja wymiaru sprawiedliwości, uzależnienie energetyczne, demontaż armii, a ostatnio działanie seryjnego samobójcy. Teraz, po ujawnieniu materiałów wybuchowych na wraku tupolewa, nie można już udawać: „Polacy, nic się nie stało". Prof. Nowaczyk, ekspert zespołu Macierewicza, wyznał, że najtrudniejsze dla niego było przyznanie przed samym sobą, iż scenariusz celowego morderstwa 96 naszych rodaków, w tym prezydenta i dowództwa sił zbrojnych, jest prawdopodobny. Jednak przyjęcie prawdy o Smoleńsku przez ogół Polaków, choć trudne, może oznaczać początek trzeźwienia”.

Proponowałbym Pospieszalskiemu, żeby wojna światowa wybuchła 11 listopada bieżącego roku. Będzie to bardzo praktyczne, gdyż 1. Jest to data dla wszystkich patriotów znamienna, 2. Zostają jeszcze dwa tygodnie, a więc sporo czasu, na przygotowanie się ludności - chodzi między innymi o zrobienie zapasów artykułów żywnościowych (mąka, cukier, konserwy mięsne, przetwory owocowo-warzywne, woda mineralna, pieczywo suche, kartofle) i zgromadzenie innych niezbędnych na czas oblężenia przedmiotów (ciepła odzież, baterie, akumulatory, świeczki, zapałki), 3. Parlament zdąży jeszcze uchwalić ustawę o in vitro oraz zaostrzyć przepisy antyaborcyjne.

 

wtorek, 30 października 2012
Kultura parlamentarna

 

poniedziałek, 29 października 2012
Bytom. Idzie nowe.

 

No i mamy powtórkę z historii: TKM (rozwinięcie tego skrótu znajdą Państwo w Wikipedii). Chciałoby się powiedzieć, że fajnie, bo zaspokojone zostało zapotrzebowanie gminu, który głosując za odwołaniem prezydenta Koja i rady miejskiej, opowiadał się także za zmianami w instytucjach podlegających „magistratowi”. Wszystko w zgodzie z literą prawa i zasadami demokracji. Ciekawi mnie tylko, że zmiany dotyczą chyba bez wyjątku wszystkich spółek miejskich (a przynajmniej tych najważniejszych) i chciałbym usłyszeć argumentację (inną niż TKM), która usprawiedliwiałaby wymianę zarządów tychże. W normalnych przedsiębiorstwach, czyli tych, które działają na wolnym rynku, zwalnia się zarządy na ogół z chwilą, gdy wyniki spółki są gorsze od oczekiwanych lub gdy zarząd popełnił jakiś karygodny błąd (np. działał na szkodę spółki lub w inny sposób naruszył prawo itd.) albo jest zwyczajnie nieudolny. Ponieważ spółki miejskie nie mają wiele wspólnego z gospodarką rynkową, chociażby dlatego, że często mają pozycję monopolisty lub przynajmniej uprzywilejowaną, przypuszczam że chodzi o jakąś nieudolność (bo przecież nowego pana prezydenta nie podejrzewałbym o decyzje czysto „polityczne” tudzież prywatę). W każdym razie jako obywatel tego miasta chciałbym wiedzieć, jakie były przyczyny wymiany zarządów, a przede wszystkim jaka jest gwarancja, że nowe zarządy wykażą się większą zaradnością, kompetencją, inwencją itp. Przecież nie wybierano ich w drodze konkursu! I nie mówcie proszę, że za Koja było tak źle, że gorzej być nie może!

Na portalu bytom.naszemiasto.pl pojawił się niedawno wywiad z nowym prezydentem (chyba z datą 19.10.2012), w którym czytam deklarację Damian Bartyli odnośnie zmian personalnych w miejskich spółkach: „Na pewno jednak planuję audyt finansów miasta i miejskich spółek. Chcę mieć dokładne rozeznanie i przedstawić bilans otwarcia sytuacji , w jakich znajdują się miejskie spółki (…)”. Dalej autor artykułu - wywiadu pisze: „Prezydent wprawdzie podkreśla, że decyzje personalne i dotyczące samego istnienia spółek będą podejmowane po dokładnej analizie finansowo-prawnej, ale nie wycofuje się z deklaracji, składanych podczas kampanii (…).” Od ukazania się artykułu minęło ledwie kilka dni, a w prasie pojawiła się informacja o karuzeli zmian personalnych. Czyżby te decyzje zostały podjęte już po sporządzeniu „bilansu otwarcia”, w wyniku przeprowadzenia audytu i po dokładnej analizie finansowo-prawnej spółek? Ta wiedza jest przecież niezbędna do wymiany zarządów. Która to firma zrobiła rzetelny audyt spółek w tak ekspresowym tempie? Niech pan prezydent zgłosi ją do księgi rekordów Guinessa.

