RSS
wtorek, 27 lipca 2010
Nonkonformista czy wazeliniarz?

 

Marek Migalski, moja najbardziej „ulubiona inaczej” postać ze sceny politycznej wybiega ostatnio przed szereg. Udziela wywiadów (m.in. „Rzepie”) i aktywnie pisze blog.

Na blogu pisze:

„Co do wyników sobotniej Rady Politycznej PiS – to kolejny przejaw przenikliwości i dalekowzroczności partii. Gdyby do RP zostali wybrani autorzy bardzo dobrego wyniku wyborczego, mogłoby to oznaczać, ze nagradza się ich za tę pracę. A to mogłoby rodzić podejrzenia, że ci koniunkturaliści robili to dla zysków osobistych, dla profitów władzy, dla własnej kariery. A tak? Wiadomo – napracowałeś się, chłopie i babo, w kampanii? No to dziękujemy i już. Na coś liczyłeś? Jakiś stanowisk żądać chciałeś? A kysz, siło nieczysta, pożądliwa i lubieżna! Niczego nie dostaniesz, żeby cię następnym razem nie kusiło! Nic nie robiłeś? No to masz awans! Żebyś następnym razem też nic nie robił…”

Otóż taki twór jak partia może być „dalekowzroczny” i „przenikliwy”! Nadawanie cech ludzkich organizacji partyjnej śmierdzi stęchlizną i przywołuje mi na myśl czasy Hitlera i Stalina.

Jest okazja, żeby „przywalić” konkurentom (m.in. „liberalnej - miękkiej”  frakcji w PiS), którym zarzuca koniunkturalność i pazerność. Są to cechy oczywiście obce autorowi bloga. Działaczami politycznymi, zwłaszcza tymi z PiS, nigdy nie powinna kierować ambicja, chęć wybicia się i zrobienia kariery. Jeśli takie tezy stawia politolog, to nie dziwi mnie, że jego praca habilitacyjna zdobyła tak mierne recenzje, że jej autor musiał przejść na naukową emeryturę.

Czy Migalski zna znaczenie słowa „lubieżna” (jak się domyślam dotyczy ono Kluzik – Rostkowskiej)? Odsyłam do słowników polszczyzny (swoją drogą piękne to słowo, ale tu całkiem nie na miejscu).

Dalej pisze:

„To sensowna strategia. I przyszłościowa. I logiczna. Nasza partia nie może być formacją koniunkturalistów i karierowiczów co to za dobry wynik chcą czegoś więcej, niż sympatia i poważanie powszechne. Zresztą swoją nagrodę i tak już odebrali – tyle się w tych mediach, pozerzy, napokazywali! Tyle wywiadów naudzielali! Basta, dosyć, szlus! I to mnie się podoba! To mi pasi! Dlatego już teraz zgłaszam swój akces do następnej kampanii wyborczej? Jakem nonkonformista i obrońca spraw niemożliwych. No i zapisuję się do partii (bo na razie nie jestem) – a nuż na wiceprezesa wybiorą….”

Inni się w mediach „napokazywali”, wywiadów „naudzielali”. Teraz, kurwa, moja kolej. Ja nonkonformista, altruista, obrońca spraw niemożliwych, Migalski!

Nonkonformista, ociekający wazeliną.

poniedziałek, 26 lipca 2010
Jak widzę ten ryj, to chce mi się rzygać. Poważnie!

 

Od czwartego lipca ponosimy same porażki. Jesteśmy w stałej defensywie. Tracimy kolejne punkty. Daliśmy się wpuścić w spór o krzyż, o tragedię smoleńską, zajmujemy się wciąż sobą, a nie rozliczaniem PO z realizacji obietnic wyborczych – ubolewa podobno na swoim blogu europoseł PiS Marek Migalski.

Zdanie to  dobitnie pokazuje czym jest PiS.

Partia zakłamania: Otóż to nie WY „daliście się wpuścić w spór o krzyż”, ale konflikt wokół krzyża został przez WAS sztucznie stworzony, a teraz jest dalej podsycany. Zresztą tak samo, jak z innymi konfliktami, które rozdzierają Polskę i Polaków.

Partia podziałów: Konflikty wywoływane przez PiS mają doraźnie pomóc tej partii sondażach poparcia, w pozyskiwaniu zwolenników. Bo władza dla PiS jest najważniejsza. W efekcie konflikty te dokonują w społeczeństwie głębokich i trwałych podziałów. To dzięki PiS-owi społeczeństwo jest teraz bardziej skonfliktowane niż było „za komuny”. Ciśnie mi się na usta cytat z pisowskiego führera o swoich konkurentach politycznych: „Oni stoją tam, gdzie stało kiedyś ZOMO”. To jest dzielenie ludzi na swoich, dobrych, uczciwych oraz na obcych, złych, zdemoralizowanych. PiS walczy o kolejne dusze, a podział się utrwala. Migalski, jako politolog, doskonale o tym wie, tym większe pretensje można mieć do niego za czynny udział w tej brudnej PiS-owskiej propagandzie.

Partia destrukcji: PiS zamiast mieć jakikolwiek pozytywny wkład w to, by państwo lepiej funkcjonowało, chce się bardziej aktywnie zająć „rozliczaniem PO z realizacji obietnic wyborczych”. Znów zamiast kreatywności jest destrukcja. Rozliczać, sądzić, pomawiać ... .  Ciągle trzeba przypominać, że to PiS razem z Lechem Kaczyńskim, od początku obecnej kadencji parlamentu, utrudniali Platformie wszelkie reformy, a sami będąc u władzy zmarnowali okres koniunktury.

Może się wydać dziwne jest, że Migalski bije się w pierś. Ale raczej nie bije się we własną, ale w PiS-owsą pierś, albo w piersi partyjnych kolegów, w stosunku do których wkrótce będzie trzeba wyciągnąć konsekwencje za spadek wyników PiS-u. (Idę o zakład, że mam rację).

Na blogu Mistrza Taniej Manipulacji znalazłem sporo złotych myśli dotyczących głównie konkurentów politycznych. 13 lipca Migalski pisze tak:

„To nie jest przypadek - atak na krzyż przypuszczony przez Bronisława Komorowskiego i żądanie przez Grzegorza Schetynę usunięcia z sali sejmowej portretów posłów PiS, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. To świadomy zabieg wyczyszczenia pamięci Polaków ze wspomnienia o Lechu Kaczyńskim, to celowa próba demitologizacji tego polityka, to w pełni kontrolowana wojna o umysły wyborców. Ostatecznym rezultatem ma być usunięcie ze wspomnień i życzliwej pamięci naszych rodaków obrazu dobrego i życzliwego prezydenta i zastąpienia go obrazem skarykaturyzowanego Jarosława Kaczyńskiego, którego już teraz na nowo obrabia się medialnie, przyprawiając mu wszelkie szpetne gęby. Platfomersi przerazili się tych tłumów na ulicach, żegnających zmarłego prezydenta i chcą zabić jego mit, dobrą o nim pamięć.”

Otóż Lech Kaczyński do chwili katastrofy smoleńskiej był bardzo słabo oceniany i nie miałby żadnych szans na drugą kadencję prezydentury. Jest faktem, „że pamięć naszych rodaków jest życzliwa”, natomiast prezydent za życia ani nie był ani dobry, ani życzliwy. Przynajmniej ja, jako bierny obserwator życia politycznego, takiego prezydenta sobie nie przypominam. Pamiętam złośliwego, małego człowieczka, uzależnionego od silniejszego brata bliźniaka i doprawdy cieszyłem się, że ta groteskowa prezydentura zbliżała się ku końcowi. Gdyby nie ów tragiczny wypadek lotniczy mielibyśmy za niedługo ex-prezydenta, który w rankingach wyprzedzałby co najwyżej Jaruzelskiego. Migalski słusznie używa słowa „mityczny” w odniesieniu do zasług byłego prezydenta – mit jako coś nierealnego, bajkowego, słowem bujda.

Czy Platformersi przerazili się tłumów? Być może tak, bo przerażająca była ta ogólnopolska „głupawka” (z resztą w dużej mierze wyreżyserowana).