Gały z orbit mi wyszły, gdy przeczytałem w „Życiu Bytomskim”, że przewodniczącym rady nadzorczej ZBM został Jarosław Grzesik – szef górniczej „Solidarności” (zarazem przewodniczący Terenowej Sekcji NSZZ Solidarność Miasta Bytomia), a jednym z dwóch członków Andrzej Malesza – dyrektor produkcji kopalni „Bobrek-Centrum” (członkiem rady został też były kierownik urzędu stanu cywilnego; do tego kabaretu brakuje muzyki - „Marsz weselny” Mendelssohna wypełni tę lukę). CZY NIKT NIE WIDZI TU KONFLIKTU INTERESÓW: MIASTO - KOPALNIA? Osoby reprezentujące interesy górnictwa, które jest odpowiedzialne za degradację naszego miasta, a która przejawia się przede wszystkim w dewastacji substancji mieszkaniowej (nie trzeba chyba tu przywoływać dramatu Karbia sprzed roku, a może jednak trzeba, bo widać, że pamięć ludzka jest zawodna), mają nadzorować spółkę miejską, która zarządza budynkami i mieszkaniami gminnymi. W interesie spółki ZBM jest, żeby kopalnie nie fedrowały pod Bytomiem, a w interesie pracodawców tych panów coś zgoła innego. Miastu będzie zależało, żeby ewentualne odszkodowania za straty gminy powstałe w wyniku eksploatacji górniczej były jak najwyższe, a pracodawcom tych panów wręcz przeciwnie. Rzygać się chce.

Na marginesie, ale dużymi literami zapytam: JAKIE KWALIFIKACJE MA DZIAŁACZ ZWIĄZKOWY DO TEGO, BY ZASIADAĆ W RADZIE NADZORCZEJ SPÓŁKI MIEJSKIEJ? Dlaczego prywatny biznes nie chce takich Grzesików, a dla gminy Grzesicy są niezbędni?

Przypomnę, co miał do powiedzenia przewodniczący Grzesik rok temu (http://www.nettg.pl/news/22886/bobrek-centrum-masowki-na-poczatku-listopada-), gdy prezydent Koj mówił o kosztach społecznych eksploatacji górniczej, niewspółmiernych do korzyści:  „Pan prezydent [Koj] powiedział coś, co mnie przeraziło. Powiedział, że działalność kopalni się mu nie bilansuje, bo przecież wpływ z opłaty eksploatacyjnej to jest tylko niewielki fragment budżetu miasta, a koszty miasto ponosi większe. Tylko Pan prezydent nie liczy tego, że jeszcze wpływają wielomilionowe podatki i że ludzie, którzy zarabiają w kopalni i w firmach z nią kooperujących, zostawiają pieniądze tu, w tym mieście. W Rudzie Śląskiej przed kilkoma laty też była ciągła wojna miasta z górnikami. Dzisiaj kopalnie tam dalej fedrują, a prezydenta już nie ma”. Wizjoner Grzesik miał rację: prezydenta, który przeciwstawiał się rabunkowej eksploatacji już nie ma, a kopalnia Bytom-Bobrek nadal fedruje i będzie miała błogosławieństwo magistratu.

A czy aktualnemu prezydentowi „działalność kopalni będzie się bilansować”? Jak należy traktować nominację Grzesika na przewodniczącego rady nadzorczej ZBM-u: jako naturalną nominację dla wybitnego specjalisty, czy jako nagrodę za aktywną działalność na rzecz usunięcia Koja z urzędu prezydenta, czy też to skromna gratyfikacja dla działacza związkowego za potencjalne złagodzenie stanowiska odnośnie konieczności wydobycia „na zawał” pod centrum Bytomia?

Nie zdziwiłbym się, gdyby po takich zmianach personalnych cześć wspólnot mieszkaniowych, których budynkami zarządza ZBM, wypowiedziała umowy zarządu tej spółce.

I pytanie retoryczne: czy lokalnej czwartej władzy po nowym rozdaniu już zupełnie nie przeszkadza brak transparentności? A może wystarczą deklaracje prezydenta, że w swoim gabinecie zawiesi krzyż?

Oby Bytomia nie obudził huk walących się kamienic.

 

 

Tagi: Bytom
09:41, gkur
Link Dodaj komentarz »
Tagi
zBLOGowani.pl