Dalej Migalski pisze: „Przypomina to znany z czasów sowieckich czasów zwyczaj usuwania post factum zdjęć i relacji o kolejnych ofiarach Stalina. Nagle okazywało się, że Bucharin, Trocki, Zinowiew, Kamieniew nie istnieli, nigdy ich nie było, nie zachowały się żadne dowody na ich egzystencję. Liderzy PO podobnie chcą postąpić z pamięcią o Lechu Kaczyńskim. I robią to w celach całkowicie politycznych. Zabicie mitu i pamięci o tragicznie zmarłym prezydencie ma poprzedzać anihilację całego PiS.”

Trzeba być albo debilem, żeby w ten sposób oceniać rzeczywistość, albo skończoną szmatą, by z pełną świadomością grać na nastrojach społecznych i manipulować opinią publiczną.

Rzygać mi się chce, jak widzę ten ryj.

sobota, 24 lipca 2010
Idiota w potocznym znaczeniu

Prezes PiS Jarosław Kaczyński jest zdania, że w odniesieniu do kwietniowej katastrofy pod Smoleńskiem słowo "zbrodnia" jest adekwatne w jego potocznym znaczeniu, a nie prawnym.

Idiota - w potocznym znaczeniu tego słowa – to osoba, która wypowiada idiotyzmy, mówi od rzeczy. Jarosław Kaczyński jest idiotą w potocznym znaczeniu tego słowa, a nie naukowym, medycznym.

Tak niewiele brakowało, by idiota został Prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej.

piątek, 23 lipca 2010
Pan Nikt

Rośnie na naszych oczach kolejny wielki autorytet. Nazywa się Napieralski. Grzegorz Napieralski. Jest autorytetem w dziedzinie etyki ze specjalizacją „działacze partii opozycyjnych”.

Napieralskiemu ostatnio nie podobają się  wystąpienia Janusza Palikota.

- Trzeba pamiętać, jak łatwo urazić innych. Palikot o tym zapomniał, przekroczył granice przyzwoitości – mówi Napieralski.

Jaką miarą mierzy Napieralski przyzwoitość? Swoją miarą.

Czy mógłby Napieralski ocenić Palikota „merytorycznie”? Nie, bo po pierwsze: brakuje mu inteligencji i polotu, by z Palikotem polemizować (ogładę się nabywa, inteligencję się ma), a po drugie: rzeczowe, merytoryczne podejście do tej kwestii z pewnością by mu zaszkodziło (musiałby bowiem ustosunkować się do tych wszystkich debilizmów kierowanych przez PiS w stronę Platformy i wplątałby się w ten cały prawicowo-prawicowy konflikt).

Co w ogóle Napieralski ma nam do powiedzenia w kwestii wojny domowej, którą szykuje nam PiS. Zasadniczo nic, bo nie czuje jest stroną. Za to dolewa oliwy do ognia, twierdząc, że jest to jedynie walka dwóch zwalczających się partii prawicowych. Jest to działanie nikczemne, bo ta wojna dotka wszystkich Polaków, wszystkich bez wyjątku. Logika - skądinąd słuszna – jest taka: niech ONI się zagryzą, MY tylko na tym zyskamy.

Zatem zadajmy mu to pytanie: Czy Pan, Panie Napieralski uważa, że "katastrofa smoleńska" była zbrodnią, jaką rząd Donalda Tuska popełnił na elitach Narodu Polskiego?

Co Napieralski nam (społeczeństwu) oferuje? Nic, tylko puste słowa, puste hasła, puste obietnice.

Pan Nikt. Człowieczek, uskrzydlony chwilowym politycznym sukcesem.

Ale nie jest człowiekiem bez zalet. Uważam, że Napieralski jest bardzo sprawnym politykiem - w takim samym stopniu jak Kaczyński - bo sprawność polityka mierzy się tym, ile głosów zdobył. Inną kwestią jest ocena jego moralności. Pod tym względem wymienieni wyżej politycy to dla mnie dwa zera – cel polityczny, czyli władzę osiągają tymi samymi metodami: kłamstwem, manipulacją, pomówieniem.  Z tym, że Napieralski jest pod tym względem mniej natrętny.

Temat wojny na górze był wcześniej poruszany przez Napieralskiego. Mało tego, w owej „wojnie” dopatrywał się swojego sukcesu wyborczego.

Głosował na niego głównie elektorat „tradycyjnie” lewicowy. Pamiętać trzeba, że od dłuższego czasu Napieralski robił ukłony w stronę PRL-owskiego betonu i tych wszystkich, którzy miło wspominają dawno minione czasy  (ten elektorat na szczęście niedługo wymrze). Ale głosowali również ci, którzy są zbyt młodzi, by pamiętać koszmar tamtych lat (ci w swojej nieświadomości nie wiedzą, jak niestosowne jest robienie z Jaruzelskiego bohatera narodowego) i chyba nie wiedzą czym powinna być współczesna lewica. Głosowali również naiwni, którzy uwierzyli, że Prezydent Napieralski może sprawić, żeby „Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej” (trzeba być bardzo źle wyedukowanym, żeby uwierzyć aby jeden człowiek, bez wsparcia parlamentu, rządu, samorządu lokalnego i obywateli, mógłby zrobić tak wiele).  Gruszki na wierzbie ....

Wszyscy kandydaci na prezydenta deklarowali chęć zaprzestania „wojny na górze”, więc Napieralski kłamie twierdząc, że jego wynik wyborczy jest głównie pochodną powszechnego sprzeciwu wobec walki o władzę, a on i SLD są jedyną możliwą alternatywą.

Faktem jest, że Napieralski jest sprawnym politykiem, bo jego retoryka, choć kłamliwa, trafia na podatny grunt.

Czy kłamca i manipulant może oceniać innych? Jak widać może. Walczmy z kłamstwem!

 

 

 

czwartek, 22 lipca 2010
Na prawo patrz (i sprawiedliwość)

Jak mówi przysłowie: „Krowa, co głośno ryczy, mało mleka daje”.

Po katastrofie smoleńskiej w kadrach PiS wyczerpał się materiał intelektualny, ale  pozostały wakaty na eksponowane funkcje partyjne, a w przyszłości może i państwowe, więc teraz mamy do czynienia z przekrzykiwaniem się posłów PiS w mediach na zasadzie: kto bardziej dowali PO (albo eufemistycznie: kto dokona bardziej spektakularnego ataku na Platformę), ten ma więcej do zyskania.  I odwrotnie: kto w tej bitwie choć trochę popuści, ten wypada z gry (patrz: przypadek Kluzik-Rostkowskiej).

Pojęcie „zbrodnia smoleńska” przez ostatnie dni nam już spowszedniało, o co szczególnie zadbali: Macierewicz, Kamiński, Brudziński, Ziobro, Kempa; teraz czekamy niecierpliwie, kto pierwszy rzuci w Tuska kamieniem i w świetle jupiterów TVP powie mu: „Ty zbrodniarzu, ty morderco!” lub   zwyczajnie, po ludzku: „Zabić gnoja!”.

Z tej okazji z politycznej banicji (czyli z Eurośmietnika) wracają: były minister sprawiedliwości a przyszły Prezydent RP Ziobro, politolog niedohabiltowany i domorosły specjalista od manipulacji społecznej Migalski, propagator bezpiecznej jazdy, wybitny znawca historii Wehrmachtu  i specjalista od blokad licytacji komorniczych Kurski, a także Kamiński, PiS-dandys w rozmiarze XXL, słynący między innymi z „innej” tolerancji  dla pedałów.  Przekrzykują się w niedorzecznych oskarżeniach, odbierając opozycji, a zarazem większości parlamentarnej, moralne prawo do rządzenia.

Kto wywalczy laur „Goebbelsa Największej Tragedii Narodowej Ostatniego Tysiąclecia”?

Mamy zjadanie trupów, a wręcz orgiastyczną ucztę (proszę się nie obrażać – to z Gombrowicza ). Na jak długo PiS-owi tego pokarmu starczy?

Parafrazując przysłowie: Poseł, co głośno ryczy, wielkie aspiracje ma, choć ani intelektem, ani taktem, ani uczciwością nie grzeszy.

1 ... 96 , 97 , 98 , 99
 
Tagi
zBLOGowani.pl